Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

Ulubieńcy lipca

Dzisiaj post z serii tych ulubionych. Zawsze narzekałam w tego typu postach, że nie trafiłam na produkty do włosów, które mogłabym nazwać ulubieńcami, a w dzisiejszym zestawieniu są ich aż trzy, a oprócz tego coś do pielęgnacji twarzy i stóp, które bardzo często odsłaniamy latem.

Właśnie od produktów do włosów zaczniemy. Kosmetyków Schauma unikałam po nieudanym incydencie z ich szamponem. Jednak gdy pojawila się nowa seria Nature Moments z jakiegoś dziwnego powodu mnie do nich ciągnęło. Najpierw kupiłam szampon z ekstraktem z miodu, po jakimś czasie dokupiłam odżywkę. Duet ten sprawia, że moje włosy są gładkie, co przy moich wiecznie spuszonych włosach jest nie lada wyczynem. Dodatkowo ładnie się błyszczą i wyglądają po prostu zdrowo. Lubię też obydwa za zapach, konsystencję i przyjemną szatę graficzną.

Od około miesiąca używam też serum do oczyszczania skóry głowy z Bionigree. Do tej pory używałam sporo produktów do pielęgnacji tej części ciała, ale dopiero z niego jestem zadowolona. Przede wszystkim wygląda luksusowo, chociaż szklana buteleczka nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem przy moich dwóch lewych rękach. 
Serum chłodzi skórę głowy, zauważalnie ją oczyszcza, unosi włosy u nasady, a przede wszystkim przedłuża świeżość. Z nim mogę myć głowę co 3 a nie co 2 dni.
Na koniec płyn micelarny z Ecolab i kuracja S.O.S. do popękanej i suchej skóry od Nivelazione. Micel jest bardzo łagodny, a jednocześnie skuteczny. Usuwa dokładnie cały makijaż z twarzy i oczu, nie podrażniając, nie powodując łzawienia, ani zaczerwienienia delikatnej skóry. Dodatkowo ma naturalny skład.

Nic dziwnego, że krem z Nivelazione znalazł się w tym zestawieniu, bo zawiera 30% mocznika, a wszystkie produkty z tym składnikiem świetnie się u mnie sprawdzają, szczególnie w pielęgnacji stóp. 
Krem nałożony wieczorem sprawia, że moje twarde i zrogowaciałe pięty są miękkie i nawilżone. Suche skórki znikają, a skóra jest bardzo przyjemna w dotyku i wreszcie mogę je odsłonić w sandałkach.

Znacie te produkty? Co Was zachwyciło w lipcu?

Ulubieńcy maja: kolorówka

Witajcie!
Zazwyczaj w ulubieńcach pokazuję zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jak i te do makijażu. Dzisiaj jednak skupię się na tej ostatniej kategorii i pokażę Wam sześć kosmetyków, które w ostatnich 31 dniach używałam z dużą przyjemnością. Tylko jeden z nich pochodzi z promocji w Rossmannie -49% na kolorówkę, a reszta to produkty, które leżały u mnie już od dawna, ale właśnie teraz nadeszła na nie kolej,

Zaczynamy od kosmetyków w czarnych opakowaniach: 2 do twarzy i jeden do oczu.

  • Kobo, rozjaśniacz do podkładu-produkt, który uratuje nie jeden za ciemny podkład. Ja najczęściej używałam go z Rimmel Wake Me Up i dzięki temu jest szansa, że zużyję ten podkład do końca. Trzeba go do dodać w promocji 1:1 do porcji fluidu i mamy rozjaśnienie o 1-2 tony. Nie zmienia właściwości podkładu.
  • Ingrid, podkład mineralny Silk & Lift-mam najjaśniejszy odcień, czyli Ivory i idealnie pasował do mojej nieopalonej karnacji, która normalnie jest bardzo blada i ciężko dobrać do niej dobry odcień podkładu. Kosztował mnie około 7 złotych, a twarz wyglądała w nim bardzo świeżo, naturalnie, była promienna, ale nie błyszcząca. Nie potrzebny był mi do niego korektor, dodatkowo miałam wrażenie, że naprawdę nawilża cerę.
  • Astor, Eye Artist Definer-ja zawsze wybieram czerń jeśli chodzi o kredki do oczu, nawet latem, no czasami jeszcze brąz. To mój pierwszy kosmetyk Astor-lubię go za to, że się wykręca, że łatwo się nią maluje, kreska jest trwała, utrzymuje się od rana do wieczora, bez tracenia na intensywności i bez rozmazywania.

Po nałożeniu podkładu zazwyczaj nakładałam korektor i puder matujący.
  • puder ryżowy White Chocolate z Lovely-kupiony właśnie jako jedyny na promocji w Rossmannie. Podoba mi się w nim wszystko-opakowanie w formie książeczki, zamykane jakby na magnez, faktura w kratkę i zapach, który rzeczywiście przypomina białą czekoladę. Utrwalał na kilka godzin, nie bielił cery. Miałam wrażenie, że skóra była wygładzona, a pory zmniejszone.


  • kamuflaż z Wibo-korektor o gęstej i treściwej konsystencji, który zakrywa wypryski i przebarwienia. Ja używałam go pod oczy i na powieki, aby wyrównać koloryt skóry i ukryć cienie i muszę przyznać, że radził sobie z tym naprawdę świetnie. Na początku nie byłam do niego przekonana, bo wydawał mi się za ciężki, ale teraz jestem z niego zadowolona, bo ładnie współgra z podkładem i pudrem.



  • tusz Lash Sensational z Maybelline-jestem chyba ostatnią osobą, która testuje ten tusz. Nie dziwię się, że jest tyle dziewczyn, dla których jest ulubieńcem. Nadaje rzęsom spektakularny czarny kolor, pogrubia je znacząco, nadaje im objętości, a dodatkowo podkreśla krótkie włoski, z którymi nie radziły sobie inne maskary.


Tak prezentują się moje ulubione kosmetyki do makijażu w maju. Jak zapewne widzicie nie ma nic tutaj do ust, ale zazwyczaj podkreślałam je po prostu pomadką Nivea Cherry albo zwykłą pomadką ochronną. W czerwcu gdy nadejdą prawdziwe upały podkład zamienię raczej na krem BB ze względu na lżejszą formułę, ale z czarnej kredki nie zrezygnuję:)

Znacie powyższe kosmetyki? Czym najchętniej się malowałyście w maju?

Ulubieńcy marca i kwietnia-coś do twarzy i ciała

 Jakoś tak się składa, że swoich ulubieńców pokazuję mniej więcej co dwa miesiące. W ciągu 30 dni ciężko jest mi znaleźć garstkę kosmetyków, które na to miano zasługują, a 60 dni to już co innego-w tym czasie mogę zarówno kupić jakiś nowy zaskakujący produkt jak i go polubić.
Tym razem pokażę 5 kosmetyków,które w ciągu marca i kwietnia umilały mi (w większości) wieczorną pielęgnację. Jakoś tak się złożyło, że 3 z tej piątki to produkty do twarzy.
Zapraszam na krótkie recenzje (dłuższe powinny się pojawić w przeciągu kilkunastu dni).
 Zacznę jednak od produktu, którego używam codziennie podczas kąpieli, a jest to produkt pierwszej potrzeby. Po podrażnieniu jakiego nabawiłam się przy udziale Lactacydu, szukałam czegoś co ukoi okolice intymne i będzie bezpieczne dla mojego ciążowego stanu. Wtedy kupiłam właśnie hipoalergiczny specjalistyczny płyn ginekologiczny z Białego Jelenia.
 Jak na tą firmę to dość drogi specyfik, bo kosztuje około 16 złotych, ale świetnie złagodził podrażnienie już po kilku użyciach, przyniosi ukojenie,zapewnia komfort przez cały dzień i odświeżenie, którego w tego typu produktach poszukuję.

 Kolejny kosmetyk to świetnie znany olejek pod prysznic z Isany. Używałam go do tej pory tylko do mycia pędzli i radzi sobie z tym świetnie-idealnie domywa gąbki i pędzle z podkładów i innych kosmetyków kolorowych. 
Z jego głównego zastosowania również jestem zadowolona-skóra po kąpieli jest gładka, miękka, elastyczna, nawilżona i rozpieszczona. Nie pozostawia tłustej warstwy, czego nie znoszę na ciele. Nie przeszkadza mi zapach, po prostu pachnie jak oliwka, chociaż wiem, że inni na niego narzekają.
Plus również za opakowanie, które się nie tłuści i etykietę, która nie zamięka.
 I pora na trójkę do pielęgnacji cery. 
Odkąd zobaczyłam serię Carbo Detox Bielendy, wiedziałam, że właśnie żel węglowy do mycia twarzy będzie na mojej wishliście (poza popularnymi maskami w saszetkach). Zamówiłam go przez Internet za około 14 zł, bo nie sądzę, żeby w mojej mieścinie był dostępny stacjonarnie.


Podoba mi się w nim wszystko-mroczne opakowanie, arbuzowy zapach, czarny kolor żelu, konsystencja i przede wszystkim działanie. Świetnie oczyszcza i odświeża cerę, nie powodując ściągnięcia, pomimo dokładnego mycia. Twarz po nim jest pięknie wygładzona, zmatowiona i wygląda na zadowoloną.
Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam w przyszłym tygodniu.
Do oczyszczania twarzy używam również pasty z serii Liście Manuka Ziaji. Pisałam na Instagramie, że jestem chyba jedną z ostatnich osób, która tą pastę testuje, bo do Ziaji generalnie zaufania nie mam, no ale promocja na ten produkt zrobiła swoje.
Używam jej zarówno jako produkt do mycia, peelingu (z lub bez szczoteczki elektrycznej) lub maski pozostawianą na 10-15 minut. Za każdym razem jestem zadowolona z działania-twarz jest odświeżona, oczyszczona i gładka. Nie powoduje podrażnienia, mimo sporej ilości drobinek. Mam wrażenie, że pory są dokładnie oczyszczone, cera jest gotowa na dalsze zabiegi i dzięki niej kolejne produkty, które nakładam działają efektywniej.
To chyba pierwszy kosmetyk Ziaji, który tak polubiłam.

Kończymy na produkcie, który od dawna chciałam mieć. W końcu kupiłam (też przez Internet) i się nie zawiodłam.
Żel aloesowy jest znany ze swoich właściwości nawilżających i kojących. Używam go do pielęgnacji włosów i twarzy. Na włosy nakładam go pod olej (dzięki czemu są lepiej nawilżone i olej lepiej się wchłania, co skutkuje zwiększonym blaskiem i mięsistością), a na twarz pod serum, co też daje efekt lepszego nawilżenia i złagodzenia cery. Wiem, że też dobrze działa na podrażnienia po depilacji.
Ogólnie-uwielbiam takie uniwersalne i wszechstronne produkty, bo to bardziej ekonomiczne:)

 Tak wygląda piątka ulubionych produktów wiosny. Na maj szykuje się edycja wyjątkowa, bo pokażę w niej (chyba) tylko produkty do makijażu. Mam kilka kosmetyków, którymi jestem zachwycona po kilku użyciach i jeśli moje zachwyty się potwierdzą to będzie w maju kolorowo:)

Znacie wyżej wymienione produkty?

Ulubieńcy stycznia i lutego

Kończy się już drugi miesiąc nowego roku. Przez ten czas udało mi się poznać i przetestować kosmetyki, które zasługują na miano ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy. Będzie ich pięć, coś do makijażu też się znajdzie.
Zacznę od produktów do pielęgnacji ciała. 
Balsam Palmer's kupiłam pod koniec grudnia do zapobiegania rozstępom na moim ciążowym brzuchu. Od tej pory uwielbiam się nim smarować, bo ma przyjemną konsystencję, która gładko sunie po ciele, przyjemny zapach, no i skóra jest po nim bardzo elastyczna i nawilżona. Jeszcze nie wiem czy zapobiega rozstępom-zostało mi ich trochę po poprzedniej ciąży, więc na razie nie jestem w stanie zidentyfikować, które to stare, a które ewentualnie nowe. Polubiłam go jednak na tyle, że w tym tygodniu idę kupić kolejne opakowanie.
Krem maska dla przesuszonych dłoni z Bielendy to najtańszy kosmetyk w całym zestawieniu, bo kosztował 3,99 zł. Ma bogatą konsystencję, która koi suche i spierzchnięte dłonie. Skóra jest miękka, elastyczna i nawilżona. Stosuję go również na stopy i z grubszą i bardziej wymagającą skórą na piętach też sobie świetnie radzi. To kolejny kosmetyk Bielendy, który polubiłam. 
Pora na część makijażową.
Kojąca woda różana z Bielendy (właśnie się zorientowałam, że to drugi kosmetyk tej firmy w całej piątce) ładnie pachnie i świetnie działa. Lubię go zarówno używać jako toniku do przecierania twarzy rano i wieczorem, bo oczyszcza ją z zanieczyszczeń. Super sprawdza się również jako płyn micelarny do usuwania makijażu. Naprawdę robi to bardzo skutecznie i delikatnie-zmywa makijaż bez podrażnień, szczypania i zaczerwienienia skóry. Z tej różanej serii mam jeszcze serum i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze.
Podkład Lirene Perfect Tone zaskoczył mnie podwójnie. Po pierwsze, gdy oglądałam jego tester w Rossmannie to opakowanie miało pompkę, a pełnowymiarowe opakowanie jej nie ma (przynajmniej mój egzemplarz). Po drugie-myślałam, że będzie to kryjąco-matujący fluid. Jest wręcz przeciwnie, ale nadal świetnie. Mam najjaśniejszy odcień, który pasuje do mojej jasnej karnacji. Daje efekt wypoczętej i rozświetlonej skóry, ale nie tak świecącej się jak w przypadku Rimmel Wake me up. Mam wrażenie, że nawilża, kryje wszelkie suche miejsca i przynosi ukojenie. Naprawdę wyglądam w nim na wypoczętą. Przyda mi się, gdy przyjdą nieprzespane noce:)
O eyelinerze z FM Group już pisałam tutaj. Powtórzę właściwie to, co napisałam w tamtym poście. To pierwszy liner w pisaku, który naprawdę ułatwił mi makijaż. Rysuje wyrazistą i precyzyjną kreskę, która pozostaje na miejscu przez cały dzień. Nie blaknie, nie ściera się, ani nie rozmazuje. Jest świetny i bardzo łatwo się nim maluje i domalowuje tam, gdzie potrzeba.
Tak prezentuje się zimowa piątka. W przeciągu dwóch tygodni powinny się pojawić szczegółówe recenzje wody różanej, podkładu i kremu do rąk.

Znacie te produkty? Co Was ostatnio pozytywnie zaskoczyło?

Ulubione kosmetyki w 2016 roku

Ostatni dzień roku to chyba najlepsza pora na podsumowanie mijających 12 miesięcy. Mam dzisiaj zestawienie 8 kosmetyków, które w tym czasie bardzo przypadły mi do gustu. Przyznam, że miałam problem z ich wytypowaniem-przeglądałam ulubieńców poszczególnych miesięcy i starałam się przypomnieć sobie, który i za co polubiłam. Łatwo nie było, ale mimo to udało się. Gdybym się uparła to większość byłaby kosmetykami do makijażu, ale jakimś cudem udało mi się zachować równowagę.
Zaczniemy od części pielęgnacyjnej:
  • maska NaturVital z aloesem-polubiłam za miękkość jaką nadawała moim włosom, blask i fryzurę, która sama się po niej układała.
  • szczoteczka elektryczna Olay-to moja pierwsza szczoteczka do twarzy, ale wiem już, że jej zasługą jest bardziej oczyszczona cera, wygładzenie i zwiększenie działania kremu do twarzy
  • aktywator młodości z retinolem Ava-lubię kosmetyki o takiej formule. Ten ładnie napina cerę, nadaje jej blasku i ładnego kolorytu. Cera po nim jest gładka, elastyczna i promienna
  • krem do rąk z mocznikiem Isana-to chyba największe zaskoczenie roku. Kosztuje grosze, a naprawdę świetnie regeneruje, nawilża i koi spierzchniętą i wymagającą skórę dłoni.
Pora na czwórkę, w której przeważają kosmetyki do makijażu.



  • pomadka w kredce Matte fits perfectly-mam nr 402 i 404 i to właśnie ten ostatni przypadł mi najbardziej do gustu. Te pomadki ładnie wpijają się w usta, mają kremową, jakby woskową konsystencję i zjadają się bardziej równomiernie niż osławione szminki z Golden Rose.
  • wosk do brwi Bell-ja mam odcień dla szatynki. To pierwszy produkt do brwi, który tak polubiłam. Kosztuje niecałe 10 zł, a nabłyszcza, utrwala i wypełnia ubytki we włoskach. Do tego wygląda bardzo naturalnie, co jest dla mnie najważniejsze przy makijażu brwi.
  • serum do rzęs Eveline 8 w 1-nie jestem w stanie twierdzić czy to serum rzeczywiście wzmacnia i zapobiega wypadaniu rzęs, bo ja jestem zachwycona innym jego działaniem-jako baza pod tusz. Przede wszystkim genialnie wydłuża rzęsy i z byle jaką maskarą sprawia, że moje rzęsy wyglądają zachwycająco i zachowują formę przez cały dzień
  • odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco-jedyny produkt pielęgnacyjny do ust, który spełnił ostatnio obietnice producenta. Nakładam go zarówno na dzień jak i na noc. Dobrze peelinguje i ściera martwy naskórek, usta są po nim gładkie, mięciutkie i wypielęgnowane. Niestraszna im zimowa pogoda:)
Tak wygląda moja skromna ósemka ulubieńców 2016 roku, a Wasza jak by się przedstawiała? 
Lubicie powyższe kosmetyki?

Korzystając z okazji życzę Wam udanego Sylwestra i spełnienia marzeń i postanowień w nadchodzącym 2017 roku. Ja szaleć nie będę, bo jakiś mega wirus mnie dopadł i Sylwestra spędza w domu z paczką chusteczek i gorącą herbatą z sokiem malinowym:)

5 ulubionych kosmetyków jesieni

Już za lekko ponad miesiąc koniec jesieni, więc zanim nadejdzie zima ja dzisiaj pokażę 5 kosmetyków, którycprzez ostatnie 2 miesiące używałam z prawdziwą przyjemnością. Wszystkie z nich to nowości u mnie i bardzo się cieszę, że je odkryłam. Za żaden z nich nie zapłaciłam więcej niż 15 zł, więc mogę je sygnować hasłem "tanie i dobre".
Zaczniemy od intensywnego kremu do rąk Isana z mocznikiem, któremu zapomniałam zrobić osobne zdjęcie. Miałam kiedyś krem do rąk (aloesowy) tej firmy, który okazał się niewypałem w przeciwieństwie do tego.
Ten krem lubię za:
  • gęstą i treściwą konsystencję
  • otulenie dłoni
  • ukojenie, które daje przesuszonej skórze
  • nawilżenie, które długo się utrzymuje
Już dawno nie byłam tak zadowolona z kremu do rąk.

Drugi produkt to jedyny kolorowy z całej piątki. Pomadka do ust "Matte fits perfectly" z Sensique. zauroczyła mnie bardziej niż kredki Golden Rose, co widać zresztą po zużyciu.
Upodobałam sobie szczególnie nr 404, który jest brudnym różem, ale wpada lekko w fiolet. Lubię za:
  • kremową konsystencję
  • łatwość używania
  • wpijanie się w usta, dzięki czemu długo na nich zostaje
  • jak się zjada to równomiernie, bez pozostawiania nieestetycznych obwódek
  • nie wysuszanie ust

Następny jest produkt do zadań specjalnych -aktywator młodości z retinolem od Ava. Ja wszelkiego rodzaju serum i olejki do twarzy uwielbiam, więc i ten musiał zostać moim ulubieńcem.
 Jest fajny, bo:

  • szybko się wchłania
  • ładnie napina cerę
  • nadaje jej zdrowy blask, wyrównując koloryt
  • nadaje gładkość, miękkość i elastyczność
Wierzę, że na dłuższą metę ma działnie odmładzające.

Vianek to firma, która wyszła od Sylveco. I chociaż na Sylveco sparzyłam się 2 razy to Vianek daje radę. Maseczka-peeling do twarzy z mielonym lnem, lubię głównie za to, że można używać na dwa sposoby.
Poza tym:
  • ładnie oczyszcza i uelastycznia cerę
  • nadaje jej zdrowy koloryt
  • po zmyciu nie zostawia tłustej warstwy
  • skóra jest miękka, gładka, elastyczna i bardzo promienna
Ostatni produkt to jedyny kosmetyk do włosów. Sama się dziwię, że w moich ulubieńcach tak mało masek, szamponów i odżywek. No, ale dalej szukam.

O masce nawilżającej NaturVital już pisałam tutaj. Teraz napiszę tylko, że nie dziwię się, że tak wiele dziewczyn za nią przepada. Maska rzeczywiście:
  • nawilża włosy, sprawia, że są puszyste, ale nie spuszone
  • nadaje im ładny blask i sprężystość
  • na moich długich włosach ładnie podkreślała fale
  • wygładza włosy i sprawia, że są bardzo miłe w dotyku
Tak wygląda cała piątka. To pewnie ostatni ulubieńcy w tym roku, nie licząc podsumowania z ostatnich dwunastu miesięcy, które pewnie pojawi się pod koniec grudnia.

A jakie kosmetyki Wy najbardziej lubicie używać jesienią?

Piątka ulubieńców po wakacjach

Zerknęłam w archiwum postów i okazało się, że ostatni post z ulubieńcami opublikowałam prawie pół roku temu. Szok:) Dzisiaj więc szybko nadrabiam zaległości i pokazuję piątkę produktów, które z przyjemnością używałam podczas ostatnich 2-3 miesięcy.
Zaczniemy od suchego szamponu i maseczki do twarzy.
Wiem, że przeciwników suchych szamponów jest sporo. Ja jednak jestem za nimi. Nieraz mi ratowały skórę (i włosy) kiedy musiałam wyjść, a moje włosy nie prezentowały się wyjściowo.

Ostatnio używam suchego szamponu z Biedronki i może nie jest tak świetny jak Batiste, ale w pełni spełnia moje oczekiwania.
Przede wszystkim odświeża włosy na dobrych kilka godzin i ładnie unosi je u nasady. Poza tym daje się łatwo wyczesać i nawet na moich ciemnych włosach nie pozostawia rzucającego się w oczy osadu.
Często go używam, żeby odświeżyć włosy u nasady z zamiarem ich związania w koczek, ale po nim tak się ładnie układają, że przeważnie zostawiam je rozpuszczone.

Maseczka na mleku łosia to produkt, który już opisywałam kiedyś na blogu. 
Podtrzymuję swoje zdanie-świetnie zmiękcza, nawilża i uelastycznia moją cerę. Dodatkowo ma przyjemny, orzechowy zapach, a cała jej recenzja znajduje się tutaj.
Kolejnym kosmetykiem, który używałam do pielęgnacji twarzy i spisał się świetny był nawilżający płyn micelarny Bielenda z serii Ekspert Czystej Skóry.
Micel ten świetnie usuwa makijaż, zarówno twarzy, oczu jak i ust. Nie podrażnia przy tym, nie powoduje zaczerwienienia ani szczypania. Dodatkowo cera po jego użyciu jest przyjemna w dotyku, bez żadnej nieprzyjemnej warstwy.
Pełna recenzja tutaj.

Ostatnia dwójka to produkty do makijażu oczu.
Skoncentrowane serum do rzęs 8 w 1 od Eveline powinno zregenerować, zagęścić i wzmocnić rzęsy. Ja jednak nie mam cierpliwości do takich kuracji, więc ocenię je pod innym względem.
Serum to świetnie sprawdziło się jako baza pod tusz.
Obecnie używam maskary Volum' Rocket od Maybelline i nie byłam z niej zadowolona, bo nie wydłużała ani nie pogrubiała specjalnie rzęs, ale z tą bazą ten tusz działa cuda.
Najpierw aplikuję bazę na rzęsy, a potem pociągam tuszem. Efekt? Świetnie wydłużone i podkreślone rzęsy. Naprawdę jestem zachwycona tym rezultatem i z tego co czytałam to nie tylko ja. Myślę, że taki efekt można uzyskać z każdym tuszem, który solo się nie sprawdza.
Na samym końcu tani jak barszcz eyeliner matte od Lovely. Ja kupiłam go na rossmannowskiej promocji za niecałe 4 zł.
Przede wszystkim da się nim łatwo narysować ładną kreskę, co nie jest takie oczywiste dla takiego laika w makijażu jak ja:)
Pędzelek się nie rozchodzi, ładnie sunie po powiece, daje w miarę naturalny efekt i nie blaknie w ciągu dnia.
Jestem z niego bardzo zadowolona, więc jeśli szukacie czegoś takiego to szczerze polecam.

Cieszę się, że wszystkie produkty są tanie i takie dobre. Nic mnie nie cieszy jak świetny kosmetyk za mniej niż 10 zł:) No może serum od Eveline kosztuje trochę więcej, ale może też będzie objęte promocją -49%.

To tyle na dzisiaj. Znacie te kosmetyki?
Po niedzieli będzie post z moimi planami i rekomendacjami na wielkie promo w Rossmannie.

Ulubieńcy marca i kwietnia

 Lubicie czytać o ulubieńcach? Ja bardzo. To oprócz postów zakupowych i denkowych moje ulubione wpisy. Dzisiaj więc to co lubię najbardziej, czyli ulubionych pięć produktów z ostatnich dwóch miesięcy. Są wśród nich 2 produkty do makijażu, dwa uniwersalne i jeden do włosów (ale może być też i do ciała). 
Zaczniemy od dwójki, której używałam na włosy
Bambino "Żel do mycia ciała i włosów 2 w 1" ostatnio zmienił swoją formułę na bardziej delikatną, jak przystało na produkt dla dzieci. I ta zmiana się opłaciła, bo o ile stara wersja szamponu sprawiała, że włosy były tępe i jakby niedomyte, ta działa cuda. Robi delikatną pianę, która radzi sobie ze zmyciem oleju, pozostawiając włosy gładkie, błyszczące i niesamowicie przyjemne w dotyku. Dzięki niemu pożegnałam swoje wiecznie spuszone włosy. Teraz kupię żel zamiast szamponu, tak z czystej ciekawości.
Olej kokosowy to produkt, który od lat jest zachwalany za swoją uniwersalność. Można nim odżywiać ciało, paznokcie i oczywiście używać w kuchni. Ja stosowałam na włosy, raz na zwilżone, czasem na suche.
Miałam uprzedzenie do kokosa, bo kiedyś kokosowa Vatika puszyła mi włosy. Chyba jednak porowatość mi spadła, bo po tym oleju są one wygładzone, mięsiste, wyraźnie odżywione i baaaaardzo błyszczące.

Kolejna rzecz to żel do higieny intymnej marki własnej z Tesco. Zainteresowałam się nim po poście u Anwen.
Ma delikatny skład, więc stosowałam go zarówno jako szampon do włosów, żel do mycia twarzy i do tego, do czego jest przeznaczony.

  • delikatnie myje, odświeża i koi okolice intymne
  • łagodnie oczyszcza włosy z sebum, sprawia, że są lekkie, puszyste i nawilżone
  • oczyszcza twarz, nie pozostawiając uczucia ściągnięcia, mam wrażenie że koi i uspokaja
To dla mnie taki drugi Facelle, tylko że w większej butelce. Na pewno kupię kolejną butlę na wyjazd.

Ostatnia dwójka to kosmetyki kolorowe-paletka cieni Makeup Revolution i pomadka w kredce z Golden Rose.
Za kilka dni na blogu pojawi się recenzja tej paletki " Naked Chocolate", więc teraz tylko napiszę, że ma idealne kolory dla moich niebieskich oczu. Cienie są trwałe, nie osypują się, ani nie zbierają w załamaniu powieki.
Z kolei matowa pomadka w kredce z Golden Rose o nr 10 to szminka, dzięki której pokochałam kolorowe usta. Świetnie i bezproblemowo się ją nakłada. Ma ładny kolor, nieco bardziej czerwony niż moje naturalne usta. Podkreśla wargi, a jednocześnie sprawia, że wyglądają naturalnie, ale nieco bardziej zmysłowo. 
Mam jeszcze nr 08.
 Tak wygląda moja złota piątka ostatnich dwóch miesięcy.

O czym chciałybyście przeczytać więcej? (oprócz paletki, bo tej już recenzja się pisze).

Ulubieńcy stycznia i lutego

Pora na pierwszych ulubieńców w tym roku i chociaż są to wybrańcy ostatnich dwóch miesięcy to produktów jest zaledwie pięć. Głowiłam się kilka dni czy na pewno nie ma jeszcze jakiegoś innego kosmetyku, który mógłby wystąpić w tym poście, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Przedstawiam więc piątkę wspaniałych, którzy skutecznie umilali mi pierwsze kilkadziesiąt dni nowego roku.
Zaczniemy od produktu, który mnie najbardziej zaskoczył. Chociaż uważam siebie za włosomaniaczkę rzadko kiedy w moich ulubieńcach pojawiają się włosowe produkty, bo rzadko natrafiam na takie, które spełniają moje wymagania, szczególnie dotyczy się to odżywek i masek, ale ostatnio zachwyciła mnie odżywka, która żadną nowością nie jest. 
Nie sądziłam, że drogeryjna odżywka Oleo Repair z Garnier Fructis zadowoli moje włosy dużo bardziej niż wszelkiej maści bardziej naturalne kosmetyki. Podoba mi się, że nadaje włosom niesamowity blask i miękkość. Dodatkowo sprawia, że są mięsiste i odżywione, ale najbardziej mi się podoba, że podkreśla moje fale. Już dawno nie byłam tak zadowolona z ich wyglądu i tego, że rzeczywiście mam fale, a nie proste włosy.
Niedługo pojawi się recenzja porównawcza Oleo Repair i  Goodbye Damage.
Dziegciowa maseczka oczyszczająca Bania Agafii otwiera kategorię produktów do twarzy. Oprócz niej w styczniu i lutym zachwyciły mnie jeszcze dwa produkty do jej pielęgnacji.
Pomimo, że wolę maseczki nawilżające od tych oczyszczających nie mogę nie zauważyć, że ten produkt jest świetny. Przede wszystkim jest niezwykle wydajny. Skóra po zmyciu jest bardzo wygładzona, delikatna w dotyku, zmatowiona, co jest wynikiem naprawdę głębokiego oczyszczenia. Funduję je sobie co najmniej raz w tygodniu.
To moja trzecia maseczka Bania Agafii do twarzy i dopiero ta mnie zachwyciła.

Naturalne oleje to stały element w pielęgnacji mojej cery. Przynajmniej raz w tygodniu stosuję je na twarz zamiast kremu, zazwyczaj po peelingu i oczyszczającej maseczce. 
Ten olej z pestek moreli sprawia, że rano cera jest bardzo elastyczna i wygładzona i promienieje zdrowym blaskiem. Ma trochę zbyt intensywny zapach, ale mi on jakoś szczególnie nie przeszkadza. Nie zauważyłam zapychania porów, a jedynie regenerację i sporą dawkę nawilżenia.

Trio do pielęgnacji twarzy zamyka szczoteczka elektryczna z Olay. Dostałam ją w prezencie gwiazdkowym od męża. W pudełeczku znajdowała się również emulsja do mycia twarzy z drobinkami i to właśnie z nią używam tej szczoteczki najczęściej. Ma dwa poziomy szybkości. Kiedy jej używam mam poczucie, że moja skóra jest dogłębnie oczyszczona, że jeszcze skuteczniej wykorzystuję działanie peelingu, a krem czy olejek nałożony później zadziała jeszcze lepiej. Naprawdę dobrze oczyszcza twarz. Używanie jej to nie jest delikatny masaż, ale porządne pocieranie i mi się to podoba.
Na koniec czekoladowe masło do ciała z Lidla, o którym powstała ta recenzja. Lubię go przede wszystkim za mocny i intensywny zapach, który świetnie się nadaje na zimne wieczory, bo je uprzyjemnia. Dodatkowo uelastycznia skórę, czyni ją delikatną, gładką i odżywioną. Jak dołożymy do tego pojemność 400 ml za 10 zł to mamy idealne smarowidło do ciała na trwającą właśnie porę roku.

Tak prezentuje się piątka wspaniałych. Ja już zaczynam myśleć o kolejnych ulubieńcach i nawet mam pewnych kandydatów na to miejsce, ale czy się to potwierdzi to okaże się za jakiś czas.

Znacie te kosmetyki? Jak wygląda Wasza zimowa piątka ulubieńców?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...