Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty

Kosmetyki, które chcę zużyć w grudniu

 Hej!
W zeszłym miesiącu wytypowałam sobie 5 kosmetyków, które chciałam zużyć w ciągu tych 30 dni zużyć. I to chyba było dobre posunięcie, bo cztery z nich znajdą się w najbliższym denku, dlatego w grudniu chcę powtórzyć ten manewr i skupić się na denkowaniu poniższych produktów. Tym razem pokażę 4 produkty, w których chciałabym ujrzeć dno, bo już mam je długo w łazience/kosmetyczce i po prostu się znudziły, a nie chcę wyrzucać niezużytych.

  • maska z glinką przed myciem włosów

 Pojawiła się w bublach, któregoś miesiąca i choć krzywdy nie robi, to jej samo używanie jest problematyczne, bo mam gęste i półdługie włosy. Nie zauważyłam działania, o którym wspomina producent, ale zamierzam ją łączyć z domowymi drożdżami i tym sposobem zapobiegać wypadaniu włosów. W listopadzie zauważyłam już pierwsze efekty, więc w grudniu będę kontynuować tą kurację.

  • maska do włosów dr. Sante z olejem makadamia i keratyną

 Mam już ją otwartą od około trzech miesięcy, a w kolejce czekają inne maski, więc pora się z tą pożegnać. Niestety, w związku z tym, że zawiera sporo protein nie mogę jej stosować przy każdym myciu, bo skończy się to sianem na głowie. Będę więc ją stosować do emulgowania oleju lub wzbogacać olejkiem i stosować pod czepek, nie raz pewnie posłuży też do golenia nóg:)

  • regeneracyjne serum do twarzy

 W wieczornej pielęgnacji mi się nie sprawdziło, ale teraz gdy jest chłodniej, używam go jako kremu pod makijaż, żeby trochę zabezpieczyć cerę przed czynnikami zewnętrznymi. Działa bardzo dobrze jako baza pod makijaż, bo matuje skórę i podkład się na niej lepiej trzyma. Dodatkowo szybko się wchłania, co rano jest bardzo ważne.

  • olejek różany z Venus Nature


 Pojawił się w ulubieńcach, bodajże września, ale że mam w zapasach jeszcze z 4-5 smarowideł do ciała, ten chciałabym wreszcie zużyć. Podoba mi się jego działanie, bo uelastycznia skórę, nawilża i wygładza. Dodatkowo ma atomizer, więc jego aplikacja jest łatwa, no i opakowanie nie jest takie utłuszczone.

Mam nadzieję, że uda mi się wyrzucić te kosmetyki przed końcem roku. Postawiłam je sobie w widocznym miejscu i przed każdym myciem włosów i wieczorną pielęgnacją, będę o nich myśleć intensywnie:)

A Wy co chcecie w najbliższym czasie wykończyć?

3 kosmetyki do włosów: bubel, średniak i hit

Cześć!
Do niedawna moim ulubioną kategorią urodową była pielęgnacja włosów. Rzadko jednak trafiałam na kosmetyki, które mnie zachwyciły i najczęściej w ulubieńcach żadnego włosowego kosmetyku nie było. Dzisiaj chciałam pokazać trójkę produktów, które obecnie używam, ale tylko jeden z nich mogę zaliczyć do hitów. Czy będzie to poniższy szampon, maska czy olejek? 
Zobaczcie:
Zacznę od szamponu. Zestaw kosmetyków Gzel  for Natura Siberica, składający się z szamponu właśnie, odżywki i peelingu do ciała spotkałam w grudniu zeszłego roku w Tesco. Ponieważ zbliżały się Święta zażyczyłam sobie ten zestaw pod choinkę. Od ponad miesiąca używam dwóch kosmetyków do włosów z tej serii i cóż tu dużo mówić-jestem rozczarowana.
Szampon "Carskie Jagody" zawiera łagodne składniki myjące i sporo ekstraktów. Za te carskie jagody są uznawane: żurawina północna, malina moroszka i rokitnik.
Jest on przeznaczony do wszystkich rodzajów włosów, w tym moich-normalnych, ale dosyć grubych i falowanych, ale nie spisuje się dobrze.
  • przede wszystkim nie czuję oczyszczenia skóry głowy ani włosów po jego użyciu-nawet gdy użyję go dwukrotnie
  • nie zmywa oleju-od razu po olejowaniu czuję, że są postrączkowane i niedomyte
  • niby nawilża włosy, ale u mnie to jest raczej przenawilżenie-włosy są długo mokre, od razu gładkie, ale ta gładkość szybko przeradza się w przetłuszczenie i jeśli bym się bardzo uparła musiałabym myć włosy codziennie, żeby być z nich zadowolona
Może sprawdzi się na włosach bardziej puszących się i zniszczonych, wtedy rzeczywiście może je wygładzić, ale i tak myślę, że konieczne byłoby codzienne mycie.

Jedyne co mi się w nim podoba to jagodowy zapach i żelowa konsystencja. Męczę się z nim okropnie. Odżywka też nie zachwyca tj. nie robi nic spektakularnego z moimi włosami, ale ją mogę zużyć do depilacji, jako baza pod olej albo do jej emulgowania. Ale co zrobić z nielubianym szamponem? Nie mam pomysłu.
Średniakiem z całej trójki okazała się maska do włosów suchych i zniszczonych z O'Herbal. Do jej zakupu skusił mnie ekstrakt z lnu, który dotychczas dobrze sprawdzał się w mojej pielęgnacji. Maska ma półlitrową pojemność i jest wydajna. Producent zaleca trzymanie jej tylko 2 minuty na włosach, co dla mnie jest nie do pomyślenia w przypadku takiego produktu. No, ale trzymałam zarówno te przykazane 2 minuty, 15 minut, jak i pół godziny pod czepkiem. 
Za każdym razem efekty nie powalały. 
 
Od maski oczekuję:
  • wygładzenia włosów
  • uczucia mięsistości i uelastycznienia
  • poczucia regeneracji, chociażby wizualnej
  • podbijania skrętu włosów
Ta maska:
  • puszy włosy
  • nadaje im słabego blasku
  • nie regeneruje, nie uelastycznia
  • nie daje uczucia mięsistości, które tak bardzo lubię
Do moich normalnych włosów jest za słaba, więc podejrzewam, że do suchych i zniszczonych tym bardziej się nie sprawdzi.

Nie wiem, może niepotrzebnie traktuję moje włosy jako suche i zniszczone, bo teraz zauważyłam, że raczej mam problem z ich przetłuszczaniem się u nasady, a nie przesuszonymi końcówkami.

 Na koniec prawdziwy hit z Isany-lekki olejek do włosów. W promocji kosztował mnie 8,99 zł za 100 ml. Można go stosować zarówno do olejowania i jako typowe serum na końce, chociaż producent widzi w nim 4 zakresy pielęgnacyjne. 
W składzie zawiera olejek z awokado, babassu i abisyński, chociaż jak na moje oko są tam też silikony.
 Sprawdziłam go do olejowania i nie byłam zadowolona-głównie dlatego, że ma dosyć gęstą konsystencję i nie czułam wnikania pomiędzy włosy, a jedynie ślizganie się po wierzchu. Jednak jeśli nie mam ochoty na smalec na włosach i typowe olejowanie, to używam właśnie tego olejku na mokre włosy przed myciem, żeby cokolwiek im dać.
Bardzo natomiast jestem zadowolona z tego jak działa na mokre włosy.

  • nakładany po myciu sprawia, że są miękkie, gładkie i błyszczące
  • gdy je suszę-zmniejsza elektryzowanie i robi je miękkie i gładkie w dotyku
Wygładza suche końcówki i sprawia, że wyglądają na zadbane i zdrowe. Nie obciąża i nie przyśpiesza przetłuszczania, a zawsze mam taką obawę w przypadku olejków stosowanych po myciu.

Jego największą zaletą jest niesamowita wydajność w stosunku do ceny. Na moje półdługie włosy wystarczy niecała pompka. Używam go od około 3 miesięcy, a nie ubyło nawet połowy. Podejrzewam, że prędzej mi się znudzi niż go wykończę. 


 Jak łatwo się domyślić z całej trójki mogę polecić jedynie olejek z Isany. Ja bardzo lubię kosmetyki tej firmy, bo są tanie, dostępne w każdym Rossmannie i zazwyczaj się dobrze u mnie sprawdzają. Jest dostępny też inny wariant tego olejku-z ochroną przed ciepłem.

Znacie powyższe produkty?

Przesyłka od FM Group

W nowościach stycznia pokazywałam przesyłkę od FM Group. Teraz, po ponad miesiącu testowania ich 4 produktów, przyszła pora na ich recenzję. Do tej pory FM Group kojarzyło mi się z firmą katalogową i taką, która ma w swojej ofercie tylko perfumy. Okazuje się, że to nieprawda.
Dostałam w paczce:


  • maskę do włosów farbowanych
  • witaminową mgiełkę do ciała
  • tusz do rzęs
  • eyeliner

Zacznę od maski. Jest z serii 'Triumph of Orchids' i ma bardzo minimalistyczne opakowanie o pojemności 200 ml. 

Ma dosyć rzadką konsystencję, która przelewa się w opakowaniu i intensywny zapach, który kojarzy mi się z męskimi perfumami.


 Nie było ze mną konsultowane czy farbuję włosy czy nie, a że NIE farbuję, nie jestem w stanie ocenić jej wpływu na ochronę koloru. Na pewno mogę stwierdzić, że włosy są po niej elastyczne, gładkie, miękkie i miłe w dotyku. Nie jest to jednak efekt, dla którego kupiłabym ją osobiście tym bardziej, że kosztuje prawie 30 zł.
Na moje oko skład jest raczej długi, ale sporo w nim fajnych olejków i ekstraktów.
Witaminowa mgiełka do ciała jest z tej samej serii co i maska. Ma fajne plastikowe opakowanie w kolorze mocnego różu. Aplikator działa bez zarzutu.

Lubię się nią psikać, ale obietnic producenta to ona nie spełnia.
  • przede wszystkim zapach nie jest subtelny, ale raczej intensywny, przynajmniej zaraz po aplikacji, to coś dla wielbicielek mocniejszych nut
  • na pewno nie nawilża skóry, bo już na drugim miejscu składu ma Alcohol Denat, który jak wiadomo, ma właściwości wysuszające
  • zapach ulatnia się bardzo szybko-już po godzinie od użycia nie czuję go w ogóle
 Na koniec dwa produkty do makijażu oczu-tusz i eyeliner.


Tusz do rzęs 3 step Mascara Perfect Black ma za zadanie: wydłużać, pogrubiać, rozdzielać i unosić rzęsy, czyli full serwis. Spełnia te zadania częściowo. Na pewno ładnie wydłuża i jest to efekt widoczny nawet bez użycia bazy, po którą teraz sięgam odruchowo. Pogrubienia nie zauważyłam, ale lekkie rozdzielenie i uniesienie rzęs już tak.


Nie podoba mi się spiralna szczoteczka, unikam takiej w przypadku maskar. Tą bardzo łatwo pobrudzić sobie górną powiekę i tym samym zniszczyć cały makijaż oka, a precyzyjne pomalowanie dolnych rzęs graniczy z cudem.

Podsumowując:
Gdyby nie spiralna szczoteczka, to efekt jaki daje ten tusz mógłby być jednym z najlepszych jakie do tej pory uzyskiwałam przy pomocy innych tuszy, bo wydłużenie jest spore ale przydałoby się też pogrubienie.

Na koniec eyeliner Carbon Black

Jest on też dostępny w odcieniu Navy Blue i Classic Brown.

To produkt, który najbardziej mi się spodobał z całej czwórki. 
Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś sięgne po liner w pisaku po nieudanym produkcie z Catrice, a ten okazał się świetny.



  •  przede wszystkim czerń jest naprawdę czarna
  • aplikacja jest łatwa i bezproblemowa, końcówka się nie rozdziela i łatwo namalować nią precyzyjną kreskę, ewentualnie coś poprawić i domalować
  • jest długotrwały-u mnie trzyma się cały dzień, aż do wieczornego demakijażu
  • nie blaknie w ciągu dnia, nie rozmazuje się i pięknie podkreśla oczy



 Podsumowując:
Cieszę się, że miałam możliwość przetestowania tych kosmetyków, bo gdyby nie ta współpraca to na pewno nigdy bym ich sama nie kupiła. Mgiełkę jakoś wykorzystam, bo nie zauważyłam destrukcyjnego wpływu na moją skórę, ewentualnie będzie mi służyć jako odświeżacz powietrza:) Do maski dodam jakieś półprodukty i też podrasuję jej działanie, tusz będzie mi służył jako kosmetyk na co dzień, kiedy za makijaż oka wystarcza mi tylko maskara, ale eyeliner na pewno trafi do ulubieńców w najbliższym poście z tej serii:)

Znacie FM Group?

Aktualna pielęgnacja włosów

Kiedyś uważałam się za włosomaniaczkę. Gotowanie żelu z siemienia lnianego czy wcieranie maści końskiej w skalp nie uważałam za nic dziwnego. Z czasem ta mania mi przeszła-dzisiaj nadal lubię dbać o swoje włosy, ale już w bardziej konwencjonalny sposób i ograniczam się też w zakupach włosowych produktów. Ciekawi jesteście jak wygląda moja obecna pielęgnacja?
Przed myciem:
Mam 3 produkty, których używam naprzemiennie przed myciem: scrub do skóry głowy z Natura Siberica, olej kokosowy, wcierka Jantar.
  • Scrubu używam raz w tygodniu, zawsze przy myciu silniejszym szamponem. Jest to o wiele wygodniejsza forma niż własnoręcznie przygotowywany peeling cukrowy czy kawowy, ale jednak nie daje mi aż takie oczyszczenia skalpu jak oczekiwałam.
  • Olej kokosowy nakładam około 2 razy w tygodniu. Kiedyś było to przed każdym myciem, ale teraz boję się trochę go użyć jeśli wiem, że rano przed pracą będę myła głowę. Nie zawsze mam pewność, że się domyje. Wcześniej olej kokosowy nie nadawał się do moich włosów, bo miały zbyt wysoką porowatość. Teraz kiedy są zdrowsze, olej ładnie je odżywia, nabłyszcza i wygładza.
  • Wcierki Jantar używam na noc, przed porannym myciem głowy. Niestety u mnie wzmaga przetłuszczanie, więc nie nakładam jej częściej między myciami.

Mycie:
 Do mycia mam obecnie dwa szampony: jeden delikatny i drugi z mocniejszym składem.

  • Z szamponu wzmacniającego z serii Hair Genic z Farmony nie jestem za bardzo zadowolona. Na moich włosach wzmaga przetłuszczanie, więc używam go trochę na siłę, byle zużyć.
  • Szampon Planeta Organica z oliwą z oliwek kupiłam w duecie z odżywką z tej serii prawie rok temu, ale dopiero teraz przyszła na nie kolej. Razem świetnie odżywiają i wygładzają moje włosy. Czuję jak je pielęgnują, poza tym podoba mi się ich opakowanie, grafika i konsystencja.
Odżywki:

 I tu znowu tylko dwie sztuki. Wcześniej to było dla mnie nie do pomyślenia, żeby aż tak się ograniczać:

  • odżywkę Gliss Kur Oil Nutritive używam w dni lenia albo kiedy nie mam czasu na trzymanie odżywki na włosach. To chyba trzecia moja mgiełka tej firmy i dopiero z tej wersji jestem zadowolona-włosy po niej są gładkie, błyszczące i nie przetłuszczają się za szybko.
  • Odżywka z oliwą z oliwek z Planeta Organica-polubiłam tak samo jak i szampon. Niedługo pewnie napiszę recenzję tego duetu. 
Maska:

W tej kwestii to już całkowity minimalizm, bo obecnie w użyciu mam tylko jedną.
  • maska nawilżająca Naturvital pojawiła się już w tym poście. Lubię ją za to jak moje włosy wygladza, dodaje im blasku, a nie tracą przy tym objętości. Są bardzo miękkie. I mimo, że jest to maska silnie nawilżająca, ze względu na obecność soku z aloesu, to nawet używana jesienną porą nie puszy ich.
Serum:
Na końcówki używam serum za 4 zł z Biedronki.
  • serum Maracuja Oil z Biosilk nie jest niestety cudem w tej kategorii. Moich włosów nie wygładza tak jak tego oczekiwałam, ale za 4 zł może być. Używam go raczej profilaktycznie,bo liczę, że taka dawka silikonów zabezpieczy moje włosy przed zniszczeniami.


Mój przykładowy plan pielęgnacji włosów:

DZIEŃ 1
Olej kokosowy na noc
Umycie szamponem Planeta Organica
odżywka Gliss Kur

DZIEŃ 2
Peeling skóry głowy
Umycie szamponem Farmona
maska NaturVital
serum Biosilk na końce

DZIEŃ 3
Olej kokosowy na godzinę przed myciem
Zemulgowanie odżywką Planeta Organica
Umycie szamponem Planeta Organica
Odżywka Planeta Organica

Plan ten jest dosyć minalistyczny, bo odkąd obcięłam włosy na długość do ramion nie wymagają już takiej troski, a raczej nadmiar produktów mógłby im bardziej zaszkodzić nić pomóc.

Podobam się sobie w takiej długości:) Co 2 dni jednak walczę z ich suszeniem i modelowaniem, więc zakupiłam obrotową szczotko-suszarkę z nadzieją, że pomoże mi rano jakoś ogarnąć moje włosy.

Jakie produkty są niezbędne w Waszej pielęgnacji?

P.S. post jest częścią akcji Karoliny #pięknajesienią.

3 x NIE-kosmetyki do włosów

Jestem włosomaniaczką i wcale się z tym nie kryję:) Testuję wiele produktów do włosów-z jednych jestem bardzo zadowolona, inne sprawdzają się średnio, a kolejne to takie, na których się zawiodłam. Dzisiaj pora na 3 kosmetyki z tej ostatniej kategorii. Zaliczają się do niej: stylizator, maska do włosów i wcierka. Pokrótce postaram się wyjaśnić dlaczego z każdym z nich się nie polubiłam.
Póki nie wypróbowałam maski do włosów BingoSpa "Proteiny kaszmiru i kolagen" bardzo żałowałam, że produkty tej firmy są tak słabo dostępne, aż w końcu któregoś dnia trafiłam na super promocję i kupiłam ją przez Internet. Po rabacie kosztowała mnie jakieś 5 zł z groszami za półlitrowe opakowanie. Nie była to jednak transakcja życia.
Nie polubiłam jej za :
  • zapach, który jest zbyt intensywny i przypomina tanie, męskie perfumy
  • skład, w którym mało jest dobroci, które mają rzeczywisty wpływ na kondycję włosów. Poza tym po raz kolejny się przekonałam, że proteiny, a szczególnie keratyna nie jest dla moich włosów
  • działanie, a właściwie jego brak-po jej użyciu włosy są matowe, fale oklapnięte i w ogóle nie widać, że użyłam maski, która ma za zadanie dogłębnie odżywić włosy
  • brak słów od producenta-przyzwyczaiłam się do tego, że na każdym opakowaniu kosmetyki mamy mnóstwo obietnic jaki to genialny produkt przyszło nam kupić. Na tej masce nie ma nic od producenta-poza sposobem użycia, tak jakby sam był niepewny tego co ta maska ma właściwie robić.

Męczę się z nią długo, bo pół litra to jednak sporo nawet jak na moje grube i długie włosy. Zużywam powoli do emulgowania oleju albo jako żel do golenia nóg. W tej roli sprawdza się dobrze, ale i tak zapach przeszkadza.

Kolejny kosmetyk to produkt to stylizacji. Żel do włosów Styling Effect od Joanny kupiłam w czasach kiedy miałam nadzieję, że moje fale dzięki stylizacji będą wyglądały bosko. Niestety, nie udało się to z tym produktem i to właściwie dzięki niemu straciłam zapał do jakichkolwiek prób w tej materii.
 
Po pierwsze i najważniejsze-nie podkreśla i nie utrwala kształtu włosa. Kilkakrotnie dawałam mu szansę, używając na i bez odżywki do spłukiwania, z ugniataniem ręcznym i suszarką z dyfuzorem. Nieważne ile bym go nałożyła to nie zastyga na włosach, dzięki czemu nie mogę go odgnieść i cieszyć się ładnymi falami. Nawet po kilku godzinach włosy są na wpółmokre, a fale smętne i oklapnięte. Następnego dnia włosy nadają się do umycia, bo wyglądają na mocno przetłuszczone.

Zużywam go jedynie do wygładzania baby hair, a i wtedy też nie utrwala tak jak powinien robić to żel. To już taki zwykły, kioskowy za 3 zł radzi sobie z tym lepiej.

Na końcu mamy słynną wcierkę Jantar, która wg producenta jest odżywką. Przez jakiś czas była słabo dostępna stacjonarnie, ale ostatnio ją widziałam w Carrefourze, a ja swoją kupiłam swego czasu w Biedronce za około 9 zł.
Od razu napiszę, że nie przepadam za wcierkami, bo ich nakładanie wydaje mi się kłopotliwe. Nigdy nie wiem kiedy mam jej użyć-czasami przed myciem włosów odpada, bo wtedy są już nieświeże, na skórze głowy zgromadziło się za dużo sebum, które by utrudniło wnikanie wcierki. Po umyciu włosów też niedobrze, bo myję skalp po to, żeby był dłużej świeży, a z tą wcierką jest wręcz odwrotnie. Poza tym włosy są całe mokre i nie wiem, w których miejscach już ją nałożyłam.
 Starałam się dać jej kilka szans i czasu na działanie-nie zadziałała.

  • nie przyśpiesza wzrostu włosów 
  • nie zauważyłam, aby hamowała wypadanie, chociaż u mnie nigdy nie było jakieś nadmierne, nawet po ciąży
  • wzmaga przetłuszczanie-podczas kuracji muszę myć włosy co 2 dni, a nie co 3-jak do tej pory
  • aplikacja jest mega niewygodna i dziwię się, że do tej pory producent nie zmienił opakowania-zamiast szklanej buteleczki z końcówką jak w Amolu, proponuję taką z atomizerem, ewentualnie z pipetą

To tyle. Jak widać-największym zawodem jest dla mnie Jantar. Już nigdy do niego nie wrócę, a jeśli ktoś z Was szuka wcierki na przyśpieszenie wzrostu włosów to polecam maść końską-wiem, że brzmi obrzydliwie, ale nic tak jak ona nie stymuluje włosów do wzrostu. Stosowałam ją dosyć nieregularnie przez miesiąc i moje baby hair mają dzisiaj już około 5 centymetrów:)

Znacie te kosmetyki? Jakie produkty do włosów Was ostatnio najbardziej zawiodły?

Moja kolekcja: Maski do włosów

Pokazywałam kilka tygodni temu jaki ze mnie chomik i ile mam w swoim posiadaniu szamponów do włosów, zarówno tych delikatnych jak i mocno oczyszczających. Dzisiaj nadeszła chwila na ujawnienie kolejnej części prawdy, którą też stanowią kosmetyki do włosów, a konkretnie maski i maseczki wszelkiej maści. Trochę tego jest:)
 Aktualnie używane:
  • Bania Agafii, 20-minutowa maska-kompres do włosów
Powstała o niej recenzja tutaj. W skrócie mogę napisać, że nie spełniła pokładanych w niej nadziei-włosy były miękkie, delikatne i gładkie w dotyku, ale jednocześnie dosyć matowe i nie wyglądały zdrowo. Dodatkowo osłabiała skręt włosów, a tego nie wybaczę:)
Zostało mi jej tylko na jedno użycie i raczej już po nią nie sięgnę.

 Następne w kolejce:
  • Kallos Caviar
To mój najnowszy nabytek, więc teoretycznie powinien trafić do zapasów, a nie następnych w kolejce, ale jestem go tak ciekawa, że chyba nie powstrzymam się przed otwarciem. Z Kallosów miałam Keratin i z tej byłam całkiem zadowolona, trochę mniej z Blueberry. Mam nadzieję, że kawior się sprawdzi, a jak nie to zużyję ją do emulgowania oleju.
Zapłaciłam za 9,99 zł za 1 litr i cieszę się, że są teraz do kupienia w Naturze, bo wcześniej nie mogłam ich nigdzie kupić stacjonarnie w okolicy.
  • BingoSpa, Proteiny kaszmiru i kolagen
Kupiona w promocji za około 6 złotych i to właśnie z tego powodu trafiła do wirtualnego koszyka. Jakiś czas temu rozdałam odlewkę tej maski, więc pora przejść do używania całości zanim się zepsuje. Mam co do niej pewne obawy, bo o maskach do włosów Bingo krąży wiele negatywnych opinii. Ciekawe czy ja dołączę do grona niezadowolonych? Wolałabym nie:)

 W zapasach:
  • O'Herbal, Maska do włosów suchych i zniszczonych z ekstraktem z lnu
Kupiłam podczas grudniowego Dnia Darmowej Dostawy, głównie z ciekawości. Ta maska to stosunkowa nowość wyprodukowana przez Elfa Pharm, producenta m.in. marki Green Pharmacy. Skusił mnie ten len w składzie, który ma działanie nawilżające, a to bardzo by się przydało moim włosom. Powstrzymuję się jak tylko mogę, żeby jej nie otworzyć już teraz i nie przekonać się jak zadziała.
  • Dr. Sante, Maska odbudowująca z olejkiem makadamia i keratyną
Kupiona tak samo jak ta wyżej na stronie producenta. Wybrałam ją i jeszcze spray z tej samej serii. Myślę, że olejek makadamia jest bezpieczniejszy dla moich włosów, w przeciwieństwie do arganowego, który też ma w swojej ofercie ta firma. W tej masce bardzo podoba mi się opakowanie, które kojarzy się z drzewem i Naturą:)
  • NaturVital, Nawilżająca maska aloesowa
Produkt, który jest dla wielu ulubieńcem i który w Naturze (gdzie go można kupić) jest bardzo często wyprzedany. Już na trzecim miejscu w składzie zawiera aloes, więc powinna mieć działanie silnie nawilżające. Kupiłam oczywiście z ciekawości i chęci przekonania się czy jest warty tylu pochwał. To jedyny humektantowy kosmetyk w całej mojej gromadce, więc się przyda.

To tyle z masek. Starczy mi z pewnością ich do końca roku. Następne w kolejce do zaprezentowania będą odżywki te do spłukiwania i te w sprayu.


Macie więcej?

Maseczka do włosów ze złotem z Biedronki/Perfect.Me by J.F. Malcolm

Hej,
Dzisiaj recenzja saszetkowej maski, która jakiś czas temu pojawiła się w Biedronce w 3 wersjach. Maseczka jest firmy Perfect.Me by J.F. Malcolm i kosztuje około 1,50 zł. Ja skusiłam się na Frizz Stop & Keratin Repair (przeznaczoną do włosów puszących się i niesfornych), a dostępna jest jeszcze Natural Oils Repair (do włosów zniszczonych i suchych) i Repair & Colour Save (do włosów zniszczonych i farbowanych).
Wiem też, że wszystkie 3 wersje maski były w lutowym Shiny Box-ie, razem z szamponem tej firmy.


Wybrałam różową wersję, bo mam wiecznie problem z puszeniem się włosów-zależy mi na ich wygładzeniu. Dodatkowo zainteresowała mnie obecność drobinek złota w masce, olejek marula i prowitamina B5. Co do keratyny to miałam pewne obawy, bo zazwyczaj powoduje przesuszenie włosów i objawy przeproteinowania, w wyniku którego fryzura jest matowa i wygląda na zniszczoną.
Producent chwali się, że produkt nie zawiera parabenów, konserwantów i sztucznych barwników.
Skład maski nie jest zachęcający i jak na moje oko wygląda jak typowo silikonowy produkt. Wymienione składniki na przodzie saszetki znajdują się gdzieś w środku składu.
Zapach maseczki jest świeży, ogórkowy. Mi ten zapach przypomina mleczko oczyszczające Ziaji z ekstraktem z ogórka właśnie.

Konsystencja jest na wpół przeźroczysta. Ilość 20 ml, która znajduje się w opakowaniu, wystarcza tylko na jeden raz, przy moich średniej długości włosach. Nałożyłam ją na włosy umyte żelem do ciała i włosów Bambino, wmasowałam w nie i zawinęłam w koczek na około 15 minut.

Jak zadziałała?
Muszę przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona. Dawno nie używałam protein w pielęgnacji włosów, więc keratyna nie wyrządziła im krzywdy, a wręcz przeciwnie-zadziałała tak jak powinna czyli bardzo wygładziła włosy i jakby rzeczywiście je odbudowała. Były bardzo przyjemne w dotyku i gdyby nie fakt, że ich dotykanie wzmaga wydzielanie sebum, to głaskałabym je cały dzień. Dodatkowo były lekkie, miękkie, błyszczące i pełne objętości. Moje fale były podkreślone i to nie tylko te przy twarzy, ale także z tyłu głowy. Dawno nie miałam tak podkreślonego skrętu.
Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione, co rzadko się zdarza. Nie zauważyłam jedynie tego "kosztownego złota" zarówno w konsystencji jak i potem w działaniu na suchych włosach.

Podsumowując:
Zaskoczyła mnie ta maseczka. Za 1,50 zł na pewno warto ją wypróbować, a na pewno mieć ją w bagażu podczas wyjazdu. Ja mam ochotę na jeszcze inne wersje. Tym bardziej, że teraz w Biedronce można kupić ją sporo taniej i bez uszczerbku dla portfela przekonać się na własnych włosach jak działa złoto. Ile teraz kosztuje możecie zobaczyć tutaj.

Miałyście tą albo inną wersję?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...