Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcierka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcierka. Pokaż wszystkie posty

3 sprawdzone wcierki na porost włosów

Temat pielęgnacji włosów jest mi bardzo bliski. Lubię je olejować, nakładać wszelakie maski i odżywki, ale z wcierkami mi jakoś nie po drodze. Mimo to udało mi się przetestować kilka kuracji, po których zauważyłam szybszy przyrost i sporą ilość baby hair. Od jakiegoś czasu unikam łykania suplementów na porost, bo one działały nie tylko na włosy na głowie, ale też te na rękach i nogach, poza tym obciążają żołądek. 
Jeśli więc muszę wybrać to wolę wcieranie niż łykanie:) Szczególnie teraz, gdy znudził mi się long bob mam ochotę przyśpieszyć wzrost moich włosów, zapuścić i wybrać jakąś inną i mniej wymagającą fryzurę.

 Maść końska
Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej wcierki, czyli maści końskiej. Kupiłam ją z myślą stosowania na obolałe mięśnie, bo ma działanie rozgrzewające. Po jakimś czasie wyczytałam gdzieś, że może też działać na skórę głowy. 
I rzeczywiście działa:)
Ja wcierałam ją przez około miesiąc na około 40-60 minut przed prawie każdym myciem głowy. To co za każdym się pojawiało to plamy przy linii włosów i delikatne mrowienie. Po umyciu włosów szamponem i nałożeniu odżywki, te efekty uboczne znikały.

Maść ma postać czerwono-różowej galaretki o ziołowym zapachu. Lubię ją najbardziej ze wszystkich, bo jest gotowa w każdym momencie. Nie muszę się bawić w przygotowywanie skomplikowanych papek.
Drożdże
Z drożdży przygotowywałam nie wcierkę, ale maseczkę, której przepis opublikowałam tutaj. Stosowałam ją przez około 5 tygodni, nakładając co tydzień na skalp. Pierwsze efekty pojawiły się po kilku dniach zakończenia kuracji. 
Drożdże też można pić, ale dla osób o wrażliwych nosach i żołądkach to nie jest najlepsza opcja. Chociaż ja je piłam przez miesiąc, rozrabiając z mlekiem i rzeczywiście włosy (i paznokcie) się wzmocniły i zaczęły szybciej rosnąć.
Kozieradka
Na koniec wcierka najmniej przeze mnie lubiana, bo jej przygotowanie zajmuje najwięcej czasu.
Jak przyrządzić wcierkę?
  • 1 łyżkę nasion zalewamy wrzątkiem
  • zaparzamy przez 15 minut
  • przecedzamy, oddzielając nasiona od wywaru
  • przelewamy do buteleczki z aplikatorem, która ułatwi nakładanie
Kiedyś na blogu pisałam, że nie zauważyłam efektów po jej 6-tygodniowym wcieraniu. Dzisiaj już wiem, że na efekty trzeba poczekać i zwykle pojawiają się one po odstawieniu. Potrzeba więc cierpliwości.
Wadą tej wcierki jest na pewno rosołowy zapach i fakt, że trzeba ją przygotowywać co 2-3 aplikację. Zaletą (której nie dostrzegłam przy innych wcierkach) jest przedłużenie świeżości włosów, dzięki czemu mogłam je myć co 3 dni.

Teraz używam olejku na porost z Banii Agafii, którego zdjęcie zamieszczałam na Instagramie (klik) i liczę na spektakularne efekty. Jeśli wrócę do którejś z powyższych wcierek to raczej do maści końskiej. Wiem, że jest też do kupienia w saszetkach, jeśli zniechęca Was takie duże opakowanie. 

Podsumowując:
  • we wcierkach najważniejsza jest systematyczność (najlepiej stosować je przed każdym myciem przez co najmniej miesiąc)
  • pierwsze efekty pojawiają się po zakończeniu kuracji, więc nie należy się zniechęcać
  • każdą wcierkę najlepiej połączyć z masażem skalpu, bo to pobudzi cebulki do wzrostu i poprawi mikrokrążęnie skóry głowy

To tyle w kwestii teoretycznej.
Znacie te wcierki? Stosujecie wcierki w pielęgnacji włosów?

3 x NIE-kosmetyki do włosów

Jestem włosomaniaczką i wcale się z tym nie kryję:) Testuję wiele produktów do włosów-z jednych jestem bardzo zadowolona, inne sprawdzają się średnio, a kolejne to takie, na których się zawiodłam. Dzisiaj pora na 3 kosmetyki z tej ostatniej kategorii. Zaliczają się do niej: stylizator, maska do włosów i wcierka. Pokrótce postaram się wyjaśnić dlaczego z każdym z nich się nie polubiłam.
Póki nie wypróbowałam maski do włosów BingoSpa "Proteiny kaszmiru i kolagen" bardzo żałowałam, że produkty tej firmy są tak słabo dostępne, aż w końcu któregoś dnia trafiłam na super promocję i kupiłam ją przez Internet. Po rabacie kosztowała mnie jakieś 5 zł z groszami za półlitrowe opakowanie. Nie była to jednak transakcja życia.
Nie polubiłam jej za :
  • zapach, który jest zbyt intensywny i przypomina tanie, męskie perfumy
  • skład, w którym mało jest dobroci, które mają rzeczywisty wpływ na kondycję włosów. Poza tym po raz kolejny się przekonałam, że proteiny, a szczególnie keratyna nie jest dla moich włosów
  • działanie, a właściwie jego brak-po jej użyciu włosy są matowe, fale oklapnięte i w ogóle nie widać, że użyłam maski, która ma za zadanie dogłębnie odżywić włosy
  • brak słów od producenta-przyzwyczaiłam się do tego, że na każdym opakowaniu kosmetyki mamy mnóstwo obietnic jaki to genialny produkt przyszło nam kupić. Na tej masce nie ma nic od producenta-poza sposobem użycia, tak jakby sam był niepewny tego co ta maska ma właściwie robić.

Męczę się z nią długo, bo pół litra to jednak sporo nawet jak na moje grube i długie włosy. Zużywam powoli do emulgowania oleju albo jako żel do golenia nóg. W tej roli sprawdza się dobrze, ale i tak zapach przeszkadza.

Kolejny kosmetyk to produkt to stylizacji. Żel do włosów Styling Effect od Joanny kupiłam w czasach kiedy miałam nadzieję, że moje fale dzięki stylizacji będą wyglądały bosko. Niestety, nie udało się to z tym produktem i to właściwie dzięki niemu straciłam zapał do jakichkolwiek prób w tej materii.
 
Po pierwsze i najważniejsze-nie podkreśla i nie utrwala kształtu włosa. Kilkakrotnie dawałam mu szansę, używając na i bez odżywki do spłukiwania, z ugniataniem ręcznym i suszarką z dyfuzorem. Nieważne ile bym go nałożyła to nie zastyga na włosach, dzięki czemu nie mogę go odgnieść i cieszyć się ładnymi falami. Nawet po kilku godzinach włosy są na wpółmokre, a fale smętne i oklapnięte. Następnego dnia włosy nadają się do umycia, bo wyglądają na mocno przetłuszczone.

Zużywam go jedynie do wygładzania baby hair, a i wtedy też nie utrwala tak jak powinien robić to żel. To już taki zwykły, kioskowy za 3 zł radzi sobie z tym lepiej.

Na końcu mamy słynną wcierkę Jantar, która wg producenta jest odżywką. Przez jakiś czas była słabo dostępna stacjonarnie, ale ostatnio ją widziałam w Carrefourze, a ja swoją kupiłam swego czasu w Biedronce za około 9 zł.
Od razu napiszę, że nie przepadam za wcierkami, bo ich nakładanie wydaje mi się kłopotliwe. Nigdy nie wiem kiedy mam jej użyć-czasami przed myciem włosów odpada, bo wtedy są już nieświeże, na skórze głowy zgromadziło się za dużo sebum, które by utrudniło wnikanie wcierki. Po umyciu włosów też niedobrze, bo myję skalp po to, żeby był dłużej świeży, a z tą wcierką jest wręcz odwrotnie. Poza tym włosy są całe mokre i nie wiem, w których miejscach już ją nałożyłam.
 Starałam się dać jej kilka szans i czasu na działanie-nie zadziałała.

  • nie przyśpiesza wzrostu włosów 
  • nie zauważyłam, aby hamowała wypadanie, chociaż u mnie nigdy nie było jakieś nadmierne, nawet po ciąży
  • wzmaga przetłuszczanie-podczas kuracji muszę myć włosy co 2 dni, a nie co 3-jak do tej pory
  • aplikacja jest mega niewygodna i dziwię się, że do tej pory producent nie zmienił opakowania-zamiast szklanej buteleczki z końcówką jak w Amolu, proponuję taką z atomizerem, ewentualnie z pipetą

To tyle. Jak widać-największym zawodem jest dla mnie Jantar. Już nigdy do niego nie wrócę, a jeśli ktoś z Was szuka wcierki na przyśpieszenie wzrostu włosów to polecam maść końską-wiem, że brzmi obrzydliwie, ale nic tak jak ona nie stymuluje włosów do wzrostu. Stosowałam ją dosyć nieregularnie przez miesiąc i moje baby hair mają dzisiaj już około 5 centymetrów:)

Znacie te kosmetyki? Jakie produkty do włosów Was ostatnio najbardziej zawiodły?

Efekty po 6 tygodniach wcierania kozieradki

Skończyłam kilka dni temu wcierać napar z kozieradki w skórę głowy i dzisiaj chcę napisać trochę o efektach. Wreszcie. Kurację zaczęłam z początkiem lutego o czym pisałam tutaj i trwała 42 dni. Starałam się wcierać systematycznie, czyli aplikować napar przed każdym myciem (buteleczką z atomizerem), a czasami nawet pomiędzy myciami, czyli wychodziło jakieś 3-4 razy w tygodniu. Przychodziło mi to z wielkim trudem, bo trochę schodzi się z przygotowaniem naparu, ostudzeniem, zaaplikowaniem tego wszystkiego na skalp, pomasowaniem głowy. Dla bardziej wrażliwych -zapach może też  być nie do zniesienia (kozieradka pachnie jak Maggie lub kostka rosołowa).

Co miało mi to dać?
  • zmniejszyć wypadanie włosów
  • unieść je u nasady
  • zmniejszyć przetłuszczanie
  • wzmocnić włosy
  • wysyp baby hair
A jak było w rzeczywistości?
  • Najbardziej liczyłam na to ostatnie i się trochę zawiodłam. Owszem, trochę nowych włosków  pojawiło się przy linii czoła, ale mają długość ok.4 cm, więc nie chce mi się wierzyć, że tyle urosły w ciągu 42 dni i że to zasługa tego ziółka.
  • Włosy wypadają trochę mniej, ale nie jest to jakaś znaczna różnica. Przed kuracją nie wychodziły mi garściami, raczej ich wypadanie było w normie. Teraz też widzę codzienne ciemne nitki na wannie, więc w tej kwestii też szału kozieradka nie zrobiła.
  • Może trochę uniosły się u nasady (na zdjęciach tego nie widać, bo sfotografowałam włosy nadające się już do mycia).
  • Na pewno nie zmniejszyło się przetłuszczanie, ale z tym też większego problemu przed wcieraniem nie miałam-myłam włosy najczęściej co 3 dni. Raczej bym powiedziała, że przetłuszczanie się wzmogło, ale to prędzej wina kosmetyków do włosów, a nie samej kozieradki.
  • Włosy się rzeczywiście wzmocniły i to jest największy plus całej kuracji. Są bardziej błyszczące i sprężyste u nasady.
  • Zauważyłam przesuszenie skóry głowy. 



Podsumowując:
Liczyłam na bardziej spektakularne efekty tzw. efekt "wow" . Może owego nie zauważyłam, bo nie miałam dużych problemów z włosami przed wcieraniem kozieradki. Nie wypadały nadmiernie, nie przetłuszczały się, z ich objętością  też nie miałam problemu. Chciałam jednak zobaczyć czy to ziółko ma rzeczywiście taką moc i ujrzę gąszcz nowych włosów u nasady.
Eksperyment nie był wart zachodu. 
Myślę, że podobne efekty można uzyskać stosując coś innego, mniej uciążliwego, a większe efekty zauważyłyby na pewno dziewczyny, które rzeczywiście zmagają się z wypadaniem włosów czy ich wzmożonym przetłuszczaniem.
Teraz wcieram olejek z czerwoną papryką z Green Pharmacy i piję drożdże. Jakiś czas temu to właśnie dzięki temu olejkowi pojawiły się nowe włosy, więc liczę na powtórkę z rozrywki.

Wcierałyście kozieradkę? Spróbujecie?

Wcierka z kozieradki-początek 42-dniowej kuracji


Na pewno wiele z Was słyszało o tej wcierce. Kozieradkę kupiłam na długo przedtem, zanim dowiedziałam się, że można ją stosować na włosy. Napar z kozieradki, anyżu i kopru włoskiego miał wzmocnić laktację. W tej sprawie jednak kozieradka się nie sprawdziła, a ja zostałam z torebką pełną nasion. I wtedy natknęłam się na przepis na wcierkę. Stosowałam ją jakiś czasu temu, ale nieregularnie, więc o efektach się nie wypowiem. Teraz jednak mamy nowy miesiąc i od 1-go lutego zaczęłam ją znowu stosować.


Jak ma działać kozieradka?

  • ma zmniejszyć wypadanie włosów
  • unieść je u nasady
  • zmniejszyć przetłuszczanie
  • wzmocnić włosy
Ja liczę jeszcze na przyrost baby hair.

Jak przyrządzić wcierkę?

1 łyżkę nasion zalać niepełną szklanką wrzątku. Zaparzać przez ok.15 minut. Otrzymamy żółtawy, trochę mętny płyn. Przecedzić. Gdy ostygnie przelać do pojemnika, z którego będziemy nanosić wcierkę na włosy. Wiele dziewczyn używa tych po kuracji wzmacniającej z Joanny. Ja jej nie mam, więc przelałam do buteleczki z atomizerem-innej niż na zdjęciu, ale że tamta jest nieprzezroczysta, więc nie ma sensu jej tu pokazywać.

Jak stosować?

Najlepiej codziennie na suche włosy. Ja będę stosować dzień przed myciem głowy i następnego dnia na kilka godzin przed myciem, czyli 4-5 razy w tygodniu. Spryskuję 2-3 razy włosy przy przedziałku i chwilę wcieram. Potem przekładam włosy, robiąc kolejny przedziałek i znowu psikam. I tak całą głowę.
Wolę nie nanosić jej na suche, świeże włosy, kiedy to trzeba wyjść do ludzi, bo zapach wcierki jest...specyficzny. Pachnie jakby kostką rosołową.

No ale w końcu nie o zapach tu chodzi a o działanie. Ja będę stosować ją przez 42 dni razem ze Skrzypovitą, bo na tyle dni mam tabletek. 

Po tym czasie dam znać jak mi poszło i co  zauważyłam.

Używałyście kozieradki? Jakie efekty? A może polecacie jakieś  inne wcierki?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...