Jak już wiecie-męża mam za granicą, jeszcze. Największym plusem całej sytuacji (minusów jest znacznie więcej) jest fakt, że mam teraz swobodę w dbaniu o siebie. To znaczy-kiedy tylko ogarnę synka i tysiąc innych spraw mogę wreszcie bez skrępowania nałożyć jakąś papkę na włosy, przykryć to wszystko eleganckim, foliowym czepkiem i czekać kilka godzin na rewelacyjny efekt.
Nie wiem jak wy, ale ja trochę się krępuje dbać o siebie przy swoim mężczyźnie tzn. chodzić z jakąś mazią oczyszczającą na twarzy albo właśnie z jakąś maską na włosach. Czuję się wtedy taka nieatrakcyjna i rozmemłana:)
Dzisiaj był kolejny dzień kiedy urządziłam małe spa na swojej głowie. W roli głównej wystąpiło siemię lniane. Kilka dni temu zrobiłam sobie wywar z siemienia. Glutek wykorzystałam wtedy w formie żelu do utrwalenia fal, a pozostałości przydały mi się właśnie dzisiaj.
- najpierw zwilżyłam włosy spryskując je wodą
- na około 40 minut nałożyłam glutek na włosy
- po tym czasie dodałam sporą ilość odżywki Deba
- po kilku sekundach dołożyłam jeszcze 2 łyżki oleju z pestek winogron
- odczekałam lekko ponad godzinę
- umyłam włosy szamponem DeBa Volume
- do ostatniego płukania użyłam glutka rozcieńczonego z wodą i powoli polewałam nią włosy
Nie wiem czy będę częściej powtarzać taką złożoną pielęgnację, bo nauczyłam się jednego-jeśli włosy wyglądają dobrze zaraz po naturalnym wyschnięciu, mogę być więcej niż pewna, że następnego dnia będę miała przyklap i przyliz w jednym, więc trochę boję się co będę miała jutro na głowie.
No, a teraz by wypadało, żeby zadbać też o inne części ciała.

