Szłam do Rossmanna, zamierzając kupić jakieś 2 odżywki do włosów, bo mam deficyt, jedwab z Green Pharmacy i może jakiś podkład. No ale albo cena mi nie pasowała albo odcień nie taki albo za dużo osób przy półkach. Efekt był taki, że wylądowałam w kolejce do kasy, w koszyku mając herbatkę z kopru włoskiego dla Małego i komplet gumek do włosów. "Trochę mało tego"-pomyślałam sobie i wtedy moim oczom ukazał się magiczny napis "promocja" i to zielone pudełeczko. Ręce same powędrowały w tamtą stronę. No ale, że tabletki ze skrzypem zawsze się przydadzą to wyrzutów sumienia u mnie brak. Ten zestaw kosztował 17,79zł, więc zdaję sobie sprawę, że ta szczotka taka całkiem gratisowa nie była. Ale jest drewniana, twarda. Fajna.
Za to w Biedronce kupiłam to, co kupić miałam-suszone pomidory, szpinak baby i ....krem do rąk. Oczywista oczywistość w tym zestawieniu.
Jest to krem firmy DeBa Bio Vital. Czytałam na kilku blogach, że już jest niedostępny w wielu Biedronkach. W mojej na szczęście był i to nie jeden za cenę 4,99 zł, więc aż żal było nie wziąć. Tym bardziej, że w sklepie internetowym kosztuje 8,00 zł. Zaskoczyło mnie to, że tubkę dodatkowo zapakowano w pudełeczko. To dość rzadko spotykane w przypadku kremów do rąk, prawda? Ciekawa jestem też jego działania, ale żeby się o tym przekonać krem musi swoje odczekać w kolejce tak samo jak szampon i odżywka do włosów tej firmy.
Miałyście jakąkolwiek styczność z kosmetykami DeBa Bio Vital?
Aha, ze szpinakiem i suszonymi pomidorami zrobiłam pyszną pastę.