Temat pielęgnacji włosów jest mi bardzo bliski. Lubię je olejować, nakładać wszelakie maski i odżywki, ale z wcierkami mi jakoś nie po drodze. Mimo to udało mi się przetestować kilka kuracji, po których zauważyłam szybszy przyrost i sporą ilość baby hair. Od jakiegoś czasu unikam łykania suplementów na porost, bo one działały nie tylko na włosy na głowie, ale też te na rękach i nogach, poza tym obciążają żołądek.
Jeśli więc muszę wybrać to wolę wcieranie niż łykanie:) Szczególnie teraz, gdy znudził mi się long bob mam ochotę przyśpieszyć wzrost moich włosów, zapuścić i wybrać jakąś inną i mniej wymagającą fryzurę.
Maść końska
Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej wcierki, czyli maści końskiej. Kupiłam ją z myślą stosowania na obolałe mięśnie, bo ma działanie rozgrzewające. Po jakimś czasie wyczytałam gdzieś, że może też działać na skórę głowy.
I rzeczywiście działa:)
Ja wcierałam ją przez około miesiąc na około 40-60 minut przed prawie każdym myciem głowy. To co za każdym się pojawiało to plamy przy linii włosów i delikatne mrowienie. Po umyciu włosów szamponem i nałożeniu odżywki, te efekty uboczne znikały.
Maść ma postać czerwono-różowej galaretki o ziołowym zapachu. Lubię ją najbardziej ze wszystkich, bo jest gotowa w każdym momencie. Nie muszę się bawić w przygotowywanie skomplikowanych papek.
Drożdże
Z drożdży przygotowywałam nie wcierkę, ale maseczkę, której przepis opublikowałam tutaj. Stosowałam ją przez około 5 tygodni, nakładając co tydzień na skalp. Pierwsze efekty pojawiły się po kilku dniach zakończenia kuracji.
Drożdże też można pić, ale dla osób o wrażliwych nosach i żołądkach to nie jest najlepsza opcja. Chociaż ja je piłam przez miesiąc, rozrabiając z mlekiem i rzeczywiście włosy (i paznokcie) się wzmocniły i zaczęły szybciej rosnąć.
Kozieradka
Na koniec wcierka najmniej przeze mnie lubiana, bo jej przygotowanie zajmuje najwięcej czasu.
Jak przyrządzić wcierkę?
- 1 łyżkę nasion zalewamy wrzątkiem
- zaparzamy przez 15 minut
- przecedzamy, oddzielając nasiona od wywaru
- przelewamy do buteleczki z aplikatorem, która ułatwi nakładanie
Kiedyś na blogu pisałam, że nie zauważyłam efektów po jej 6-tygodniowym wcieraniu. Dzisiaj już wiem, że na efekty trzeba poczekać i zwykle pojawiają się one po odstawieniu. Potrzeba więc cierpliwości.
Wadą tej wcierki jest na pewno rosołowy zapach i fakt, że trzeba ją przygotowywać co 2-3 aplikację. Zaletą (której nie dostrzegłam przy innych wcierkach) jest przedłużenie świeżości włosów, dzięki czemu mogłam je myć co 3 dni.
Teraz używam olejku na porost z Banii Agafii, którego zdjęcie zamieszczałam na Instagramie (klik) i liczę na spektakularne efekty. Jeśli wrócę do którejś z powyższych wcierek to raczej do maści końskiej. Wiem, że jest też do kupienia w saszetkach, jeśli zniechęca Was takie duże opakowanie.
Podsumowując:
- we wcierkach najważniejsza jest systematyczność (najlepiej stosować je przed każdym myciem przez co najmniej miesiąc)
- pierwsze efekty pojawiają się po zakończeniu kuracji, więc nie należy się zniechęcać
- każdą wcierkę najlepiej połączyć z masażem skalpu, bo to pobudzi cebulki do wzrostu i poprawi mikrokrążęnie skóry głowy
To tyle w kwestii teoretycznej.
Znacie te wcierki? Stosujecie wcierki w pielęgnacji włosów?