Skończyłam kilka dni temu wcierać napar z kozieradki w skórę głowy i dzisiaj chcę napisać trochę o efektach. Wreszcie. Kurację zaczęłam z początkiem lutego o czym pisałam tutaj i trwała 42 dni. Starałam się wcierać systematycznie, czyli aplikować napar przed każdym myciem (buteleczką z atomizerem), a czasami nawet pomiędzy myciami, czyli wychodziło jakieś 3-4 razy w tygodniu. Przychodziło mi to z wielkim trudem, bo trochę schodzi się z przygotowaniem naparu, ostudzeniem, zaaplikowaniem tego wszystkiego na skalp, pomasowaniem głowy. Dla bardziej wrażliwych -zapach może też być nie do zniesienia (kozieradka pachnie jak Maggie lub kostka rosołowa).
Co miało mi to dać?
- zmniejszyć wypadanie włosów
- unieść je u nasady
- zmniejszyć przetłuszczanie
- wzmocnić włosy
- wysyp baby hair
A jak było w rzeczywistości?
- Najbardziej liczyłam na to ostatnie i się trochę zawiodłam. Owszem, trochę nowych włosków pojawiło się przy linii czoła, ale mają długość ok.4 cm, więc nie chce mi się wierzyć, że tyle urosły w ciągu 42 dni i że to zasługa tego ziółka.
- Włosy wypadają trochę mniej, ale nie jest to jakaś znaczna różnica. Przed kuracją nie wychodziły mi garściami, raczej ich wypadanie było w normie. Teraz też widzę codzienne ciemne nitki na wannie, więc w tej kwestii też szału kozieradka nie zrobiła.
- Może trochę uniosły się u nasady (na zdjęciach tego nie widać, bo sfotografowałam włosy nadające się już do mycia).
- Na pewno nie zmniejszyło się przetłuszczanie, ale z tym też większego problemu przed wcieraniem nie miałam-myłam włosy najczęściej co 3 dni. Raczej bym powiedziała, że przetłuszczanie się wzmogło, ale to prędzej wina kosmetyków do włosów, a nie samej kozieradki.
- Włosy się rzeczywiście wzmocniły i to jest największy plus całej kuracji. Są bardziej błyszczące i sprężyste u nasady.
- Zauważyłam przesuszenie skóry głowy.
Podsumowując:
Liczyłam na bardziej spektakularne efekty tzw. efekt "wow" . Może owego nie zauważyłam, bo nie miałam dużych problemów z włosami przed wcieraniem kozieradki. Nie wypadały nadmiernie, nie przetłuszczały się, z ich objętością też nie miałam problemu. Chciałam jednak zobaczyć czy to ziółko ma rzeczywiście taką moc i ujrzę gąszcz nowych włosów u nasady.
Eksperyment nie był wart zachodu.
Eksperyment nie był wart zachodu.
Myślę, że podobne efekty można uzyskać stosując coś innego, mniej uciążliwego, a większe efekty zauważyłyby na pewno dziewczyny, które rzeczywiście zmagają się z wypadaniem włosów czy ich wzmożonym przetłuszczaniem.
Teraz wcieram olejek z czerwoną papryką z Green Pharmacy i piję drożdże. Jakiś czas temu to właśnie dzięki temu olejkowi pojawiły się nowe włosy, więc liczę na powtórkę z rozrywki.
Wcierałyście kozieradkę? Spróbujecie?
Wcierałyście kozieradkę? Spróbujecie?