Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bubel kosmetyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bubel kosmetyczny. Pokaż wszystkie posty

Hity i kity września

Pora na pierwszy post podsumowujący wrzesień (będzie jeszcze denko i zakupy). Dzisiaj pokażę 4 kosmetyki-dwa, którymi jestem mocno zawiedziona i dwa świetne, które kupię ponownie, gdy tylko wykończę bieżące opakowanie. Od kitów zaczniemy.
Na produkty Organic Shop miałam ochotę już dawno. Widziałam je w Tesco, ale cena wydała mi się wygórowana, dlatego kupiłam gdzieś online peeling do ciała za niecałe 8 zł. Ze wszystkich wersji zdecydowałam się na cukier trzcinowy i sól morską. 
Narzekanie zacznę od opakowania.

  • pudełko wygina się, a wieczko jest tak wiotkie i cienkie, że ciężko je zdjąć, szczególnie mokrymi dłońmi
  • konsystencja jest dziwna-gumowata, glutowata,
  • ciężko jest rozprowadzić go na skórze, bo ląduje zawsze gdzieś indziej, u mnie zawsze zostają glutki w wannie, a potem zastanawiam się co to jest
  • właściwości peelingujące są słabe
  • bardziej się pieni i myje niż peelinguje

Kolejny niewypał to maska Elseve z glinką do stosowania przed myciem na skórę głowy. Napaliłam się na nią bardzo, bo różne rzeczy na skalp kładłam, ale maski jeszcze nigdy. Kupiłam ją podczas poprzedniej promocji w Rossmannie na pielęgnację włosów-nie była dostępna w sklepie, więc zamówiłam online. Taka byłam zdeterminowana, żeby ją mieć. A tu porażka:/

  • konsystencja jest gęsta, gumowata i ciężko rozprowadza się ją na suchych włosach
  • trzymana przez 5 minut w ogóle nie przynosi efektów
  • nie unosi włosów u nasady, chociaż moje są z natury ciężkie 
  • nie zauważyłam zmniejszenia przetłuszczania-muszę myć włosy co 2 dni, a jak użyję odpowiednich kosmetyków to i 3 mogłam ich nie myć
  • jest niewydajna, gdybym chciała używać ją na całą głowę wystarczyłaby na 5 razy, a ja stosuję tylko z przodu 

No dobra, pora przejść do milszych rzeczy.
Na miano hitu września zasługuje olejek różany do ciała Venus z linii Nature.

  • podoba mi się atomizer, który sprawia, że opakowanie się nie brudzi i można nim psikać bezpośrednio na ciało
  • nie tłuści przesadnie skóry, więc po chwili można już zakładać piżamę, bo stosuję go tylko na noc
  • lubię jak dba o moją skórę-jest miła w dotyku, nawilżona i elastyczna
  • skóra wydaje się bardziej zbita i jędrna
  • ma przyjemny zapach

Na pochwałę zasługuje też węglowy glinkowy peeling + maska z Perfecty. Normalnie kosztuje około 20 złotych, ale ja kupiłam go za 10, podczas promocji w Rossmannie na pielęgnację twarzy. Do wyboru są 4 warianty.

  • podoba mi się połączenie maski i peelingu w jednym produkcie-najpierw trzymamy produkt na twarzy, a po wyschnięciu pocieramy i peelingujemy
  • świetnie wygładza i matowi cerę
  • nie powoduje ściągnięcia skóry
  • drobinki peelingujące delikatnie oczyszczają przez co pory są mniej widoczne
  • cera jest oczyszczona i gotowa na przyjęcie jakiegoś treściwego serum lub kremu


A jakie są Wasze ostatnie hity i kity? Znacie te przedstawione w poście?

Buble 2016 roku

 W poprzednim poście było o kosmetykach, które zasługiwały na miano hitów, dzisiaj pora na odwrotność tamtego zestawienia, czyli niewypały, pomyłki i buble kosmetyczne ubiegłych 12 miesięcy. Zapraszam na subiektywne zestawienie.

Po pierwsze udało mi się (niestety) przetestować sporą ilość balsamów do ust, których producent powinien się dokładnie zastanowić czy jest sens nadal utrzymywać je na rynku.
  • Maybelline, Baby Lips, Dr Rescue-ja miałam odcień Just Peachy. Liczyłam na kolor na ustach i pielęgnację w jednym. Co dostałam? Kolor, który nie nadaje się do pokazania go innym-sztuczny, blady beż, który odpowiadałby tylko amatorkom solarium z tlenionymi włosami. Nie uratuje przesuszonych ust, bo nie ma żadnych właściwości nawilżających, a mentol w składzie jedynie potęguje dyskomfort. Lubi się też zbierać w kącikach i rozlewać poza kontur. Tragedia.
  • Ziaja, Kokosowy balsam do ust-kupuję czasami produkty Ziaji licząc na to, że ta polska marka mnie wreszcie czymś zaskoczy. Niestety ciągle trafiam na niewypały. Ten balsam zawiera głownie parafinę, która jedynie daje iluzję nawilżenia. W żadnym wypadku nie pomoże w zimie na suche i wymagające usta, nie przyniesie nawet ukojenia.. Dodatkowo ślizga się przy nakładaniu i ma nieprecyzyjny aplikator.
O obydwu tych balsamach pisałam tutaj.
  • Body Club, Jagodowy balsam do ust-kupiłam kiedyś w Biedronce, ale teraz dostępne są też w Rossmannie. Ja miałam wersję jagodową, która nadawała ustom niebieskawy kolor, dzięki czemu mogłam go używać tylko w domu i tylko na noc. Ma na pierwszym lub drugim miejscu w składzie parafinę, przez co wcale nie nawilża. Przyznam, że skusiło mnie jedynie opakowanie, a w środku zastałam gumowatą i klejącą się konsystencję. Beznadzieja.

  • Sylveco, Peeling wygładzający-nigdy jeszcze chyba nie miałam takiego tłuściocha do pielęgnacji twarzy jak ten peeling. Zostawia tłustą powłokę, którą musze natychmiast zmyć tonikiem, bo nie mogę jej znieść. Dodatkowo powoduje zaczerwienienie i rozgrzanie twarzy. Moja skóra jest po nim jeszcze bardziej zanieczyszona niż przed użyciem.
  • Eveline, krem do rąk "Kozie mleko"-najgorszy krem jaki kiedykolwiek miałam. Ma bardzo rządką, wodnistą konsystencję. Zaraz po rozsmarowaniu dłonie są mokre, a za chwilę momentalnie wysychają, zostawiając ściągniętą skórę. Nawet kilka minut po aplikacji nie odczuwam żadnego nawilżenia, nie mówiąc już o jakimś długotrwałym działaniu.
  • Catrice, eyeliner Calligraph Ultra Slim-mój pierwszy liner w pisaku i od razu porażka na całej linii. Ciągle się zacina i nie podaje tuszu, żeby namalować w miarę ładną kreskę muszę przeciągnąć nim po powiece kilka razy. Końcówka jest zbyt giętka, co utrudnia malowanie. Namalowana kreska nie jest wyrazista, no i znika w ciągu dnia. Nie polecam.
  • Ziaja, Mleczko do demakijażu Ogórek-kolejny produkt tej polskiej firmy w zestawieniu. Ja do mleczek nic nie mam, ale to jest naprawdę tragiczne. Jak to w przypadku Ziaji króluje parafina w składzie. Przede wszystkim nie zmywa dobrze makijażu-nawet 4 waciki to za mało. Poza tym skóra jest podrażniona, zaczerwieniona a oczy pieką.
To tyle. Jak widać "wygrywa" Ziaja. Właściwie miały się znaleźć tu aż 3 ich kosmetyki, ale postanowiłam być bardziej wyrozumiała. Najbardziej zawiódł mnie peeling Sylveco, bo liczyłam na dobry. naturalny i polski produkt. No cóż... Mam nadzieję, że w 2017 r. uda mi się odkryć coś fajnego, naturalnego i niedrogiego. Zabieram się za poszukiwania:)

Jakie są Wasze największe buble minionego roku?
Zgadzacie się z moim zestawieniem?

3 X NIE : Carmex, Eveline, AA

Ostatni post z tej serii obejmował tylko kosmetyki do włosów. Dzisiejszy zestaw nic nie łączy-no może poza faktem, że żałuję, że trafiłam na te produkty i pewnością, że nigdy więcej już po nie nie sięgnę. Oto trójka "zwycięzców":
Zacznę od najmniejszego z nich-Carmex, Balsam ochronny do ust, granat. To już trzeci Carmex w mojej karierze i muszę sobie obiecać, że ostatni, no bo ile razy można danej firmie dawać szansę?
Kupiłam go na ostatniej promocji -49 % w Rossmannie. Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że sztyft powinien być czerwony i lekko barwić usta. Okazał się gęstym, zbitym sztyftem, który nadaje im całkiem ładny połysk. Jest też wydajny.
Są jednak wady, których nie mogę przemilczeć.
  • gdy się go nałoży zbyt dużo usta się kleją 
  • powoduje mrowienie na ustach, a gdy moje wargi były mocno przesuszone i wymagające ratunku powodował pieczenie i szczypanie nie do zniesienia, naprawdę miałam ochotę natychmiast go zmyć
  • nie lubię kosmetyków z efektem chłodzącym a ten taki daje
Kolejny kosmetyk to baza-serum wygładzające AA z serii Collagen Hial +.
Na (nie) szczęście wygrałam ten kosmetyk, a nie kupiłam samodzielnie.
Ta baza-serum ma zbyt leistą, perłową konsystencję, która po odkręceniu tubki wycieka z niej. Zawiera w sobie drobinki jakby brokatu, które nałożone na twarz nie wyglądają estetycznie i nijak nie mogę je uznać za efekt rozświetlenia jaki ta baza ma dawać. Próbuję ją zużyć na noc, ale rano budzę się z bardzo świecącą cerą, a dodatkowo czuć na niej nieprzyjemną, tłustawą warstwę. Lepiej się sprawdzała gdy było chłodniej na zewnątrz-teraz dłużej się wchłania i mam wrażenie, że przez nią moja cera bardziej się przetłuszcza i trudniej ją zmatowić.
Na koniec glicerynowy krem do rąk "Kozie mleko" z Eveline. Przyznam, że w tym wypadku poleciałam na cenę, bo za 100 ml zapłaciłam niecałe 4 zł. Nie jest niestety wart nawet tyle.
Przede wszystkim ma dziwną, rzadką konsystencję, w której czuć wodę. Podczas rozsmarowywania dłonie są jakby mokre, a za chwilę szybko zastyga, pozostawiając nieprzyjemne uczucie ściągniętej skóry. Nawet kilka minut po aplikacji moje dłonie nie są w lepszej kondycji, nie mówiąc już o długofalowym działaniu. 
Miałam awersję do kosmetyków z Eveline i ten krem niestety tylko mnie w tym utwierdził.
 Znacie? Lubicie inne kosmetyki tych firm?

3 produkty, których już więcej nie kupię-rosyjski peeling, Ziaja, gąbka do podkładu

Niestety już tradycją stało się, że co jakieś 2 miesiące pokazuję Wam trio produktów, które się u mnie nie sprawdziły, Ostatnio były to produkty do ust. Dzisiaj pora na bardzo urozmaiconą trójkę-rosyjski peeling do stóp, krem z Ziaji i gąbkę do nakładania makijażu z Rossmanna. Co mam im do zarzucenia? Sporo:)
To już mój drugi peeling z Banii Agafii. Wcześniej miałam "odżywczy 5 zbóż" do ciała i okazał się za delikatny, a ja wolę mocniejsze zdzieranie.
W Regeneracyjnym peelingu do stóp Bania Agafii najbardziej przeszkadza mi konsystencja produktu. Jest to maź, która mi się kojarzy raczej z algowymi maseczkami do twarzy, zdecydowanie zbyt rzadka i za mało treściwa ja na peeling.
Drobinek peelingujących jest niewiele, przez co działanie jest bardzo słabe. Nie mam dużych problemów ze skórą stóp, a ten peeling nawet nie radzi sobie ze starciem wierzchniej warstwy naskórka i złagodzeniem szorstkości.
Samo używanie go jest dla mnie nieprzyjemne-właśnie przez ten glonowaty kolor, konsystencję i brak efektów.

Kolejny produkt to największe rozczarowanie spośród całej trójki.
Gdy aplikator do makijażu For Your Beauty był na promocji w Rossmannie za mniej niż 10 zł, polowałam na niego dosłownie. 3 razy zachodziłam do drogerii, aż wreszcie uzupełniono braki. Wzięłam więc zadowolona, że odtąd mój makijaż będzie wyglądał perfekcyjnie.
Myliłam się. 

Przede wszystkim już po pierwszym użyciu gąbeczka robi się bardzo brudna, a co najgorsze bardzo ciężko ją domyć i wysuszyć-próbowałam już kąpać ją w szarym mydle, delikatnym szamponie, żelu do mycia twarzy itp. Za każdym razem poświęcam na to co najmniej godzinę, a i tak gąbeczka nie jest idealnie czysta, schnie z dala od kaloryfera dobre 2 dni. Przez to, że tak szybko się brudzi, ciężko ją wyczyścić, to i szybko się niszczy-kolor wyblakł i pojawiły się dziwne zgrubienia i odkształcenia przy czubku.
Sama aplikacja podkładu nie jest dzięki niemu w żadnym stopniu rewolucyjna. Nie zauważyłam, żeby fluid lepiej stapiał się z cerą, w dodatku muszę go sporo zużyć na raz, bo wsiąka w gąbkę. Górna część aplikatora, która miała ułatwić rozprowadzanie go w okolicach oczu i nosa jest za gruba i nie dociera w te miejsca precyzyjnie.
Podsumowując-dużo bardziej byłam zadowolona z trójkątnych gąbeczek do podkładu marki własnej Rossmanna i to do nich wrócę, gdy gąbka nie będzie się już do niczego nadawać.
Ostatnia rzecz to Naturalny krem oliwkowy z Ziaji. Jego obecność w tym zestawieniu nie powinna być właściwie dla mnie zaskoczeniem. Niestety ta firma po raz kolejny zaprzecza powiedzeniu "Dobre, bo polskie". Po tym jak przejechałam się na ich ogórkowym mleczku do twarzy, kokosowym balsamie do ust, krem oliwkowy dołącza do grona koszmarków. Kupiłam przy okazji zakupów spożywczych i tylko ze względu na duże opakowanie i niską cenę.

Przede wszystkim jest tłusty, pozostawia film na skórze i bardzo długo się wchłania. Nie wiem jakim cudem uzyskał przydomek "naturalny", skoro w składzie króluje parafina, jak zresztą w większości kosmetyków Ziaji. Nie wiem też jak może się nadawać dla niemowlaków-ja swojego Synka na pewno bym nim nie posmarowała, chociaż ma już 3 lata.

Posmarowałam nim raz twarz i miałam uczucie ciężkiej i zapchanej cery. Pod makijaż nie nadaje się zupełnie-na świecącą się od kremu twarz ciężko jest nałożyć podkład, który wytrzymałby na niej dłużej niż godzinę.
Teraz staram się go zużyć na przesuszone łokcie i pięty.
To już cała trójka.
Teraz, pisząc to podsumowanie zauważyłam pewną rzecz-każdy kosmetyk jest z innego kraju. Krem z Polski, peeling z Rosji, a aplikator wyprodukowano w Chinach (chociaż dla niemieckiej sieci), można powiedzieć, więc że każdy kraj jest zdolny do wyprodukowania i fantastycznych i słabych produktów. Chciałabym trafić na równie międzynarodowe, ale z tej pierwszej kategorii:)

Znacie te produkty? Wolicie polskie produkty od zagranicznych?

3 słabe produkty do ust/3 kosmetyki, których więcej nie kupię

Niestety, tradycją już się stało, że co jakiś czas piszę o 3 produktach, których więcej nie kupię. Ostatnio w tym cyklu pojawiły się 2 produkty do ust, a tym razem stanowi je cała trójka. Każdemu z nich mam sporo do zarzucenia, ale główny zarzut jest taki, że nie sprostały moim oczekiwaniom, więc tylko czekam, aż się skończą.
Trójkę tworzą: balsam do ust Sweet Snuggles, kokosowy balsam do ust Ziaji i Babylips Dr.Rescue od Maybelline.

 W pierwszym przypadku (balsamu ze Sweet Snuggles) muszę się przyznać, że poleciałam na ładne opakowanie. Kupiłam go w 3-packu za 8,99 zł w Rossmannie. Stał obok zestawów świątecznych, więc nie sądzę, że jest dostępny w regularnej sprzedaży. W zestawie był słoiczek z sówką (ten sobie zostawiłam), niedźwiedziem polarnym (dorzuciłam szwagierce do prezentu gwiazdkowego) i z liskiem (oddałam nastolatce, która lubi takie gadżety). Sweet Snuggles to marka kompletnie mi nieznana, ale w Internecie znalazłam, że mają kremy do rąk, balsamy do ciała i coś pod prysznic, wszystkie charakretyzują się właśnie taką uroczą grafiką. Na moim Instagramie (tutaj) możecie zobaczyć jak były zapakowane te 3 balsamiki razem.
Niestety grafika i zapach przypominający wanilię to jedyne co mi się w tym balsamie podoba. Składu nie mam, bo był na głównym opakowaniu, ale pamiętam, że nie zawiera parafiny. Konsystencja w słoiczku wygląda na zbitą, ale nabiera się bezproblemowo. Niestety nakładając ją na usta czuję jaka jest rzadka i wodnista. Nie odczuwam żadnego nawilżenia, jedynie natłuszczenie, które nie daje żadnej ulgi, a po pół godzinie zapominam, że cokolwiek na usta była nakładane.
Kolejnym produktem jest kokosowy balsam do ust Ziaji i to, że znalazł się w tym zestawieniu nie jest właściwie dla mnie dużym zaskoczeniem. Ta marka ostatnio mi podpada-kiepskimi składami i marnym działaniem. Tak samo było w przypadku tego produktu. Zapakowany był w kartonik, więc nie wiem czemu sądziłam, że w środku jest pomadka w sztyfcie.
Niestety, okazało się, że balsam upchnięty jest w tubce, takiej jak mają Carmexy, co umożliwia równomierne nałożenie bez konieczności dokończenia palcami.Po naciśnięciu wydobywa się z niej maź o takim składzie:
Tradycyjnie (w przypadku Ziaji) podstawą jest parafina. Sam balsam przypomina mi krem Nivea-nałożony na usta bieli je, ma taką samą konsystencję i marne działanie. Początkowa biel na ustach przeradza się w delikatny blask, ale na próżno szukać nawilżenia czy chociażby ukojenia spierzchniętych warg.
Mam wrażenie, że balsam ślizga się po ustach, więc nie ma tu mowy o żadnej regeneracji. Co z tego, że ładnie pachnie kokosem? Sam zapach niestety nie uratuje żadnych ust w zimie.
Ostatni już kosmetyk to pomadka Babylips Dr Rescue Just Peachy z Maybelline, kupiona podczas ostatniej promocji w Rossmannie, a więc zapłaciłam za nią około 5 złotych. Nigdy nie miałam żadnego Babylips, a wybierając ją liczyłam na pielęgnację i delikatny kolor w jednym. Miałam nadzieję, że zastąpi mi kolorowe pomadki, a przy okazji sprawdzi się przy minusowych temperaturach. Jak się można domyślić-przeliczyłam się.

Przede wszystkim ma kolor, w którym nie można się pokazać między ludźmi-liczyłam na ładny cielisty róż, a otrzymujemy sztuczny, błyszczący beż, w którym wyglądamy niezdrowo. Nie wiem dlaczego, ale ten kolor wydaje mi się idealny przy cerze spalonej w solarium i brwiach podkreślonych kruczoczarną kreską. Wpisałby się w ten typ makijażu:)

Zawiera mentol, który nie ratuje suchych i spierzchniętych ust, a efekt chłodzenia dodatkowo pogłębia dyskomfort. Używam go tylko jak jestem sama w domu, bo nie chcę straszyć domowników. Nie nawilża, nie pielęgnuje i lubi się zbierać w kącikach ust. Gdy nałożymy go za dużo zostawia smugi, rozlewa się poza kontur ust, a gdy się zetrze to pozostawia pojedyncze kawałki.

Podsumowując:
Żaden z tych produktów nie nadaje się do pielęgnacji wymagających ust, szczególnie zimą, kiedy potrzebują ochrony i dogłębnej regeneracji. Jestem zła na siebie, że je kupiłam, bo mam otwarte 3 produkty, a i tak muszę sięgać po kolejny, żeby moje usta jako tako wyglądały w te mrozy. Nie polecam żadnego, a raczej ostrzegam-omijajcie je z daleka.

A może macie o nich inne zdanie?

Podsumowanie roku 2013

Już za półtorej godziny ostatni dzień roku, a więc jest to dobra pora  na podsumowania. Do tej pory raczej ich unikałam w swoim życiu, ale chyba się już starzeję i robię się coraz bardziej sentymentalna. Poza tym mam pamięć dobrą, ale krótką i za jakiś czas już nie będę pamiętała co w 2013 się wydarzyło. Zajrzę wtedy tutaj, gdzie będzie napisane wszystko czarno na białym i już wszystko mi się przypomni.
Nie będzie to podsumowanie kosmetyczne, ale raczej subiektywny wybór rzeczy, zdarzeń, które z mijającego roku najbardziej zapamiętam.
Najważniejszym wydarzeniem, nie tylko tego roku, ale także całego mojego życia, były narodziny mojego syna-Kuby. 24.04.2013r. o godz.10 urodził się właśnie On przez cesarskie cięcie i od tej pory mógłby zwyciężać we wszystkich kategoriach  i konkurencjach jakie tylko świat wymyślił.

Największe odkrycie? Czwarty ząbek Kuby.
Ulubiony film roku? Kuba. Mogłabym go oglądać całymi godzinami.
Ulubiona piosenka? Kuba. Mogłabym go słuchać godzinami.


Ale żeby nie być aż tak monotematyczną, to trochę pogłówkowałam, przeanalizowałam i wytypowałam innych zwycięzców.
Oto oni:
1. Książka roku: "Po prostu razem" A.Gavaldy
Niby nic, połączone historie czterech osób, których dzieli niemal wszystko, ale łączy potrzeba bycia razem. Czytam ją już chyba po raz trzeci i za każdym razem mi się tak samo podoba. Tak chyba na mnie działa Paryż, który jest tłem wydarzeń i Audrey Tautou, która wystąpiła w ekranizacji książki, grając Camille.
2.Piosenka roku: "Impossible" Jamesa Arthura. 



Już dawno nie słyszałam tak przejmującej piosenki i tak utalentowanego chłopaka (no może oprócz mojego ukochanego Bruno Marsa, który jednak w tym roku niczym szczególnym nie błysnął). I pomyśleć, że to chłopak z talent show!!!
3.Największe zaskoczenie: Ernest Staniaszek z "The Voice of Poland".


Nie przykuł mojej uwagi podczas przesłuchań w ciemno, ale już podczas drugiego i kolejnych etapów udowodnił, że jest nie tylko męski i dojrzały, ale też bardzo utalentowany.
Tylko własnym utworem "Bejbe" zaśpiewanym w finale moim zdaniem strzelił sobie w kolano. Słabe to było, ale on niezmiennie boski. I jego najbardziej zapamiętam z całej edycji.
4.Największe wzruszenie: Bliźniaki, które po porodzie zachowują się dalej jak w łonie matki.
Nie wiem czy tak samo wzruszyłabym się oglądając to, gdybym nie miała Kuby. W każdym razie stwierdzam, że życie to jednak cud.


5. Największe odkrycie: bardziej naturalna pielęgnacja i fakt, że nie wszystko złoto, co się świeci. Mam tu na myśli reklamy tych wszystkich produktów Dove, Garnier itp., które bardziej szkodzą niż pomagają naszym włosom, a prawdziwe, czyli naturalne kosmetyki obronią się bez takiej spektakularnej reklamy i to wszystko dzięki włosomaniaczkom.
6.Mój największy hit kosmetyczny: Suchy szampon do włosów ISANA, o którym pisałam tutaj i który nie raz uratował mi skórę w sytuacjach awaryjnych. I to wszystko za 5,99 zł.
7. Mój największy bubel kosmetyczny: niektóre produkty AVON, ale o tym może już w innym poście...

Wszystkim, którzy tu zajrzą życzę Szczęśliwego Nowego Roku i udanej imprezy sylwestrowej i pamiętajcie, że nieważne czy spędzicie Sylwestra na balu w hotelu pięciogwiazdkowym, na domówce u znajomych czy tak jak ja-przed telewizorem z TVN, ważne aby te nadchodzące dni wykorzystać na maksa i z każdego dnia być zadowolonym. Ja tak właśnie zamierzam żyć w 2014!!!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...