Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna. Pokaż wszystkie posty

3 x NIE-kosmetyki do włosów

Jestem włosomaniaczką i wcale się z tym nie kryję:) Testuję wiele produktów do włosów-z jednych jestem bardzo zadowolona, inne sprawdzają się średnio, a kolejne to takie, na których się zawiodłam. Dzisiaj pora na 3 kosmetyki z tej ostatniej kategorii. Zaliczają się do niej: stylizator, maska do włosów i wcierka. Pokrótce postaram się wyjaśnić dlaczego z każdym z nich się nie polubiłam.
Póki nie wypróbowałam maski do włosów BingoSpa "Proteiny kaszmiru i kolagen" bardzo żałowałam, że produkty tej firmy są tak słabo dostępne, aż w końcu któregoś dnia trafiłam na super promocję i kupiłam ją przez Internet. Po rabacie kosztowała mnie jakieś 5 zł z groszami za półlitrowe opakowanie. Nie była to jednak transakcja życia.
Nie polubiłam jej za :
  • zapach, który jest zbyt intensywny i przypomina tanie, męskie perfumy
  • skład, w którym mało jest dobroci, które mają rzeczywisty wpływ na kondycję włosów. Poza tym po raz kolejny się przekonałam, że proteiny, a szczególnie keratyna nie jest dla moich włosów
  • działanie, a właściwie jego brak-po jej użyciu włosy są matowe, fale oklapnięte i w ogóle nie widać, że użyłam maski, która ma za zadanie dogłębnie odżywić włosy
  • brak słów od producenta-przyzwyczaiłam się do tego, że na każdym opakowaniu kosmetyki mamy mnóstwo obietnic jaki to genialny produkt przyszło nam kupić. Na tej masce nie ma nic od producenta-poza sposobem użycia, tak jakby sam był niepewny tego co ta maska ma właściwie robić.

Męczę się z nią długo, bo pół litra to jednak sporo nawet jak na moje grube i długie włosy. Zużywam powoli do emulgowania oleju albo jako żel do golenia nóg. W tej roli sprawdza się dobrze, ale i tak zapach przeszkadza.

Kolejny kosmetyk to produkt to stylizacji. Żel do włosów Styling Effect od Joanny kupiłam w czasach kiedy miałam nadzieję, że moje fale dzięki stylizacji będą wyglądały bosko. Niestety, nie udało się to z tym produktem i to właściwie dzięki niemu straciłam zapał do jakichkolwiek prób w tej materii.
 
Po pierwsze i najważniejsze-nie podkreśla i nie utrwala kształtu włosa. Kilkakrotnie dawałam mu szansę, używając na i bez odżywki do spłukiwania, z ugniataniem ręcznym i suszarką z dyfuzorem. Nieważne ile bym go nałożyła to nie zastyga na włosach, dzięki czemu nie mogę go odgnieść i cieszyć się ładnymi falami. Nawet po kilku godzinach włosy są na wpółmokre, a fale smętne i oklapnięte. Następnego dnia włosy nadają się do umycia, bo wyglądają na mocno przetłuszczone.

Zużywam go jedynie do wygładzania baby hair, a i wtedy też nie utrwala tak jak powinien robić to żel. To już taki zwykły, kioskowy za 3 zł radzi sobie z tym lepiej.

Na końcu mamy słynną wcierkę Jantar, która wg producenta jest odżywką. Przez jakiś czas była słabo dostępna stacjonarnie, ale ostatnio ją widziałam w Carrefourze, a ja swoją kupiłam swego czasu w Biedronce za około 9 zł.
Od razu napiszę, że nie przepadam za wcierkami, bo ich nakładanie wydaje mi się kłopotliwe. Nigdy nie wiem kiedy mam jej użyć-czasami przed myciem włosów odpada, bo wtedy są już nieświeże, na skórze głowy zgromadziło się za dużo sebum, które by utrudniło wnikanie wcierki. Po umyciu włosów też niedobrze, bo myję skalp po to, żeby był dłużej świeży, a z tą wcierką jest wręcz odwrotnie. Poza tym włosy są całe mokre i nie wiem, w których miejscach już ją nałożyłam.
 Starałam się dać jej kilka szans i czasu na działanie-nie zadziałała.

  • nie przyśpiesza wzrostu włosów 
  • nie zauważyłam, aby hamowała wypadanie, chociaż u mnie nigdy nie było jakieś nadmierne, nawet po ciąży
  • wzmaga przetłuszczanie-podczas kuracji muszę myć włosy co 2 dni, a nie co 3-jak do tej pory
  • aplikacja jest mega niewygodna i dziwię się, że do tej pory producent nie zmienił opakowania-zamiast szklanej buteleczki z końcówką jak w Amolu, proponuję taką z atomizerem, ewentualnie z pipetą

To tyle. Jak widać-największym zawodem jest dla mnie Jantar. Już nigdy do niego nie wrócę, a jeśli ktoś z Was szuka wcierki na przyśpieszenie wzrostu włosów to polecam maść końską-wiem, że brzmi obrzydliwie, ale nic tak jak ona nie stymuluje włosów do wzrostu. Stosowałam ją dosyć nieregularnie przez miesiąc i moje baby hair mają dzisiaj już około 5 centymetrów:)

Znacie te kosmetyki? Jakie produkty do włosów Was ostatnio najbardziej zawiodły?

Projekt denko grudzień 2015/styczeń 2016

Dzisiaj pora na zbiór pustych opakowań po kosmetykach z ostatnich dwóch miesięcy, czyli słynny Projekt Denko. Jak zwykle podzieliłam je na produkty, których nie kupię ponownie, nad którymi się jeszcze zastanowię i te, które wspominam najmilej i kupię je ponownie, bo działały świetnie, o ile nie wygra moja chęć do testowania nowości. 

 Nie kupię ponownie:


  • Yves Rocher, Oczyszczający peeling do twarzy Sebo Vegetal-po pierwsze nie był przeznaczony do mojego typu cery, po drugie pozostawiał tłusty film na twarzy.
  • Yodeyma, bezpłatna miniaturka perfum, które mogła zamówić każda z nas. Nie pamiętam jaki to nr, ale był to zapach bardzo nietrwały
  • Ziaja, Kokosowy balsam do ust-nie nawilżał, nie koił, a jedynie ślizgał się po ustach. Potęgował uczucie suchych i bolących ust.
  • Balsam do ust z Biedronki-nie nawilża, zawiera parafinę, ma gumową konsystencję i nadaje niebieskawy kolor wargom. Teraz ma być dostępny również w Rossmannie.
  • Receptury Babuszki Agafii, Serum pod oczy "Przedłużenie młodości"-ani nie wygładzał, ani nie ujędrniał, właściwie to nie robił nic poza nawilżeniem, a pokładałam w nim wielkie nadzieje. Miał za rzadką konsystencję i szybko się wchłaniał. Zużyłam go pod makijaż.

  • Avon, Spray prostujący włosy-niby coś tam wygładzał, ale jak użyłam go przed prostowaniem włosów, to już następnego dnia nadawały się do mycia, takie były obciążone. Buteleczka przydała się na inne włosowe mikstury.
  • Avon, Emulsja do twarzy przywracająca równowagę-powodowała ściągnięcie cery, okropnie podrażniała oczy i błonę śluzową nosa
  • Joanna, Seria hialuronowa, Szampon i odżywka-oba to produkty typowo silikonowe, po szamponie swędział mnie skalp i nie dawał poczucia oczyszczenia. Odżywka zawiera parafinę, trochę oblepiała, zużyłam do golenia nóg, a szampon dodawałam do kąpieli:)
 Nie wiem czy kupię:

  • BeBeauty, Nawilżający krem do rąk-wydajny i tani, chociaż nie dawał spektakularnego nawilżenia. Lubiłam go też stosować na stopy i tu spisywał się lepiej niż na dłoniach:)
  • Nivelazione, Wygładzający peeling do stóp-wygładzał i zmiękczał nieźle, ale nie do końca pasował mi zapach i miał za rzadką konsystencję.
  • Marion, Zabieg laminowania-proteinowy produkt, z którym nie do końca umiem się obchodzić-raz świetnie wygładzał i prostował włosy, a raz matowił i przesuszał.
  • Rimmel Exaggerate, Wodoodporna kredka do oczu-malowała miękko ładne kreski, ale szybko się łamała i tym sposobem kończyła. 

  • Luksja, Jagodowa muffinka-płyn do kąpieli, który robił dużą miękką pianę, ale szybko znikała. Mam wrażenie, że przesuszał skórę. Poza tym nie podobała mi się perłowa konsystencja i spodziewałam się trochę innego zapachu.
  • Avon, Płyn do kąpiel Żurawina & Pomarańcza-pachniał przyjemnie, świątecznie, ale ma butelkę, z której ciężko wydobyć produkt, a piana jest słaba.
  • Lactimilk, Aminokwasy do włosów-spray, który nadawał superblask, ale nie ułatwiał rozczesywania. Skończył jako baza pod olej, ale ostatnio wyczytałam, że może też sprawdzić się jako wcierka, więc z tym zamiarem może go kupię ponownie.

 Kupię ponownie:

  • BeBeauty, Sól do kąpieli Trawa cytrynowa & Bambus-kupię, ale nie wiem czy dokładnie tą wersję. Są tanie i uprzyjemniają mi kąpiel. Ostatnio pojawiły się w nowej szacie graficznej.
  • Urban Decay, Naked Flushed-nie jestem pewna czy to oryginał, bo dostałam od szwagierki, która lubi zaopatrywać się na Aliexpress:) Paletka składała się z różu, bronzera i rozświetlacza, które ładnie i naturalnie konturowały twarz. Pewnie miałabym ją dłużej, gdyby nie fakt, że spadła i się pokruszyła:(
  • BingoSpa, Olejek z kiełków pszenicy-nawilżał, zmiękczał i uelastyczniał cerę, bez zapychania. Szkoda tylko, że nie miał pompki, bo wtedy bym tak nie zapaćkała buteleczki:)
  • Facelle, Chusteczki do higieny intymnej-odświeżają i dają uczucie komfortu w ciągu dnia. Lubię mieć je w torebce.

  • Loton Spa, Olejek Makadamia-uniwersalny olejek, który wygładzał i uelastyczniał ciało, a włosom nadawał blask i miękkość. 
  • Facelle, Płyn do higieny intymnej-robi to co ma robić, a dodatkowo świetnie myje włosy
  • Isana, Lakier nadający objętość-z tą 24-godzinną trwałością to bym nie przesadzała, ale ładnie utrwala, nie robi z włosów hełmu, jest wydajny i tani, ujarzmia baby hair i właściwie tylko do tego był mi potrzebny.
To tyle na dzisiaj. Całkiem nieźle mi poszło, bo wszystkich produktów jest 23. Chciałabym, żeby w kolejnym denku znalazło się więcej produktów do makijażu i włosów, bo to właśnie z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zapasy albo ilość kosmetyków otwartych w tym samym czasie.

A Wam jak poszło? Znacie produkty z mojego denka?

Seria hialuronowa do włosów, Joanna

Chociaż wiem, że kwas hialuronowy ma świetne właściwości nawilżające to nadal mam obawy, żeby go stosować w nawet najmniejszym stężeniu na twarz, bo słowo "kwas" kojarzy mi się przerażająco, z poparzoną skórą twarzy.
Dlaczego by jednak nie stosować go do włosów? Tu już nie miałam skrupułów i do testowania od Joanny wybrałam właśnie serię hialuronową, która ma za zadanie nawilżyć i zregenerować włosy. Składa się z szamponu ( o dwóch pojemnościach do wyboru-200 ml i 400 ml), odżywki do spłukiwania i odżywki w sprayu. Dzisiaj kilka(dziesiąt) zdań na temat tego zestawu.
Cała seria ma świeży, morski zapach, przypominający trochę męski, ale w sumie bardzo ładny:)


Najbardziej się obawiałam szamponu, bo po nieudanej przygodzie z Garnierem "Awokado i Masło Karite" staram się omijać myjadła o takiej formule, czyli silikonowej. Ten jest jednak sporo lepszy.


Ma kremową formułę, ale na szczęście nie jest perłowy. Tytułowy kwas hialuronowy jest gdzieś w środku składu. Dobrze się pieni, nie wzmaga przetłuszczania, włosy są lekkie, miłe w dotyku i "nawilżone". Niestety brakuje mi w nim poczucia, że skóra głowy jest oczyszczona. Czasami powodował swędzenie skalpu. 
Odżywka do spłukiwania jest trochę lepsza tj. łatwo się rozprowadza na włosach, nie jest za gęsta ani za rzadka. Opakowanie od szamponu różni się jedynie kolorem wieczka.
Niestety włosomaniaczkom się nie spodoba, bo zawiera wysoko w składzie parafinę. Na zimę jednak może okazać się w porządku, bo pełni funkcję ochronną dla naszych włosach, kiedy to narażone są na zniszczenia od kurtek, kapturów i suwaków.
Włosy po jej użyciu łatwo się rozczesują, są gładkie i lekkie. Trzeba ją dokładnie spłukiwać, bo może powodować szybsze przetłuszczanie włosów.
I na koniec produkt, który okazał się najlepszy z całej trójki-odżywka w sprayu. Ja ciągle szukam takiej, która od czasu do czasu zastąpi mi tradycyjną odżywkę do spłukiwania i ta sprawdziła się całkiem dobrze w tej kwestii.

Atomizer działa bezproblemowo, aplikując równą ilość odżywki na całe włosy. Dzięki niej dobrze się rozczesują, są ujarzmione i wygładzone. Stosowałam ją również na suche włosy pomiędzy myciami-ładnie odświeżała i ujarzmiała niesforne włosy. Myślę, że jest to najbardziej uniwersalny produkt z całej trójki i większości powinien się spodobać.Tu hialuronian sodu jest przed zapachem.
Podsumowując:
Najmniej polubiłam się z szamponem i po kilku podejściach oddałam go mamie, bo jej akurat się podoba. Odżywki stosowałam z innymi szamponami i byłam zadowolona z efektów-włosy były gładkie, miękkie i miłe w dotyku. Tą do spłukiwania postaram się wykorzystać zimą, bo obawiam się, że będzie za ciężka na ciepłe miesiące, a ta w sprayu myślę, że zostanie ze mną na dłużej.

Lubicie Joannę?

Joanna, Odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną

Mam falowane włosy. Naczytałam się trochę o ich odpowiedniej pielęgnacji i stylizacji i z tą myślą kupiłam odżywkę, o której dzisiaj napiszę. Jest to odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną firmy Joanna. 
Razem z żelem do włosów (przypadkowo tej samej marki) miała wyczarować na mojej głowie ładnie zdefiniowane i sprężyste fale. Czy tak się stało? Po kolei...
Konsystencja odżywki jest półprzezroczysta i dosyć rzadka, więc trzeba uważać z jej aplikacją, żeby nie zachlapać wszystkiego dookoła. Mi często się zdarza sprzątać po niej łazienkę:)
Opakowanie jest dosyć solidne i ładnie wykonane, ale nie mam pewności czy nie otworzyłoby się w torbie. 
To co mnie zastanawia najbardziej-Joanna to niby polska firma, a ciężko z jej dostępnością w mniejszych miastach-u mnie jest dostępna tylko w Tesco i tylko w tej jednej wersji. Jej koszt to niecałe 5 zł.

Moja opinia:
Niestety do stylizacji moich fal to ona się nie nadaje-używana wraz z żelem obciąża mi włosy, sprawia, że smętnie zwisają i wyglądają na mocno obciążone, a następnego dnia nadają się tylko do mycia.
Ma jednak kilka zalet-lubię ją używać podczas olejowania, czy to do emulgowania oleju czy pod olej-włosy po umyciu są miękkie i wygładzone. Gdy umyję włosy szamponem i nie przesadzę z ilością tej odżywki-mam w zamian wygładzone fale, ujarzmione i miękkie. Problem jest taki, że bardzo łatwo z nią przedobrzyć-wtedy włosy wyglądają na niedomyte i przyklapnięte. Lubi czasami też puszyć włosy.
Używam jej solo tj. tylko z szamponem, nałożona po spłukanej odżywce-obciąża włosy mimo tego, że konsystencję ma lekką, a moje włosy są raczej grube i oporne. Trochę ułatwia rozczesywanie.
Jest świetną opcją dla leniwych: gdy nie mamy czasu na trzymanie odżywki do spłukiwania, wystarczy jej niewielka ilość na mokre włosy i już mamy lepsze samopoczucie, że robimy coś dobrego dla naszej głowy.
 Podsumowując:
Chociaż ta odżywka nie spisała się na medal, to nie żałuję zakupu. Z chęcią wypróbowałabym inną wersję np. z lnem i rumiankiem albo makiem i bawełną. Tą żółtą kupię być może jeszcze kiedyś, żeby mieć do olejowania na odżywkę albo do używania awaryjnie, gdy nie będę miała czasu na bogatszą pielęgnację.

Miałyście te odżywki? U Was też tak kiepsko z ich dostępnością?

Joanna, Oleje świata, Balsamy na suche miejsca 3 w 1/Promocja w Biedronce

Dziewczyny!
Na początek szybka informacja. Od dzisiaj w Biedronce obowiązuje rabat na:
Szczegóły tutaj.

A teraz już szybko przechodzę do meritum, czyli do recenzji, bo pora na drugą i ostatnią część paczki, którą dostałam od Laboratorium Kosmetycznego Joanna. Tym razem opowiem Wam o 3 maleństwach, czyli o Balsamach na suche miejsca 3 w 1, wchodzące w skład nowej serii Oleje Świata. Do przetestowania otrzymałam: balsam z olejem kokosowym, z masłem pomarańczowym i masłem oliwkowym.
Postaram się je pokrótce opisać, chociaż mają wiele cech wspólnych:
  • można je stosować na usta, łokcie i paznokcie
  • znajdują się w odkręcanych, plastikowych słoiczkach
  • mają zbitą, twardą konsystencję
  • nakłada się je palcem 
  • miękną pod wpływem ciepła
  • są wydajne-po regularnym używaniu trzech jednocześnie od miesiąca-w każdym została ponad połowa.
Balsam z olejem kokosowym, masłem shea i witaminą E ma najkrótszy skład, więc za to plus. Ma też najtwardszą konsystencję, ciężko go wydobyć z opakowania, ale za to  przyjemnie pachnie kokosem. Podczas nakładania go na usta czuję wiórki kokosowe, ale przy dokładnym rozsmarowaniu niestety znikają. Daje najlepszy wizualny efekt na ustach-delikatnego blasku i zaróżowienia ust.
Balsam z masłem oliwkowym, w przeciwieństwie do poprzednika, bardzo błyszczy się na ustach i lekko je czerwieni. Pachnie świeżo, jak dla mnie cytrusowo, ale może rzeczywiście tak pachną świeże oliwki... Gdy jest na ustach są one miękkie, pełne i ukojone, niestety gdy stosuję go na noc-rano nie czuć, że w ogóle coś było nakładane. 
Balsam z masłem pomarańczowym spodobał mi się najbardziej z całej trójki. Pachnie Fantą, co mnie jeszcze bardziej do niego przekonuje:) Ten nie tylko chroni usta, ale je nawilża i odżywia. Przy nakładaniu nie ślizga się po powierzchni, ale mam wrażenie, że wnika głębiej. Najłatwiej się go wydobywa z opakowania-konsystencję ma trochę bardziej miękką niż oliwkowy.

Balsamów nie nakładałam specjalnie na łokcie albo skórki od paznokci-wcierałam w nie raczej pozostałości po nakładaniu na usta-rzeczywiście skórki były mniej suche i widoczne, a łokcie zmiękczone.

Poza drobnymi różnicami, wszystkie działają podobnie:

  • mocno nabłyszczają usta-efekt jak po bezbarwnym błyszczyku
  • nie sklejają warg
  • chronią i zabezpieczają naskórek przed pierzchnięciem
  • nawilżenie jest krótkotrwałe
Podsumowując: 
Te balsamy nadadzą się na nadchodzące chłody, bo zabezpieczą usta przed niską temperaturą i zapobiegną pierzchnięciu. Zadowolone będą te dziewczyny, które potrzebują ochrony, lubią efekt jaki dają bezbarwne błyszczyki i nie przeszkadza im sposób aplikacji.

Używałyście?

Joanna, Oleje Świata, Olejek do twarzy i ciała z olejkiem migdałowym

Jakiś czas temu pokazywałam Wam paczkę od Laboratorium Kosmetycznego Joanna. Bardzo się z niej ucieszyłam, bo to w końcu polska firma, a niewiele miałam z nią do tej pory do czynienia. W paczce znajdował się m.in. olejek do twarzy i ciała z nowej serii Oleje Świata. Po kilkutygodniowym użytkowaniu przyszła pora na jego recenzję.
Ja wybrałam wersję z olejem migdałowym (ze względu na najkrótszy skład) , a dostępna jest jeszcze z olejkiem makadamia i arganowym. Nie wiem czy są różne opcje opakowań, bo na mojej nie ma ani sposobu użycia ani słów od producenta, a widziałam, że inne dziewczyny miały buteleczki z takimi właśnie informacjami.
Kolor olejku jest żółtawy o dosyć rzadkiej konsystencji, ale podczas użytkowania nic nie rozlewa się dookoła i aplikacja jest w miarę higieniczna. Opakowanie też jest (jak do tej pory) w nienaruszonym stanie tzn. nieoblepione i niezatłuszczone, co mnie doprowadzało do szału np. podczas stosowania olejku Babydream.
Buteleczka zamyka się na "klik" i o ile jest to dobra opcja przy np. odżywkach do włosów, w przypadku olejku grozi to rozlaniem podczas podróży, więc podróżować z nim nie będę. Plusem takiego zamknięcia jest to, że możemy albo poczekać, aż kropelki same skapią na dłoń, albo scisnąć opakowanie i wydobyć większą ilość olejku.
Zapach jest słodki, dosyć intensywny.
 Stosowałam go do trzech różnych partii ciała. Oto jak się sprawdził:

  • na ciele: rozprowadzał się bezproblemowo, nie kleił się nadmiernie, nie pozostawiał tłustych plam na piżamie (nie odważyłam się go stosować rano), dosyć szybko wchłaniał, a rano skóra była miękka, elastyczna i przyjemna w dotyku
  • na twarzy: do pokrycia cery i szyji wystarczały mi już 3 krople. Olejowałam nim twarz 2-3 razy w tygodniu po wcześniejszym peelingu. Po około 15 minutach prawie całkowicie się wchłaniał, a cera była tylko lekko błyszcząca. Rano budziłam się z rozświetloną cerą, gładką i miękką. Mojej cery nie zapchał, ale mam ją raczej odporną-nie wiem jak sprawdziłby się u wrażliwców. O ile zapach podobał mi się przy aplikacji na ciało, o tyle w stosowaniu na twarz przeszkadzał-był zbyt intensywny i zbyt perfumeryjny
  • na włosach: olejowałam nim włosy 3 razy. Zmywał się bez problemu. Włosy były miękkie, odżywione, wygładzone i błyszczące, ale nie dam sobie ręki uciąć, że to zasługa olejku a nie odżywki użytej po myciu.

Podsumowując:
Cieszę się, że miałam okazję przetestować ten olejek, bo bardzo polubiłam tą formę do pielęgnacji i szybko z niej nie zrezygnuję. Jestem bardzo zadowolona z działania i wielofunkcyjności tego produktu. Jedyne do czego mogę się przyczepić to awaryjne opakowanie i brak info od producenta, no ale od czego jest ich strona internetowa?

W następnym tygodniu pojawi się recenzja kolejnych produktów od Joanny.

Miałyście ten olejek? Na którą wersję byście się skusiły?

Paczka od Joanny

Paczka, którą dzisiaj się będę chwalić, dotarła do mnie wczoraj. Nadawcą było Laboratorium Kosmetyczne Joanna. Bardzo się cieszę z tej współpracy, bo jest to firma polska, którą cenię, a w dodatku jej produkty są słabo dostępne w moim mieście, więc nie miałam zbyt wielu okazji do testowania (poza odżywką bez spłukiwania z miodem i cytryną i peelingiem myjącym).
W paczce znajdowały się kosmetyki z serii Oleje Świata: olejek do twarzy i ciała (ja wybrałam z olejem migdałowym)
 i 3 balsamy na suche miejsca: z masłem pomarańczowym, oliwkowym i olejem kokosowym.
Już cieszę się na ich używanie. Olejku zamierzam użyć też kilka razy do olejowania włosów, a co do tych balsamów to podoba mi się ich wielofunkcyjność: można je stosować na usta, łokcie i paznokcie. Poza tym zaczął się okres kiedy o usta trzeba zacząć bardziej dbać, bo wyschną nam i popękają, więc takie mazidła są jak znalazł-dzisiaj pójdą po raz pierwszy w ruch tylko nie mogę się zdecydować, od którego zacząć:)

Słyszałyście o tej serii? A może też macie okazję ją przetestować?

Czarna porzeczka od Joanny, czyli peeling myjący

Zjadłam już dwa pączki, więc Tłusty Czwartek uważam za odpowiednio uczczony (chociaż jeszcze będą się robiły faworki i róże, więc podejrzewam, że na nie też się skuszę i dalej będę świętować). Na  razie jestem jednak najedzona i gotowa, żeby opisać wam kolejny produkt, który kupiłam podczas ostatniej promocji w Biedronce. Mgiełka upiększająca z Timotei, o której pisałam tutaj, nie była najszczęśliwszym zakupem. Czy z peelingu myjącego Joanna Naturia jestem bardziej zadowolona? Zaraz się przekonacie.
Kiedyś miałam wersję pomarańczową i nie pamiętałam jak się spisywała. Jest jeszcze dostępne kiwi, truskawka, czarna porzeczka, grapefruit, gruszka i żurawina. Wydałam więc 3,49 zł, tym razem na czarną porzeczkę, aby sobie przypomnieć działanie tego peelingu. 

Producent reklamuje:
Peeling myjący o owocowym zapachu doskonale wygładza i odświeża ciało. Specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt owocowy oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka.
Wspaniałe rezultaty:
-oczyszczona i odświeżona skóra
-gładsza i milsza w dotyku
-przyjemnie pachnąca

Skład: Aqua, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Disodium Laureth-3, Sulfosuccinate Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Triethanolamine, Polyquaternium-7, Coceth-7PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Actinidia Chinesis Fruit Extract, Propylene Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool, Synthetic Wax, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone, CI:19140, CI:42090, CI:77499.

Opakowanie: miękka, poręczna, plastikowa buteleczka, z której łatwo wycisnąć produkt.
Zapach: mocno porzeczkowy, który nie utrzymuje się zbyt długo na skórze.
Cena: 3,49 zł za 100 ml, co wcale nie jest tak tanio, bo za 200 ml trzeba już zapłacić 7 zł. Za 250 ml-prawie 9 zł, a w tej cenie można już dostać kilka innych peelingów.
Działanie: Zawiera niewiele drobinek w jednej "porcji" i może dlatego jego działanie jest niezbyt mocne-skóra jest lekko wygładzona i gładka, ale nie jest to jakiś spektakularny efekt. Dobrze się pieni, przez co dobrze też myje skórę. Nie podrażnia. Nie powoduje zaczerwienienia.

Plusy:
  • odświeża
  • przyjemnie pachnie
  • dość wydajny-użyłam ok.10 razy (tylko na ramiona i brzuch) i mam jeszcze pół buteleczki
  • lekko wygładza skórę
  • jest łatwo dostępny
Minusy:
  • słabo ściera naskórek
  • niemożliwe jest zużycie go do końca-na ściankach pozostaje końcówka  produktu

Podsumowując: Już wiem dlaczego wersja pomarańczowa nie zapadła na długo w mojej pamięci-ten peeling jest takim zwykłym średniaczkiem. Wg mnie bardziej myje, niż peelinguje, a od mycia są żele pod prysznic. Jeśli ktoś nie potrzebuje mocnego zdzierania, tylko odświeżenia naskórka i przyjemności z kąpieli-polecam. Sprawdzi się też na jakimś wyjeździe tygodniowym. 
Z pewnością w przyszłości sięgnę po niego ponownie, ale to raczej z ciekawości  jak pachną inne wersje. Jednak na stałe wrócę raczej do peelingów cukrowych.

Ocena: 3,5/5

Lubicie te peelingi? Jaka jest wasza ulubiona wersja zapachowa?

Kosmetyczne zakupy prosto z Biedronki

Nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała z nowej promocji w Biedronce. 
Kupiłam jednak tylko to, co zamierzałam.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że byłam na zakupach z mężem, a jemu nigdy nic nie jest potrzebne. I gdy on spokojnie oglądał coś innego-ja stopniowo dokładałam do koszyczka. A kiedy się zorientował, było już za późno-staliśmy przy kasie.
Tym sposobem kupiłam:

 1. Szampon do włosów, Timotei, Drogocenne olejki, 250 ml za 5,99 zł. Nigdy nie miałam szamponu z tej firmy i rzadko kupuję je w tak małej pojemności. Ale to może i lepiej-na wypadek gdyby okazał się bublem, to nie będę się z  nim długo męczyć.

2. Odżywka do włosów, Timotei z tej samej serii, 200 ml za 5,99 zł. Do kompletu.

3. Odżywka do włosów w sprayu, Timotei, 150 ml za 9,99 zł. "Mgiełka upiększająca" ma na drugim miejscu alkohol w składzie, co mnie trochę martwi, ale ma też olejek arganowy, migdałowy i ekstrakt z jaśminu, więc może nie będzie aż taka zła. Lubię wszelkiego rodzaju odżywki w sprayu, bo łatwo się je stosuje.

4. Peeling myjący do ciała, Joanna, 100 ml za 3,89 zł. Miałam kiedyś wersję z pomarańczą, ale nie pamiętam jak działała, teraz kupiłam z czarną porzeczką i czekam na spektakularne efekty:)


A wy co kupiłyście albo zamierzacie kupić? Czy wasze drugie połówki też was hamują w zakupowym szale?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...