Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niedziela dla włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niedziela dla włosów. Pokaż wszystkie posty

Zabieg laminowania Marion-podejście drugie

Drugi Dzień Świąt spędziłam leniwie w domu-do południa leżałam w łóżku z książką w ręku ("Feblik" M. Musierowicz), aż naszła mnie myśl, że jest to dobra pora, żeby zrobić coś dobrego dla włosów, tym bardziej, że już od jakiegoś czasu wyglądały smętnie-brakowało im objętości i były ciężkie. Uznałam więc, że przedobrzyłam z olejowaniem i należą im się teraz proteiny. Szczęśliwie miałam w domu saszetki zabiegu laminowania Marion. Kiedyś już robiłam nim kurację i efekty były zadowalające. Pisałam o nich tutaj. Jak poszło tym razem?
Pielęgnacja była minimalistyczna, bo umyłam tylko 3 razy włosy szamponem oczyszczającym Farmona ze skrzypem polnym. Za drugim myciem zrobiłam jeszcze peeling kawowy skalpu. Następnie tak jak radzi producent-na 15 minut nałożyłam zawartość dwóch saszetek Mariona, przykryłam czepkiem i turbanem. Tym razem włosy wysuszyłam też na okrągłej szczotce, licząc na to, że efekty będą lepsze niż za pierwszym razem kiedy to włosy schły samodzielnie.

Niestety, przeliczyłam się. Nie dość, że się gimnastykowałam z obrotową szczotką jakieś 20 minut to efekty były słabe-włosy co prawda były prostsze niż normalnie, ale nie tak gładkie, lejące i błyszczące jak się spodziewałam. Dużo lepsze efekty otrzymuję po zwykłej odżywce i suszarce. Na szczęście chyba jednak proteiny im nie zaszkodziły, bo i oznak klasycznego przeproteinowania nie było.
Na szczęście dzisiaj już wyglądają lepiej-odzyskały blask, pojawiły się naturalne fale i gładkość.
Na zdjęciach są włosy : 1. wysuszone na szczotce, 2. rozczesane, 3. z boku twarzy.

Wniosek:
Jeśli jeszcze kiedyś się skuszę na ten zabieg laminowania Marion to pozwolę włosom wyschnąć naturalnie-poprzednim razem tak właśnie zrobiłam i włosy były bardzo miękkie w dotyku, gładkie i błyszczące. Tym razem nie jestem zadowolona z efektu, ale cieszę się, że pozbyłam się kolejnych saszetek przed 2016r.:)

Próbowałyście laminowania?

Rosyjskie kosmetyki do włosów

Boom na rosyjskie kosmetyki powoli przemija, ale ja z moim opóźnionym zapłonem dopiero niedawno miałam okazję je przetestować. Najbardziej do gustu przypadły mi (i moim stopom) dwa produkty do ich pielęgnacji, szampon z olejem rokitnika. Nie do końca spodobał mi się natomiast peeling do ciała 5 zbóż i fitoaktywna maseczka do twarzy. To jednak nie znaczy, że zrażam się do nich. Będę dalej próbować i wierzę, że jeszcze sporo dobroci wśród nich okryję. Aktualnie jestem w posiadaniu 4 rosyjskich produktów do włosów, więc któregoś dnia postanowiłam sobie zrobić "Małe rosyjskie SPA".
Użyłam:
  • najpierw na włosy nałożyłam na kilka godzin olej sezamowy-on rosyjski nie jest, ale na siłę próbuję go zdenkować, bo męczy mnie jego intensywny zapach, a i spektakularnego działania nie zauważyłam
  • na 20 minut przed myciem nałożyłam BIO Balsam "Blask i Siła" z olejem z orzecha włoskiego
  • umyłam włosy szamponem-nalewką, który pojawił się w ulubieńcach tutaj
  • na 20 minut pod czepek nałożyłam Keratynową maskę z szungitem-sama jest dla mnie trochę za lekka, o czym pisałam w tej recenzji
  • po spłukaniu maski mokre włosy spryskałam sprayem Aminokwasy dla włosów na bazie mlecznej serwatki
  • rozczesałam i zostawiłąm do wyschnięcia
Suche włosy musiałam jeszcze raz przeczesać, bo się dół lekko postrączkował, a potem wyglądały tak:

W dotyku były bardzo miękkie i jedwabiście gładkie. Dodatkowo pięknie błyszczały i mogłabym je tak głaskać i głaskać, ale wiem, że to wzmaga przetłuszczanie, więc dałam sobie spokój:)

Podsumowując:
Chociaż nie wszystkie rosyjskie kosmetyki do włosów sprawdzają się u mnie solo, to przy złożonej pielęgnacji widać ich moc.

A wy lubicie rosyjskie kosmetyki? I pytanie za 100 pkt-macie jakiś sposób na szybkie wykorzystanie oleju sezamowego np. w kuchni?

Kosmetyki do włosów z Biedronki

Biedronka ostatnio to mój ulubiony sklep. Umiem w nim kupić zarówno artykuły spożywcze, ubrania, ale i kosmetyki. I przeważnie ze wszystkiego jestem zadowolona. Podczas ostatniej promocji na kosmetyki do włosów kupiłam kilka, które wykorzystałam podczas wczorajszej soboty do włosów. W ruch poszły olejek Loton, szampon Farmony, saszetka Biovax i serum Biosilk.


1. Najpierw na zwilżone włosy nałożyłam olejek Loton. Ja mam wersję z makadamią, ale jest też dostępna z kokosem i arganem. Olejek można też nakładać na ciało. Kosztuje około 10 zł.
2. Po około 1,5 godzinie umyłam tylko skalp szamponem Farmona ze skrzypem polnym. Jest to typowo oczyszczający szampon, więc potraktowałam nim tylko skórę głowy, a długość została umyta spływającą pianą. W Biedronce można jeszcze kupić wersję pokrzywową i łopianową, ale ja mam ochotę na lnianą i mam nadzieję, że taka też wejdzie do sprzedaży, Kosztuje 6,99 zł, w promocji około 5,50 zł.
3.Nałożyłam na 20 minut pod czepek maskę Biovax do włosów słabych ze skłonnością do wypadania (chociaż moje włosy są dosyć gęste i długie, to taka saszetka jest za duża, żeby ją wykorzystać na raz). Jest to maska nawilżająca, zawierająca m.in.aloes, miód i ekstrakt z henny. W Biedronce można jeszcze kupić saszetkę maski "Naturalne oleje", "Keratyna i jedwab" i do włosów suchych i zniszczonych( z ekstraktem z miodu i cynamonu i olejkiem ze słodkich migdałów). Kosztują 1,99 zł, a w promocji około 1,60 zł.
4. Zmyłam maskę i na mokre włosy nałożyłam serum Biosilk Maracuja Oil. W Biedronce można jeszcze kupić jedno serum na końcówki Argan Oil od Greenelixir. Obydwa kosztują 4,99 zł, ale raczej to pierwsze jest bardziej wartościowe, bo zawiera olejek z nasion marakui, jedwab i hydrolizowane proteiny przed zapachem.
5. Gdy włosy wyschły jeszcze raz je przeczesałam, bo dół wyglądał ubogo.
Finalny efekt prezentował się tak:

Włosy były bardzo gładkie i miękkie w dotyku. Błyszczały się i miały sporą objętość. Myślę, że to zasługa maski, bo kiedyś już jej używałam i pamiętam, że też byłam zadowolona z efektów. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko kupić pełnowymiarowe opakowanie, ale to już nie w Biedronce:)

Macie jakiś swój ulubiony produkt do włosów z Biedronki?

NdW: Serum olejowe

Dawno na blogu nie było posta z serii "Dzień dla włosów", więc dzisiaj nadrabiam zaległości. Jakiś czas temu pisałam o olejowaniu włosów na odżywkę. Można też to robić na sucho na mokro, w misce itp. Wszystkie te sposoby wypróbowałam i wszystkie niestety zajmują dużo czasu, bo ja lubię najpierw spryskać włosy mgiełką nawilżającą, odczekać około 15 minut, dołożyć olej, odczekać minimum godzinę, dołożyć maski na jakieś 15 minut w celu zemulgowania oleju. Cała ta zabawa zajmuje co najmniej 2 godziny, ale jest prostszy sposób olejowania włosów i dzisiaj Wam go zaprezentuję na własnym przykładzie. Mowa o serum olejowym, które załatwia nam nawilżenie, olejowanie i emulgowanie w jednym. Po raz pierwszy przeczytałam o nim u Anwen. Serum olejowe to emulsja najczęściej w formie sprayu, która w pierwotnej wersji zawiera wodę, maskę/odżywkę do włosów i olej. Taką mieszankę rozprowadza się na włosach przed użyciem szamponu i często efekty są dużo lepsze niż przy tradycyjnym olejowaniu. Ja ten przepis trochę zmodyfikowałam i zmieszałam:

  • 1 łyżkę maski Kallos Blueberry, która już na całe szczęście sięga dna
  • 1 łyżkę soku z aloesu
  • 1 łyżeczkę oleju lnianego
  • 1 łyżeczkę olejku Alterra "Limonka i Oliwa"
  • trochę wody
Wszystko zmieszałam w butelce z atomizerem i spryskałam obficie suche włosy. Po lekko ponad godzinie umyłam skórę głowy szamponem-nalewką Bania Agafii (niedługo będzie recenzja), pianą potraktowałam resztę włosów. Na odsączoną z wody długość nałożyłam na około 20 minut Kallos Blueberry. Spłukałam maskę i na mokre końcówki nałożyłam serum Bioelixire. Rozczesałam i pozostawiłam do wyschnięcia.

Efekty:
Ponieważ dzień dla włosów odbył się w piątek, dzisiaj mogę Wam napisać, że jestem zachwycona efektami. Włosy zaraz po wyschnięciu były miękkie, błyszczące i gładkie w dotyku. Na trzeci dzień nadal wyglądały w miarę świeżo, tak że mogłam wyjść do ludzi w rozpuszczonych, ładnie okalających twarz włosach. To chyba cud, bo zazwyczaj już drugiego, najpóźniej trzeciego dnia musiałam je związywać, bo wyglądały nieciekawie i zwisały smętnie. Może to zasługa ww. serum olejowego, a może zasługa podcięcia włosów, bo skróciłam je o jakieś 10 centymetrów i jestem zachwycona jak teraz się świetnie układają, jakie są lekkie i uniesione.
Próbuję też zapuszczać grzywkę. Zawsze miałam głęboki przedziałek z boku, a teraz muszę go robić bardziej na środku, aby odrastająca grzywa wyglądała spójnie z resztą włosów i trochę minie zanim włosy przyzwyczają się do nowego ułożenia, ale jak na razie jestem z decyzji o podcięciu bardzo zadowolona.

A jak Wasze włosy? Zapuszczacie czy obcinacie? Próbowałyście serum olejowego?

NdW: Aloesowa pielęgnacja

Kilka dni temu pisałam Wam jak wzmocnić działanie oleju na włosach. Wspominałam tam m.in. o mgiełce z soku aloesowego, więc przy okazji kolejnej "Niedzieli dla włosów" wykorzystałam aloes na ten i na kilka innych sposobów. Moim celem było maksymalne nawilżenie włosów i sprawdzenie jak poradzą sobie z taką ilością humektantów (nawilżaczy, którym aloes jest) i czy nie będą zbyt spuszone.
 Moja pielęgnacja krok po kroku:

  • spryskałam obficie włosy sokiem aloesowym, przelewając go do buteleczki z atomizerem. Zostawiłam go do wchłonięcia na około 20 minut
  • następnie dodałam na nie olej sezamowy, którego zapach jest dla mnie ciężki do zniesienia
  • po 1,5 h zmyłam olej szamponem aloesowym z Lidla
  • jako maski użyłam Kallos Blueberry, ale dodałam do niej kilka kropli soku aloesowego
  • spłukałam po około 30 minutach trzymania maski pod czepkiem i ręcznikiem
  • mokre włosy spryskałam ponownie mgiełką z soku i zostawiłam włosy do wyschnięcia
Jakie były efekty pokazuje to zdjęcie:

Włosy były niesamowicie gładkie w dotyku. Mogłabym je tak dotykać i dotykać, ale przypomniałam sobie, że to przecież wzmaga przetłuszczanie:) Były też stosunkowo lekkie, co jest efektem trudnym do uzyskania przy moich ciężkich i grubych włosach, a także bardzo miękkie i bardzo lśniące.

Podsumowując:
Już dawno moje włosy tak nie błyszczały:) Przekonałam się, że aloes rzeczywiście ma magiczną moc i użyty jako baza pod olej rzeczywiście sprawia, że włosy są bardziej nawilżone i odżywione. Od tej pory postaram się jak najczęściej używać soku aloesowego w pielęgnacji, tym bardziej, że jego okres trwałości jest bardzo krótki, więc muszę się śpieszyć z denkowaniem.

Stosujecie aloes w pielęgnacji, nie tylko włosów?

Mycie włosów maską Kallos/stylizacja dyfuzorem

Pamiętacie moją recenzję maski Kallos Blueberry? Stosowana po myciu szamponem, nawet wspomagana czepkiem foliowym i ręcznikiem okazała się za słaba dla moich włosów-brakowało im dociążenia i mięsistości.
Ciekawa byłam jak sprawdzi się do jako szampon. Wiem, że wiele włosomaniaczek używa masek Kallos do mycia włosów ze względu na ich nieskomplikowane składy.
Zaryzykowałam i ja. Maska podobno ma podkreślać skręt włosów, więc po użyciu jej postanowiłam wystylizować włosy w fale za pomocą dyfuzora, licząc na mocne i mięsiste fale.
Co z tego eksperymentu wyszło i co konkretnie zrobiłam moim włosom?

  • najpierw zmoczyłam je i samą skórę głowy dwukrotnie wyszorowałam szamponem odżywczym DeBa
  • długość umyłam maską Kallos Blueberry (bałam się, że użyta na skalp powoduje przyklap i szybsze przetłuszczenie włosów)
  • spłukałam włosy ciepłą wodą
  • mokre rozczesałam i wgniotłam w nie żel Joanny
  • przystąpiłam do suszenia z użyciem dyfuzora
Z tym dyfuzorem to postępowałam raczej intuicyjnie-pochylałam głowę, łapałam pasma w miskę dyfuzora i dociskałam do skóry głowy, włączałam chłodny nawiew i suszyłam około 10 sekund. Potem się prostowałam i suszyłam dyfuzorem włosy przy twarzy, znowu się pochylałam i znowu suszyłam z głową w dół. Cała akcja trwała jakieś 15 minut. 
Gdy włosy wyschły już całkowicie (suszarką nie wysuszyłam ich do końca) wyglądały tak:

Jak zwykle przy twarzy ładniej się pokręciły i tu jestem z nich zadowolona. Tył pozostał oporny na stylizację i fale są raczej marne. Chyba muszę podszkolić się z tym dyfuzorem. W całości włosy są miękkie, gładkie i błyszczące.

Co myślicie o efekcie? Myślicie, że mocniejsze pocieniowanie włosów z tyłu głowy sprawiłoby, że by się mocniej falowały?

Płukanka z lipy

Przy okazji kolejnej "Niedzieli dla włosów" postanowiłam moim nieogarniętym falom zafundować płukankę. Zdecydowałam się na tą z lipy, bo ma właściwości zmiękczające, nawilżające i nadające połysk, a włosom falowanym/kręconym podobno potrafi ładnie podkreślić skręt i to właśnie ta ostatnia obietnica skusiła mnie najbardziej.
Ja poszłam na łatwiznę i wybrałam lipę w saszetkach, ale można też oczywiście zrobić tą płukankę z suszonych kwiatów lipy.
Jak ją przygotować:
  • 2 torebki lipy zalać wrzątkiem i przykryć na około 15 minut
  • dolać do naparu zimnej wody, tak aby razem było jej około 1 litra
  • użyć do ostatniego płukania włosów
Zanim użyłam tej płukanki najpierw:
  • przed myciem nałożyłam na włosy olejek Alterra z Bio granatem połączonym z olejkiem łopianowym z czerwoną papryką z Green Pharmacy
  • olejki zemulgowałam odżywką Balea do włosów brązowych
  • umyłam włosy szamponem rokitnikowym z Planeta Organica
  • nałożyłam mieszankę masek Kallos-Keratin i Blueberry
  • zmyłam i polałam powoli włosy płukanką z lipy
Włosy po wyschnięciu wyglądały tak:


Uzyskałam dosyć ładne fale, szczególnie przy twarzy. Włosy były miękkie, nawilżone i gładkie w dotyku. Obiecanego blasku nie zauważyłam, co więcej mam wrażenie, że włosy na zdjęciu wyglądają bardziej matowo niż wcześniej.

Podsumowując:
Nie jest to może "efekt wow", którego oczekiwałam, ale efekty są zadowalające . Na plus muszę zaliczyć tej płukance brak obciążenia, co niestety zdarza mi się po płukance np. z siemienia lnianego i łatwość w przygotowaniu, w przeciwieństwie do wspomnianej wcześniej.

Jak Wy spędzacie niedzielę? 
P.S. Wszystkiego najlepszego dla wszystkich kobiet z okazji ich święta.

NdW: Maska z siemienia lnianego

Cześć dziewczyny!
Czy u Was też dzisiaj takie piękne słońce? Ja zaraz idę na spacer-nie można przecież zmarnować tak świetnej pogody. Zanim jednak to zrobię, pokażę Wam swoją kolejną "Niedzielę dla włosów". Tym razem nałożyłam na nie po raz pierwszy maskę z siemienia lnianego.
Jak przygotować maskę:
-1 szklankę wody wlewamy do garnka i doprowadzamy do wrzenia
-odmierzamy 2 łyżki siemienia lnianego i wrzucamy do wrzątku
-zmniejszamy ogień i co jakiś czas mieszamy
-po około 15-20 minutach woda zabarwi się na brązowo i zgęstnieje i utworzy tzw.glutek
-oddzielamy nasionka od wody za pomocą sitka
-nasiona możemy zjeść np. z jogurtem, a wodę (glutek) zostawić do ostygnięcia i potem nałożyć na włosy
Co dokładnie zrobiłam moim włosom?
  • wczoraj wieczorem nałożyłam na nie mieszankę olejową: olejek łopianowy z Green Pharmacy, olej z pestek winogron i olejek Alterra z granatem
  • dzisiaj rano dołożyłam im marokański balsam z Planeta Organica na ok.20 minut
  • umyłam włosy szamponem z olejem z rokitnika Planeta Organica
  • na 20 minut nałożyłam glutek na mokre włosy pod czepek i ręcznik
  • spłukałam, rozczesałam włosy i zostawiłam do wyschnięcia

Ja ten glutek lubię dlatego, że jest wszechstronny-stosuję go jako bazę pod olejowanie, do stylizacji włosów w fale, albo tak jak dzisiaj-jako maskę na włosy.
Robiłam to po raz pierwszy z ciekawości, bo słyszałam, że taka maska świetnie nawilża włosy, podbija skręt i w ogóle działa cudnie. Jak zadziałała na moich włosach?Tak:

Skręt jest umiarkowany, szczególnie z przodu twarzy ładnie się pofalowały, więc to na plus. W dotyku są miękkie, nawilżone, ale czuję zaraz przy skórze lekkie przyklapnięcie, więc jutro na pewno tak ładnie wyglądać nie będą. Pojawił się też niewielki puch, więc może to nie jest odpowiedni okres na stosowanie maseczek nawilżających. Podsumowując: jestem w miarę zadowolona i myślę, że dam jej jeszcze jedną szansę, chociaż nie podzielam zdania innych dziewczyn, że działa cudownie.

Stosujecie siemię w pielęgnacji? Jak się mają Wasze włosy tej zimy?

NdW: Olejowanie na odżywkę

Olejowanie włosów stało się jednym z moich podstawowych sposobów ich pielęgnacji. Jeśli tylko mam więcej niż pół godziny do dyspozycji-nakładam olej. Najbardziej lubię go nanosić na mokre włosy, ale tym razem postanowiłam w ramach swojej prywatnej "niedzieli dla włosów" zastosować inną metodę tj. olejowania na odżywkę. Do tego celu najlepiej użyć kosmetyku, który po myciu się nie sprawdza. U mnie taką odżywką jest Marokański balsam z Planeta Organica. Samodzielnie puszy mi włosy i osłabia skręt, dlatego najczęściej używam go do emulgowania oleju albo tak jak dzisiaj jako bazę pod olej. Cel jest taki, aby się jak najszybciej go pozbyć, bez wyrzucania pełnego opakowania.
Dzisiaj użyłam:
  • najpierw zwilżyłam włosy mgiełką z dodatkiem gliceryny
  • podzieliłam włosy na dwie części i na każdą naniosłam sporą ilość Marokańskiego Balsamu
  • na włosy pokryte odżywką dołożyłam olejek migdałowy Joanny
  • związałam włosy w koczek i odczekałam około godziny
  • następnie zmyłam włosy wodą, a potem umyłam je Babydreamem ułatwiającym rozczesywanie, ze szczególnym uwzględnieniem skóry głowy (ostatnio mam problem z domyciem skalpu, więc skupiam się na tym, żeby szampon dotarł pomiędzy wszystkie włosy u nasady)
  • włosy na minutę zawinęłam w turban
  • mokre włosy spryskałam odżywką b/s Gliss Kur Oil Nutritive
  • rozczesałam włosy i zostawiłam do wyschnięcia 

Włosy po wyschnięciu były gładkie i miękkie. Z przodu zwinęły się w ładne fale, natomiast tył się dosyć poważnie rozprostował, co nie do końca mi się podoba. Ogołnie jestem zadowolona z efektu końcowego, chociaż muszę wpaść na jakiś patent, który bardziej wpłynie na skręt włosów z tyłu głowy.

Lubicie olejować włosy? Jaka jest Wasza ulubiona metoda?

NdW: Kapsułki regeneracyjne Safira/Podsumowanie akcji "Zapuszczamy wytrwale"

To już ostatnia niedziela przed Świętami. Ja wykorzystałam ją na porządne zadbanie o swoje włosy. Odkąd poszłam do pracy (od 1 grudnia) nie mam czasu na ich mocniejszą pielęgnację i przyznam, że mi brakuje trochę tych zabiegów, dlatego od wczorajszego wieczora zajęłam się nimi z czułością.
Tym razem postawiłam na kapsułki regeneracyjne dostępne w katalogu Safira. Słyszałyście kiedyś o tej firmie? To coś takiego jak Avon albo Oriflame. Kilka tygodni temu wygrałam próbki tych kapsułek. Dostępne są w 3 wersjach: z olejkiem z zielonej herbaty, z olejkiem z róży, z olejkiem z lilii wodnej.


Co dobrego zrobiłam dla moich włosów:
  • najpierw zwilżyłam je mgiełką nawilżającą DIY, składającą się z wywaru z nagietka, lipy i kilku kropli gliceryny
  • po około godzinie nałożyłam na nie olej z pestek winogron
  • poszłam spać
  • dzisiaj rano zemulgowałam olej balsamem  marokańskim
  • umyłam włosy szamponem Nivea Baby
  • na ok.25 minut nałożyłam odżywkę do włosów brązowych Balea pod czepek
  • spłukałam i na mokre włosy nałożyłam pół kapsułki Safira z olejkiem z lilii wodnej
  • rozczesałam i zostawiłam włosy do wyschnięcia
Efekt był taki: 
Włosy były lekkie, gładkie, ale trochę spuszone i niezdyscyplinowane. Nałożenie pół kapsułki regeneracyjnej nie obciążyło ich, ale nie wiem czy tak samo by było gdybym użyła całej. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że włosy będą bardziej mięsiste i mocniej pofalowane, bo te kapsułki mają niby zwiększać skręt włosów-jak widać, nie moich:)

Wczoraj też zakończyła się akcja zapuszczania włosów u Eter
Akcja trwała od 20 sierpnia do 20 grudnia. Moje włosy przez ten czas sporo urosły, co pokazuje to porównanie.


20 sierpnia (wg moich niedokładnych wymiarów) długość najdłuższego pasma wynosiła 50,5 cm, a wczoraj 55 cm. Te 4,5 cm nie robi wrażenia jak na 4 miesiące zapuszczania, ale:
  • nie wierzę temu pomiarowi, jak na moje oko urosły około 6 cm
  • nie stosowałam nic w tym okresie, aby przyśpieszyć ich wzrost
  • przekonałam się, że stosowanie wcierek nie jest dla mnie, bo szkoda mi coś aplikować na świeżo umyte włosy u nasady, a olejek łopianowy z GP stosowany na skalp tylko przyśpiesza ich przetłuszczanie, więc po dwóch próbach-porzuciłam go w kąt
Jestem zadowolona z ich wizualnego przyrostu, ale nie powstrzyma mnie to przed odwiedzeniem fryzjera, podcięciem końcówek i może mocniejszego wycieniowania na długości-mam nadzieję, że to zmusi je do większego falowania.

A wy zapuszczałyście włosy z Eter?

NdW: Kremowanie włosów-podejście drugie

Te z Was, które interesują się dbaniem o włosy i do ich pielęgnacji używają coś więcej poza standardowym szamponem i odżywką, termin kremowania włosów na pewno nie zdziwi. 
Ja kiedyś zaliczyłam jedno podejście do tego tematu. Wtedy użyłam kremu do ciała z masłem shea i kakao marki Isana. Próba okazała się nieudana-włosy zamiast miękkości i gładkości były spuszone i sztywne. 
Postanowiłam dać kremowaniu jeszcze jedną szansą. Znalazłam listę kremów, które się do tego zabiegu nadają i z zadowoleniem stwierdziłam, że jeden z nich zalega mi w domu-jest nim Krem ochronny przed wiatrem i zimnem dla niemowląt i dzieci z Babydream. Wykorzystałam go podczas kolejnej "niedzieli dla włosów".
  • najpierw zwilżyłam włosy i podzieliłam je na dwie części
  • na każdą część nałożyłam sporą porcję kremu Babydream wymieszaną z ok.10 kroplami gliceryny
  • po godzinie umyłam włosy szamponem Babydream
  • na kilka minut nałożyłam odżywkę Balea "mango i aloes"
  • spłukałam i poczekałam do wyschnięcia
Już po spłukaniu czułam, że coś jest nie tak. Wydawało mi się, że włosy chociaż mokre nie były świeże. Nie myliłam się ze swoimi przeczuciami, gdy wyschły wyglądały tak:

Z przodu okropnie się spuszyły, a tył się postrączkował i fale smętnie zwisały. Włosy w dotyku były jakby lekko tłustawe, trochę mokre i sprawiały wrażenie niedomytych.

Myślę, że jednokrotne użycie szamponu nie zmyło kremu z włosów-mój błąd, dla pewności mogłam umyć włosy dwa razy. Spuszenie to raczej "zasługa" gliceryny, która nie dość, że występuje dosyć wysoko w składzie kremu to jeszcze jej hojnie dołożyłam jako półproduktu.

Podsumowując:
To było moje drugie podejście do kremowania i raczej już trzeciego nie będzie-nie sądzę, aby znalazł się krem, który w magiczny sposób zadziała na moje włosy. Zostanę raczej przy tradycyjnych maskach i odżywkach, tym bardziej, że mam ich spory zapas:)

P.S.Przepraszam za jakość zdjęć, ale sami wiecie jaka jest pogoda:/

NdW: Maska bananowo-kakaowa

Przyznaję bez bicia, że pomysł na dzisiejszą domową maskę do włosów bezczelnie ściągnęłam od Ewy. Został mi w domu jeden banan, a że wyglądał niewyjściowo nikt nie miał na niego ochoty. Postanowiłam go więc wykorzystać na włosy, no bo jakże by inaczej? Przepis Ewy był więc jak znalazł:)
Przepis na maskę:
-jeden mały, przejrzały banan
-łyżeczka glutka z siemienia lnianego
-łyżeczka kakao

Banana zblendowałam, co nie było wcale łatwe. Radzę go zblendować właśnie, bo gdy go tylko się rozgniecie widelcem, mogą być problemy z pozbyciem się kawałków z włosów.
Chyba jednak za dużo sypnęłam tego kakao, bo maska była baaaaaaardzo gęsta. Podratowałam ją trochę siemieniem.
A teraz szczegółowo co zrobiłam w ramach "niedzieli dla włosów":
-wczoraj wieczorem zwilżyłam trochę włosy i na 30 minut nałożyłam na nie glutka z siemienia lnianego
-po tym czasie dołożyłam Joannę z olejkiem migdałowym
-zawinęłam włosy w koczek i poszłam spać
-dzisiaj na około 15 minut dołożyłam odżywkę Joanny z miodem i cytryną
-dwukrotnie umyłam włosy szamponem Babydream
-nałożyłam papkę bananowo-kakaową na włosy pod czepek i ręcznik na około 30 minut
-spłukałam włosy
-na końce nałożyłam serum z Bioelixire
-rozczesałam włosy i zostawiłam do wyschnięcia
Efekty:
-spora objętość
-gdzieniegdzie ładne fale
-gładkość
-blask

Wrażenia:
Może zacznę od tego, że podczas nakładania maski ubrudził mi się zlew, wanna i ręcznik. Podczas spłukiwania z włosów wypadały grudki kakao i spłukiwać musiałam dłużej niż zazwyczaj. Woda miała kolor brązowy. Podczas schnięcia włosy były lekko szorstkie i bałam się, że takie pozostaną. Z efektów jestem jednak w miarę zadowolona. Spodziewałam się mocniejszego skrętu, szczególnie z tyłu głowy.

Nie wiem czy powtórzę ten eksperyment, bo jest z tym sporo zachodu.
Robicie domowe maski, niekoniecznie na włosy?

NdW: Jak ulepszyć nielubianą maskę? Part 2

Pora na kolejną "Niedzielę dla włosów", która tym razem upłynęła mi na tunningowaniu znienawidzonej maski. Mowa o masce regenerującej firmy Romantic. O tym jak próbowałam ją ulepszyć, dodając mąkę ziemniaczaną pisałam tutaj. Tym razem postawiłam na dodatek humektantu w postaci glutka z siemienia lnianegu i olejku Alterra z Bio granatem, który (jak każdy olejek) jest emolientem. Sama maska bardzo puszy włosy, więc miałam nadzieję, że ten lekki jej tunning da zadowalający efekt.
  • najpierw nałożyłam na włosy glutek z siemienia lnianego 
  • po około 40 minutach dodałam porcję oleju z pestek winogron
  • gdy minęło 1,5 h włosy umyłam szamponem DeBa Volume
  • do porcji maski Romantic dodałam dwie pompki olejku Alterra i 2 łyżki glutka-wymieszałam
  • papkę nałożyłam na włosy i przykryłam czepkiem foliowym (pozostałość po maseczce Biovax) na lekko ponad 30 minut
  • spłukałam włosy

Gdy wyschły wyglądały tak:
Były lekko spuszone, ale błyszczące. Spodziewałam się większego wygładzenia i podkreślenia fal i to się nie udało. Ten eksperyment uważam za nieudany-nie dość, że samo przygotowanie glutka z siemienia jest długotrwałe to i tak efekt nie był tego poświęconego czasu wart. Włosy ładniej wyglądały jednak po tej maseczce stunningowanej skrobią.
Chyba już nie mam siły i pomysłu na jej wykorzystanie, więc zużyję ją przed myciem i z wielką ulgą pożegnam się z nią na zawsze-już nie pamiętam kiedy ostatnio męczyłam się tak z jakimkolwiek kosmetykiem.

Macie w swoich zbiorach takie nielubiane produkty? Jak je zużywacie?

Niedziela dla włosów

Dzisiaj kolejna niedziela dla włosów. Lubię czasami tak rozpieszczać moje włosy i zrobić dla nich coś więcej niż tylko umycie i nałożenie odżywki. Poza tym mam nadzieję, że w końcu odkryję jakiś sposób, aby moje fale były bardziej falowane. Tym razem postanowiłam przetestować patent z nakładaniem olejku na wywar z siemienia lnianego. Pobawiłam się więc trochę z tymi ziarenkami-gotowałam przez ok.20 minut, przecedziłam przez sitko i przelałam do buteleczki z atomizerem (po jakimś sprayu z Avon).
A całe włosowe SPA przebiegło następująco:
  • na skórę głowy nałożyłam olejek GP
  • na długość dałam glutek z siemienia lnianego pod czepek
  • po ok.1,5 h dołożyłam olej z pestek winogron
  • związałam włosy w koczek podróbką invisibobble i poszłam spać
  • rano umyłam włosy Facelle
  • na około 15 minut nałożyłam Marokański Balsam

Włosy po wyschnięciu były lekkie i pachnące (balsamem), ale nie tak miękkie jak się spodziewałam. Fale mizerne i przy przedziałku dziwnie oklapnięte już kilka godzin po myciu-chyba jednak Facelle niedostatecznie dobrze zmyło olejek łopianowy. Martwi mnie trochę też rozluźniony skręt-podobno takie działanie ma olej z pestek winogron, ale to będę weryfikować przez ten miesiąc. Nie do końca zadowalający efekt może być też spowodowany nałożeniem marokańskiego balsamu-użyłam go po raz pierwszy. A może to jednak wina Facelle?
Podsumowując: Nie bardzo mi wyszło to podkreślenie fal. Będę kombinowała dalej.

Jak tam Wasza niedziela? Czy macie jakiś sprawdzony patent na wydobycie skrętu włosów (ten z użyciem lokówki znam:)

Niedziela dla włosów-stylizacja fal

Kolejny post z serii "Niedziela dla włosów"(nie piszcie proszę, że macie ich już dość, bo bardzo polubiłam to włosowe spa). Tym razem postanowiłam wystylizować swoje fale. Już dawno przestałam walczyć z Naturą i najczęściej zostawiam je do samodzielnego wyschnięcia, ale dzisiaj ( a raczej wczoraj) postanowiłam trochę podrasować skręt bez użycia ciepła. Nie robię tego często, bo z efektu rzadko kiedy jestem zadowolona. Szczególnej okazji też ku temu nie było, ot, taka babska fanaberia w weekend.
Czego użyłam?
  • umyłam włosy dwukrotnie szamponem Nivea Baby
  • sporą ilość odżywki Alterra Granat & Aloes połączyłam z olejkiem z BIO granatem i na 20 minut nałożyłam na włosy, pod czepek i ręcznik
  • spłukałam i lekko odsączyłam ręcznikiem
  • nałożyłam dwie porcje odżywki Joanna z miodem i cytryną i rozczesałam włosy
  • pochyliłam głowę i zaczęłam powoli ugniatać włosy przez około 2 minuty
  • potem dołożyłam żel Joanna bardzo mocny, też ugniatając
  • wyprostowałam się i jeszcze chwilę ugniatałam włosy
  • zostawiłam do wyschnięcia

Oto co zastałam po około 5 godzinach:
Czy jestem zadowolona z efektu? Raczej nie. Skręt jest nierówny-przy twarzy jest jeszcze jako tako, a z tyłu włosy wyglądają jakbym w ogóle nic z nimi nie robiła.
Efekt, który uzyskałam czyli słaby skręt z tyłu głowy i smutno wiszące, postrączkowane włosy to chyba wina żelu. Do tej pory wszystkie (dwa), których używałam sklejały i usztywniały mi włosy, ale po odgnieceniu zostawały ładne, duże fale. Tym razem włosy od razu po wyschnięciu były miękkie, delikatne, zero sztywności, ale też sporo mniejszy skręt.
Najrozsądniejszym wyjściem byłoby wrócić do żelu lnianego, ale jego przygotowanie skutecznie mnie zniechęca:(

P.S. Pierwszy raz się Wam pokazuję "od przodu" i to jeszcze z niedawno zrobioną grzywką. Myślicie, że pasuje ona do falowanych włosów?

Niedziela dla włosów: Jak ulepszyć nielubianą maskę?

Witajcie!
W poniedziałek zapraszam Was na "niedzielę dla włosów".
Jakiś czas temu pisałam o masce regenerującej Romantic, którą kupiłam tylko dlatego, że była duża i tania-za pół litra zapłaciłam niecałe 8 zł.
Jak się okazało w tym przypadku tanie nie znaczy dobre i męczę się już z nią około 4 miesięcy i nie mogę doczekać, aż się skończy. 
Sama maska nałożona po myciu powoduje na nich puch nie do ogarnięcia i wyczuwalną szorstkość w dotyku (klasyczne przeproteinowanie?), dlatego używam ją najczęściej przed myciem do emulgowania oleju.
W tą niedzielę postanowiłam jednak ulepszyć samą maskę, dodając do niej skrobi czyli po prostu mąki ziemniaczanej.
  • najpierw spryskałam włosy mgiełką nawilżającą
  • po około 30 minutach dołożyłam oliwkę Babydream
  • po godzinie umyłam włosy szamponem Deba Volume
  • 2 łyżeczki maski i 2 łyżeczki mąki wymieszałam na papkę i nałożyłam pod czepek i ręcznik na około pół godziny
Trochę za dużo mi wyszło tej papki, więc w rezultacie reszta się zmarnowała.
Gdy spłukałam włosy i poczekałam aż wyschną, wyglądały tak:

Były przyjemnie gładkie w dotyku, lekkie i puszyste. Spodziewałam się szczerze mówiąc większego dociążenia, ale i tak jestem zadowolona (był to mój pierwszy raz z mąką na włosach i w ogóle w pielęgnacji).
Odpowiadając na pytanie z tytułu posta: ulepszyć maskę można dodając do niej to co nam przyjdzie do głowy. Ja spróbuję jeszcze połączyć ją z jakimś olejkiem, być może gliceryną, a może dodam i to i to jednocześnie. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się ją niedługo skończyć, bo strasznie się z nią męczę.

A wy jak ulepszacie kosmetyki?

Niedziela dla włosów/Prosta mgiełka nawilżająca

Kolejnego dnia (czyli wczoraj) jaki przypadł na wzmożoną pielęgnację włosów trochę pokombinowałam. Przez kilka dni wcześniej zastanawiałam się nad bazą, którą mogłabym stosować pod olej (bo jak wiadomo olej zatrzymuje nawilżenie we włosach, a dostarczać je musimy w inny sposób) i której przygotowanie nie zajęłoby mi dużo czasu. Robiłam już kiedyś taką z siemienia lnianego i aloesu, ale gotowanie ziarenek siemienia i skraplanie soku z liści aloesu to nie jest opcja na leniwy dzień. Przypomniała mi się płukanka nagietkowa, która miała podobne działanie. Kupiłam więc nagietek w saszetkach i sięgnęłam po glicerynę. Z tych dwóch składników powstała prosta mgiełka nawilżająca.
 Przygotowałam ją następująco:
  • saszetkę nagietka zalałam około 200 ml wrzątku i przykryłam
  • gdy wywar wystygł przelałam go do buteleczki z atomizerem (ja mam taką różową po jakimś sprayu termoochronnym z Avonu)
  • dodałam 10 kropli gliceryny
  • potrząsnęłam buteleczką
Taką mgiełką spryskałam bardzo obficie suche włosy (w buteleczce została ilość na jeszcze jedno użycie) i zawinęłam w kok. Po około 30 minutach dołożyłam na nie oliwkę Babydream i znowu związałam na około 1h. Gdy ten czas minął, dołożyłam maskę Romantic, która miała za zadanie zemulgować olej. Maskę trzymałam na włosach około 20 minut. Potem umyłam włosy kremowym żelem Babydream i na mokre nałożyłam Joannę b/s z miodem i cytryną i dwie kropelki olejku orientalnego Marion. 
Rozczesałam i zostawiłam włosy w spokoju do wyschnięcia, co trwało około 4h. Po wyschnięciu wyglądały tak:
Niby były miękkie, nawilżone i lekkie, ale jednak trochę spuszone i dół się lekko postrączkował. Chyba jednak nie lubią się za bardzo z Joanną. Bałam się, że następnego dnia będą obciążone, ale o dziwo dzisiaj wyglądają jeszcze lepiej niż wczoraj i wydają się bardziej świeże.

Myślę, że będę tą mgiełkę stosować przed każdym olejowaniem i zobaczę czy da to lepsze efekty niż samo nakładanie olejku. Gdy będzie mi się bardziej chciało-dodam jeszcze kilka kropli soku wyciśniętego z aloesu, bo tylko stoi i kurzy się ten kwiatek na klatce schodowej.

A jak Wasza niedziela? Lubicie DIY czy stawiacie na gotowe kosmetyki w pielęgnacji włosów?

Odżywka Argan Professional z Biedronki/Niedziela dla wlosów

W dzisiejszym poście napiszę Wam co zrobiłam w ramach swojej prywatnej "niedzieli dla włosów", a w drugiej części będzie recenzja odżywki Argan Professional do włosów suchych i zniszczonych, która w niedzieli miała swój udział.

  • najpierw nałożyłam oliwkę Babydream na zwilżone włosy na około 3h
  • po tym czasie dołożyłam maskę Romantic do włosów suchych i zniszczonych, która nie daje się zdenkować i służy mi do emulgowania oleju
  • umyłam włosy kremowym żelem do mycia Babydream
  • na około 5 minut nałożyłam odżywkę
  • spłukałam i pozostawiłam do wyschnięcia
Włosy po takim zabiegu są mięsiste, wygładzone i błyszczące.
Odżywką, którą użyłam jest Argan Professional do włosów suchych, dostępna jakiś czas temu w Biedronce za 9,99 zl. Znajduje się ona w dużej, bo 400-mililitrowej butli wykonanej z dosyć twardego plastiku.
Konsystencja odżywki jest budyniowa, dosyć gęsta. Ma kolor żółto-brązowy. Ja potrzebuję dwie solidne porcje na pokrycie włosów od ucha, chociaż zazwyczaj jedna wystarcza.
Zapach jest specyficzny-nigdy się wcześniej z takim nie spotkałam przy kosmetykach do włosow. Przypomina mi męskie perfumy, jest dosyć ciężki, orientalny, wyczuwalny na włosach do kilku godzin po wyschnięciu.
Skład (napisany z błędem już w pierwszym słowie):


Moja opinia:
Oczywiście skusił mnie tytułowy olejek arganowy.
Ale co z tego, że zawiera olej arganowy dosyć wysoko w składzie, skoro poprzedza go parafina (Mineral Oil), a niedaleko za nim mamy wysuszający Alcohol Denat? Nigdy chyba nie zrozumiem jaki jest sens dodawania wysuszającego składnika do nawilżającego kosmetyku, którym ta odżywka ma być.
Co do działania:
  • jeśli chodzi o jednorazowe działanie to efekty są naprawdę świetne-włosy są zdyscyplinowane, błyszczące i wygładzone. Moje fale po tej odżywce są mięsiste, miękkie i pełne objętości (czyli tak jak obiecuje producent).
  • z długofalowym działaniem jest gorzej-stosowana kilka razy pod rząd może obciążyć włosy. Po jej użyciu mam wrażenie, że nie ma co nakładać oleju przed kolejnym myciem, bo nic nie wniknie do wnętrza-tak są oblepione parafiną. Ratuje nas jedynie użycie jakiegoś mocniejszego szamponu i oczyszczenie.
Podsumowując:
Nie kupiłabym jej ponownie, gdybym wiedziała, że jest w niej Denat. Czytałam skład w sklepie, szukając właśnie go, ale nie zauważyłam-a jest jak byk w samym środku (coś mi się musiało wtedy rzucić na oczy). Na parafinę z kolei w ogóle nie zwróciłam uwagi.
Zużyję tą odżywkę za jakieś pól roku i więcej do niej nie wrócę.

Skusiło Was to "cudo"? Zwracacie uwagę na parafinę w składzie kosmetyku?

Peeling kawowy skóry głowy

W tym tygodniu byłam u fryzjera. A wiadomo jak to u fryzjera jest-najpierw oblepiający szampon, potem silikonowa maska, a na moje słowa, że chciałabym zacząć stylizację fal-dostałam porcję pianki z alkoholem. Chociaż z efektu końcowego byłam zadowolona, to czułam, że moje włosy potrzebują mocnego oczyszczenia. Tym bardziej, że przez końcówkę lipca używałam ciągle szamponu z olejkami, aby go wreszcie skończyć i od podcięcia końcówek zacząć w końcu je właściwie pielęgnować.
Chciałam wypróbować peeling kawowy skalpu.
Jak to zrobiłam?
  • 2 łyżeczki kawy zalałam gorącą wodą, gdy się zaparzyła-wypiłam
  • fusy przełożyłam do miseczki
  • dolałam porcję oczyszczającego szamponu (w moim przypadku Barwa Czarna Rzepa)
  • obficie zmoczyłam włosy
  • mieszankę kawy i szamponu nakładałam na skórę głowy, starając się rozdzielać włosy i masować skalp
  • po około 3 minutach spłukałam głowę
  • umyłam włosy samym szamponem, zostawiając na nich pianę na około 2 minuty
  • po spłukaniu nałożyłam pod czepek maskę Biovax "Naturalne oleje"
Moje wrażenia:
  • zapach  kawy był dosyć mocny
  • wanna ubrudzona ziarenkami, ale do ogarnięcia
  • ziarenka wypłukiwały się razem z szamponem, reszta spłynęła z pianą
  • na suchych włosach nie została mi kawa
Gdy włosy wyschły naturalnie wyglądały tak:
  • Skóra głowy jest oczyszczona, odświeżona, chociaż trochę podrażniona i lekko mrowi. Włosy u nasady błyszczą i są wygładzone.
  • Włosy na długości są mięsiste,wygładzone, miękkie i błyszczące, ale to raczej zasługa maski, a nie peelingu
Podsumowując:
Nie wiem czy wrócę jeszcze do tego peelingu, bo więcej z nim zachodu niż przy cukrowym, chociaż efekty bardziej zauważalne. Dodatkowo denerwuje mnie to podrażnienie skalpu-nie wiem czy za mocno masowałam ziarenkami, czy jednak mój skalp nie jest tak odporny jak myślałam.

Robiłyście kiedyś peeling głowy? Używacie kawy w pielęgnacji?

Płukanka nagietkowa

Kończy się powoli miesiąc, a więc i moje eksperymenty związane z płukankami do włosów też się kończą. Ostatnią, którą w tym miesiącu przetestowałam była płukanka nagietkowa.
źródło
Płukanka ta:
  • wzmacnia
  • regeneruje
  • nawilża
  • nadaje blasku
Sposób przyrządzenia:
-2 saszetki nagietka zalać szklanką wrzątku (można oczywiście użyć suszonych kwiatów, ale ja wybrałam wersję dla leniwych)
-po 10 minutach do naparu dolać 400 ml chłodnej wody
-polewać powoli włosy, delikatnie masując (już po umyciu włosów i spłukaniu odżywki-jako ostatni krok)

Gdy włosy wyschły wyglądały tak:
Były lekkie, miękkie, nawilżone, błyszczące i gładkie, fale się rozluźniły.
Byłam całkiem zadowolona z jej działania-mogłaby tylko bardziej podkreślać skręt.

Gdybym miała wybierać swojego faworyta pomiędzy płukankami : z octu jabłkowego,  z siemienia lnianego, kawową, mleczną, nagietkową (patrz wyżej) wybrałabym chyba tą z siemienią, ale nie ze stuprocentowym zadowoleniem. Płukanka lniana nawilża i wygładza moje włosy i jednocześnie podkreśla fale, to wszystko jednak kosztem obciążenia i konieczności mycia włosów już następnego dnia.
Najgorszą okazałaby się płukanka mleczna- wyczarowała mi na głowie świetne fale, ale kosztem mega sztywności.
Uff, cieszę się, że już mam za sobą te eksperymenty-w sierpniu postawię na bardziej sprawdzoną u mnie metodę, czyli olejowanie, ale najpierw czeka mnie fryzjer i chyba skuszę się w końcu na grzywkę:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...