Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

Moja kolekcja maseczek do twarzy

Przeglądu moich kosmetycznych zbiorów ciąg dalszy. Tym razem odchodzimy od włosowego tematu i skupimy się na pielęgnacji twarzy, a konkretnie na maseczkach. Nie lubię jednorazowych maseczek w saszetce ani w płachcie, więc szukam takich w tubkach i nie wiem jakim cudem zebrało mi się ich sześć, tzn. wiem-była promocja i dałam się złapać.
Nawilżające/odżywcze:

  •  Nacomi, Nawilżający koktajl do twarzy-jeszcze go nie używałam, ale tak jak pokazywałam na Instagramie wypełnia tylko połowę tubki. Jest bardzo zachwalany, więc mam nadzieję, że i ja się nie zawiodę, bo Nacomi generalnie lubię. Można używać na 3 sposoby: jako serum, maseczka i maseczka pod oczy.
  • Lab Therapy, Całonocna maska stymulująco-nawadniająca-lubię całonocne maski, więc liczę, że i ta się sprawdzi. Widziałam u wielu dziewczyn na Instagramie, że jest warta uwagi. Jest następna w kolejce jak tylko wykończę obecną. Ma też najmniejszą pojemność, bo tylko 50 ml.
  • Biolove, Maseczka nawilżająca-aktualnie używana. Lubię ją za to jak nadaje miękkość, elastyczność i odżywienie mojej skórze. Być może skuszę się również na inną wersję, jeśli tylko będzie jakaś promocja w Kontigo.
Oczyszczające:


  •  Originals, Maseczka z glinką Minerały z Morza Matwego-niby na opakowaniu jest napisane, że nawilżająca, ale dla mnie zawsze zawartość glinki równa się oczyszczanie. To firma dosyć tania i dostępna chyba tylko w Rossmannie. Za pojemność 125 ml zapłaciłam około 6 złotych. Użyłam już kilka razy, ale jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii.
  • Bielenda, Pasta węglowa-produkt z czarnej serii Bielendy. Pachnie tak samo jak żel myjący z tej serii, a więc bosko-arbuzowo. Nadaje się do użycia jedynie po prysznicem, bo wszystko okropnie brudzi, ale działa bardzo dobrze. Można też używać jako peeling lub pastę, ale patrząc na opis producenta to jedno i to samo.
  • Himalaya Herbals, Maska oczyszczająca z miodli indyjskiej-kupiłam kiedyś w zestawie z mydłem w kostce i żelem do mycia twarzy, Tamte już dawno zużyłam, tylko maska czeka na swój czas. 
Maski nawilżające i oczyszczające używam naprzemiennie minimum 2 razy w tygodniu. Nawilżające zazwyczaj po peelingu i mocniejszym oczyszczeniu twarzy. Po zmyciu maski, zawsze przerywam twarz tonikiem i nakładam serum i krem.

A ile Wy macie maseczek? Wolicie te w tubie czy płachcie?



Moje zakupy z Rossmanna z promocji 2+2 na pielęgnację twarzy

Hej!
W piątek zaczęła się kolejna promocja 2+2 w Rossmannie. Tym razem zniżki obejmują produkty do pielęgnacji twarzy. Ja już z tej promocji skorzystałam i chociaż będzie trwała do 28 maja to do drogerii już się nie wybieram.
Ja miałam 2 podejścia do zakupów, ale tylko raz tam wchodziłam.

Pierwsze zamówienie złożyłam online 17 maja wieczorem, bo już wtedy system odejmował, dzięki temu 3 produkty z poniższych kupiłam jeszcze po cenie, która do 17-go obowiązywała.
Co znalazło się w wirtualnym koszyku a co w tradycyjnym plastikowym?

  •  płyn micelarny Kurkuma + Chia z najnowszej serii Bielendy Botanic Spa Rituals
Pomimo mojej ogromnej chęci na tą linię to niewiele z nich było dostępnych, widocznie nie wszystkie jeszcze trafiły do sprzedaży.
  • krem na noc z Vis Plantis z serii Element
Zawiera filtrat ze śluzu ślimaka już na drugim miejscu, który jest znany ze swoich właściwości przeciwzmarszczkowych. Zastanawiałam się jednak nad wersją z jadem żmiji, ale jednak stchórzyłam i wybrałam coś bardziej bezpiecznego:)

  • Lab Therapy, całonocna maska stymulująco-nawadniająca z kwasem szikimowym i laktobionowym
Skusiło mnie tu wyrażenie "całonocna", czyli bez zmywania przed snem, a skoro maska to powinna działać bardziej intensywnie niż krem. Jej regularna cena to 29,99 zł, ale mi policzyło za nią jeszcze 19,99 zł.
  • Lab Therapy, miodowa maska do masażu twarzy
Maska do masażu i w dodatku z miodem? Nie mogę się doczekać aż jej użyję:)

Gdy poszłam następnego dnia odebrać zamówienie, tłumów nie było, nawet powiedziałabym, że pustki, jakbym tylko ja wiedziała o promocji:)
W oko wpadły mi jeszcze maseczki, bo jak się okazało zniżka 2+2 działa też przy kolejnych zakupach, a nie tylko przy pierwszych, jak to się często zdarza.
Dokupiłam więc jeszcze 4 maseczki. Moje pierwsze w płachcie-za 9,99 zł i w tubce za 8,99 zł.
  • maska łagodząca Cool Koala z Selfie Project
  • nawilżająca maseczka z wodą morską i ekstraktem z arbuza, A'Pieu
  • oczyszczająco-rozjaśniająca z wodą morską i ekstraktem Hanrabong, A Pieu
  • nawilżająca maska z glinką z minerałami z Morza Martwego, Originals
Marka, która interesowała mnie od dawna.

Jak zwykle jestem mega zadowolona z zakupów. Za wszystko zapłaciłam około 67 złotych. Teraz tylko muszę zacząć tego wszystkiego używać, bo jestem bardzo ciekawa jak te nowości się spiszą.

A jak Wasze zakupy? Co kupiłyście ciekawego?

Co kupić?/Moje 4 propozycje zestawów/Promocja 2+2 na pielęgnację twarzy/Rossmann 18.05-28.05/

Hej!
Wracam po 4 miesięcznej przerwie, mam nadzieję, że już na dobre:)
Wracam z postem dotyczącym czegoś, co lubimy najbardziej, czyli promocji.
Jak zawsze mniej więcej w połowie maja Rossmann wychodzi z akcją 2+2 dotyczącą kosmetyków do pielęgnacji twarzy. To dobra okazja, żeby kupić coś na Dzień Matki, ale myślę, że niejedna kupi coś dla siebie.
Promocja tym razem zaczyna się 18 maja i trwać będzie przez 10 dni.
Nie wiecie co kupić?
Przygotowałam 4 warianty zestawów, w każdym z nich są produkty zbliżone cenowo, tak żeby promocja była jak najbardziej korzystna. 
Są w tych zestawach kosmetyki, które mnie kuszą, całkiem w porządku składowo, więc to dobra okazja, żeby się przekonać czy są warte zachodu.
Cena od 5 do 10 zł
1. Isana, Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu-Isana jest marką, którą lubię, ten żel już miałam, mi on średnio pasował, ale czytałam sporo pochlebnych opinii na jego temat.
2.Ziaja, Pasta z serii Liście Manuka-kultowa już i tania jak barszcz, miałam i byłam zadowolona, a jeśli wy nie miałyście, to nie ma się nad czym zastanawiać tylko brać:)
3.Originals, Maseczka złuszczająca z węglem aktywnym-marka bardzo tania, w Rossmannie można kupić aż 4 warianty ich maseczek i myślę, że one są najbardziej interesujące.
4.Venus Nature, Olejek z pestek moreli-olejki uwielbiam, więc tym bardziej się cieszę, że są teraz tak łatwo dostępne. Ta linia marki mnie bardzo interesuje-miałam olejek różany do ciała, a teraz kupiłam jeszcze glicerynę i wodę różaną.
11-16 złotych
1.Evree, Sodowy puder do mycia twarzy-Soda Clean to nowa seria tej marki i choć moje doświadczenia z Evree nie są na razie najlepsze to ten puder kusi.
2.Bielenda, Mgiełka Kokos&Aloes-kolejna zachcianka na liście. Aloes uwielbiam w pielęgnacji, więc ciekawe jak by się sprawdził w tej kombinacji, poza tym lato to idealna pora na używanie mgiełek.
3.AA Vegan, Płyn micelarny-następna ciekawa seria uznanej już marki. Ja z AA już dawno nic nie miałam, ale w stronę tej wegańskiej linii zerkam z ciekawością.
4.Alterra, Olejek Bio Granat-miałam i polecam.

16-22 złote
1.Bielenda, Olejek do mycia twarzy Kokos&Aloes-byłby do kompletu z mgiełką.
2.Bielenda, Botanic Spa Rituals, Hydrolat olejek z pestek malin-mega jestem ciekawa tej serii i właściwie wykupiłabym wszystkie produkty. Już sama szata graficzna zachęca.
3.Bielenda, Botanic Spa Rituals, płyn micelarny-j.w.
4.Lirene, Bambusowy peeling gruboziarnisty-zbiera sporo pochlebnych opinii, poza tym już dawno nie miałam typowo drogeryjnego peelingu, bo ostatnio używam praktycznie samych naturalnych.

22-30 złotych
1.Lab Therapy, Miodowa maska do masażu twarzy-miód, maska i masaż to połączenie brzmi idealnie.
2.Bielenda, Botanic Spa Rituals, olejek do mycia twarzy-do kompletu, najchętniej zamieściłabym tu cały zestaw z tej serii, ale nie chcę być monotematyczna:)
3.AA, Skin Boost, serum zawierające kwas hialuronowy
4. Vis Plantis, Element, Krem na noc, odpowiednik jadu żmii-brzmi przerażająco, a jednocześnie kusząco. W tej linii Element mamy też produkty z filtratem ze śluzu ślimaka:)

Który wariant jest dla Was najbardziej interesujący?
Wybieracie się na promocję?

Pielęgnacja twarzy-aktualizacja

Od ostatniego posta dotyczącego mojej pielęgnacji twarzy minęło ponad 5 miesięcy. Od tego czasu większość kosmetyków mi się zmieniła, więc to dobra pora na aktualizację.

Ja nigdy problemów ze swoją skórą nie miałam, chociaż ostatnio zauważyłam, że bardziej się świeci i ma rozszerzone pory, ale podejrzewam, że to wina złej diety, bo ostatnio przesadzam z chipsami i słodyczami, niestety. No, ale zamierzam to zmienić, bo czuję, że to nie jest dobry kierunek nie tylko dla mojej cery, ale dla całego ciała. 

Najwięcej uwagi poświęcam jej wieczorem, rano używam tylko dwóch produktów.
  • przemywam twarz tonikiem normalizującym Pure Neroli z Evree. Szykuję jego recenzję, więc nie napiszę jeszcze co o nim myślę. Tu wspomnę tylko, że lubię toniki z pompką.
  • nakładam serum regenerujące Regenerum, które służy mi jednocześnie jako baza pod podkład, bo ładnie matuje cerę i makijaż się na nim dłużej trzyma.
Wieczorem zaczynam od demakijażu. 


  •  najpierw przecieram twarz lipowym płynem micelarnym z Sylveco. Ja wodoodpornych kosmetyków nie stosuję, mimo to ten płyn nie jest w stanie dokładnie poradzić sobie ze zmyciem oka. Po zużyciu 4 wacików twarz wygląda na oczyszczoną, ale gdy myję ją potem żelem okazuje się, że pod okiem robi się efekt pandy.
  • myję twarz żelem micelarnym Garnier, który z demakijażem radzi sobie świetnie, chociaż pozostawia lekko ściągniętą skórę.
Potem mycie i oczyszczanie.

  • kremowy olejek z Dermiss służy mi jako produkt myjący, bo z demakijażem sobie nie radzi i bardzo szczypie w oczy, ale jako olejek do mycia jest przyjemny, daje działanie rozgrzewające.
  • węglowy peeling -maskę stosuję 2 razy w tygodniu. Jestem zadowolona z jej właściwości oczyszczających i tym, że mały słoiczek starcza na tak długo.
  • czasami zamiast maski z Perfecty stosuję peeling "poranna kawa" z Organic Shop, który ma boski zapach, ale drobinek ścierających niewiele, więc raczej nadaje się do delikatnego masażu niż porządnego ściernaia.
Na koniec moje ulubione nawilżanie i odżywianie.


  •  serum rewitalizujące z Biotaniqe przyjemnie wygładza cerę i stanowi u mnie bazę pod olejek albo pod krem. Bardzo lubię takie kosmetyki z pipetką i konsystencję żelu, który wnika w skórę.
  • krem pod oczy z Vianka niespecjalnie odżywia, jak przekonuje producent. U mnie raczej delikatnie nawilża, nie zauważyłam też innych właściwości jakie krem pod oczy powinien mieć, czyli napinanie, wygładzanie i rozjaśnianie cery. Wykończę, ale już do niego nie wrócę, bo moja 30-letnia cera potrzebuje czegoś silniejszego.
  • 2-3 razy w tygodniu, zazwyczaj po masce z Perfecty na twarz i szyję nakładam olejek makadamia z Marion. Stosowany z taką częstotliwością nie powoduje zapychania porów ani powstawania niedoskonałości, ale fajnie odżywia, nawilża i regeneruje suchą skórę w okresie grzewczym.
  • krem Dermiss stosuję w dni kiedy nie używam ww. olejku. Jest lekki, przyjemny, szybko się wchłania, więc jak dla mnie mógłby być stosowany na dzień a nie na noc.
Tym razem z tych kosmetyków nie jestem do końca zadowolona. 
Chciałabym trafić na skuteczny i delikatny płyn micelarny, naprawdę odżywczy krem na noc i prawdziwie skuteczny krem pod oczy.

Możecie polecić coś fajnego z tych kategorii?

Żel micelarny Garnier-lepszy niż płyn?

Po produkty Garnier do pielęgnacji sięgam rzadko. Właściwie poza ich słynnym płynem micelarnym (który w swoim czasie widziałam w pojemności 700 ml) nie miałam chyba nic. Na poprzedniej promocji 2+2 na pielęgnację twarzy skusiłam się na ówczesną nowość (chyba), czyli żel micelarny 3 w 1, który szatą graficzną przypomina wyżej wymieniony płyn.
Jak się spisał?
Za 200 ml produktu trzeba zapłacić około 18 złotych, co moim zdaniem jest zbyt wygórowaną ceną jak na ten produkt.
Mamy tutaj plastikowe wygodne opakowanie z pompką, którą należy nacisnąć około dwóch razy, aby wydobyć potrzebną ilość żelu.

 Skład (moim laickim okiem) jest słaby i typowo drogeryjny. Nie będę go analizować, bo za dobrze się na tym nie znam, ale eksperci na pewno by się przyczepili za obecność niedelikatnych substancji (a jest to produkt do cery wrażliwej).
 Konsystencja jest raczej rzadka i spływa z dłoni (jak widać, przy robieniu zdjęcia), ale nakłada się na twarz bezproblemowo. Nie jest bezzapachowy, jak pisze producent, a pachnie jakby migdałami.
 Producent obiecuje:
  • usunięcie makijażu
  • oczyszczenie
  • ukojenie

Ja zgodziłabym się z dwoma tymi punktami, bo rzeczywiście świetnie radzi sobie ze zmyciem kolorowych kosmetyków, nawet wodoodpornych, chociaż ja zazwyczaj myję nim twarz dwa razy, zawsze skupiając się na oczach, bo u mnie żadna szminka nie trzyma się do wieczora, więc ust nie muszę jakoś specjalnie zmywać. Z demakijażem radzi sobie więc lepiej niż niejeden płyn micelarny.
Pieni się dosyć obficie, często robiąc bąbelki na twarzy.
Nie szczypie oczu, chociaż zauważyłam lekkie podrażnienie śluzówki nosa, gdy tam się dostanie przy zmywaniu.
Oczyszcza też bardzo dobrze tj. twarz jest bardzo czysta, gładka, wręcz skrzypiąca z czystości, ale też lekko ściągnięta i konieczne jest użycie potem jakiegoś kremu albo serum.
Ukojenia nie zauważyłam, wręcz przeciwnie.
Jest słabo wydajny tj. po każdym użyciu widzę jego ubytek w buteleczce. 

 Podsumowując:
Jestem mile zaskoczona jego właściwościami demakijażowymi (jest takie słowo?) i w tym aspekcie wygrywa ze słynnym micelem z tej serii, bo usuwa makijaż i oczyszcza jednocześnie.
Przyzwyczaiłam się jednak do zmywania makijażu płynem i taka forma mi bardziej odpowiada, tego żelu mogłabym używać jako drugiego kroku.
Dziwię się, że producent poleca go do wrażliwych twarzy, gdyż nawet moją (niewrażliwą) cerę ściąga i lekko przesusza.

Fajny, ale nie planuję do niego powrotu.

Znacie? Lubicie kosmetyki Garnier?

Rosyjska maseczka oczyszczająca

Boom na rosyjskie kosmetyki już dawno minął, ja jednak dopiero pozbywam się tych rosyjskich zapasów. Ostatnio przyszła kolej na oczyszczającą maseczkę do twarzy na wodzie chabrowej. To już chyba moja czwarta saszetka maseczki z Kąpieli Agafii. Wcześniej miałam dziegciową, fitoaktywną i na mleku łosia. Najbardziej polubiłam tą ostatnią, a jak w tej czwórce plasuje się ta z błękitną glinką?
Jej zakup wychodzi bardzo ekonomicznie, bo starcza na około 15 razy, a trzeba zapłacić około 7 złotych za 100 ml. Dodatkowo to opakowanie bardzo mi się podoba, bo wszędzie można je wcisnąć do bagażu, jest praktyczne i higieniczne. 
Kupiłam ją kiedyś online, ale widziałam też u siebie stacjonarnie w sklepie zielarskim. 

W składzie jest wspomniana:

  • błękitna glinka
  • woda chabrowa
  • ekstrakt z malwy
  • oliwa z oliwek
  • sproszkowane ziarno owsa

Maseczka ma kolor niebiesko-szary i pachnie "gipsowo". Domyślam się, że tak pachnie większość glinek, chociaż ja ich wielką fanką nie jestem, być może dlatego, że są przeznaczone generalnie do innej cery niż moja-tłustej lub mieszanej.
Nakładam ją na twarz 2 razy w tygodniu, przetrzymując dłużej niż zalecane 10 minut.
Po tym czasie maska zastyga, ale nie ma problemu ze zmyciem. 

  • twarz jest oczyszczona, ale nie czuje się uczucia ściągnięcia, ani przesuszenia
  • cera wydaje się bardziej gładka i koloryt wyrównany
  • razem z oczyszczeniem mamy nawilżenie i poczucie odświeżenia i złagodzenia
  • twarz jest miękka i miła w dotyku
  • przygotowuje cerę na dalsze zabiegi, mam wrażenie, że gdy nałożę potem treściwy krem czy serum to lepiej zadziała

Podsumowując:
Polecam, chociaż i tak moją ulubioną zostaje jak na razie ta wersja na mleku łosia, ale jeśli szukacie jakiejś oczyszczającej maski a nie lubicie uczucia ściągnięcia i wysuszenia, które temu towarzyszy, to wypróbujcie tą maseczkę.

Znacie? Używacie jeszcze rosyjskich kosmetyków?

Serum do twarzy Regenerum-czy regeneruje?

Cześć!
Dzisiaj post o produkcie do pielęgnacji twarzy. Do tej pory produkty Regenerum kojarzyły mi się z kosmetykami aptecznymi i nie sięgałam po nie, bo sądziłam, że są przeznaczone do cery problematycznej, a ja takiej nie mam. Miałam jednak okazję wypróbować regeneracyjne serum do twarzy z tej firmy i dzisiaj pora na moją subiektywną opinię. 
Serum kosztuje około 24 złotych. Krem mieści się w opakowaniu z pompką typu airless, a całość zapakowana jest w tekturowe pudełko. Konsystencja kremu jest gęstawa i czasami trzeba nacisnąć pompkę 2-3 razy, żeby wydobyć produkt ze środka. Mimo tego nie ma problemu z rozprowadzeniem na twarzy.
Kremu używałam pod makijaż i jako ostatni etap w wieczornej pielęgnacji. 
Pod makijaż sprawdza się rewelacyjnie tj.
  • przedłuża trwałość makijażu
  • błyskawicznie się wchłania
  • matowi
  • wygładza cerę przez co makijaż wygląda lepiej
  • działa lepiej niż niejedna baza i nakładam go zawsze kiedy zależy mi na tym, by mój makijaż przetrwał długie godziny i prezentował się nienagannie
  • zawiera filtr SPF15
Jako krem na noc spisał się średnio, ale to może dlatego, że ja od wieczornego kosmetyku oczekuję dogłębnego nawilżenia, odżywienia i regeneracji. Tu miałam wrażenie, że serum tylko daje aksamitną warstwę, nie wnikając głębiej i działając powierzchownie. Poza tym sama nazwa "serum" kojarzy mi się z bardziej treściwym kosmetykiem, najczęściej o formule oleistej, działającym lepiej niż zwykły krem. 


Teraz już wiem, że ten wygląd aksamitnej cery i natychmiastowego wygładzenia otrzymujemy dzięki woskowi syntetycznemu, który znajduje się już na drugim miejscu składu i może działać komodogennie i sprzyjać powstawaniu zaskórników. U mnie nic takiego się nie pojawiło, ale może dlatego że mam cerę z gatunku pancernych i naprawdę ciężko jej zaszkodzić.

Podsumowując:
Cieszę się, że miałam okazję przetestować kosmetyk Regenerum, z chęcią wypróbowałabym jeszcze serum do rzęs tej firmy albo produkt do paznokci. Tego serum będę używać jako kremu pod podkład i jeśli szukacie jakiegoś fajnego produktu pod makijaż to polecam właśnie to regeneracyjne serum do twarzy.

Znacie kosmetyki Regenerum?

Żel węglowy Bielenda-ulubieniec do mycia twarzy

Cześć!
Jak pewnie wnosicie po tytule dzisiejsza recenzja będzie pozytywna. Dotyczy żelu węglowego Bielendy z serii Carbo Detox. Niedawno opisywałam swoje wrażenie dotyczące maski w saszetce. Dzisiaj pora na produkt myjący. Ta seria obejmowała pastę węglową i nawilżająco -matujący krem. Ostatnio rozszerzyła się jednak m.in. płyn micelarny, szampon, odżywkę i maskę do włosów. Ciekawostką jest, że wszystkie produkty mają konsystencję w kolorze czarnym, jak na węgiel przystało.
Po przetestowaniu tego żelu mam ochotę na więcej, więc zapraszam na pozytywną jego recenzję.
Ja swój kupiłam przez Internet za około 16 złotych, chociaż stacjonarnie też je spotkać można np. w Rossmannie i w Naturze, ale nie u mnie, w małym mieście. Bardzo podoba mi się opakowanie, wygląda dosyć luksusowo jak na kosmetyk poniżej 20 złotych.
Opakowanie jest półprzeźroczyste, więc widać ile produktu ubyło. Zawiera pompkę, którą się przekręca aby kosmetyk się nie wylał i dosyć niestandardową pojemność, bo 195 ml.
Przeznaczony jest do cery mieszanej i tłustej i w przecwieństwie do maseczek z tej serii rzeczywiście zawiera węgiel (Carbon Black), a więc ma prawdziwe właściwości oczyszczające. Ja cery tłustej nie mam, już bardziej mieszaną, dlatego myślę, że i posiadaczki tłusto-trądzikowej powinny być z niego zadowolone, bo mam wrażenie, że zmniejszy dolegliwości takich cer.
Ma czarną konsystencję, która po nałożeniu na zwilżoną twarz zamienia się w szarą i delikatnie się pieni. Pachnie przyjemnie-jakby arbuzami albo gumą balonową. 
Konsystencja kosmetyku jest bardzo przyjemna i bardzo lubię go używać. Dodatkowo zapach bardzo uprzyjemnia korzystanie z niego.

  • nie podrażnia oczu, nie szczypie
  • twarz jest dobrze oczyszczona, wygładzona, ale nie ściągnięta ani nie przesuszona
  • świetnie matowi i daje uczucie odświeżenia i wypoczętej cery
  • przy regularnym stosowaniu zwęża rozszerzone pory i ilość zaskórników
  • przygotowuje cerę na dalsze zabiegi pielęgnacyjne

Podsumowując:
Nie wiem co konkretnie ma w sobie takiego, ale bardzo go polubiłam. Może to ta nowoczesna grafika na opakowaniu, może konsystencja, a może niespotykany kolor. Na pewno kupię go ponownie, gdy spotkam stacjonarnie, bo mam nadzieję, że niedługo ta seria będzie bardziej dostępna w sklepach. To pierwszy żel do mycia twarzy, z którego jestem aż tak zadowolona.

A wy znacie ten żel? Lubicie serię Carbo Detox?

Serum różane Bielendy-czy była miłość?

Swego czasu miałam ogromną chęć na wypróbowanie produktów z różanej serii Bielendy. W jej skład wchodzi kojąca woda różana, 2 olejki (jeden do mycia twarzy), krem nawilżająco-kojący i serum różane. Moje życzenie połowicznie się spełniło dzięki blogerskiej wymianie paczek. Dostałam wtedy m.in. wodę różaną i serum. O wodzie swoją opinię już pisałam, dzisiaj pora na kilkadziesiąt zdań o serum różanym. Czy pokładane nadzieje w tej serii spełniły się?
Zacznę od spraw technicznych. Za buteleczkę o pojemności 30 ml opakowaną w kartonik trzeba zapłacić około 25 złotych. Butelka jest szklana, a produkt wydobywa się z niej przy pomocy pipety. Mi się podoba taka forma, bo kojarzy mi się z profesjonalnymi i luksusowymi produktami do pielęgnacji, a ja lubię czasami poczuć się luksusowo:)
Serum jest przeznaczone do cery wrażliwej. Ma dwufazową formułę i przed każdym użyciem należy je wstrząsnąć, żeby się połączyły. Trzeba nabierać go bardzo szybko, bo po chwili znowu obie konsystencje się rozdzielają. 
Miałam już niejedno serum i chyba to moje pierwsze o tak wodnistej konsystencji. Bardzo szybko go ubywa, ale może to i lepiej, bo najlepiej go zużyć w ciągu 4 miesięcy od otwarcia.

Jak zadziałało?
Od razu napiszę, że nie mam cery szczególnie wrażliwej, raczej normalną z tendencją do świecenia się w strefie T, lubiącą się przesuszać pod oczami.
Serum nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jakiego oczekiwałam. Jego działanie jest zbyt delikatne jak na tego typu skoncentrowany kosmetyk, który powinien przecież działać silniej niż zwykły krem. 
Sięgałam po niego kilka razy w tygodniu. Czasami stosowałam solo, czasami na żel aloesowy, a czasami pod krem lub olejek. 
Stosowany solo wrażenia nie zrobił dobrego tzn. zrobił za słabe. 
Nie zauważyłam ani szczególnego odżywienia ani regeneracji naskórka. Na pewno też skóra nie była bardziej jędrna.
Działa poprawnie-trochę nawilża, trochę wygładza, trochę zmiękcza cerę ale moim zdaniem to za mało jak na serum.

Plus za to, że nie zapycha, nie jest tłuste i szybko się wchłania, więc w minimalnej ilości można go stosować pod makijaż a nie tylko do wieczornej pielęgnacji.

Podsumowując:
Oczekiwałam po nim więcej niż dostałam. Gdy się skończy, nie wrócę do niego i dalej będę szukać idealnego serum, które zaskoczy mnie skoncentrowanym działaniem, a z różanej serii Bielendy już nic nie kupię.

Znacie to serum? A może lubicie jakieś inne z Bielendy?

Nowości w mojej pielęgnacji twarzy: olejek do demakijażu i płyn micelarny Dermiss

Odkąd dostałam Happy Box od Farmony, do swojej pielęgnacji twarzy włączyłam dwa nowe produkty: olejek i płyn micelarny do demakijażu. Są to dwa pierwsze kroki w wieloetapowym planie pielęgnacji, które proponuje marka Dermiss.
Obydwa produkty mają pojemność 200 ml z wygodną pompką do aplikacji, którą wystarczy przekręcić, żeby mieć pewność, że nic nam się nie wyleje, zapakowane były w osobne tekturowe pudełeczka.
Nigdy do zmywania makijażu nie używałam olejku, więc byłam ciekawa tej nowej konsystencji, no i działania.
Pierwszy raz jednak użyłam go do mycia twarzy, już po zrobieniu demakijażu innym produktem. Pierwsze co zauważyłam, to efekt rozgrzewający jaki odczuwałam podczas rozprowadzania go na zwilżonej cerze. Po zmyciu cera była gładka, nawilżona, delikatna i miękka. Nie pozostawia tłustego filmu czego w przypadku olejku się obawiałam.
W składzie jest olej słonecznika, olejek ze słodkich migdałów, olej arganowy i ekstrakt z bursztynu. Oprócz tego kilka brzydkich jak na moje oko składników.
Konsystencja jest średniogęsta, lekko mętna. Przy rozcieraniu na twarzy zamienia się w gładką emulsję, bez pienienia. Mi wystarczy do umycia buzi 2 pompki.
Polubiłam go do tego celu, natomiast do demakijażu się nie sprawdził.
  • po pierwsze, gdy nakładałam na nasączony wacik, skapywała mi z niego woda, co było denerwujące
  • przy zmywaniu oczu czułam pieczenie i szczypanie, więc nigdy tego demakijażu do końca nie doprowadziłam, żeby nie doprowadzić do łzawienia i megapodrażnienia
  • starałam się zmywać nim twarz i tu żadnego podrażnienia nie czułam
Co dziwne przy myciu nim twarzy nie czułam żadnego szczypania ani podrażnienia oczu, a przy demakijażu piekło bardzo.

Drugim etapem jest użycie płynu micelarnego, ale ja te etapy najczęściej zamieniam-najpierw zmywam makijaż micelem, a potem myję twarz olejkiem.
Z demakijażem radzi sobie naprawdę dobrze-potrzebuję około 3 dobrze nasączonych wacików, żeby usunąć wszystko dokładnie. Przykładam wtedy wacik do oka, przesuwam wzdłuż linii rzęs i to samo powtarzam z drugim okiem, a następnie zmywam resztę twarzy.
Ma przyjemny, orzeźwiający zapach, więc nadaje się też jako tonik do porannego odświeżenia. Nie pozostawia klejącej się warstwy.

 To jeden z lepszych płynów micelarnych jakich używałam i chyba pierwszy z opakowaniem z pompką, co jest bardzo wygodne i chyba teraz będę szukać tylko takich miceli.
Na minus muszę zaliczyć wydajność-po każdym użyciu widać jak go ubywa. 
Micel stosuję przeważnie z olejkiem i o ile olejku mam ponad 2/3 opakowania, micela zostało mi może 1/3, ale to może i lepiej, bo pojawi się w najbliższym denku i będę mogła wyciągnąć coś z moich zapasów.
Podsumowując:
Micel dobrze zmywa makijaż, nie wiem jak będzie z wodoodpornym, bo takiego nie stosuję, olejek jedynie nadaje się do mycia twarzy.
Z tej serii mam jeszcze krem na noc i póki co też jestem z niego zadowolona. Jest jeszcze progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym, ale jego jeszcze nie otwierałam.
Dam Wam znać co z tej serii wypadło najlepiej.

Znacie markę Dermiss? Lubicie olejki do demakijażu?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...