Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty

Ulubieńcy października

Tak się jakoś dobrze składa, że przez ostatnie miesiące udaje mi się trafiać na dobre kosmetyki, które otrzymują zaszczytne miano ulubieńców. W październiku takich produktów pojawiło się cztery. Jedynie pomadkę pielęgnującą kiedyś już miałam, a reszta to dla mnie nowości.
Zaczniemy od regenerującego kremu do rąk z Garniera, który już chyba jest kosmetykiem kultowym i od dawna na rynku. Ja jednak trafiłam na niego niedawno i okazał się świetnym produktem na okres jesienno-zimowy, kiedy to dłonie wymagają specjalnej pielęgnacji.
Krem ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję i radzi sobie z suchą skórą, nawilżając ją, wygładzając i dając ochronę na dłużej. Ja (tak jak wszystkie krem do rąk) stosuje go też na stopy, gdzie skóra jest bardziej wymagająca. Po nałożeniu go na noc świetnie niweluje szorstkość, sprawia, że stopy są gładkie, nawilżone i miłe w dotyku.
Suchy szampon Pantene Volume Booster kupiłam z ciekawości w promocji. Kosztował niecałe 10 złotych, a okazał się lepszy niż Batiste. Z Batiste miałam taki problem, że nie mogłam wyczesać białego proszku, co na moich ciemnych włosach było bardzo widoczne.
Z Pamtene nie mam tego problemu, bo spray jest przezroczysty (jak lakier do włosów) i świetnie odświeża i unosi włosy u nasady, gdy go trochę wetrzemy przy skórze głowy.


Dzięki niemu nie muszę na drugi dzień po myciu związywać włosów, a wystarczy, że psiknę trochę u nasady, pomasuję i mogę nosić rozpuszczone włosy, które zyskują objętość, są puszyste i lekko utrwalone, ale nie sztywne.
Rumiankowa pomadka Alterra to kosmetyk, do którego wróciłam po kilku(nastu) miesiącach, a to o czymś świadczy Po nieudanych próbach znalezienia naprawdę pielęgnującego sztyftu, ponownie kupiłam tą, co mi się bardzo rzadko zdarza. Jest tania, bo kosztuje w cenie regularnej 4,99 zł. Mam dwie sztuki-jedną stosuję na usta, a drugą na rzęsy.

Dzięki obecności olejku rycynowego na pierwszym miejscu w składzie, pomadka ma szansę na wzmocnienie i wydłużenie rzęs. Poza tym forma sztyftu jest dużo wygodniejsza niż nakładanie olejku palcem lub szczoteczką. Ja codziennie wieczorem podczas pielęgnacji smaruję tą pomadką rzęsy. Robię tak od około 3 tygodni i zaczynam już zauważać pierwsze efekty.

Pomadka też świetnie odżywia i nawilża usta. Dzięki niej nie wiem co to suche i spierzchnięte usta.

Na koniec coś kolorowego. Pomadka Matt & Lasting z Lovely nr 4, to stosunkowy nowy odcień w całej gamie. Miałam kiedyś nr 1, które wiele dziewczyn zachwalało jako idealny nudziak-dla mnie tamten kolor był zbyt brązowy, ja w takich koloroach nie czuję się dobrze. Poza tym zastygał na ustach, tworząc na nich suchą skorupkę.

W przypadku nr 4 jest zupełnie inaczej. To właśnie ten kolor jest idealny dla mnie-delikatnie podkreśla naturalny odcień moich ust, ma lekko fioletowe tony co w pomadkach mi bardzo pasuje.
Dodatkowo nakłada się niezwykle komfortowo-sunie po ustach bezproblemowo, są aksamitne, miękkie, matowe, ale bez efektu wysuszenia. Sama jestem zdziwiona jak bardzo różni się od nr 1.
Niedługo pojawi się osobna recenzja, więc napiszę i pokażę go bliżej.
To tyle moich ulubieńców. Żaden z nich nie kosztował mnie więcej niż 10 zł-jestem chyba mistrzynią w wyszukiwaniu tanich i dobrych kosmetyków:)

Coś czuję, że to ostatnie zdjęcia z liśćmi i jarzębiną w tle, bo już są zmarznięte, przebarwione i nie wyglądają tak pięknie jak powinny.
Trzeba będzie poszukać nowego tła:)

Zainteresowały Was te kosmetyki? Znacie je?

Alterra, Isana, Wellness & Beauty-3 kosmetyki marek własnych Rossmanna

Dla wielu z nas Rossmann jest zapewne miejscem gdzie najczęściej robimy kosmetyczne zakupy. Ja zawsze kiedy tam jestem zwracam uwagę na produkty, które stoją poniżej linii wzroku, niżej na półce. Te kosmetyki są zazwyczaj tańsze i mniej popularne, co nie znaczy, że gorsze od tych szeroko reklamowanych. 
Dzisiaj chcę przedstawić 3 produkty marek, które są dostępne tylko w Rossmannie, a które bardzo polubiłam i mam ochotę do nich wrócić (jeśli nic bardziej interesującego nie spotkam).
Zacznę od produktu Isany, która króluje w mojej łazience. Wszystkie kosmetyki tej firmy jakie posiadam pokazywałam w tym poście. Olejek pod prysznic bardzo polubiłam i swego czasu pojawił się nawet w ulubieńcach.
Jak większość z Was używałam go do mycia gąbek i pędzli do makijażu i byłam zdziwiona i zadowolona jednocześnie z tego jak świetnie radzi sobie z usuwaniem resztek podkładu czy pudru, z którymi nie radziły sobie inne myjadła. 
Świetnie sprawdził się też do mycia ciała i chociaż nie pachnie najpiękniej (dla mnie po prostu najtańszą oliwką do ciała) to skóra była z niego zadowolona-mył, ładnie się pienił, nie przesuszał, ale wręcz nawilżał skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy, czego w olejkach szczerze nie znoszę. 
Kolejny olejek to ten z Wellness & Beauty. Jest on przeznaczony do masażu i zawiera olej sezamowy i ekstrakt z wanilii. 
Ja, jak większość olejków, stosowałam go zarówno na włosy, do kąpieli jak i do smarowania ciała. Najbardziej polubiłam to trzecie zastosowanie.
Stosowałam go na wilgotne ciało, przez co ładnie się rozprowadzał, umilając smarowanie przyjemnym, słodkim zapachem wanilii. Gdy chwilę odczekałam z nałożeniem piżamy, nie pozostawiał na niej tłustych śladów.
 Rano budziłam się z supermiękka, nawilżoną i przyjemnie pachnącą skórą. 
Bardzo go lubię zarówno za zapach, działanie, jak i za pompkę, która bardzo ułatwia stosowanie.
Jest to mój pierwszy kosmetyk z Wellness & Beauty (wcześniej uważałam tą markę za zbyt luksusową do mojej łazienki), ale na pewno nie ostatni.
Trzeci jest krem na dzień "Winogrona & Biała herbata" z Alterry, który chyba już został wycofany, bo ostatnio kosztował około 5 złotych. 
 Krem ten polubiłam głównie za to, że nadaje się pod makijaż. Nieźle nawilżał, szybko się wchłaniał, pozostawiając moją cerę miękką i gotową do nałożenia podkładu. Miał lekką konsystencję, która łatwo się rozprowadzała, koiła twarz i dawała jej porcję nawilżenia na cały dzień. 

Tak prezentuje się trójka kosmetyków marek własnych Rossmanna.
Jak uzbieram kolejną trójkę Rossmannowych firm to postaram się o kolejny post z tej serii.

Lubicie marki własne Rossmanna?

3 kosmetyki, dla których znalazłam lepsze zastosowanie

Dzisiaj kolejny post pokazujący i porównujący 3 kosmetyki. Nic nie poradzę na to, że takie o wiele łatwiej mi się pisze, a i Wam (mam nadzieję) ciekawiej czyta niż recenzje pojedynczych produktów. Pokażę 3 kosmetyki, dla których znalazłam lepsze zastosowanie niż pierwotne i zalecane od producenta. Nie wpadłabym pewnie na te sposoby, gdyby zalecane użytkowanie się sprawdzało.
Zacznę od największego zawodu z całej trójki.
Emulsję do higieny intymnej Lactacyd chciałam kupić już dawno, ale że nie lubię wydawać więcej niż 10 zł na tego typu produkt, do tej pory omijałam w sklepie. 
Pewnego dnia zobaczyłam promocję w Naturze na nią i kupiłam za 7,99 zł.
Miałam nadzieję, że zapewni mi komfort przez cały dzień, ukoi podrażnienia i delikatnie odświeży.
Już po pierwszym zastosowaniu byłam zawiedziona-nie pamiętam, aby którykolwiek tego rodzaju żel/emulsja tak mnie podrażniły. 
Dawałam jej jeszcze szansę kilka razy, aż w końcu przestałam się zamęczać, bo było tylko gorzej.

Skład wygląda tak:
Aqua, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, PEG-55 Propylene Glycol Oleate, Parfum, Lactose, Lactis Proteinum, Cocamide MEA, Laureth-10, Lactid Acid, Glyceryl Laurate, Glycol Distearate, Sodium Laureth Sulfate, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane, Sodium Chloride, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.
Zastanawiałam się co z nią zrobić, a że np. płynu Facelle używałam nieraz do mycia włosów, z Lactacydem postanowiłam zrobić to samo. I to był strzał w dziesiątkę!
Włosy po użyciu Lactacydu są miękkie, puszyste (ale nie spuszone), nawilżone i gładkie. I tak zawsze używam na koniec odżywki, ale naprawdę działa lepiej niż niejeden szampon, kojąc skórę głowy, szkoda że nie zadziałał tak na inne części ciała.
Na szczęście szybko się kończy, bo akurat szamponów ci u mnie dostatek:)
Pora na kosmetyk kolorowy. 
Kredkę do brwi Brow Satin z Maybelline kupiłam jakoś w zeszłym roku na kolorówkowej promocji w Rossmannie z mocnym postanowieniem, że będę teraz malowała brwi, bo przecież to one "robią" cały makijaż.
Kredka ma dwa końce-z jednej strony jest sztyft, który ma nadać kształt i kontur brwiom, a z drugiej strony gąbka z cieniem, którym wypełnimy braki.
Sztyft wystarczył mi na około 2 miesiące-bardzo szybko znikał i dodatkowo bardzo często łamał.
Pozostała mi ta część z gąbką której i tak zresztą nie lubiłam używać na brwi, bo nie podoba mi się taki pudrowy efekt (wolę podkreślać brwi samą kredką lub jak teraz-woskiem w kredce z Bell).
W przeciwieństwie do kredki ta część z gąbką jest baaaardzo wydajna i służy mi do robienia przydymionej kreski na górnej powiece. Właściwie to smaruję niedbale przy linii rzęs tą gąbeczką, maluję rzęsy i mam już gotowy makijaż oka. Jak mam ochotę na bardziej rozbudowany makijaż, to czasami podkreślam nią również dolną linię rzęs. Efekt jest rozmyty i w miarę naturalny, czyli taki jak lubię najbardziej.

Ostatni kosmetyk jest najtańszy, bo kupiłam go w dwupaku. To Alterra i krem na noc Winogrona i Biała herbata. Ja kupiłam razem z wersją na dzień i za ten duet zapłaciłam około 8 złotych.
O ile wersja na dzień jest fajna-nadaje się pod makijaż, bo jest lekka, nawilża i szybko się wchłania, o tyle z tej nocnej nie jestem zadowolona. 
Przede wszystkim mocno bieli cerę i ciężko go rozsmarować równomiernie. Nałożony na serum ślizga się po twarzy i trudno mi go wklepać.
Z tego powodu zaczęłam go stosować jako krem do rąk i stóp
I kolejny raz moja intuicja mnie nie zawiodła-dłonie są nawilżone i miękkie, jak po niejednym dobrym kremie, co ciekawe na dłoniach nie smuży tak jak na twarzy.
Na stopy go sobie nie żałuję, dzięki temu pozbyłam się suchych pięt i szorstkiego naskórka, a mam teraz stopy miękkie, wygładzone i stworzone do miziania.
 Podsumowując:
Nie mogę nazwać, tych produktów bublami, no może poza Lactacydem, który mnie naprawdę zawiódł i w którym pokładałam największe nadzieje. Cieszę się, że nie były to kosmetyki drogie, bo bym chyba wtedy nie była taka pobłażliwa w stosunku do nich, a tak mogę używać je w inny sposób niż pierwotnie założony i cieszyć się, że szybko się kończą, bo dzięki temu prędzej zabiorę się do kolejnych:)

Co wy robicie z niesprawdzonymi kosmetykami? Wyrzucacie czy szukacie innego zastosowania?

2 fajne kremy pod makijaż

Nakładacie krem pod makijaż? Ja przyznam, że od niedawna-od kiedy odkryłam dwa które świetnie się do tego nadają. Wcześniej unikałam tego, bo denerwowało mnie długie czekanie aż krem się wchłonie, a jak wiadomo rano nie ma zbyt wiele czasu. Teraz mam krem na dzień Winogrona i Biała herbata z Alterry oraz regeneracyjne serum do twarzy z Regenerum. Nakładam jeden albo drugi po przetarciu rano cery tonikiem, szykuję kosmetyki do makijażu i już twarz jest gotowa do nakładania podkładu.
Krem pod makijaż powinien:
  • mieć lekką konsystencję, najlepiej żelową
  • szybko się wchłaniać
  • nie pozostawiać tłustego filmu
  • nawilżać i zapobiegać utracie wody z naskórka w przypadku cery suchej
  • matowić cerę tłustą i mieszaną

Krem z Alterry idealnie się do tego nadaje. Ma lekką konsystencję w kolorze białym. Wystarczy zaledwie niewielka ilość, żeby pokryć nim całą twarz. Błyskawicznie się wchłania i daje uczucie nawilżenia i ukojenia cery. Do kupienia jest w Rossmannie za około 8 zł. Z tej serii mam też krem na noc, ale tamten polubiłam zdecydowanie mniej-bieli skórę i ciężko go rozetrzeć.
Lubię go stosować, bo wiem, że moja twarz dostaje wtedy dodatkową porcję nawilżenia, co jest ważne, bo podkłady zazwyczaj przesuszają skórę.
Regeneracyjne serum do twarzy zamknięte jest w matową tubkę zakończoną pompką, dzięki czemu aplikacja jest higieniczna, chociaż trzeba przyznać, że czasami muszę nacisnąć kilka razy, żeby wydobyć tyle produktu ile chcę. Konsystencja tego serum jest gęsta w kolorze lekkożółtym , ale dobrze się rozprowadza, nie bieli. Od Alterry różni go na pewno cena-serum kosztuje około 28 złotych.
Na mojej cerze działa jak świetna silikonowa baza pod makijaż. Błyskawicznie wygładza cerę, sprawiając że pory są mniej widoczne to zapewne zasługa składnika, który jest już na drugim miejscu czyli Synthetic Wax (wosk syntetyczny, inaczej po prostu parafina). Jego obecność w produkcie, który ma regenerować nie jest mile widziana, bo daje złudne wrażenie polepszenia cery, ale przyznam, że na wizualny wygląd twarzy wpływa świetnie.
Twarz jest zmatowiona i mam wrażenie, że podkład dosłownie przykleja się do twarzy, zapewniając jego większą trwałość.
Serum zawiera również filtr przeciwsłoneczny (SPF 15), więc daje też ochronę w słoneczne dni-niewielką ale zawsze to coś. 

Oba kremy nie wpływają na trwałość makijażu-podkłady rozprowadzają się świetnie, nie rolują się ani nie znikają z twarzy, nie pojawiają się żadne plamy. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że fluid nałożony na serum z Regenerum dłużej się na niej utrzymuje i ładnie się scala z cerą.

Podsumowując:
Cieszę się, że natknęłam się na te kremy, bo wcześniej nie używałam kremu na dzień w dni kiedy się malowałam. Myślę, że będę je używać dopóki nie zaczną się porządne upały, bo wtedy nic nie jest utrzymać pełnego makijażu, żeby nie spływał pod wpływem gorąca.

Znacie te kremy? Używacie kremów pod makijaż?

3 x NIE: naturalne kosmetyki

Wracam z postem przedstawiającym 3 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły. Poprzednio były to tylko polskie produkty. Dzisiaj czynnikiem je łączącym jest Natura. Wszystkie trzy są bardziej lub mniej naturalne, ale żadnego z nich niestety nie mogę polecić. Będą to wyroby firmy Alterra, Sylveco i Baikal Herbals.
Zaczniemy od czegoś do pielęgnacji twarzy. Ten krem kupiłam przez Internet z zamiarem wprowadzenie naturalnej pielęgnacji mojej cery i postanowieniem, że wreszcie zadbam o skórę twarzy. Krem regenerujący na noc anti-aging z Baikal Herbals już jakiś czas temu wylądował w denku, ale nie wspominam go dobrze. Miał działać przeciwstarzeniowo, redukować zmarszczk, wygładzać skórę i przywracać jej blask.
 Żadna z tych obietnic producenta nie została spełniona. Moja prawie 30-letnia twarz nawet nie nabrała blasku po tym kremie, nie mówiąc o jakiejś porządnej regeneracji. Poza tym jak na krem na noc jest zbyt mało treściwy i odżywczy, nie nawilżał nawet w zadowającym stopniu,
Na plus mogę jedynie zaliczyć opakowanie z pompką, które było bardzo wygodne w użytkowaniu.

 Pora na kosmetyk, który jako jedyny kupiłam stacjonarnie w Rossmannie. To dezodorant w sprayu "Jojoba & Szałwia" od Alterry. To mój pierwszy naturalny deo i właściwie nie wiedziałam czego mam się spodziewać i czym się będzie różnił od tych popularnych i ogólniedostępnych. Kupiłam raczej z ciekawości i chęci skorzystania z promocji (7,99 zł) niż z przekonania, że muszę mieć naturalną ochronę przed potem.
 Trzeba przyznać, że obietnice producenta są ciekawe:

  • nie zawiera soli aluminium (chociaż ja nie zwracam na to uwagi przy wyborze dezodorantu)
  • nie zawiera silikonów, parafiny itp.
  • nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji kosnerwujących

 Zacznę od zapachu, który mi przypomina Amol. Czuć w nim zioła i alkohol. Mgiełka, którą rozpyla nie jest zbyt obfita, ale równomierna i nic nie cieknie. Gdy tylko ją zaaplikuję odczuwam dyskomfort i poczucie, że mam mokre pachy, więc z ubieraniem się muszę chwilę poczekać.
Działanie jest za słabe. Na pewno nie nadaje się na duże upały, nie zabezpieczy przed poceniem się, chociaż może zapach nie będzie taki intensywny. Nie radzę go używać po depilacji, bo przez alkohol w składzie skóra będzie piekła i szczypała.
Nie lubię go ze względu na zapach i dyskomfort po jego użyciu. Próbuje go zużyć w dni kiedy nie mam do załatwienia nic ważnego, a jedynie wychodzę po zakupy.

Jedyny plus to opakowanie, którego potem można użyć do miksur DIY.
Na koniec coś od marki, na której się zawiodłam. Z trzech przetestowanych produktów Sylveco jedynie pomadka peelingująca mi się spodobała. Ten odbudowująy szampon pszeniczno-owsiany nie spełnił moich oczekiwań, a lubię naturalne szampony i odżywki. 

 Przede wszystkim używanie go nie sprawia przyjemności. Piana, która się wytwarza jest gęsta i mało obfita, przez co muszę dwa razy myć głowę, żeby ją jako tako oczyścić.
Skład jest krótki i treściwy, ale co mi po tym skoro nie spełnia głównego warunku, czyli przedłużenia świeżości włosów? Po tym szamponie muszę myć je co 2 dni, bo przyśpiesza przetłuszczanie skalpu, ale to pewnie z tej przyczyny, że włosy od razu po wyschnięciu są gładkie (po użyciu odżywki) przy skórze głowy.
Często mnie swędziała po nim skóra głowy, czego nie zauważyłam przy poprzednich szamponach. Nie da się go używać solo, bo nie rozczeszemy włosów.
Dodatkowo nie jest wydajny przez gęstość właśnie i konieczność używania go dwukrotnie za każdym razem.

 Tak wygląda kolejna niechlubna trójca. Na tę chwilę nie mam w kolekcji trzech kosmetyków, których bym nie poleciła, a które by coś łączyło innego, więc przez najbliższe dwa miesiące kolejny post z tej serii się nie pojawi:)

Znacie te produkty? Lubicie naturalne kosmetyki?

3 ulubione kosmetyki Alterry

Rossmann to najpopularniejsza z drogerii. Zaglądam do niej najczęściej, bo mam blisko domu, no i często są promocje. Szukam dobrych kosmetyków za małe pieniądze, więc zwracam szczególną uwagę na marki własne, takie jak Isana, Babydream i Alterra. Z Isany nie mam jeszcze swojego ulubieńca, z Babydream szczególnie polubiłam szampon dla dzieci z lwem, ale najbardziej z tej całej trójki lubię Alterrę, głównie ze względu na ekologiczne składy. Dzisiaj krótko o 3 fajnych i tanich produktach tej marki. To będzie takie podsumowanie, bo o każdym z nich już na blogu pisałam.

Normalnie kosztuje 7,99 zł za 75 ml, ale ja kupiłam go na promocji za 5,99 zł. Świetnie nawilża i koi spierzchniętą skórę dłoni, a co najważniejsze nie jest to działanie krótkotrwałe. Ma gęstą i treściwą konsystencję, jest idealny dla bardzo suchej skóry- bardzo mi się przydał na wyjeździe, kiedy moje ręce były wystawione codziennie na słońce i wysuszające opryski.


Kupiłam go za niecałe 9 zł jakiś czas temu, normalnie kosztuje 10,99 zł. Ma świetne i higieniczne opakowanie z pompką. Dosyć szybko się wchłania, nie zapycha porów, a po aplikacji na noc rano moja cera jest gładka, nawilżona i elastyczna. Pachnie tak samo jak maska i odżywka z granatem. Można go też wykorzystać do olejowania paznokci i włosów.

Świetna pomadka za 5 zł. Ma idealny sztyft-nie za twardy, nie za miękki. Przynosi ulgę, świetnie koi spierzchnięte i suche wargi, a co najważniejsze nie jest to działanie krótkotrwałe. Sprawdziła się idealnie, w przeciwieństwie do wersji z granatem i już czeka na mnie jej kolejne opakowanie, to chyba pierwszy raz, gdy kupiłam ponownie tą samą pomadkę ochronną:)

Tak wygląda moja ulubiona trójka, ale są też kosmetyki Alterry, które mi nie podpasowały, jak np.
  • Maska i odżywka do włosów z granatem i aloesem-po nich moje włosy były szorstkie i skołtunione
  • Dezodorant w sprayu dla kobiet, Jojoba & Szałwia-skóra pod pachami po nim dziwnie się klei i nie czuję się komfortowo
  • Pomadka ochronna do ust z granatem BIO-zawiera jakby drobinki peelingujące, które zostają na ustach, podkreśla suche skórki i nie daje nawilżenia
Mimo tego nie zrażam się i wiem, że będę próbowała ich kolejne produkty, bo uwielbiam odkrywać nowe kosmetyki z fajnymi składami i dobrą ceną.

A Wy lubicie Alterrę? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk tej marki?



3 tanie kremy do rąk

Chociaż cykl "5 kosmetyków za 5 zł" zniknął z bloga na dobre ponad rok temu, nadal szukam tanich i dobrych kosmetyków. Dzisiaj post o 3 kremach do rąk. Za każdy z nich zapłaciłam nie więcej niż 6 zł. Który okazał być się najlepszy? Zwycięzcę wybiorę spośród marek BeBeauty, Avon i Alterra.
.
Nawilżający krem do rąk BeBeauty kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za 2,99 zł. Teraz już ma inną szatę graficzną i jego cena regularna to 3,99 zł, chociaż często są na nie promocje. To cena za 125 mililitrów produktu. Do wyboru mamy jeszcze wersję odmładzającą i regenerującą.


  • W składzie wysoko ma mocznik, ale niestety zaraz po nim parafinę. Zawiera też olej macadamia.
  • Konsystencja jest biała, średniogęsta, zapachem przypomina mi krem Nivea.
  • Jako krem do używania na co dzień spisuje się całkiem dobrze-skóra jest gładka, nawilżona i miękka w dotyku. Pamiętam jednak, że gdy moje dłonie były spierzchnięte i suche po całodziennej pracy na zewnątrz nie dał sobie rady zarówno z nawilżeniem jak i ukojeniem. O dziwo, lepiej wtedy spisywał się jako krem do pielęgnacji stóp-wygładzał i zmiękczał suche pięty.
Kolejny tani krem do rąk jest z Avon. Jest to regenerująco-odżywczy krem do rąk z masłem kakaowym z serii Avon Care. Za 100 ml najczęściej trzeba zapłacić 4,99 zł. Nie sądzę, żeby ktoś kupował go w cenie regularnej tj. około 9 złotych.
  • Zawiera masło kakaowe, witaminę E, olejki makadamia, awokado i z pestek winogron, ale niestety też olej mineralny.
  • Ma delikatną, miłą konsystencje w kolorze jasnobrązowym i delikatny słodki zapach. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będzie pachniał czekoladą i się trochę rozczarowałam, bardziej myślę, że to jest kakao z wanilią:)
  • Krem łatwo się rozprowadza i w miarę szybko wchłania-fajnie nawilża, i dłonie po nim są przyjemnie gładkie. Niestety, gdy używam go na noc rano zapominam, że cokolwiek na nie nałożyłam, bo działanie ma raczej krótkotrwałe i podejrzewam, że to wina tego oleju mineralnego, który jedynie daje złudzenie nawilżenia. Nie ukoi, ani nie zregeneruje suchych i spierzchniętych dłoni.
Ostatni z trójki to wieloskładnikowy krem do rąk z granatem i masłem shea marki Alterra. Zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml, ja kupiłam go na promocji za 5,99 zł.

  • Ma dosyć gęstą, białą konsystencję i intensywny owocowy zapach. Jest on dosyć kwaśny i myślę, że nie wszystkim przypadnie do gustu.
  • Zawiera olej z pestek granatu BIO, masło shea BIO i olej z oliwek BIO. Jest produktem odpowiednim dla wegan.
  • W swoim działaniu jest najlepszy z całej trójki: dobrze nawilża dłonie i nie jest to działanie krótkotrwałe. Dodatkowo jako jedyny rzeczywiście przynosi ulgę spierzchniętym i suchym dłoniom-otula je i koi podrażnioną skórę. Pozostawia lekki film, ale nie jest on tłusty i nie umożliwia wykonywania codziennych czynności. Sprawdzi się w okresie zimowym, kiedy potrzebna jest porządna ochrona i regeneracja.
Podsumowując:
Dla osób niemających problemu ze skórą dłoni i szukających czegoś taniego i wydajnego najbardziej odpowiedni będzie krem z BeBeauty, dla kogoś kto lubi mieć ładnie pachnące dłonie polecam ten z Avon, a Ci, którzy szukają prawdziwego odżywienia i fajnego składu proponuję zerknąć na Alterrę.

Miałyście któryś z nich? Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...