Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marion. Pokaż wszystkie posty

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy-demakijaż, oczyszczanie, odżywianie

Dzisiaj post z aktualizacją mojej wieczornej pielęgnacji twarzy. 
Chyba pierwszy raz się zdarzyło, że jestem zadowolona ze wszystkich produktów, których aktualnie używam, więc uznałam, że są warte pokazania.
U mnie pielęgnacja twarzy wieczorem podzielona jest na 3 etapy: demakijaż, oczyszczanie, odżywianie. 
Nie zawsze używam wszystkich tych produktów jednego dnia. Czasami po prostu używam micela, żelu do mycia twarzy i kremu, ale gdy mam więcej czasu i ochoty, to wtedy wkracza większy arsenał.
DEMAKIJAŻ:
To najważniejszy u mnie krok i nigdy go nie pomijam. Obecnie zmywam kolorówkę dwoma produktami firmy Dermiss.
  • kremowy olejek-to pierwszy tego typu produkt do mycia, który zdarzyło mi się używać. Można go też używać do mycia twarzy, ale w ten sposób jeszcze nie używałam. Jak przetestuję go dokładnie to napiszę recenzję. Nie odpowiada mi za bardzo warstwa, którą pozostawia, więc dlatego zawsze używam potem jeszcze micela
  • płyn micelarny-jest zaskakująco łagodny, ładnie zmywa, nie podrażnia, można go też używać jako tonik. Podoba mi się też opakowanie z pompką-jest dużo wygodniejsze.
OCZYSZCZANIE:


  • żel węglowy z Bielendy-super produkt, który ładnie matuje, oczyszcza. Jestem z niego bardzo zadowolona. Używam go codziennie wieczorem, czasami również rano. Muszę postarać się o jego szybką recenzję.
  • pasta z Ziaji z serii liście manuka-używam ją 2-3 razy w tygodniu do peelingu, czasami też służy mi jako maska. To pierwszy produkt z Ziaji, który mnie zachwycił
  • płatki peelingujące Isana-gdy nie mam czasu albo siły na dłuższy peeling to po prostu nasączam płatek micelem i przecieram nim twarz. Nie podrażniają i są łatwe w użyciu.
  • Bania Agafii, maska błękitna oczyszczająca na wodzie chabrowej-bardzo lubię te maski, bo są łatwe w użyciu, tanie i świetnie działają. Po tej skóry jest zmatowiona, czysta, odświeżona i gładka.
ODŻYWIANIE/NAWILŻANIE:


  •  żel aloesowy-odkąd go mam stosuję zarówno na włosy pod olej, jak i na twarz, bo świetnie nawilża i koi. Jest świetną bazą pod olej, krem czy serum. Nakładam cienką warstwę, a zaraz po nim kolejny produkt.
  • detoksykujący krem naprawczy, Dermiss-nie jest tłusty, ale jednocześnie treściwy. Nawilża i odżywia. Cera jest gładka, nawilżona i odżywiona. Nie zapycha.
  • Bioderma, Krem pod oczy Sensibio Eye-używam raczej profilaktycznie, bo spektakularnych efektów nie widzę. Nie powoduje łzawienia ani zaczerwienienia. Nadaje się również pod makijaż.
  • Bielenda, serum różane-lubię, ale nie uwielbiam. Nie jest tłuste, wygładza, nawilża, szybko się wchłania, jednak spektakularnych efektów nie zauważyłam. Używam razem z żelem aloesowym i kremem lub olejkiem, około 3-4 razy w tygodniu.
  • Marion, olejek makadamia-najnowszy z całej kolekcji. Lubię go za to jak odżywia moją cerę, jest gładka i rozświetlona. Nie podoba mi się tylko pompka, która się zacina, a jak zadziała to olejek brudzi wszystko dookoła.
Tak jak już pisałam wyżej nie używam tego wszystkiego naraz.
Kilka przykładowych dni z życia mojej cery.
DZIEŃ 1:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem Dermiss i krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 2:
  • demakijaż  olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem pod oczy Bioderma, olejek Marion
DZIEŃ 3:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem Dermiss, krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 4:
  • demakijaż olejkiem 
  • peeling płatkami z Isany nasączonymi płynem micelarnym Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem pod oczy Bioderma, krem Dermiss
DZIEŃ 5:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesy, serum Bielenda, olejek Marion
Tak wygląda moja pielęgnacja. 
Zainteresował Was jakiś produkt?

Projekt denko grudzień 2015/styczeń 2016

Dzisiaj pora na zbiór pustych opakowań po kosmetykach z ostatnich dwóch miesięcy, czyli słynny Projekt Denko. Jak zwykle podzieliłam je na produkty, których nie kupię ponownie, nad którymi się jeszcze zastanowię i te, które wspominam najmilej i kupię je ponownie, bo działały świetnie, o ile nie wygra moja chęć do testowania nowości. 

 Nie kupię ponownie:


  • Yves Rocher, Oczyszczający peeling do twarzy Sebo Vegetal-po pierwsze nie był przeznaczony do mojego typu cery, po drugie pozostawiał tłusty film na twarzy.
  • Yodeyma, bezpłatna miniaturka perfum, które mogła zamówić każda z nas. Nie pamiętam jaki to nr, ale był to zapach bardzo nietrwały
  • Ziaja, Kokosowy balsam do ust-nie nawilżał, nie koił, a jedynie ślizgał się po ustach. Potęgował uczucie suchych i bolących ust.
  • Balsam do ust z Biedronki-nie nawilża, zawiera parafinę, ma gumową konsystencję i nadaje niebieskawy kolor wargom. Teraz ma być dostępny również w Rossmannie.
  • Receptury Babuszki Agafii, Serum pod oczy "Przedłużenie młodości"-ani nie wygładzał, ani nie ujędrniał, właściwie to nie robił nic poza nawilżeniem, a pokładałam w nim wielkie nadzieje. Miał za rzadką konsystencję i szybko się wchłaniał. Zużyłam go pod makijaż.

  • Avon, Spray prostujący włosy-niby coś tam wygładzał, ale jak użyłam go przed prostowaniem włosów, to już następnego dnia nadawały się do mycia, takie były obciążone. Buteleczka przydała się na inne włosowe mikstury.
  • Avon, Emulsja do twarzy przywracająca równowagę-powodowała ściągnięcie cery, okropnie podrażniała oczy i błonę śluzową nosa
  • Joanna, Seria hialuronowa, Szampon i odżywka-oba to produkty typowo silikonowe, po szamponie swędział mnie skalp i nie dawał poczucia oczyszczenia. Odżywka zawiera parafinę, trochę oblepiała, zużyłam do golenia nóg, a szampon dodawałam do kąpieli:)
 Nie wiem czy kupię:

  • BeBeauty, Nawilżający krem do rąk-wydajny i tani, chociaż nie dawał spektakularnego nawilżenia. Lubiłam go też stosować na stopy i tu spisywał się lepiej niż na dłoniach:)
  • Nivelazione, Wygładzający peeling do stóp-wygładzał i zmiękczał nieźle, ale nie do końca pasował mi zapach i miał za rzadką konsystencję.
  • Marion, Zabieg laminowania-proteinowy produkt, z którym nie do końca umiem się obchodzić-raz świetnie wygładzał i prostował włosy, a raz matowił i przesuszał.
  • Rimmel Exaggerate, Wodoodporna kredka do oczu-malowała miękko ładne kreski, ale szybko się łamała i tym sposobem kończyła. 

  • Luksja, Jagodowa muffinka-płyn do kąpieli, który robił dużą miękką pianę, ale szybko znikała. Mam wrażenie, że przesuszał skórę. Poza tym nie podobała mi się perłowa konsystencja i spodziewałam się trochę innego zapachu.
  • Avon, Płyn do kąpiel Żurawina & Pomarańcza-pachniał przyjemnie, świątecznie, ale ma butelkę, z której ciężko wydobyć produkt, a piana jest słaba.
  • Lactimilk, Aminokwasy do włosów-spray, który nadawał superblask, ale nie ułatwiał rozczesywania. Skończył jako baza pod olej, ale ostatnio wyczytałam, że może też sprawdzić się jako wcierka, więc z tym zamiarem może go kupię ponownie.

 Kupię ponownie:

  • BeBeauty, Sól do kąpieli Trawa cytrynowa & Bambus-kupię, ale nie wiem czy dokładnie tą wersję. Są tanie i uprzyjemniają mi kąpiel. Ostatnio pojawiły się w nowej szacie graficznej.
  • Urban Decay, Naked Flushed-nie jestem pewna czy to oryginał, bo dostałam od szwagierki, która lubi zaopatrywać się na Aliexpress:) Paletka składała się z różu, bronzera i rozświetlacza, które ładnie i naturalnie konturowały twarz. Pewnie miałabym ją dłużej, gdyby nie fakt, że spadła i się pokruszyła:(
  • BingoSpa, Olejek z kiełków pszenicy-nawilżał, zmiękczał i uelastyczniał cerę, bez zapychania. Szkoda tylko, że nie miał pompki, bo wtedy bym tak nie zapaćkała buteleczki:)
  • Facelle, Chusteczki do higieny intymnej-odświeżają i dają uczucie komfortu w ciągu dnia. Lubię mieć je w torebce.

  • Loton Spa, Olejek Makadamia-uniwersalny olejek, który wygładzał i uelastyczniał ciało, a włosom nadawał blask i miękkość. 
  • Facelle, Płyn do higieny intymnej-robi to co ma robić, a dodatkowo świetnie myje włosy
  • Isana, Lakier nadający objętość-z tą 24-godzinną trwałością to bym nie przesadzała, ale ładnie utrwala, nie robi z włosów hełmu, jest wydajny i tani, ujarzmia baby hair i właściwie tylko do tego był mi potrzebny.
To tyle na dzisiaj. Całkiem nieźle mi poszło, bo wszystkich produktów jest 23. Chciałabym, żeby w kolejnym denku znalazło się więcej produktów do makijażu i włosów, bo to właśnie z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zapasy albo ilość kosmetyków otwartych w tym samym czasie.

A Wam jak poszło? Znacie produkty z mojego denka?

Zabieg laminowania Marion-podejście drugie

Drugi Dzień Świąt spędziłam leniwie w domu-do południa leżałam w łóżku z książką w ręku ("Feblik" M. Musierowicz), aż naszła mnie myśl, że jest to dobra pora, żeby zrobić coś dobrego dla włosów, tym bardziej, że już od jakiegoś czasu wyglądały smętnie-brakowało im objętości i były ciężkie. Uznałam więc, że przedobrzyłam z olejowaniem i należą im się teraz proteiny. Szczęśliwie miałam w domu saszetki zabiegu laminowania Marion. Kiedyś już robiłam nim kurację i efekty były zadowalające. Pisałam o nich tutaj. Jak poszło tym razem?
Pielęgnacja była minimalistyczna, bo umyłam tylko 3 razy włosy szamponem oczyszczającym Farmona ze skrzypem polnym. Za drugim myciem zrobiłam jeszcze peeling kawowy skalpu. Następnie tak jak radzi producent-na 15 minut nałożyłam zawartość dwóch saszetek Mariona, przykryłam czepkiem i turbanem. Tym razem włosy wysuszyłam też na okrągłej szczotce, licząc na to, że efekty będą lepsze niż za pierwszym razem kiedy to włosy schły samodzielnie.

Niestety, przeliczyłam się. Nie dość, że się gimnastykowałam z obrotową szczotką jakieś 20 minut to efekty były słabe-włosy co prawda były prostsze niż normalnie, ale nie tak gładkie, lejące i błyszczące jak się spodziewałam. Dużo lepsze efekty otrzymuję po zwykłej odżywce i suszarce. Na szczęście chyba jednak proteiny im nie zaszkodziły, bo i oznak klasycznego przeproteinowania nie było.
Na szczęście dzisiaj już wyglądają lepiej-odzyskały blask, pojawiły się naturalne fale i gładkość.
Na zdjęciach są włosy : 1. wysuszone na szczotce, 2. rozczesane, 3. z boku twarzy.

Wniosek:
Jeśli jeszcze kiedyś się skuszę na ten zabieg laminowania Marion to pozwolę włosom wyschnąć naturalnie-poprzednim razem tak właśnie zrobiłam i włosy były bardzo miękkie w dotyku, gładkie i błyszczące. Tym razem nie jestem zadowolona z efektu, ale cieszę się, że pozbyłam się kolejnych saszetek przed 2016r.:)

Próbowałyście laminowania?

Dzień Darmowej Dostawy-co kupiłam?

Zakupy z Dnia Darmowej Dostawy (z 1 grudnia) zamierzałam pokazać już w zeszły weekend i wszystko było na dobrej drodze, bo już w czwartek miałam dwie paczki. Coś jednak pokrzyżowało te plany. Zakupy zrobiłam w trzech miejscach, do dwóch z nich robiąc dwa podejścia. Wszystkie paczki zostały dostarczone do paczkomatu (wolałam oszczędzić mojemu Mężowi tego widoku i odbierałam paczki gdy on był w pracy, a potem upychałam po kątach:)Co finalnie mi przybyło?
Na Triny.pl darmowa przesyłka od 39 zł obowiązywała już kilka dni wcześniej i kilka dni po 1 grudnia (dzisiaj również!). Najpierw kupiłam dwie maseczki do twarzy: dziegciową i odmładzającą, nagietkowy scrub do twarzy i olejek do włosów poprawiający wzrost.

Kilka dni później dokupiłam: szampon na bazie olejku oliwnego (mam już odżywkę z tej serii, więc teraz będę mogła testować komplet), nawilżający tonik do twarzy, regenerujący krem na noc anti-aging i olejek z pestek moreli. Do obydwu zamówień dostałam próbki.
Pora na zamówienie z Ezebra. Tu również dwa podejścia. Pierwsze-złożone kilka(naście) minut po północy 1 grudnia było u mnie już w środę. Niestety drugie-złożone po 18 dotarło do mnie dopiero w tym tygodniu. Koniec końców mam u siebie-piankę do kąpieli z Greem Pharmacy i  spray Marion "Efekt plażowych fal".

A także podkład matujący Celia, o którym słyszałam wiele dobrego, lakier Essie Parka Perfect (na szczęście kosztował coś około 6 złotych, bo regularnej ceny bym za niego nigdy nie zapłaciła), dwie pomadki w kredce Rimmel nr 100 i 120 (ta druga trafiła do mnie przypadkiem, bo zamawiałam pomadkę Joko, ale że nie mieli na stanie to dali mi niby-podobną w odcieniu z Rimmel), pomadkę Celia nr 10 i dwa pędzelki do cieni, które się gdzieś zapodziały.
W tej drogerii trochę się zawiodłam przy tym drugim zamówieniu-złożone we wtorek a dopiero w piątek do mnie zadzwonili, że tego produktu, który chciałam, nie mają i czy chcę w zamian inny podobny. Nie mniej jednak wszystko było świetnie zapakowane i ewidentnie nowe-pomadki miały ostre czubki, nie to co w Rossmannie, gdzie były wielokrotnie macane. 
Ostatnie zamówienie złożyłam w Elfa Pharm. Ich linię Green Pharmacy pominęłam (piankę do kąpieli GP kupiłam w Ezebra, bo na stronie jej producenta, była o ponad 1 zł droższa (!). Skusiłam się na serię Dr. Sante z makadamią: szampon, maskę i spray do włosów.
Kupiłam też maskę do włosów zniszczonych O'Herbal i żel micelarny Vis Plantis.
Tutaj też mi dorzucili próbki-kremów i szamponu.

Jak widzicie poszalałam-chyba dołożę część z tych zakupów do prezentów świątecznych, niech się inni też cieszą:)

A wy co kupiliście tego dnia?

Marion, Żel peelingujący "Biała czekolada i pomarańcza"

Żel peelingujący firmy Marion to produkt, o którym w ostatnim czasie czytałam same negatywne recenzje-że bubel, że niewarty nawet złotówki, że działanie żadne. Czy podzielam tą opinię?
Ja mam wersję biała czekolada z pomarańczą i to ją ocenię, ale na rynku jest też świeżo palona kawa, mleczko kokosowe i truskawka z wanilią. Nie wiem jak u Was, ale w mojej mieścinie produkty Marion są bardzo słabo dostępne-widziałam je jedynie w Naturze, a i tam są tylko ich kosmetyki do włosów.
Ten żel peelingujący kupiłam więc podczas większych zakupów na Allegro. Kosztował niecałe 4 zł.

Opakowanie zawiera 100 mililitrów żelu i jest identyczne jak powszechnie znane peelingi myjące Joanny-ta sama pojemność, taka sama miękka buteleczka, z której łatwo wycisnąć żel, korek ten sam, no i cena zbliżona.

 Konsystencja żelu jest rzadką galaretką, ma w sobie czarne drobinki, których jest bardzo mało i dużo mniejszych, przezroczystych, przypominających piasek. To one niby mają nam odświeżyć naskórek, żeby (jak obiecuje producent) skóra była oczyszczona, wygładzona i elastyczna.

Co do działania:
Na mnie peelingi Joanny nie zrobiły wrażenia (chociaż wiem, że wiele z Was je bardzo lubi) i tak samo jest z tym żelem peelingującym. Zapach ma ładny-ja w nim chemii nie czuję i rzeczywiście przypomina czekoladę z pomarańczą. Niestety, ten zapach jest odczuwalny tylko po wyciśnięciu produktu z buteleczku i podczas ścierania naskórka-w ogóle go nie czuć na skórze, nawet kilka sekund po użyciu. Sama przyjemność peelingowania jest przyjemna-czuć lekkie szorowanie.
Pieni się słabo, ale skóra po jego użyciu jest miękka, gładka i elastyczna. Nie powoduje podrażenienia, ani zaczerwienienia. Myślę, że ze względu na delikatne działanie nadałby się też do twarzy.
Nie jest wydajny-z każdym użyciem widać jak butelka robi się coraz bardziej pusta. Myślę, że przy peelingowaniu nim całego ciała starczy na jakieś 5-6 razy.

Podsumowując:
Nie mogę go nazwać bublem, bo krzywdy mi nie zrobił. Dla mnie działa identycznie jak peelingi Joanny-czyli bardziej myje niż peelinguje, na jego niekorzyść przemawia nietrwałość zapachu i (nie)dostępność.

Lubicie Marion? Miałyście do czynienia z tym żelem?

Olejki orientalne Marion + weekend dla włosów

Weekend=więcej czasu dla siebie. Miałam zamiar, aby wreszcie odkurzyć rower i wyprowadzić go na pierwszą wiosenną przejażdżkę, ale niebo zachmurzone, chłodno i deszcz wisi w powietrzu. Musiałam więc edytować plany i tą miłą nadwyżkę wolnego czasu wykorzystałam na poświęcenie trochę więcej uwagi niż zwykle swoim włosom i po raz pierwszy zastosowałam tak złożoną pielęgnację.
Co konkretnie zrobiłam?
  1. Najpierw umyłam włosy szamponem Bambino.
  2. Na mokre włosy nałożyłam maskę Biovax "Keratyna i Jedwab"  zmieszaną z oliwką Babydream w proporcji "na oko". Nałożyłam na długość.
  3. Trzymałam maskę pod czepkiem i ręcznikiem ok. 50 min.
  4. Umyłam włosy szamponem Babydream.
  5. Nałożyłam odżywkę DeBa na ok. 3-4 minuty.
  6. Spłukałam i nałożyłam na mokre końcówki kropelkę olejku orientalnego Marion.
  7. Gdy włosy podeschły dołożyłam im jeszcze jedną porcję olejku.
Potem wyglądały tak:
  • były super miękkie
  • nawilżone
  • błyszczące
  • lekkie
(Dopiero na tym zdjęciu zauważyłam, że prawa strona bardziej się faluje niż lewa. O co chodzi? Też tak macie?)
Pomijając "prawoskręt" spodobała mi się taka złożona pielęgnacja, bo:
  • włosy są bardziej odżywione niż przy pojedynczym nakładaniu odżywki/maski
  • szybciej można się pozbyć nadmiaru kosmetyków:)
Myślę, że będę ją stosowała około raz w tygodniu, najprawdopodobniej w weekend, bo myślę, że za często mogłaby obciążyć włosy.
A teraz kilka słów o produkcie, który użyłam do ochrony końcówek-Olejek Orientalny Odżywienie Włosów Macadamia & Ylang-ylang firmy Marion. Jest to jeden z 4 olejków z tej serii ( w zapasach mam jeszcze Jojoba & Słonecznik).
Informacje ze strony producenta:
Oleje zawarte w formule odżywiają włosy, odbudowując ich strukturę.
  • Makadamia - zapewnia włosom głębokie odżywienie, wygładzenie i regenerację, ułatwiając ich układanie.
  • Argan - przywraca włosom piękny połysk, nadając im miękkość i elastyczność, bez ich obciążania.
  • Ylang - ylang- stymuluje porost włosów, odbudowując je i regenerując. 
Dzięki nim włosy wyglądają zdrowo i są pełne blasku. Do każdego rodzaju włosów.
Kilka kropel produktu wystarczy, żeby włosy odzyskały naturalny i zdrowy wygląd.

Skład: 
Cena i dostępność:
Ja kupiłam obydwa olejki w promocji za 4,99 zł w Naturze. W Rossmannie nie ma chyba tej firmy. Cena regularna olejku to około 7 zł.
Opakowanie: 
Plastikowa, przezroczysta buteleczka z wygodną pompką, która się nie zacina. Opakowanie nie jest jednak zbyt trwałe, bo pękła mi przykrywka, prawdopodobnie musiała mi spaść, ale nie mam jej tego za złe. Jedno naciśnięcie pompki daje ilość idealną dla mojej długości włosów.
Konsystencja i zapach: 
Konsystencja typowa dla takiego produktu-niezbyt gęsta, rozlewa się na dłoni, ręce po wtarciu olejku we włosy nadal są tłuste. Kolor lekko różowy.
Zapach jest genialny-orientalny właśnie, chociaż mi się kojarzy z jeszcze płynną galaretką truskawkową (chociaż nie pachnie jak truskawki).
Działanie i moja opinia:
Nakładam go zarówno na mokre włosy zaraz po myciu i wytarciu ich ręcznikiem, jak i na suche. W obydwu przypadkach świetnie wygładza włosy. Są po nim miękkie, delikatne i pachnące, chociaż zapach nie utrzymuje się długo. Pięknie się błyszczą. Gdy widzę, że mam puch na głowie, np. od wilgoci, aplikuję jedną pompkę i włosy znowu są zdyscyplinowanie i gładkie, ale nie obciążone.
Nie wierzę w dogłębną regenerację i odżywienie, które obiecuje producent-olejki znajdują się w składzie po substancji zapachowej. Tego typu kosmetyk ma za zadanie zabezpieczyć włosy i nadać ładny, zdrowy wygląd i tutaj spełnia swoje zadanie.
Jestem zadowolona z tego olejku i to za całe 5 zł.
Ciekawe jak się spisze ta druga wersja.

Ocena: 4/5

Znacie ten olejek albo jego rodzinę? Czym i jak zabezpieczacie włosy?

Zabieg laminowania Marion + efekt na moich włosach


Od kilku dni planowałam, żeby ostatnią niedzielę lutego poświęcić na pielęgnację włosów. O tych planach musiał się w jakiś niecny sposób dowiedzieć mój 10-miesięczny synek, gdyż właśnie dzisiaj obudził mnie o 6 rano. Ja rozumiem, że planów trzeba się trzymać, ale dlaczego od bladego świtu? Trzymał się dzielnie i nie chciał ponownie zasnąć. Ogarnęłam go więc szybciutko, podrzuciłam mężowi i poszłam testować zabieg laminowania Marion (tym sposobem mam post gotowy o godzinie 13:)

Co miało mi to dać wg producenta?
Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i prosty sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów. Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają. Płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczyna się do ich odbudowy, zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk. Proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając.  Kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów.
Ten cały zabieg kosztował 2,79 zł (bez promocji) w Drogerii Natura ( w promocji był za 2,00 zł). Zawiera 2 saszetki (jedna powinna wystarczyć na jedno użycie) i całkiem porządny czepek foliowy, który ma wzmocnić działanie całego zabiegu.
Chciałam wierzyć w zapewnienia producenta, tym bardziej, że tradycyjne laminowanie żelatyną się u mnie kompletnie nie sprawdziło. Zrobiłam więc wszystko zgodnie ze sposobem użycia:
  1. Umyłam włosy delikatnym szamponem, osuszyłam lekko ręcznikiem i rozczesałam.
  2. Rozprowadziłam zawartość saszetki na włosach (pominęłam nasadę). Rozczesałam znowu.
  3. Założyłam czepek i ręcznik na głowę.
  4. Odczekałam 15 minut.
  5. Dokładnie spłukałam włosy
  6. Pozostawiłam do wyschnięcia.
Spodziewałam się tafli lśniących, gładkich włosów (jak u tej babki na opakowaniu). Po wyschnięciu wyglądały tak:
Tafli nie zauważyłam, ale za to włosy były:

  • bardzo miękkie
  • bardzo gładkie
  • nawilżone, szczególnie na końcach
  • nie obciążone 
  • po 2-3 godzinach od wyschnięcia, rozprostowały się, więc z tyłu już nie mam tych niby-fal

Minusów nie widzę. Ten zabieg zadziałał jak porządna, nawilżająca maska. I o ile maski często obciążają moje grube włosy-teraz były nawilżone ale nie obciążone. Myślę, że efekt byłby jeszcze lepszy, gdybym włosy wysuszyła na szczotce (następnym razem tak zrobię), ale i tak jestem bardzo zadowolona.
Znacie ten zabieg? A może wolicie tradycyjne laminowanie żelatyną?

Zakupy kosmetyczne w lutym

Dzisiaj post o zakupach, które zrobiłam w tym miesiącu, a właściwie przez ostatni tydzień. Najlepszego zakupu dokonałam jednak dzisiaj, ale o tym na końcu. Obiecuję sobie, że w marcu i kwietniu nie kupię nic (przynajmniej nic do włosów), bo albo mąż mnie wyrzuci z domu albo zbankrutuję. Zaobserwowałam, że moja kosmetykomania zmierza niebezpiecznie w stronę włosomaniactwa i mam jej niepokojące objawy, które na każdych zakupach objawiają się wrzuceniem kolejnej odżywki czy szamponu do koszyka.
Tym razem też większość to kosmetyki do włosów.
 
Z rzeczy niewłosowych kupiłam:

1.Płyn do higieny intymnej, Intimelle za 6,99 zł w Naturze. Zawiera kwas mlekowy, ekstrakt z kory dębu. Zobaczymy jak się sprawdzi, bo cena jest w miarę przystępna za 400 ml.
2.Chusteczki do higieny intymnej, Facelle za 2,99 zł. Zawsze je kupuję i trzymam w torebce.Przyjemnie odświeżają w ciągu dnia. W opakowaniu jest 20 sztuk.
3.Sztyft do ust, Lovely za 3,99 zł to jest seria niby anti-age. Zawiera m.in. ekstrakt z miodu, masło shea, olejek eukaliptusowy. 
4.Lakier do paznokci Wibo, efekt brokatowego piasku nr 4, za 7,69zł. Mój pierwszy piaskowy lakier, ciekawa jestem efektu na paznokciach.

5. Serum do włosów, Bioelixire za 5,99 zł. Nie kupiłabym go w cenie regularnej czyli 9,99 zł, bo buteleczka zawiera tylko 20 ml produktu. 
6.Szampon Czarna Rzepa, Barwa Ziołowa za 3,89 zł w Tesco. Do włosów osłabionych i z łupieżem. W marcu mam zamiar co jakiś czas oczyszczać włosy (do tej pory tego nie robiłam), więc kupiłam właśnie ten szampon.
7.Zabieg laminowania, Marion za 2,79 zł w Drogerii Natura. Kupiłam ostatnią saszetkę. Tradycyjne laminowanie żelatyną się u mnie nie sprawdziło, więc liczę, że ten gotowiec lepiej się spisze.
8.Olejek orientalny Macadamia i Ylang-Ylang, Marion za 4,99 zł. Ten olejek ma odżywić włosy. Z tego co wiem jest to jakaś nowość od Marion. Na razie mogę powiedzieć, że pachnie bardzo przyjemnie.
9.Olejek orientalny Jojoba i Słonecznik, Marion za 4,99 zł.Tym razem wersja regenerująca.
10.Regenerująca maska do włosów, Romantic Professional za 7,79zł w Biedronce, poj.500 ml. Jest to moje największe zaskoczenie. Nie widziałam jej w żadnej gazetce a tu-bach!!! Nie mogłam nie wziąć:) Była jeszcze rewitalizująca i wygładzająca, a także szampony tej firmy (też w różnych wersjach) o poj.950 ml.

To tyle z moich zakupów kosmetycznych. Nic więcej nie potrzebuję. Teraz będę tylko testować i  czekać aż ujrzę dno.

Wpadło Wam coś w oko z moich zakupów?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...