Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farmona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farmona. Pokaż wszystkie posty

Nowości w mojej pielęgnacji twarzy: olejek do demakijażu i płyn micelarny Dermiss

Odkąd dostałam Happy Box od Farmony, do swojej pielęgnacji twarzy włączyłam dwa nowe produkty: olejek i płyn micelarny do demakijażu. Są to dwa pierwsze kroki w wieloetapowym planie pielęgnacji, które proponuje marka Dermiss.
Obydwa produkty mają pojemność 200 ml z wygodną pompką do aplikacji, którą wystarczy przekręcić, żeby mieć pewność, że nic nam się nie wyleje, zapakowane były w osobne tekturowe pudełeczka.
Nigdy do zmywania makijażu nie używałam olejku, więc byłam ciekawa tej nowej konsystencji, no i działania.
Pierwszy raz jednak użyłam go do mycia twarzy, już po zrobieniu demakijażu innym produktem. Pierwsze co zauważyłam, to efekt rozgrzewający jaki odczuwałam podczas rozprowadzania go na zwilżonej cerze. Po zmyciu cera była gładka, nawilżona, delikatna i miękka. Nie pozostawia tłustego filmu czego w przypadku olejku się obawiałam.
W składzie jest olej słonecznika, olejek ze słodkich migdałów, olej arganowy i ekstrakt z bursztynu. Oprócz tego kilka brzydkich jak na moje oko składników.
Konsystencja jest średniogęsta, lekko mętna. Przy rozcieraniu na twarzy zamienia się w gładką emulsję, bez pienienia. Mi wystarczy do umycia buzi 2 pompki.
Polubiłam go do tego celu, natomiast do demakijażu się nie sprawdził.
  • po pierwsze, gdy nakładałam na nasączony wacik, skapywała mi z niego woda, co było denerwujące
  • przy zmywaniu oczu czułam pieczenie i szczypanie, więc nigdy tego demakijażu do końca nie doprowadziłam, żeby nie doprowadzić do łzawienia i megapodrażnienia
  • starałam się zmywać nim twarz i tu żadnego podrażnienia nie czułam
Co dziwne przy myciu nim twarzy nie czułam żadnego szczypania ani podrażnienia oczu, a przy demakijażu piekło bardzo.

Drugim etapem jest użycie płynu micelarnego, ale ja te etapy najczęściej zamieniam-najpierw zmywam makijaż micelem, a potem myję twarz olejkiem.
Z demakijażem radzi sobie naprawdę dobrze-potrzebuję około 3 dobrze nasączonych wacików, żeby usunąć wszystko dokładnie. Przykładam wtedy wacik do oka, przesuwam wzdłuż linii rzęs i to samo powtarzam z drugim okiem, a następnie zmywam resztę twarzy.
Ma przyjemny, orzeźwiający zapach, więc nadaje się też jako tonik do porannego odświeżenia. Nie pozostawia klejącej się warstwy.

 To jeden z lepszych płynów micelarnych jakich używałam i chyba pierwszy z opakowaniem z pompką, co jest bardzo wygodne i chyba teraz będę szukać tylko takich miceli.
Na minus muszę zaliczyć wydajność-po każdym użyciu widać jak go ubywa. 
Micel stosuję przeważnie z olejkiem i o ile olejku mam ponad 2/3 opakowania, micela zostało mi może 1/3, ale to może i lepiej, bo pojawi się w najbliższym denku i będę mogła wyciągnąć coś z moich zapasów.
Podsumowując:
Micel dobrze zmywa makijaż, nie wiem jak będzie z wodoodpornym, bo takiego nie stosuję, olejek jedynie nadaje się do mycia twarzy.
Z tej serii mam jeszcze krem na noc i póki co też jestem z niego zadowolona. Jest jeszcze progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym, ale jego jeszcze nie otwierałam.
Dam Wam znać co z tej serii wypadło najlepiej.

Znacie markę Dermiss? Lubicie olejki do demakijażu?

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy-demakijaż, oczyszczanie, odżywianie

Dzisiaj post z aktualizacją mojej wieczornej pielęgnacji twarzy. 
Chyba pierwszy raz się zdarzyło, że jestem zadowolona ze wszystkich produktów, których aktualnie używam, więc uznałam, że są warte pokazania.
U mnie pielęgnacja twarzy wieczorem podzielona jest na 3 etapy: demakijaż, oczyszczanie, odżywianie. 
Nie zawsze używam wszystkich tych produktów jednego dnia. Czasami po prostu używam micela, żelu do mycia twarzy i kremu, ale gdy mam więcej czasu i ochoty, to wtedy wkracza większy arsenał.
DEMAKIJAŻ:
To najważniejszy u mnie krok i nigdy go nie pomijam. Obecnie zmywam kolorówkę dwoma produktami firmy Dermiss.
  • kremowy olejek-to pierwszy tego typu produkt do mycia, który zdarzyło mi się używać. Można go też używać do mycia twarzy, ale w ten sposób jeszcze nie używałam. Jak przetestuję go dokładnie to napiszę recenzję. Nie odpowiada mi za bardzo warstwa, którą pozostawia, więc dlatego zawsze używam potem jeszcze micela
  • płyn micelarny-jest zaskakująco łagodny, ładnie zmywa, nie podrażnia, można go też używać jako tonik. Podoba mi się też opakowanie z pompką-jest dużo wygodniejsze.
OCZYSZCZANIE:


  • żel węglowy z Bielendy-super produkt, który ładnie matuje, oczyszcza. Jestem z niego bardzo zadowolona. Używam go codziennie wieczorem, czasami również rano. Muszę postarać się o jego szybką recenzję.
  • pasta z Ziaji z serii liście manuka-używam ją 2-3 razy w tygodniu do peelingu, czasami też służy mi jako maska. To pierwszy produkt z Ziaji, który mnie zachwycił
  • płatki peelingujące Isana-gdy nie mam czasu albo siły na dłuższy peeling to po prostu nasączam płatek micelem i przecieram nim twarz. Nie podrażniają i są łatwe w użyciu.
  • Bania Agafii, maska błękitna oczyszczająca na wodzie chabrowej-bardzo lubię te maski, bo są łatwe w użyciu, tanie i świetnie działają. Po tej skóry jest zmatowiona, czysta, odświeżona i gładka.
ODŻYWIANIE/NAWILŻANIE:


  •  żel aloesowy-odkąd go mam stosuję zarówno na włosy pod olej, jak i na twarz, bo świetnie nawilża i koi. Jest świetną bazą pod olej, krem czy serum. Nakładam cienką warstwę, a zaraz po nim kolejny produkt.
  • detoksykujący krem naprawczy, Dermiss-nie jest tłusty, ale jednocześnie treściwy. Nawilża i odżywia. Cera jest gładka, nawilżona i odżywiona. Nie zapycha.
  • Bioderma, Krem pod oczy Sensibio Eye-używam raczej profilaktycznie, bo spektakularnych efektów nie widzę. Nie powoduje łzawienia ani zaczerwienienia. Nadaje się również pod makijaż.
  • Bielenda, serum różane-lubię, ale nie uwielbiam. Nie jest tłuste, wygładza, nawilża, szybko się wchłania, jednak spektakularnych efektów nie zauważyłam. Używam razem z żelem aloesowym i kremem lub olejkiem, około 3-4 razy w tygodniu.
  • Marion, olejek makadamia-najnowszy z całej kolekcji. Lubię go za to jak odżywia moją cerę, jest gładka i rozświetlona. Nie podoba mi się tylko pompka, która się zacina, a jak zadziała to olejek brudzi wszystko dookoła.
Tak jak już pisałam wyżej nie używam tego wszystkiego naraz.
Kilka przykładowych dni z życia mojej cery.
DZIEŃ 1:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem Dermiss i krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 2:
  • demakijaż  olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem pod oczy Bioderma, olejek Marion
DZIEŃ 3:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem Dermiss, krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 4:
  • demakijaż olejkiem 
  • peeling płatkami z Isany nasączonymi płynem micelarnym Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem pod oczy Bioderma, krem Dermiss
DZIEŃ 5:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesy, serum Bielenda, olejek Marion
Tak wygląda moja pielęgnacja. 
Zainteresował Was jakiś produkt?

Mój pierwszy box/Happy Box od Farmony

Cześć!
Kiedy w czwartek zadzwonił domofon i okazało się, że to kurier, cała rodzina spojrzała na mnie podejrzliwie. Broniłam się słowami: "Ale ja naprawdę nic nie zamawiałam!". Chyba mi nie uwierzyli, ale to była akurat prawda. Okazało się jednak, że to i tak przesyłka dla mnie. Byłam mega zdziwiona kiedy po odpakowaniu zobaczyłąm, że to Happy Box od Farmony. Nie spodziewałam się zarówno tej paczki, takiego fajnego opakowania, jak i zawartości. Zresztą zobaczcie same:)

Przesyłka zawierała kompleksowy zestaw do warstwowej pielęgnacji twarzy kosmetykami z linii Dermiss. Jest to seria profesjonalnych kosmetyków tworzących wyjątkowy Rytuał Piękna. 
Brzmi obiecująco i luksusowo, prawda?
Początek rytuału to demakijaż, delikatne oczyszczenie, tonizacja i złuszczenie martwego naskórka. Mają mi do tego posłużyć:

  • kremowy olejek do demakijażu twarzy i oczu
Delikatnie i dokładnie oczyszcza, wzmacnia hydrolipidowy płaszcz naskórka. Zawiera olejek arganowy i migdałowy oraz ekstrakt z bursztynu.


  • nawilżający płtn micelarny do twarzy i oczu
Przywraca prawidłowe PH skóry, a także oczyszcza i usuwa makijaż.


  • progresywny żel złuszczący z kwasem szikimowym
Profesjonalnie i bezpiecznie usuwa martwy naskórek za pomocą kwasu szikimowego i migdałowego.

Po tych trzech krokach pora na :
  • ochronny krem dotleniający
Dotlenia skórę i chroni przed szkodliwym działaniem środowiska. Zawiera aktywator funkcji witaminy D i cellular protect.

Krokiem piątym jest dotleniająca maska regenerująca do twarzy, ale jej nie dostałam. Zamiast tego mam drugi krem, do nocnej pielęgnacji
  • detoksykujący krem naprawczy
Uaktywnia detoksykację skóry i pobudza regenerację komórek. Zawiera niacynamid i cellular protect.

Jestem bardzo ciekawa, szczególnie trzech pierwszych kosmetyków. Jeszcze nigdy nie miałam takiego zestawu do kompleksowej pielęgnacji, który pochodziłby z jednej linii. Biorę się za testy i dam znać jak się poszczególne kosmetyki sprawują.

A Was coś zainteresowało?

Aktualna pielęgnacja włosów

Kiedyś uważałam się za włosomaniaczkę. Gotowanie żelu z siemienia lnianego czy wcieranie maści końskiej w skalp nie uważałam za nic dziwnego. Z czasem ta mania mi przeszła-dzisiaj nadal lubię dbać o swoje włosy, ale już w bardziej konwencjonalny sposób i ograniczam się też w zakupach włosowych produktów. Ciekawi jesteście jak wygląda moja obecna pielęgnacja?
Przed myciem:
Mam 3 produkty, których używam naprzemiennie przed myciem: scrub do skóry głowy z Natura Siberica, olej kokosowy, wcierka Jantar.
  • Scrubu używam raz w tygodniu, zawsze przy myciu silniejszym szamponem. Jest to o wiele wygodniejsza forma niż własnoręcznie przygotowywany peeling cukrowy czy kawowy, ale jednak nie daje mi aż takie oczyszczenia skalpu jak oczekiwałam.
  • Olej kokosowy nakładam około 2 razy w tygodniu. Kiedyś było to przed każdym myciem, ale teraz boję się trochę go użyć jeśli wiem, że rano przed pracą będę myła głowę. Nie zawsze mam pewność, że się domyje. Wcześniej olej kokosowy nie nadawał się do moich włosów, bo miały zbyt wysoką porowatość. Teraz kiedy są zdrowsze, olej ładnie je odżywia, nabłyszcza i wygładza.
  • Wcierki Jantar używam na noc, przed porannym myciem głowy. Niestety u mnie wzmaga przetłuszczanie, więc nie nakładam jej częściej między myciami.

Mycie:
 Do mycia mam obecnie dwa szampony: jeden delikatny i drugi z mocniejszym składem.

  • Z szamponu wzmacniającego z serii Hair Genic z Farmony nie jestem za bardzo zadowolona. Na moich włosach wzmaga przetłuszczanie, więc używam go trochę na siłę, byle zużyć.
  • Szampon Planeta Organica z oliwą z oliwek kupiłam w duecie z odżywką z tej serii prawie rok temu, ale dopiero teraz przyszła na nie kolej. Razem świetnie odżywiają i wygładzają moje włosy. Czuję jak je pielęgnują, poza tym podoba mi się ich opakowanie, grafika i konsystencja.
Odżywki:

 I tu znowu tylko dwie sztuki. Wcześniej to było dla mnie nie do pomyślenia, żeby aż tak się ograniczać:

  • odżywkę Gliss Kur Oil Nutritive używam w dni lenia albo kiedy nie mam czasu na trzymanie odżywki na włosach. To chyba trzecia moja mgiełka tej firmy i dopiero z tej wersji jestem zadowolona-włosy po niej są gładkie, błyszczące i nie przetłuszczają się za szybko.
  • Odżywka z oliwą z oliwek z Planeta Organica-polubiłam tak samo jak i szampon. Niedługo pewnie napiszę recenzję tego duetu. 
Maska:

W tej kwestii to już całkowity minimalizm, bo obecnie w użyciu mam tylko jedną.
  • maska nawilżająca Naturvital pojawiła się już w tym poście. Lubię ją za to jak moje włosy wygladza, dodaje im blasku, a nie tracą przy tym objętości. Są bardzo miękkie. I mimo, że jest to maska silnie nawilżająca, ze względu na obecność soku z aloesu, to nawet używana jesienną porą nie puszy ich.
Serum:
Na końcówki używam serum za 4 zł z Biedronki.
  • serum Maracuja Oil z Biosilk nie jest niestety cudem w tej kategorii. Moich włosów nie wygładza tak jak tego oczekiwałam, ale za 4 zł może być. Używam go raczej profilaktycznie,bo liczę, że taka dawka silikonów zabezpieczy moje włosy przed zniszczeniami.


Mój przykładowy plan pielęgnacji włosów:

DZIEŃ 1
Olej kokosowy na noc
Umycie szamponem Planeta Organica
odżywka Gliss Kur

DZIEŃ 2
Peeling skóry głowy
Umycie szamponem Farmona
maska NaturVital
serum Biosilk na końce

DZIEŃ 3
Olej kokosowy na godzinę przed myciem
Zemulgowanie odżywką Planeta Organica
Umycie szamponem Planeta Organica
Odżywka Planeta Organica

Plan ten jest dosyć minalistyczny, bo odkąd obcięłam włosy na długość do ramion nie wymagają już takiej troski, a raczej nadmiar produktów mógłby im bardziej zaszkodzić nić pomóc.

Podobam się sobie w takiej długości:) Co 2 dni jednak walczę z ich suszeniem i modelowaniem, więc zakupiłam obrotową szczotko-suszarkę z nadzieją, że pomoże mi rano jakoś ogarnąć moje włosy.

Jakie produkty są niezbędne w Waszej pielęgnacji?

P.S. post jest częścią akcji Karoliny #pięknajesienią.

Szampon z olejkami, Farmona "Bamboo & Oils"

Gdy zobaczyłam nową serię "Hair Genic" od Farmony od razu chciałam coś z niej mieć.  Do wyboru była seria nadająca objętość, ochronna i wzmacniająca. Mnie najbardziej zainteresowała ta ostatnia, w skład której wchodzi szampon, odżywka w sprayu i maska. Do zakupu produktów przymierzałam się online, ale trochę szkoda mi było płacić dodatkowo za wysyłkę, kiedy więc ujrzałam szampon" Bamboo & Oils" za niecałe 10 zł w Biedronce, wzięłam bez zastanowienia.
 Do wyboru był jeszcze szampon nadający objętość, ale ja na takową nie narzekam, więc wzięłam ten drugi, bo wzmocnienie zawsze się przyda (a oprócz tego szampon miał też zregenerować i wygładzić włosy). Podejrzewam, że podświadomie ciągnęło mnie też do tytułowych olejków, bo świetnie sprawdzają się w mojej pielęgnacji, czy to twarzy, ciała czy właśnie włosów.
Szampon ma dosyć niestandardową pojemność, bo 410 ml, chociaż na stronie producenta jest butelka 400-mililitrowa. Ma bardzo ładną etykietę, która mi się kojarzy z Naturą, świeżością i wiosną, chyba za sprawą tego bambusa. Butelka ma pompkę, która jest jak dla mnie świetnym wynalazkiem.
Konsystencja jest średniogęsta (potrzebuję 4-5 pompek na moje długie włosy), ma zabarwienie lekkozielonkawe, a zapach świeży, ogórkowy (a może bambusowy?), który utrzymuje się 1-2 dni po myciu. Na mocno zmoczonych włosach obficie się pieni, a piana jest kremowa i delikatna.


Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Polysorbate 20, Parfum (Fragrance), PEG-7 Glyceryl Cocoate, Hydrolyzed Keratin, Sodium Cocoamphoacetate, Propylene Glycol, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Leaf Extract, PEG-18 Glyceryl Oleate/ Cocoate, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium benzoate,
Cetrimonium Chloride, Polyquaternium-10, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Lactic Acid, CI 19140, CI 42090.

Jak widać jest dosyć słabo, patrząc pod względem naturalności:
  • SLES na drugim miejscu, który jest silnym detergentem
  • Zawiera 4 substancje komodogenne, 1 konserwant (Potassium Sorbate), 1 barwnik (CI 19140)i 12 substancji aktywnych
  • Zapach jest wysoko w składzie, a więc składniki po nim występujące są w niewielkich ilościach
  • Tytułowy ekstrakt z liści bambusa jest po zapachu, tak samo jak olejki (z awokado, makadamia i arganowy)

Kupując, widziałam skład, więc się go nie czepiam. Od szamponu o takich składnikach oczekiwałam jednak oczyszczenia włosów z zanieczyszczeń, przedłużenia świeżości, wzmocnienia i wygładzenia, w regenerację nie wierzyłam, wbrew obietnicom producenta.
Moja opinia:
Zacznę od tego, że podoba mi się szata graficzna-kolory, nadruk na etykiecie i opakowanie z pompką, jest bardzo trafione. Zapach też przyjemny, świeży.

A jak z działaniem?

  • nie zauważyłam porządnego oczyszczenia skalpu, ani przedłużenia świeżości włosów, wręcz przeciwnie-może przez te olejki, już na drugi dzień wieczorem włosy nadawałyby się do następnego mycia, a ja myję je co 2-3 dni
  • nie podrażnia i nie przesusza skóry głowy
  • nie plącze przesadnie włosów, nawet bez odżywki dadzą się spokojnie, aczkolwiek powoli rozczesać
  • domywa oleje, już po pierwszym razie i bez wcześniejszego ich emulgowania odżywką
  • użyty solo robi na włosach siano i końcówki w dotyku są niemiłe, brakuje im gładkości i do pełni szczęścia potrzebują porządnej emolientowej odżywki
  • po wyschnięciu włosy są spuszone, a następnego dnia obciążone i przetłuszczone


Podsumowując:


Trochę jestem zawiedziona, głównie przez szerokie obietnice producenta, a rzeczywistość. Szampon ten ani nie wzmocnił mi włosów, ani nie zregenerował. Przekonałam się, że nie każde olejki i nie w każdym produkcie mi służą. Będzie mi się kojarzył z grafiką w zielonej tonacji i szybkim przetłuszczaniem skalpu.

Znacie? Lubicie szampony z olejkami?

3 kosmetyki, których nie kupię ponownie

Czy Wam też ten weekend nadszedł niespodziewanie szybko? Ja jutro wyprawiam urodziny Synka i postawiłam sobie nie lada zadanie-upiec tort urodzinowy na tą okazję. Będzie to mój pierwszy tort w życiu, więc trzymajcie kciuki, żeby się udało. Jak będzie co pokazać, to możecie się spodziewać fotorelacji:)
A tymczasem zapraszam na krótkie recenzje 3 kosmetyków, których już nigdy więcej nie kupię. Nie mogę ich nazwać jednoznacznie bublami, ale w ogóle nie spełniły moich oczekiwań.
Pierwszy kosmetyk z BingoSpa-delikatny krem do twarzy z kolagenem. Niby lekki, ale jednocześnie tłustawy i czuć go długo po nałożeniu na twarzy, co powoduje mój dyskomfort. Ja stosując go czuję lekkie ściągnięcie skóry, brak nawilżenia, często powoduje pieczenie i łzawienie oczu. Dodatkowo ma mało zachęcające opakowanie, brak długotrwałego działania i złotka gwarantującego nienaruszalność kosmetyku. 

Kolejny kosmetyk to produkt Avonu-emulsja do twarzy przywracająca równowagę skóry z ekstraktem z białej herbaty. Skusiła mnie do zakupu promocja 6,99 zł i chęć zaoszczędzenia kilku złotych. Teraz żałuję, bo choć dobrze oczyszcza twarz (nie usuwa resztek makijażu, co obiecuje produceny) to jednak cera jest ściągnięta. Gdy dostanie się do oczu i nosa to powoduje szczypanie i podrażnienie. Podoba mi się opakowanie i chyba zostawię sobie do innych celów.

Na koniec kosmetyk, w którym pokładałam największe nadzieje-Czekoladowy krem do rąk i paznokci z serii Sweet Secret od Farmony. Pisałam Wam o maśle do ciała z tej serii i byłam nim zachwycona. Niestety z masłem łączy go tylko zapach gorzkiej czekolady. Skład jest słaby, bo już na drugim miejscu parafina, kolor kremu biały, a działanie baardzo krótkotrwałe. Gdy jest na dłoniach-są miękkie, gładkie i elastyczne, ale gdy wykonam jakąkolwiek czynność (ścielanie łóżka, zmiana ubrania) odczuwam taki dyskomfort dłoni i ściągnięcie skóry, że muszę ponownie go użyć. Skutkiem czego stosuję go po kilkanaście razy dziennie, a kondycja moich rąk wcale się nie poprawiła.
Na nieszczęście jest też bardzo wydajny.

Wszystkie te kosmetyki kosztowały mniej niż 10 zł i choć w tej cenie mam sporo swoich ulubieńców, do tej trójki na pewno nie wrócę i uważam, że nie były warte wydania na nich tych drobnych, no ale człowiek uczy się na błędach (i na wydanych pieniądzach:)
Znacie te kosmetyki? Macie o nich inne zdanie?

Trzymajcie kciuki za mój tort:)

Farmona, Sweet Secret, czekoladowe masło do ciała

Kto nie lubi czekolady? Ręka w górę! 
Ja baaaaardzo lubię ją jeść, ale do tej pory nie miałam okazji wypróbować kosmetyku o tym zapachu. To się zmieniło gdy w Biedronce kupiłam zestaw Farmona z serii Sweet Secret, który kosztował mnie całe 13,99 zł. W skład zestawu wchodził krem do rąk, żel do mycia ciała i czekoladowe masło, o którym Wam dzisiaj napiszę. Były dostępne jeszcze wersje szarlotkowa i piernikowa.
Na początku wspomnę, że opakowanie niby 225 mililitrów, ale jednak trochę oszukane, bo było wypełnione tylko lekko ponad połowę. Zabezpieczone złotkiem, więc tak jak się należy. Plastikowy słoiczek pozwala na wydobycie produktu do końca.
Konsystencja masła jest bardzo zbita, gęsta, maślana, ale łatwo się rozprowadza na skórze i łatwo nabiera na palce.

Zapach jest naprawdę czekoladowy, ale nie jest to zapach delikatnego musu czekoladowego, ale raczej jakiegoś likieru, bo ma głębokie intensywne nuty, jakby alkoholowe, a może to te pistacje tak pachną?

W składzie już na drugim miejscu masło shea i brak parafiny, za co duży plus,

Pokazywałam go już w ulubieńcach, więc nie trudno się domyślić, że się z nim bardzo polubiłam:)
Lubię go zarówno za zapach, cenę, jak i działanie. Zapach jest idealny na tę porę jaką mamy za oknem, bo przyjemnie otula i umila wieczorne balsamowanie się. Nawet po przebudzeniu jest wyczuwalny na skórze. Mi się on bardzo podoba,  bo jest zmysłowy i ekstrawagancki trochę, ale nawet jak dla mnie-na wiosnę i lato się nie nada.
Masełko jest bardzo wydajne-niewielka ilość wystarczy, żeby wysmarować nim sporą powierzchnię mojego ciała:) W dodatku nie zostawia smug, ani tłustej warstwy, w miarę szybko się wchłania i nie lepi do ubrania.
Skóra po jego użyciu jest delikatna, miękka,gładka i elastyczna. Tak jak obiecuje producent-zapewnia zapach zapewnia dobry nastrój, a samo masełko- uczucie komfortu. Tak je polubiłam, że chyba zacznę się w końcu regularnie balsamować:)

Żałuję, że już nie ma tych zestawów, bo chętnie bym sprawdziła czy szarlotkowe albo piernikowe równie bosko działa.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...