Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avon. Pokaż wszystkie posty

Moja pielęgnacja twarzy

Dzisiaj post o pielęgnacji mojej cery. Nie mam z nią większych kłopotów-nigdy nie miałam problemów z trądzikiem czy zaskórnikami. Jednak już za rok dołączę do grona trzydziestolatek, więc w dbaniu o nią stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Skupiam się na wieczornym jej dopieszczaniu, a rano przed makijażem używam tylko dwóch produktów:

Tonik nawilżający z Baikal Herbals używam zaraz po wstaniu-odświeża cerę, zmywa pozostałości po nocnym kremie i inne zanieczyszczenia.
Baza-serum wygładzające z AA z serii hialuronowej-służy mi jako krem pod podkład, bo dosyć szybko się wchłania. Zawiera drobinki, które mają za zadanie rozświetlić cerę, ale nie jestem zadowolona z tego dodatku, bo bez fluidu twarz wygląda jak obsypana brokatem. Po nałożeniu podkładu jednak może być-przyjemnie wygładza i uelastycznia cerę. Nie przedłuża jednak trwałości podkładu, co powinna robić baza, ale też go nie skraca.

Codziennie wieczorem zmywam makijaż, oprócz tego dodatkowo i zamiennie korzystam z różnych innych kosmetyków, które mają różne działanie. Najważniejszy jednak jest
Demakijaż
Kosmetyki kolorowe zmywam żelem micelarnym z Vis Plantis (czasami za pomocą wacików, czasami aplikuję go bezpośrednio na twarz). Prawie codziennie używam też żelu do mycia twarzy z Isany, którego jedna z funkcji to właśnie uzupełnianie demakijażu. To najnowszy produkt w całej gromadce, więc jeszcze nie mam o nim wyrobionej opinii.
Oczyszczanie
Do oczyszczania mam trzy produkty: peeling nagietkowy z Bania Agafii, maseczkę dziegciową i szczoteczkę elektryczną z Olay i używam ich 2-3 razy w tygodniu. Czasami po nałożeniu peelingu, masuję twarz szczoteczką, a czasami łączę ją z żelem z Isany. Zawsze efektem jest gładka i odświeżona cera. Po takim masażu nakładam maseczkę oczyszczającą, która daje efekt zmatowionej i gładkiej cery.
Nawilżanie
Do nawilżania mam dwa kosmetyki-tonik z Baikal Herbals, którego codziennie używam rano, ale czasami występuje też w wieczornej pielęgnacji, najczęściej po użyciu żelu micelarnego, żeby pozbyć się filmu jaki zostawia. Drugim jest czekoladowa maseczka z Avon, której jestem naprawdę zadowolona i nie dość, że rzeczywiście nawilża, wygładza i uelastycznia cerę to dodatkowo ma świetny zapach, idealny do SPA w wannie.
Odżywianie
Zawsze wieczorem nakładam albo Krem wygładzający z AA albo olejek z pestek moreli. Krem stosowałam kiedyś po użyciu serum z tej serii, ale z czasem zaczęły przeszkadzać mi te dwie warstwy na twarzy i miałam wrażenie obciążenia skóry, więc teraz używam tylko po jednym produkcie z AA. Olejek nakładam nie częściej niż 3 razy w tygodniu i zazwyczaj po peelingu i maseczce oczyszczającej. Pietruszkowy krem pod oczy z Ziaji staram się używać codziennie i to chyba pierwszy krem z Ziaji, z którego jestem w miarę zadowolona.

To tyle. Jak widać kosmetyków jest sporo. Staram się wprowadzać w miarę naturalną pielęgnację, ale drogeryjne kosmetyki też kuszą, więc wychodzi różnie. 
Chciałabym znaleźć krem pod oczy i na noc, które działają cuda tj.ujędrniają, zapobiegają zmarszczkom i nie kosztują kilkaset złotych. 

Przykładowe dni z życia mojej twarzy:

Dzień 1:
  • żel micelarny Vis Plantis
  • tonik nawilżający Baikal Herbals
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 2:
  • żel micelarny Vis Plantis 
  • żel z Isany + masaż szczoteczką Olay
  • czekoladowa maseczka z Avon
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 3:
  • żel micelarny z Vis Plantis
  • peeling nagietkowy 
  • maseczka dziegciowa
  • olejek z pestek moreli
Dzień 4:
  • żel z Isany
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Jak wygląda Wasza pielęgnacja? O jakim kosmetyku chcecie poczytać więcej?

Dwa "czekoladowe" kosmetyki

Hej,
Zima to okres kiedy najczęściej sięgamy po ciepłe i otulające zapachy. Z tym okresem kojarzy mi się zapach miodu, cynamonu i czekolady. Ja znalazłam ostatnio dwa fajne produkty o zapachu czekolady właśnie. Obydwa skutecznie umilają mi te długie zimowe miesiące-są to masło czekoladowe do ciała Cien i czekoladowa maseczka do twarzy z Avonu.
Masło czekoladowe kupiłam jakiś czas temu w Lidlu za 9,99 zł. Teraz, od wczoraj są ponownie dostępne w sprzedaży w 3 różnych wersjach. Szczegóły tutaj.
Zapakowane jest w solidny, plastikowy słoiczek o pojemności 400 ml. Ma metalowe zamknięcie, które przypomina mi weki w jakie kiedyś pakowano przetwory. Po zużyciu produktu może spokojnie posłużyć nam dłużej do np. przechowywania domowego peelingu.
Zawiera olej sojowy, glicerynę, masło shea i masło kakaowe. Oprócz tego sporo innych składników, które nie są zbyt naturalne jak na moje oko. Ma bardzo gęstą konsystencję, jak na masło przystało, w kolorze białym.
Jest bardzo wydajne. Wystarczy niewielka ilość, żeby posmarować całe ciało. Ja używam go codziennie od około dwóch miesięcy i mam jeszcze więcej niż połowę opakowania.
Lubię go używać po wieczornej kąpieli, bo fajnie otula ciało. Rozprowadza się bezproblemowo, trochę bieli skórę na początku, ale po kilku minutach nie ma po tym już ani śladu. Gdy wsiąknie skóra jest miękka, elastyczna, gładka i świetnie nawilżona. Uwielbiam ją wtedy dotykać, bo jest bardzo przyjemna w dotyku i wyraźnie dopiesczona. No i jak pachnie! Zapach jest intensywny, mocny, pachnie rzeczywiście czekoladą i jest idealny na zimne dni, kiedy potrzebujemy się trochę rozgrzać i otulić. 
To chyba mój najlepszy zakup tej zimy:)
Kolejny czekoladowy produkt to maseczka do twarzy z ekstraktem z kakaowca firmy Avon z serii Planet Spa. Czytałam o niej sporo pochlebnych komentarzy, więc postanowiłam spróbować, mimo że produktów do twarzy tej firmy nie wspominam miło.
Kupiłam ją w promocji za 7,99 zł. Jej cena regularna to około 20 złotych, chociaż nie sądzę, żeby ktoś kupił ją w cenie regularnej, wiedząc jak często kosmetyki Avon są przeceniane. 
Wg informacji na stronie-maseczka doskonale odżywia. Pozostawia skórę miękką i gładką. Nie przesusza. Bogata formuła nawilża i odżywia skórę. Łatwo się rozprowadza i spłukuje.
Skład kosmetyku, jak to w przypadku Avonu, jest raczej słaby. Na drugim miejscu składu jest "uwodorniony olej roślinny", który otrzymuje się z oleju palmowego lub kokosowego. Wysoko w składzie jest też niestety Alcohol Denat, który ma działanie wysuszające. Masło shea jest zaraz przed zapachem. A wymieniony w opisie producenta ekstrakt z kakakowca na szarym końcu. 
Maseczkę używam około 2 razy w tygodniu po wieczornym oczyszczeniu twarzy. Obawiałam się destrukcyjnego działania Alcohol Denat, ale na szczęście nic złego się nie dzieje. Oprócz tego-muszę napisać, że obietnice producenta są spełnione. 
Maseczka ma gęstą konsystencję. Pachnie bardzo przyjemnie, też intensywnie i czekoladowe, jak powyższe masło z Lidla. Nakłada się bezproblemowo i problemów ze zmyciem też nie ma. Na twarzy nie zasycha. Po użyciu skóra jest miękka, elastyczna i odżywiona. Nie ma poczucia ściągnięcia, ani wysuszenia skóry, co często mi się zdarzało w przypadku kosmetyków Avon. Dodatkowo dzięki zapachowi i konsystencji samo jej używanie jest po prostu przyjemnością, do której lubię powracać wieczorami.
Działanie tej maski to chyba największe zaskoczenie spośród przetestowanych przeze mnie kosmetyków Avon. 
Podsumowując:
Jestem naprawdę zaskoczona zapachami i działaniem obydwu produktów. Jeśli lubicie takie zapachy i chcecie sobie po prostu umilić pielęgnację to powinniście ich spróbować. Dodatkowo oba kosmetyki są tanie, bo żaden z nich nie kosztować mnie więcej niż 10 zł i były to najlepiej wydane pieniądze w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Bardzo polecam. Lubicie pachnieć czekoladą?

3 tanie kremy do rąk

Chociaż cykl "5 kosmetyków za 5 zł" zniknął z bloga na dobre ponad rok temu, nadal szukam tanich i dobrych kosmetyków. Dzisiaj post o 3 kremach do rąk. Za każdy z nich zapłaciłam nie więcej niż 6 zł. Który okazał być się najlepszy? Zwycięzcę wybiorę spośród marek BeBeauty, Avon i Alterra.
.
Nawilżający krem do rąk BeBeauty kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za 2,99 zł. Teraz już ma inną szatę graficzną i jego cena regularna to 3,99 zł, chociaż często są na nie promocje. To cena za 125 mililitrów produktu. Do wyboru mamy jeszcze wersję odmładzającą i regenerującą.


  • W składzie wysoko ma mocznik, ale niestety zaraz po nim parafinę. Zawiera też olej macadamia.
  • Konsystencja jest biała, średniogęsta, zapachem przypomina mi krem Nivea.
  • Jako krem do używania na co dzień spisuje się całkiem dobrze-skóra jest gładka, nawilżona i miękka w dotyku. Pamiętam jednak, że gdy moje dłonie były spierzchnięte i suche po całodziennej pracy na zewnątrz nie dał sobie rady zarówno z nawilżeniem jak i ukojeniem. O dziwo, lepiej wtedy spisywał się jako krem do pielęgnacji stóp-wygładzał i zmiękczał suche pięty.
Kolejny tani krem do rąk jest z Avon. Jest to regenerująco-odżywczy krem do rąk z masłem kakaowym z serii Avon Care. Za 100 ml najczęściej trzeba zapłacić 4,99 zł. Nie sądzę, żeby ktoś kupował go w cenie regularnej tj. około 9 złotych.
  • Zawiera masło kakaowe, witaminę E, olejki makadamia, awokado i z pestek winogron, ale niestety też olej mineralny.
  • Ma delikatną, miłą konsystencje w kolorze jasnobrązowym i delikatny słodki zapach. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będzie pachniał czekoladą i się trochę rozczarowałam, bardziej myślę, że to jest kakao z wanilią:)
  • Krem łatwo się rozprowadza i w miarę szybko wchłania-fajnie nawilża, i dłonie po nim są przyjemnie gładkie. Niestety, gdy używam go na noc rano zapominam, że cokolwiek na nie nałożyłam, bo działanie ma raczej krótkotrwałe i podejrzewam, że to wina tego oleju mineralnego, który jedynie daje złudzenie nawilżenia. Nie ukoi, ani nie zregeneruje suchych i spierzchniętych dłoni.
Ostatni z trójki to wieloskładnikowy krem do rąk z granatem i masłem shea marki Alterra. Zamknięty jest w tubce o pojemności 75 ml, ja kupiłam go na promocji za 5,99 zł.

  • Ma dosyć gęstą, białą konsystencję i intensywny owocowy zapach. Jest on dosyć kwaśny i myślę, że nie wszystkim przypadnie do gustu.
  • Zawiera olej z pestek granatu BIO, masło shea BIO i olej z oliwek BIO. Jest produktem odpowiednim dla wegan.
  • W swoim działaniu jest najlepszy z całej trójki: dobrze nawilża dłonie i nie jest to działanie krótkotrwałe. Dodatkowo jako jedyny rzeczywiście przynosi ulgę spierzchniętym i suchym dłoniom-otula je i koi podrażnioną skórę. Pozostawia lekki film, ale nie jest on tłusty i nie umożliwia wykonywania codziennych czynności. Sprawdzi się w okresie zimowym, kiedy potrzebna jest porządna ochrona i regeneracja.
Podsumowując:
Dla osób niemających problemu ze skórą dłoni i szukających czegoś taniego i wydajnego najbardziej odpowiedni będzie krem z BeBeauty, dla kogoś kto lubi mieć ładnie pachnące dłonie polecam ten z Avon, a Ci, którzy szukają prawdziwego odżywienia i fajnego składu proponuję zerknąć na Alterrę.

Miałyście któryś z nich? Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk?

Projekt denko grudzień 2015/styczeń 2016

Dzisiaj pora na zbiór pustych opakowań po kosmetykach z ostatnich dwóch miesięcy, czyli słynny Projekt Denko. Jak zwykle podzieliłam je na produkty, których nie kupię ponownie, nad którymi się jeszcze zastanowię i te, które wspominam najmilej i kupię je ponownie, bo działały świetnie, o ile nie wygra moja chęć do testowania nowości. 

 Nie kupię ponownie:


  • Yves Rocher, Oczyszczający peeling do twarzy Sebo Vegetal-po pierwsze nie był przeznaczony do mojego typu cery, po drugie pozostawiał tłusty film na twarzy.
  • Yodeyma, bezpłatna miniaturka perfum, które mogła zamówić każda z nas. Nie pamiętam jaki to nr, ale był to zapach bardzo nietrwały
  • Ziaja, Kokosowy balsam do ust-nie nawilżał, nie koił, a jedynie ślizgał się po ustach. Potęgował uczucie suchych i bolących ust.
  • Balsam do ust z Biedronki-nie nawilża, zawiera parafinę, ma gumową konsystencję i nadaje niebieskawy kolor wargom. Teraz ma być dostępny również w Rossmannie.
  • Receptury Babuszki Agafii, Serum pod oczy "Przedłużenie młodości"-ani nie wygładzał, ani nie ujędrniał, właściwie to nie robił nic poza nawilżeniem, a pokładałam w nim wielkie nadzieje. Miał za rzadką konsystencję i szybko się wchłaniał. Zużyłam go pod makijaż.

  • Avon, Spray prostujący włosy-niby coś tam wygładzał, ale jak użyłam go przed prostowaniem włosów, to już następnego dnia nadawały się do mycia, takie były obciążone. Buteleczka przydała się na inne włosowe mikstury.
  • Avon, Emulsja do twarzy przywracająca równowagę-powodowała ściągnięcie cery, okropnie podrażniała oczy i błonę śluzową nosa
  • Joanna, Seria hialuronowa, Szampon i odżywka-oba to produkty typowo silikonowe, po szamponie swędział mnie skalp i nie dawał poczucia oczyszczenia. Odżywka zawiera parafinę, trochę oblepiała, zużyłam do golenia nóg, a szampon dodawałam do kąpieli:)
 Nie wiem czy kupię:

  • BeBeauty, Nawilżający krem do rąk-wydajny i tani, chociaż nie dawał spektakularnego nawilżenia. Lubiłam go też stosować na stopy i tu spisywał się lepiej niż na dłoniach:)
  • Nivelazione, Wygładzający peeling do stóp-wygładzał i zmiękczał nieźle, ale nie do końca pasował mi zapach i miał za rzadką konsystencję.
  • Marion, Zabieg laminowania-proteinowy produkt, z którym nie do końca umiem się obchodzić-raz świetnie wygładzał i prostował włosy, a raz matowił i przesuszał.
  • Rimmel Exaggerate, Wodoodporna kredka do oczu-malowała miękko ładne kreski, ale szybko się łamała i tym sposobem kończyła. 

  • Luksja, Jagodowa muffinka-płyn do kąpieli, który robił dużą miękką pianę, ale szybko znikała. Mam wrażenie, że przesuszał skórę. Poza tym nie podobała mi się perłowa konsystencja i spodziewałam się trochę innego zapachu.
  • Avon, Płyn do kąpiel Żurawina & Pomarańcza-pachniał przyjemnie, świątecznie, ale ma butelkę, z której ciężko wydobyć produkt, a piana jest słaba.
  • Lactimilk, Aminokwasy do włosów-spray, który nadawał superblask, ale nie ułatwiał rozczesywania. Skończył jako baza pod olej, ale ostatnio wyczytałam, że może też sprawdzić się jako wcierka, więc z tym zamiarem może go kupię ponownie.

 Kupię ponownie:

  • BeBeauty, Sól do kąpieli Trawa cytrynowa & Bambus-kupię, ale nie wiem czy dokładnie tą wersję. Są tanie i uprzyjemniają mi kąpiel. Ostatnio pojawiły się w nowej szacie graficznej.
  • Urban Decay, Naked Flushed-nie jestem pewna czy to oryginał, bo dostałam od szwagierki, która lubi zaopatrywać się na Aliexpress:) Paletka składała się z różu, bronzera i rozświetlacza, które ładnie i naturalnie konturowały twarz. Pewnie miałabym ją dłużej, gdyby nie fakt, że spadła i się pokruszyła:(
  • BingoSpa, Olejek z kiełków pszenicy-nawilżał, zmiękczał i uelastyczniał cerę, bez zapychania. Szkoda tylko, że nie miał pompki, bo wtedy bym tak nie zapaćkała buteleczki:)
  • Facelle, Chusteczki do higieny intymnej-odświeżają i dają uczucie komfortu w ciągu dnia. Lubię mieć je w torebce.

  • Loton Spa, Olejek Makadamia-uniwersalny olejek, który wygładzał i uelastyczniał ciało, a włosom nadawał blask i miękkość. 
  • Facelle, Płyn do higieny intymnej-robi to co ma robić, a dodatkowo świetnie myje włosy
  • Isana, Lakier nadający objętość-z tą 24-godzinną trwałością to bym nie przesadzała, ale ładnie utrwala, nie robi z włosów hełmu, jest wydajny i tani, ujarzmia baby hair i właściwie tylko do tego był mi potrzebny.
To tyle na dzisiaj. Całkiem nieźle mi poszło, bo wszystkich produktów jest 23. Chciałabym, żeby w kolejnym denku znalazło się więcej produktów do makijażu i włosów, bo to właśnie z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zapasy albo ilość kosmetyków otwartych w tym samym czasie.

A Wam jak poszło? Znacie produkty z mojego denka?

3 kosmetyki, których nie kupię ponownie

Czy Wam też ten weekend nadszedł niespodziewanie szybko? Ja jutro wyprawiam urodziny Synka i postawiłam sobie nie lada zadanie-upiec tort urodzinowy na tą okazję. Będzie to mój pierwszy tort w życiu, więc trzymajcie kciuki, żeby się udało. Jak będzie co pokazać, to możecie się spodziewać fotorelacji:)
A tymczasem zapraszam na krótkie recenzje 3 kosmetyków, których już nigdy więcej nie kupię. Nie mogę ich nazwać jednoznacznie bublami, ale w ogóle nie spełniły moich oczekiwań.
Pierwszy kosmetyk z BingoSpa-delikatny krem do twarzy z kolagenem. Niby lekki, ale jednocześnie tłustawy i czuć go długo po nałożeniu na twarzy, co powoduje mój dyskomfort. Ja stosując go czuję lekkie ściągnięcie skóry, brak nawilżenia, często powoduje pieczenie i łzawienie oczu. Dodatkowo ma mało zachęcające opakowanie, brak długotrwałego działania i złotka gwarantującego nienaruszalność kosmetyku. 

Kolejny kosmetyk to produkt Avonu-emulsja do twarzy przywracająca równowagę skóry z ekstraktem z białej herbaty. Skusiła mnie do zakupu promocja 6,99 zł i chęć zaoszczędzenia kilku złotych. Teraz żałuję, bo choć dobrze oczyszcza twarz (nie usuwa resztek makijażu, co obiecuje produceny) to jednak cera jest ściągnięta. Gdy dostanie się do oczu i nosa to powoduje szczypanie i podrażnienie. Podoba mi się opakowanie i chyba zostawię sobie do innych celów.

Na koniec kosmetyk, w którym pokładałam największe nadzieje-Czekoladowy krem do rąk i paznokci z serii Sweet Secret od Farmony. Pisałam Wam o maśle do ciała z tej serii i byłam nim zachwycona. Niestety z masłem łączy go tylko zapach gorzkiej czekolady. Skład jest słaby, bo już na drugim miejscu parafina, kolor kremu biały, a działanie baardzo krótkotrwałe. Gdy jest na dłoniach-są miękkie, gładkie i elastyczne, ale gdy wykonam jakąkolwiek czynność (ścielanie łóżka, zmiana ubrania) odczuwam taki dyskomfort dłoni i ściągnięcie skóry, że muszę ponownie go użyć. Skutkiem czego stosuję go po kilkanaście razy dziennie, a kondycja moich rąk wcale się nie poprawiła.
Na nieszczęście jest też bardzo wydajny.

Wszystkie te kosmetyki kosztowały mniej niż 10 zł i choć w tej cenie mam sporo swoich ulubieńców, do tej trójki na pewno nie wrócę i uważam, że nie były warte wydania na nich tych drobnych, no ale człowiek uczy się na błędach (i na wydanych pieniądzach:)
Znacie te kosmetyki? Macie o nich inne zdanie?

Trzymajcie kciuki za mój tort:)

Haul z Biedronki i inne...

Powtórzę się, ale nie wiem gdzie robiłam zakupy kosmetyczne kiedy w moim mieście nie było Rossmanna ani Biedronki. Zawsze tam wypatrzę coś co koniecznie muszę mieć. 
Ostatnio poszłam do Biedronki po szpinak i grejpfruty-szpinaku jak nigdy nie było, ale chodząc po alejkach znalazłam kilka rzeczy, które mnie zainteresowały.
  1. Peeling do stóp z BeBeauty-kosztował 2,99 zł i jest to jakaś nowość w tym dyskoncie. Z produktów do stóp dostępny był jeszcze krem i żel. Ten peeling zawiera naturalny pumeks i kwasy owocowe AHA.
  2. Zestaw pędzli-miałam na nie ochotę jak tylko pojawiły się w Biedronce. Z tego co pamiętam kosztowały wtedy 19,99 zł, ale uznałam, że to trochę za dużo jak za 4 pędzelki no name. Teraz są przecenione na 14,99 zł, więc cena jak najbardziej miła dla portfela. W zestawie-pędzelek do brwi, do cieni, do pudru i różu.
  3. Winogronowe masło do ciała, Bielenda-to moje największe zaskoczenie. Do tej pory byłam święcie przekonana, że kupiłam peeling, nawet w poprzedniej notce pisałam, że udało mi się kupić peeling za 3,99 zł, które do tej pory kosztowały 5,99 zł. A teraz patrzę na zdjęcie i okazuje się, że to masło.......Aha
W Pepco kupiłam bransoletkę. Kosztowała 4,99 zł . Były inne jeszcze wzory i kolory. Podoba mi się, bo jest lekka, idealna na co dzień, taka trochę w marynarskim stylu i ma fajne zapięcie.
I ostatnia nowość to prezent od mojej uczennicy. Woda toaletowa Pur Blanca Blush. Nie spodziewałam się tego prezentu, więc tym bardziej mnie ucieszył. Nie bardzo się lubię z perfumami z Avonu, ale ten zapach mi się spodobał, ciekawa jestem jak się będzie nosił.

To tyle z moich nowości. Staram się ograniczać jak tylko mogę:)
Coś Was zainteresowało?

Buble, czyli co zbiera kurz na moich półkach

Dzisiaj sobie trochę ponarzekam. Ponarzekam na produkty, które może nie kosztowały majątek, ale po wielu danych im szansach-wiem, że nie są to kosmetyki dla mnie. Mało tego-denerwuje mnie, że je mam, a nie chcę wyrzucać, bo to przecież marnowanie pieniędzy. Dopiero po wstawieniu zdjęcia zorientowałam się, że wszystkie to produkty do włosów. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kupiłam je przed czytaniem jakichkolwiek recenzji, pod wpływem promocji i przed moimi włosomaniaczymi zapędami.
Oto co mi zalega na półkach i denerwuje codziennie oczy, gdy tylko spojrzę na półkę:

1.L'Oreal, Elseve Color-Vive, Odżywka ochronna do włosów farbowanych
Ta odżywka bardzo, bardzo, bardzo obciąża włosy, co przy moich grubych i opornych jest mega sztuką, a tej odżywce się to udaje. Co z tego, że wygładza, jak po paru godzinach wygładzenie zmienia się w przyklap i włosy wyglądają na niemyte od co najmniej 4 dni. O ochronie koloru się nie wypowiem, gdyż używałam ją w czasach gdy malowałam włosy farbą, która miała się wypłukać po 24 myciach.

2.Avon, Odżywka do włosów farbowanych z żeń-szeniem i bambusem
Bardzo dziwna odżywka. Włosy po wyschnięciu  były mocno spuszone, w niektórych miejscach pojawiały się dziwne loczki, żeby po kilku godzinach oklapnąć i dać efekt mokrej kury i do tego ma zielonkawy kolor pasty do zębów.

3. Schauma, Pielęgnujący spray bez spłukiwania, Jedwabiste rozczesywanie
Ten spray kupiłam, aby od wielkiego dzwonu zastępował mi odżywkę do spłukiwania. Każdą odżywkę, którą miałam w takiej formie jak Schauma, używałam na osuszone ręcznikiem włosy-po prostu psikałam, rozczesywałam, czesałam do wyschnięcia i miałam ładnie wyglądające fale.
Co mam po Schaumie? W jednych miejscach puch i włosy nie do ogarnięcia, a w innych zdefiniowane fale. A następnego dnia włosy i tak nadają się do mycia. Trochę ułatwia rozczesywanie

4.Avon, Serum nadające połysk Kwiat limonki i werbena.
Pisałam o tym "cudeńku" tutaj i od tej pory nic się nie zmieniło-wyląduje w najbliższym denku, bo nie mam na niego ani pomysłu ani miejsca.

Co mnie nauczyły te nietrafione zakupy?
  • Schauma absolutnie nie jest dla mnie, po dwóch przygodach z ich szamponami i wyżej wymienionej odżywce wiem to na pewno.
  • Nie zawsze kupowanie dużej butli to dobry interes (patrz 400-mililitrowa odżywka Elseve).
  • Dać sobie spokój z kupowaniem badziewia z Avonu tylko dlatego, że promocja, że dostawa do domu i że pani w katalogu pięknie wygląda po zastosowaniu danego produktu.
  • Czytać recenzje i kupować z głową, bo niedługo zabraknie mi miejsca na te moje "skarby".
Dziewczyny, jak żyć z tymi bublami? Macie jakiś patent na nietrafione kosmetyki?

Balsam do ciała z mleczkiem pszczelim Avon

Wiem, że wiele jest przeciwniczek kosmetyków z Avon. Ja robiłam nałogowo zakupy tej firmy, bo jestem leniuchem i propozycja zamówienia czegoś z katalogu, a potem dostawa tego czegoś do domu to była świetna opcja. Z czasem dopiero zrozumiałam, że ich jakość i działanie nie idzie w parze z ceną, a w stacjonarnych sklepach znajdę kosmetyki w tej samej, a czasami nawet niższej cenie. Od jakiegoś czasu odpuściłam sobie kupowanie z Avon i tylko zużywam zapasy.
Dzisiaj pora na recenzję jednego z balsamów do ciała z mleczkiem pszczelim tej właśnie firmy.
Obietnice producenta:
Doskonałe rozwiązanie dla osób z bardzo suchą skórą-intensywnie nawilżający balsam do ciała z mleczkiem pszczelim i witaminą E. Nietłusty, szybko się wchłania. Hipoalergiczny, testowany dermatologicznie. 
Podwójna dawka nawilżenia*. Bogata formuła balsamu o intensywnym działaniu zapewnia 24-godzinne nawilżenie. Natychmiastowy efekt dla komfortu Twojej skóry.

Co mnie śmieszy to wyjaśnienie tej podwójnej dawki nawilżenia: to stwierdzenie zostało ukute na podstawie aż dwudniowego badania klinicznego z udziałem aż 20 osób. 
I potem się dziwić, że nikt nie bierze zapewnień producenta poważnie.

  • Opakowanie: plastikowa, podłużna butla, wykonana z solidnego, białego plastiku z ładną etykietą, na którym znajdziemy ociekający plasterek miodu co wygląda bardzo smakowicie. Zamknięcie też solidne, na "klik", nie ma obawy, że się urwie. 


  • Cena: regularna to 17,00 zł. Ja swój kupiłam za 10,99 zł i często można go w takiej cenie zdobyć. Za pojemność 400 ml to dość przyjemna kwota.

  • Konsystencja: rzadka, za rzadka, bardziej przypomina mleczko niż balsam, kolor lekko żółtawy, waniliowy, rozpływa się na dłoni.








  • Zapach: mleczno-miodowy, otulający, idealny na chłodne jesienne lub zimowe wieczory
  • Wydajność: używam go systematycznie od około 2 miesięcy i jeszcze mi zostało na jakiś tydzień aplikacji
  • Działanie: Balsam dosyć szybko się wchłania i łatwo rozsmarowuje dzięki rzadkiej konsystencji. Nie daje uczucia lepkości, a skóra jest miękka, ukojona i nawilżona. Nie jest to jednak wrażenie długotrwałe. Nadaje się bardziej do podtrzymania aktualnego stanu skóry niż do intensywnej jej regeneracji.



 Podsumowując: Ten balsam jest dobry dla osób o niewymagającej skórze, do codziennej pielęgnacji. Przyjemnie się go używa ze względu chociażby na zapach. Do intensywnej regeneracji przesuszonej skóry warto poszukać czegoś innego i ja tak właśnie zrobię, tym bardziej, że staram się rezygnować z kosmetyków Avon i zastępować je bardziej naturalnymi i dostępnymi stacjonarnie.

 Używałyście tego mleczka? Macie swojego ulubieńca z Avon-u czy raczej unikacie tej marki?

Serum nadające połysk z Avonu




To serum kupiłam jeszcze w czasach gdy z dziką radością wertowałam najnowsze katalogi Avon. Nie zwracałam wtedy jeszcze uwagi na opinie produktu na KWC i łapałam się na wszystko, co było w promocji. Było to trochę ponad rok temu. Gdy zobaczyłam to serum-od razu je zamówiłam, no bo cena 6,99 zł i serum, więc musi działać. Gdy przyszło zamówienie, użyłam go może z 2 razy i bez większego entuzjazmu odstawiłam na później. Jakiś czas temu znowu sobie o nim przypomniałam i zaczęłam ponownie stosować na włosy. Już wiem dlaczego nie wywołał we mnie efektu "wow".

A producent obiecywał:
Formuła z ekstraktami limonki i werbeny zapewnia włosom superpołysk oraz dodatkową gładkość fryzury.



Jak to często bywa, producent obiecuje gruszki na wierzbie, a w rzeczywistości wychodzi zupełnie inaczej. Ta prawda stara jak świat-sprawdziła się i w tym przypadku.

Zacznę od plusów, bo są tylko dwa:
  • fajne opakowanie-wygodna buteleczka z mocnym zamknięciem na zatrzask
  • przyjemny, cytrusowy zapach
Oprócz tego, serum nic nie robi z włosami, a na pewno nic dobrego.
  • nie wygładza, ani nie nabłyszcza
  • gdy nałoży się go za dużo-skleja włosy i usztywnia
  • włosy po jego użyciu są tępe i jakieś takie matowe
  • nie jest tłuste-roztarte w dłoniach, jakby się wchłania i nie pozostawia śladu
  • nie działa jak serum

Podsumowując:
Jest to najgorzej wydane 7 zł w moim życiu. Nie mam na niego ani ochoty, ani miejsca w łazience, więc chyba skończy jako wyrzutek w najbliższym denku.

Znacie to cudo? A może macie inne "perełki" z Avonu, które zalegają wam na półkach?

Grudniowy projekt denko

Jest to pierwszy Projekt Denko na moim blogu (nie dziwne, skoro prowadzę go niecałe 1,5 miesiąca). Dlaczego postanowiłam się podpiąć do akcji denkowania kosmetyków? Bo pomyślałam, że w końcu może nauczę się systematyczności w używaniu kosmetyków.
I tak też się stało i się dzieje. Cieszyłam się jak dziecko widząc dno kosmetyków, albo słysząc tylko powietrze wychodzące z buteleczki. Tam naprawdę już nic nie było. Już naprawdę nie dało się nic wycisnąć.

Bardzo mnie cieszy, że coś może wreszcie wylądować w koszu (bo kosmetyki są przecież po to, żeby ich używać), a ja bez większych wyrzutów sumienia pójść na kolejne zakupy. Może nie jest to jakaś ogromna ilość pustych opakowań, ale pierwsze koty za płoty.

Makijaż

AA Make Up No 1, Jedwabisty podkład rozświetlający

Jest to podkład przeznaczony do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii, więc absolutnie nie podrażnia ani nie zapycha. Po jego nałożeniu cera jest promienna, nawilżona, rozświetlona, ale nie jakimś nachalnym blaskiem. Niby ma lekką konsystencję, ale ja jednak czułam go na twarzy i widziałam, bo nawet najjaśniejszy odcień jest dla mnie za ciemny. Taka już jestem blada.

Moja ocena: 4/5
Czy kupie ponownie: Raczej nie
Następca: Na razie używam kremu BB z Garnier, ale mam ochotę na podkład Wake me up, Stay Matte albo Affinitone.

Do ciała

Cien, Żel do higieny intymnej

Kupiłam go w Lidlu i muszę przyznać, że był to nieprzemyślany zakup. Dobrze, że chociaż nie był drogi, to nie żałuję wydanych pieniędzy (ok.5 zł za 500 ml). Ma fajny, delikatny zapach. Niby myje, nie podrażnia, ale nie odświeża na zbyt długo.

Moja ocena: 3/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Żel do higieny intymnej z Green Pharmacy

BeBeauty, Winogronowy peeling do ciała

Jedno wielkie nic. Kupiłam go w Biedronce, bo pamiętam, że miałam wersję chyba z marakują i tamta spisywała się całkiem nieźle. A ten peeling nie działa w ogóle. Nie wygląda w ogóle jak peeling, tylko raczej jak jakiś żel albo galaretka. Drobinki są tak małe, że nie działają w ogóle na naskórek, w ogóle nie czuć tarcia przy nakładaniu.

Moja ocena: 2/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Peeling z solą  morską z Wellness & Beauty

Wellness & Beauty, Żel pod prysznic Wanilia i Makadamia

Miałam wersję mini-50 ml i właściwie kupiłam go tylko ze względu na tą małą buteleczkę, bo była mi potrzebna do czegoś innego. Taka mini wersja wystarczyła mi na 4 mycia.
Skóra po użyciu tego żelu jest miękka, zapach jakby białej czekolady utrzymuje się na niej ok.2 h.
Nie kupię ponownie bo ogólnie nie używam żeli pod prysznic, tylko mydła w kostce, bo mam wrażenie, że te lepiej oczyszczają skórę.

Moja ocena: 3,5/5
Czy kupie ponownie:Nie
Następca: mydło w kostce Babydream

Nivea Baby, Pielęgnujący płyn do kąpieli

Płyn ten dostał w prezencie mój syn ale nie jest dobry dla mnie, ani tym bardziej dla jego delikatnej skóry. Przede wszystkim okropnie wysusza skórę, obficie się pieni i ma bardzo duszący zapach, którego nie mogłam przy jego kąpieli znieść. Chciałam jak najszybciej pozbyć się tego płynu i wyrzucić tą wielką 500ml butlę.

Moja ocena: 1/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Płyn do kąpieli z BeBeauty, Jedwab i Noni

Pielęgnacja twarzy

BeBeauty, Mleczko nawilżające do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu

To mleczko kosztowało mnie całe 4,39 zł w Biedronce i bylo to chyba najlepiej wydane 5 zł w moim życiu. Przede wszystkim dobrze oczyszcza twarz z kosmetyków. Do demakijażu używałam 2-3 wacików nasączonych tym mleczkiem i podkład, tusz i cienie ładnie schodziły a skóra była gładka i miękka. Dodatkowo podoba mi sie zamknięcie na klik.

Moja ocena: 4,5/5
Czy kupię ponownie: Tak
Następca:  Mleczko łagodzące do cery suchej i wrażliwej z BeBeauty

Avon, Żel 3 w 1 z wyciągiem z aloesu i imbiru

Żel ten ma oczyszczać, nawilżać i tonizować skórę i z tych trzech funkcji, spełnia jedną-w miarę nawilża. Skóra po jego użyciu jest miękka i gładka.Na pewno nie oczyszcza i tonizowania też nie zauważyłam. Ma zbyt wodnistą konsystencję,słabo się pieni i spływa z twarzy. Nie poradził sobie też ze zmyciem resztek makijażu, tylko jeszcze bardziej go rozmazał.

Moja ocena: 3/5
Czy kupie ponownie: Raczej nie
Następca: Micelarny zel nawilzajacy do mycia i demakijazu z BeBeauty

Soraya, Kuracja dotleniajaca, Krem na dzień nawilżająco-dotleniający

Krem ten dostała moja mama i pomogłam jej w zużyciu i całe szczęście bo szybciej wykończyłyśmy to badziewie. Konsystencję ma zbitą, śliską, a po nałożeniu na skórę pojawia się tłusty, też śliski film. Nie wyszłabym z taką świecącą twarzą do ludzi, więc nakładałam go na noc i rano moja skóra była miękka i nie potrzebowała dodatkowego nawilżenia.

Moja ocena: 3/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Krem z bio olejkiem z awokado, Ziaja

Zapachy/dezodoranty


Synergen, Balsam Deo Roll-on

Ładnie pachnie owocami i na tym kończą się jego zalety, no i jeszcze jest tani. Nie chroni przed poceniem, trzeba chwilę odczekać aż wyschnie, bo można sobie zmazać ubranie.

Moja ocena: 2/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Antyperspirant w aerozolu, Rexona Crystal

Avon, Ice Sheers Delicious

Zawiera takie nuty zapachowe jak: czarna porzeczka, grejpfrut, czarny pieprz, mięta, które w połączeniu tworzą zbyt przytłaczający, duszący i chemiczny zapach. Nie nadaje się do używania w dzień, bo może być zbyt męczący dla otoczenia, chociaż nie jest zbyt trwały-zapach utrzymuje się ok2h. Nawet ja, która nie jestem zbyt wymagająca w kwestii zapachów, nie mogłam go znieść, a chciałam go wykorzystać do końca.

Moja ocena: 1,5/5
Czy kupię ponownie: Nie
Następca: Euphoria, Calvin Klein

Rexona, Antyperspirant w aerozolu

Ma bardzo przyjemny, świeży zapach, aż koleżanki myślały, ze pachnę jakimiś super perfumami. Zapach ten pozostawał wyczuwalny przez ok. 5h po użyciu. Nie chronił jakoś spektakularnie przed poceniem, a na pewnie nie 48 h jak obiecuje producent, góra-6h i to przy niezbyt intensywnym wysiłku.

Moja ocena: 4/5
Czy kupię ponownie: Raczej tak
Następca: Antyperspirant w aerozolu, Rexona Crystal

Zużyłam w sumie 11 kosmetyków, więc wynik chyba nie najgorszy.
Najbardziej byłam zadowolona z mleczka do demakijażu z Biedronki. Nie ma to jak Biedronka. Zawsze kupię tam coś ciekawego.
Najgorzej wspominam płyn do kąpieli z Nivea Baby. Never ever.

Już się cieszę na kolejne zużycia. To wciąga:)


Niby odżywcza kuracja z olejkiem arganowym z AVON -recenzja

Jestem na siebie zła. Zła jestem, że zawsze dam się złapać na te wyświechtane hasła, że nowość, że promocja, że jedyna okazja. Mija mi kiedy okazuje się, że rzecz, którą kupiłam warta była swojej ceny i kiedy dany kosmetyk się sprawdza.
Gorzej kiedy okazuje się, że były to pieniądze wyrzucone w błoto. Wtedy jestem jeszcze bardziej zła. Ale nie mądrzejsza-mija tydzień a ja nabieram się na kolejną super promocję. I tak było właśnie w tym przypadku.

To serum kupiłam, bo połączyłam ze sobą 2 fakty: że olejek arganowy ma świetne działanie, to serum ma olejek, więc kupuję, a że promocja (i patrz wyżej), więc kupiłam.
Używam go jedynie, gdy prostuję włosy (1-2 razy w miesiącu), a że moje lubią łapać wilgoć, szczególnie przy takiej pogodzie, więc potrzebują porządnego obciążenia.Wtedy po użyciu prostownicy nakładam to serum na końce.

Plusy:
+włosy są wygładzone, błyszczące i ujarzmione
+jest dość gęsty, a więc wydajny (używam go już ok. pół roku) i zużyć go nie mogę, chociaż bardzo bym chciała
+fajna cena w promocji. Ja kupiłam go za 10,99zł
+dzięki pompce z buteleczki wydostaje się tylko tyle ile chcemy
+fajny design opakowania i konsystencja olejku. Rzeczywiście przywodzi na myśl Maroko.
Minusy:
-obciąża włosy, więc już następnego dnia wyglądają trochę nieświeżo (ten efekt pewnie jeszcze dodatkowo potęguje użycie ciepła czyli prostownicy)
-jest bardzo tłusty, więc muszę porządnie namydlić ręce aby pozbyć się go z dłoni
-nie pielęgnuje włosów, a wręcz wysusza je przy regularnym używaniu
-olejek arganowy jest w składzie gdzieś na szarym końcu

Podsumowując:
Będę musiała wykończyć go krok po kroku, bo nie lubię marnować pieniędzy, a przy okazjonalnym go używaniu może to trochę potrwać.

P.S. Zauważyłam, że AVON nie podaje składu kosmetyku ani na opakowaniu ani w katalogu, jakby wiedzieli, że nie mają się czym chwalić. Też was to denerwuje?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...