Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

Ile mam szamponów???

Chyba wracam:)
Ostatni wpis na blogu pojawił się w czerwcu, więc prawie pół roku temu. Przez ten czas udzielałam się cały czas na moim Instagramie (na który zapraszam KLIK), ale brakowało mi blogowania i szerszego pisania o kosmetykach.
Planuję, żeby posty pojawiały się 2-3 razy w tygodniu. Już nawet zrobiłam sobie plan postów z miesięcznym wyprzedzeniem, mam nadzieję, że mój zapał nie okaże się słomiany.
A tymczasem w dzisiejszym poście wyjawiam prawdę o swoim chomikowaniu i zbieractwie. Pokażę Wam ile mam szamponów, ten post będzie początkiem serii. Zamierzam pokazać też arsenał odżywek, masek do włosów, maseczek do twarzy, olejków itp. i odkryć wszystkie karty.
Jak łatwo policzyć, na poniższym zdjęciu znajduje się 7 szamponów. Z czego dwa w użyciu (w tym jeden na wykończeniu).

Po co mi aż tyle?
Sama nie wiem. Ale chyba wiecie jak to jest-tu promocja, tam jakaś zniżka i to poczucie, że super okazja przechodzi mi koło nosa. I tak się właśnie uzbierało. Wszystkie kupiłam na promocji. Jakoś nie umiem kupować w regularnej cenie, a te kilka złotych taniej zawsze kusi.
Szampony podzieliłam na te delikatne i mocniejsze.

Delikatnymi myję włosy na co dzień tj. co 2-3 dni. Nimi też zmywam oleje. Aktualnie po wielu miesiącach wróciłam do Alterry i o ile z wersji z aloesem i granatem nie byłam zadowolona to ta z kakao i baobabem spisuje się bardzo dobrze, może dlatego, że zaczęłam myć głowę dwa razy i emulgować wcześniej olej maską.
W promocji kosztował 6,99 zł. Sprawia, że włosy są miękkie, lekkie, ale też nawilżone i błyszczące. Nie przyśpiesza przetłuszczania, co często się u mnie zdarzało w przypadku bardziej naturalnych szamponów.
Szampon Cien z Lidla kupiłam chyba za 4,99 zł z myślą o sobie, ale myślę, że będą go też używać moje dzieci, gdy wykończą swój obecny. Jest to szampon dla dzieci właśnie z ekstraktem z rumianku, więc może delikatnie rozjaśniać włosy, ale nie potwierdzę, bo jeszcze nie używałam.

Z kolei szampon do włosów łamliwych i rozdwajających się z Natura Estonica kupiłam w Tesco za około 10 zł. U Was też jest taka półka z przecenionymi kosmetykami? (Swoją drogą wczoraj kupiłam tam peeling z Bioamare za 5,99).
Cena za taką butlę wydała mi się atrakcyjna, a pamiętam, że bardzo lubiłam tonik do twarzy z tej firmy, więc mam nadzieję, że i szampon się sprawdzi.


Przechodzimy teraz do drogeryjnych z mocniejszymi składami. 
Szampon micelarny Nivea kupiłam kiedyś w Rossmannie na promocji 2+2 na pielęgnację włosów i jest megawydajny, na szczęście już mi się kończy. Nie znaczy to, że nie jestem z niego zadowolona, ale wolałabym zacząć używać już czegoś innego. Spodziewałam się po nim mocniejszego oczyszczenia. Podoba mi się zapach.
Z kolei węglowy z Bielendy był na ostatniej szansie w Hebe za około 8 złotych, no to wzięłam, tym bardziej, że chciałam go kiedyś kupić online. 
Na ten z Vitalise zwróciłam kiedyś uwagę w Biedronce, bo zupełnie nieznana mi to marka. Jak zobaczyłam pod czytnikiem, że kosztuje 3,99 zł to nie zastanawiałam się tylko wzięłam. W składzie zamiast SLS zobaczyłam ALS i myślałam, że jest z tych delikatnych, ale dziewczyny na Insta już mnie oświeciły, że nie jest.Trudno.
Bardzo polubiłam szampon z miodem z Schaumy, więc dokupiłam inny z tej żelowej serii Nature Moments. Ten jest z wodą kokosową i lotosem. Mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze.
Życzyłabym sobie, żeby wszystkie te szampony okazały się niewydajne i żebym szybko mogła kupić jakiś nowy, chociaż na to się nie zanosi w przeciągu pół roku, albo i więcej:/

A Wy ile macie szamponów? Przyznajcie się:)

Szampon regenerujący Hairmilk-kolejne zaskoczenie od Nivea

Hej!
Kosmetyków Nivea używałam kilka lat temu gdy nie miałam świadomości, że istnieją jakiekolwiek inne poza tymu drogeryjnymi. Wtedy jakoś nie zwracałam uwagi czy coś mi pasuje czy nie-po prostu miałam np. szampon i go używałam kiedy włosy były nie świeże. Nie zastanawiałam się skąd się bierze szybsze przetłuszczanie włosów albo swędzenie skóry głowy. Właśnie wtedy używałam szamponów Nivea, które były mocno perłowo-kremowe, ale po zdobyciu większej świadomości i odkryciu żelowych formuł albo bardziej naturalnych składów, przestałam je kupować.


Jakiś czas temu kupiłam mus pod prysznic Nivea i byłam zaskoczona jak zmieniły się ich kosmetyki na plus, dlatego skusiłam się też i na szampon regenerujący Hairmilk do włosów normalnych. 
Występuje on w 3 wersjach: do włosów cienkich, normalnych właśnie i grubych. Do kompletu można również kupić tradycyjną odżywkę i taką w sprayu dedykowaną do typów włosów. Ja kupiłam go w promocji za niecałe 9 złotych.
Czy ten szampon podtrzymuje moją dobrą opinię o nowej odsłonie kosmetyków Nivea? Tak.

Nie ma co się oszukiwać, ale skład drogeryjnym pozostaje. Mamy tu wprawdzie Eucerit, o którym wspomina na etykiecie producent, który jak się okazuje jest emolientem uzyskiwanym z lanoliny. Tworzy on warstwę okluzyjną i daje pośrednie działanie nawilżające. Są też proteiny mleka dosyć wysoko w składzie. Oprócz tego nic wartościowego w składzie nie znalazłam.
Zapach jest charakterystyczny dla produktów Nivea.

Kremowa konsystencja w wielu przypadkach mi przeszkadzała-obciążała włosy, sprawiała, że były ciężkie i szybko wyglądały na przetłuszczone. Tu kremowa formuła jest lżejsza i mniej inwazyjna. Pieni się obficie, łatwo rozprowadza się go na włosach. Mam wrażenie, że podczas mycia staje się ich jakby więcej i rosną w dłoniach.
Już podczas zmywania czuję, że włosy są miękkie, gładkie, ale nie obciążone. Dadzą się rozczesać bez wyrywania i szarpania. Od razu odczuwalne jest wygładzenie włosów, ale bez obklejenia. Po wyschnięciu są błyszczące, miękkie w dotyku, wyglądają na zdrowe i zadbane.  Wyglądają dobrze nawet po naturalnym wyschnięciu, co rzadko się zdarza moim nieogarniętym falom. Szampon świetnie niweluje puszenie się włosów. Nie zauważyłam ani swędzenia skalpu, ani szybszego przetłuszczania, wręcz przeciwnie-mogę myć włosy nawet co 3 dni. 
Czy regeneruje? Wizualnie tak-wyglądają na zregenerowane, zdowe, znikają suche końce i spuszone kosmyki. W rzeczywistą regenerację nie wierzę i przestałam nabierać się na te wybujałe obietnice producentów. Ważne, że po tym szamponie wyglądają świetnie i są przez dłuższy czas świeże.
Podsumowując:
Bardzo polubiłam ten szampon, aż jestem zdziwiona, że wyszedł on spod ręki Nivea. Jedyne do czego można się przyczepić to wieczko, które ciężko jest otworzyć, szczególnie mokrymi rękoma, ale działanie jest świetne. Myślę, że to świetna opcja dla dziewczyn, które borykają się z puszącymi i niesfornymi włosami.

Znacie? Lubicie produkty Nivea?

Scrub do skóry głowy z Natura Siberica

We włosomaniaczych czasach naczytałam się jak ważne jest dbanie nie tylko o włosy, ale też i o skórę głowy, wszak od stanu cebulek zależy co z nich wyrośnie. Wtedy też zapragnęłam mieć jakiś gotowy peeling do skóry głowy. Kiedyś przygotowywałam domowy kawowy i cukrowy. Działały dobrze, ale kłopotliwe było ich przygotowywanie i stosowanie. Pomyślałam, że z gotowym w tubce będzie łatwiej, więc zamówiłam online rokitnikowy scrub do skóry głowy z Natura Siberica.
Kosztował około 20 złotych i zamknięty jest w plastikowej tubie z zakrętką w kolorze złotym. Całość wygląda przyjemnie dla oka. 
Skład scrubu jest bogaty, bo zawiera sporo olejków, już na trzecim miejscu w składzie zmielone łupiny orzeszków cedrowych. Ogólnie skład jest bogaty i ma szansę rzeczywiście zadziałać peelingująco na skórę głowy. 
Konsystencja zawiera sporo drobinek. Jest w formie brązowego żelu, który łatwo wydobyć z opakowania.
Jak go używałam?
Ponieważ nie mam prysznica, moczyłam delikatnie włosy u nasady nad wanną i dzieliłam na przedziałki. Na ramiona musiałam położyć ręcznik, bo woda kapała. Na każdy przedziałek nakładałam niewielką ilość scrubu i masowałam. Pieniło się w niewielkim stopniu. Resztę włosów związywałam i czekałam kilka chwil. Dało się odczuć delikatne mrowienie. Po kilku minutach zmywałam szamponem. Drobinki wypływały z włosów, czasami nawet jeszcze przy spłukiwaniu odżywki, więc cierpliwość przy spłukiwaniu tego scrubu jest wskazana.

Po takim zabiegu skóra głowy była oczyszczona, a jednocześnie nawilżona i ukojona. Miałam wrażenie, że dużo lepiej wchłania wcierki i że w ogóle jest zadbana i zdrowsza, a cebulki odżywione i zadowolone. Po żadnym szamponie nie miałam tak głębokiego uczucia oczyszczenia.
Odkąd go stosuję mniej mi się przetłuszczają włosy, nie pojawił się łupież, chociaż już dawno z nim problemów nie miałam. 
Włosy ładnie odbijają się od nasady.
Podsumowując:
Z działania i efektów jakie daje jestem zadowolona, ale jego użytkowanie jest dla mnie problematyczne. Podobnie działało serum z  Bionigree, a miało o niebo wygodniejszą formę buteleczki z pipetą, z której płyn można było nanieść dużo łatwiej na skórę głowy i zostawić na noc.
Ten polecam raczej dla osób, które mają prysznic do stosowania go podczas kąpieli.

Stosujecie peelingi do skóry głowy?

3-minutowa odżywka Pantene

Na moim blogu swego czasu przeważały tematy włosowe, ale tak naprawdę trudno było mi napisać recenzję kosmetyku do ich pielęgnacji, bo większość okazywała się średniakami. Kiedy odpuściłam włosomaniactwo zaczęłam trafiać na więcej interesujących kosmetyków do stosowania na włosy. Kilka tygodni temu kupiłam odżywkę Pantene 3-minute miracle, bo spodobało mi się jej złote opakowanie i czytałam sporo pozytywnych opinii. Czy ja je podzielam? I czy w ogóle jest możliwe dokonanie cudu na włosach w zaledwie 3 minuty i czy w takim czasie odżywka może zadziałać jak najlepsza maska do włosów?
To mój pierwszy produkt od Pantene od bardzo dawna, właściwie to nie pamiętam czy kiedykolwiek i jaki kosmetyk tej firmy miałam. 
Za pojemność 200 ml odżywki trzeba zapłacić w cenie regularnej 15 zł, ale jak na każdy kosmetyk tak i na nią często są promocję. I można kupić już za około 10 złotych. 
Dostępne jest jej 5 wariantów. Ja mam Intense Repair, ale można też kupić Moisture, Aqua Light czy Volume. 
Złota tubka wygląda elegancko i jakby luksusowo, ale plastik jest giętki i wygina się na wszystkie strony, więc obawiam się, że będzie problem z wydobyciem resztek odżywki.

W składzie nie widzę żadnych cennych składników, ale chyba tego można się spodziewać po typowo drogeryjnej marce.
Konsystencja jest dosyć gęsta o pięknym słodkim zapachu. Mi przywodzi na myśl jakieś cukierki i nie spotkałam go jeszcze w żadnym kosmetyku.Zapach zostaje na włosach jeszcze kilka godzin po wyschnięciu. Ja nakładam odżywkę na odsączone włosy na kilka minut po tym czasie dokładnie ją spłukuję.
Plusy:

  • ułatwia rozczesywanie i stylizację włosów
  • świetnie niweluje puszenie moich średnioporowatych fal
  • włosy są błyszczące, gładkie i miłe w dotyku
  • ujarzmia niesforne kosmyki i włosy wyglądają jak po wyjściu od fryzjera
  • po 3 minutach, spłukaniu i wysuszeniu otrzymujemy efekt WOW
  • ładny zapach
  • eleganckie opakowanie
Niestety odżywka:
  • wymaga długiego spłukiwania
  • włosy szybko wyglądają na obciążone i następnego dnia nadają się do mycia, a z natury moje włosy są gęste
  • na moje włosy za ramiona wystarczy może na 10 aplikacji

Podsumowując:
Odżywka byłaby naprawdę świetna, gdyby nie fakt, że obciąża włosy. Dziewczyny, które i tak myją je codziennie powinny być z niej zadowolone, bo efekty wizualne zaraz po myciu są zachwycające i myślę, że taki efekt miał na myśli producent pisząc o sile maski w odżywce do codziennego stosowania. Ja jednak poszukam czegoś lżejszego, a tak samo wygładzającego. Może wersja Aqua Light byłaby bardziej odpowiednia?

Znacie? Lubicie Pantene?

Coś do pielęgnacji skóry głowy

 Kiedy kilka miesięcy temu czytałam pozytywne recenzje serum oczyszczającego do skóry głowy z Bionigree zazdrościłam dziewczynom, że miały okazję je używać, aż i na mnie przyszła kolej, gdy otrzymałam propozycję przetestowania tego produktu. Czy moja opinia też będzie pozytywna?
O tym, że o skórę głowy trzeba dbać tak samo jak i o włosy wie chyba już każdy. Do tej pory używałam peelingów (domowych lub gotowych), ale denerwowały mnie drobinki, które ciężko było wypłukać z długich włosów. 
Tu mamy płynne serum wlane do szklanej buteleczki z pipetą i dodatkowo zapakowane w pudełko.
Producent zaleca użycie zawartości tylko dwóch pipet, ale dla mnie to zdecydowanie za mało. 
Ja dzielę włosy przedziałkami i na każdy używam jednej pipety, potem wykonuję krótki masaż.
Używam 2-3 razy w tygodniu, najczęściej na całą noc, ale zdarza się też na 1-2 godziny przed myciem.

Podczas aplikacji odczuwalne jest mrowienie i schłodzenie skóry głowy. Pachnie jak amol, albo inny tego typu ziołowy kosmetyk. Trzeba uważać, żeby produkt nie dostał nam się do oka, bo wtedy bardzo piecze i pozbyć się tego jest trudno.
Serum dedykowane jest dla osób z łupieżem i łuszczycą. Moim jedynym problemem skóry głowy jest szybkie przetłuszczanie. Zauważyłam przy jego regularnym stosowaniu:

  • uniesienie włosów u nasady
  • przedłużenie świeżości włosów
  • niesamowitą świeżość i czystość skóry głowy, która wydaje się idealnie przygotowana na przyjęcie wcierek, zwiększając ich wchłanianie

Ma pojemność 100 ml i trzeba je zużyć w przeciągu 4 miesięcy od otwarcia, więc warto używać z kimś na spółkę, żeby nie wyrzucać.

Podsumowując:
Jestem z tego serum bardzo zadowolona-podoba mi się jego formuła, która działa tak jak peeling, ale jest dużo łatwiejsza w aplikacji. 
Firma Bionigree oprócz ww. serum wyprodukowała też to pobudzające włosy do wzrostu i mam nadzieję, że kiedyś dane będzie mi je wypróbować i napisać równie pozytywną recenzję.

Znacie? Jak dbacie o skórę głowy?

Nowa seria Schauma Nature Moments-szampon i odżywka

Schauma to firma, którą do niedawna omijałam szerokim łukiem. Jakieś 10 lat temu miałam od nich szampon o perłowej poświacie, po którym niemiłosiernie swędziała mnie głowa i odżywkę sprayu, która bardzo przetłuszczała włosy.
Nie wiem więc dlaczego gdy pojawiła się nowa seria Nature Moments zapragnęłam coś z niej mieć-może to te soczyste kolory grafiki tak mnie skusiły.
Najpierw kupiłam szampon o pojemności 400 ml za 7,99 zł. Zaczęłam go jednak używać dopiero gdy kupiłam odżywkę do kompletu za 5,99 zł.

Mam wersję wzmacniającą z ekstraktem z miodu i olejem z opuncji figowej, ale do wyboru są jeszcze 3-do włosów farbowanych z soczystą maliną i olejem słonecznikowym, do zniszczonych z rozdwajającymi się końcówkami z aloesem i oliwą z oliwek, do cienkich i bez objętości z ziołami prowansji i lawendą. 
Szampon nie ma delikatnego składu, ale działa świetnie. Nie zawiera silikonów, ani sztucznych barwników.

  • ma żelową konsystencję, którą ją najbardziej preferuję w szamponach
  • obficie się pieni, przez co dokładnie oczyszcza włosy bez przesuszenia 
  • domywa oleje i produkty do stylizacji, pomimo zawartości olejków w składzie (z opuncji figowej i pestek moreli)
  • nie plącze włosów
  • włosy są błyszczące, nawilżone, lejące się i rzeczywiście wyglądają na mocniejsze i zdrowsze, więc obietnica producenta o wzmocnieniu (przynajmniej wizualnym) się potwierdza

Niestety, nie jest zbyt wydajny. Używała go czasami moja mama i ubywało go z każdym myciem.
Odżywka ma pojemność 200 ml i zapachem (miodow, słodki) przypomina mi tą z Ultra Doux "Awokado i Masło Karite". W działaniu również.
W składzie jest pantenol, keratyna, ekstrakt z miodu, olej z pestek moreli i olej z opuncji figowej, tak samo jak w szamponie.
  • ma średnio gęstą konsystencją, łatwo rozprowadza się na włosach, wnikając w nie, wystarczy niewielka ilość na moje półdługie włosy
  • łatwo wydobywa się z opakowania
  • włosy łatwo się rozczesują
  • są miękkie, nawilżone i odżywione, ładnie się układają
  • razem z szamponem sprawia, że moje włosy są super gładkie, sprężyste, puch okiełznany i aż chce się je dotykać
  • może zbyt obciążać i przetłuszczać cienkie włosy-moje takie nie są, więc jestem z niej zadowolona
  • nie wiem czy wzmacnia-ciężko to stwierdzić o odżywce, którą nie nakłada się na skórę głowy

Podsumowując:
Aż sama się dziwię, że tak jestem zadowolona z tego duetu. Szukałam ulubieńców wśród naturalnych produktów, ale z żadnego nie byłam w stu procentach zadowolona. Dopiero te drogeryjne kosmetyki niemieckiej firmy zadziałały u mnie świetnie, tak że ja jestem zadowolona i moje włosy również.
Chętnię wypróbuję inne warianty z tej serii-najchętniej ten z aloesem i oliwą z oliwek.

Znacie tą serię? Lubicie Schaumę?


3 kosmetyki do włosów: bubel, średniak i hit

Cześć!
Do niedawna moim ulubioną kategorią urodową była pielęgnacja włosów. Rzadko jednak trafiałam na kosmetyki, które mnie zachwyciły i najczęściej w ulubieńcach żadnego włosowego kosmetyku nie było. Dzisiaj chciałam pokazać trójkę produktów, które obecnie używam, ale tylko jeden z nich mogę zaliczyć do hitów. Czy będzie to poniższy szampon, maska czy olejek? 
Zobaczcie:
Zacznę od szamponu. Zestaw kosmetyków Gzel  for Natura Siberica, składający się z szamponu właśnie, odżywki i peelingu do ciała spotkałam w grudniu zeszłego roku w Tesco. Ponieważ zbliżały się Święta zażyczyłam sobie ten zestaw pod choinkę. Od ponad miesiąca używam dwóch kosmetyków do włosów z tej serii i cóż tu dużo mówić-jestem rozczarowana.
Szampon "Carskie Jagody" zawiera łagodne składniki myjące i sporo ekstraktów. Za te carskie jagody są uznawane: żurawina północna, malina moroszka i rokitnik.
Jest on przeznaczony do wszystkich rodzajów włosów, w tym moich-normalnych, ale dosyć grubych i falowanych, ale nie spisuje się dobrze.
  • przede wszystkim nie czuję oczyszczenia skóry głowy ani włosów po jego użyciu-nawet gdy użyję go dwukrotnie
  • nie zmywa oleju-od razu po olejowaniu czuję, że są postrączkowane i niedomyte
  • niby nawilża włosy, ale u mnie to jest raczej przenawilżenie-włosy są długo mokre, od razu gładkie, ale ta gładkość szybko przeradza się w przetłuszczenie i jeśli bym się bardzo uparła musiałabym myć włosy codziennie, żeby być z nich zadowolona
Może sprawdzi się na włosach bardziej puszących się i zniszczonych, wtedy rzeczywiście może je wygładzić, ale i tak myślę, że konieczne byłoby codzienne mycie.

Jedyne co mi się w nim podoba to jagodowy zapach i żelowa konsystencja. Męczę się z nim okropnie. Odżywka też nie zachwyca tj. nie robi nic spektakularnego z moimi włosami, ale ją mogę zużyć do depilacji, jako baza pod olej albo do jej emulgowania. Ale co zrobić z nielubianym szamponem? Nie mam pomysłu.
Średniakiem z całej trójki okazała się maska do włosów suchych i zniszczonych z O'Herbal. Do jej zakupu skusił mnie ekstrakt z lnu, który dotychczas dobrze sprawdzał się w mojej pielęgnacji. Maska ma półlitrową pojemność i jest wydajna. Producent zaleca trzymanie jej tylko 2 minuty na włosach, co dla mnie jest nie do pomyślenia w przypadku takiego produktu. No, ale trzymałam zarówno te przykazane 2 minuty, 15 minut, jak i pół godziny pod czepkiem. 
Za każdym razem efekty nie powalały. 
 
Od maski oczekuję:
  • wygładzenia włosów
  • uczucia mięsistości i uelastycznienia
  • poczucia regeneracji, chociażby wizualnej
  • podbijania skrętu włosów
Ta maska:
  • puszy włosy
  • nadaje im słabego blasku
  • nie regeneruje, nie uelastycznia
  • nie daje uczucia mięsistości, które tak bardzo lubię
Do moich normalnych włosów jest za słaba, więc podejrzewam, że do suchych i zniszczonych tym bardziej się nie sprawdzi.

Nie wiem, może niepotrzebnie traktuję moje włosy jako suche i zniszczone, bo teraz zauważyłam, że raczej mam problem z ich przetłuszczaniem się u nasady, a nie przesuszonymi końcówkami.

 Na koniec prawdziwy hit z Isany-lekki olejek do włosów. W promocji kosztował mnie 8,99 zł za 100 ml. Można go stosować zarówno do olejowania i jako typowe serum na końce, chociaż producent widzi w nim 4 zakresy pielęgnacyjne. 
W składzie zawiera olejek z awokado, babassu i abisyński, chociaż jak na moje oko są tam też silikony.
 Sprawdziłam go do olejowania i nie byłam zadowolona-głównie dlatego, że ma dosyć gęstą konsystencję i nie czułam wnikania pomiędzy włosy, a jedynie ślizganie się po wierzchu. Jednak jeśli nie mam ochoty na smalec na włosach i typowe olejowanie, to używam właśnie tego olejku na mokre włosy przed myciem, żeby cokolwiek im dać.
Bardzo natomiast jestem zadowolona z tego jak działa na mokre włosy.

  • nakładany po myciu sprawia, że są miękkie, gładkie i błyszczące
  • gdy je suszę-zmniejsza elektryzowanie i robi je miękkie i gładkie w dotyku
Wygładza suche końcówki i sprawia, że wyglądają na zadbane i zdrowe. Nie obciąża i nie przyśpiesza przetłuszczania, a zawsze mam taką obawę w przypadku olejków stosowanych po myciu.

Jego największą zaletą jest niesamowita wydajność w stosunku do ceny. Na moje półdługie włosy wystarczy niecała pompka. Używam go od około 3 miesięcy, a nie ubyło nawet połowy. Podejrzewam, że prędzej mi się znudzi niż go wykończę. 


 Jak łatwo się domyślić z całej trójki mogę polecić jedynie olejek z Isany. Ja bardzo lubię kosmetyki tej firmy, bo są tanie, dostępne w każdym Rossmannie i zazwyczaj się dobrze u mnie sprawdzają. Jest dostępny też inny wariant tego olejku-z ochroną przed ciepłem.

Znacie powyższe produkty?

Kosmetyki Isana-minirecenzje

Isana to marka dostępna wyłącznie w Rossmannie. Charakteryzuje się tym, że jej kosmetyki są tanie w cenach regularnych, a dodatkowo bardzo często są na nie promocje, więc większość można kupić za mniej niż 10 zł. 
Nie każdemu ta firma może pasować. Ja jedynie źle wspominam krem do rąk z aloesem, który był bardzo wodnisty i żel do demakijażu, który podrażniał oczy i nie zmywał do makijażu. Z innych jestem zadowolona.
Obecnie mam w swojej kolekcji 11 ich kosmetyków, więc postanowiłam przygotować krótkie recenzje. 
Zapraszam na post te z Was, które nie lubią wydawać dużo pieniędzy na kosmetyki.
Pielęgnacja twarzy:
Tu mam jedynie jeden produkt i szczerze mówiąc inne z tej kategorii mnie nie kuszą.
  • płatki peelingujące mają po jednej stronie drobinki, które mają moc:) Kiedy nie mam ochoty ani czasu na peeling twarzy, używam ich razem z tonikiem lub płynem micelarnym, omijając okolice oczu. Fajne są i warto je kupić w promocji, bo cena regularna to ponad 8 zł za 35 sztuk.

 Pielęgnacja włosów:
Tu nazbierałam najwięcej.

  • szampon i odżywka do włosów kręconych-oba są w tubie, która jest bardzo wygodna w używaniu. Nie zauważyłam znaczącego wpływu na skręt moich włosów, ale to chyba dlatego, że obcięte są teraz na prosto. Szampon jednak lubię za to, że dobrze oczyszcza skórę głowy, dzięki czemu włosy są świeże przez 2 dni.
  • maska nawilżająca 13 w 1-produkt bez spłukiwania, który kupiłam na ostatniej promocji 1+1. Użyłam ją dwa razy i widzę jak świetnie podkreśla moje fale, sprawiając, że są gładkie i zdefiniowane. Już nie mogę się doczekać jakie efekty będą, gdy trochę wycieniuję włosy, co mam zamiar zrobić w przyszłym tygodniu.
  • lekki olejek do włosów-można go stosować zarówno do olejowania przed myciem, jak również jako serum na końcówki. Jako serum sprawdza się naprawdę świetnie-nie obciąża, wygładza, nadaje blasku. Do olejowania moim zdaniem jest za słaby, bo nie czuję, żeby wnikał we włosy, a tylko pokrywa je grubą warstwą.

 Stylizacja włosów:

  • lakier do włosów-do utrwalania rozpuszczonych włosów moim zdaniem jest za mocny, bo skleja i usztywnia. Ja go stosuję jednak tylko do wygładzania pojedynczych kosmyków, po związaniu włosów w koka. I tu jestem zadowolona
  • suchy szampon do brązowych włosów-to mój pierwszy produkt do ciemnych włosów i chyba teraz będę kupowała tylko tanie, bo nie zostawia białego nalotu, który czasem jest niemożliwy do wyczesana. Poza tym odświeża i unosi włosy.
  • spray termoaktywny-używam razem z suszarką. Sprawia, że włosy są gładkie, nieelektryzują się i nadaje im elastyczności.

 Do kąpieli:

  • płyn do kąpieli na dobranoc-duży i tani. Przyjemny, bo wytwarza dużo piany. Nie wysusza, ale też nie pielęgnuje, no i nie daje relaksu jaki oczekiwałam, może przez ten niepokojący i nienaturalny fioletowy kolor.
  • płyn do kąpieli Orange Heaven-jedyny produkt, który jeszcze leży nienapoczęty, ale też kupiłam go podczas promocji 1+1. Skusił mnie żelową konsystencją i pięknym pomarańczowym kolorem.
  • kremowo olejowy peeling pod prysznic-lubię, bo delikatnie ściera naskórek, nie pozostawia tłustej warstwy i nie wysusza.
  • olejek pod prysznic-słynny już. Użyłam go dwa razy do kąpieli i na razie nie wiem co o tym myśleć. Wiem na pewno, że świetnie radzi sobie z domywaniem pędzli i gąbek z kolorowych kosmetyków i w takim celu pewnie go będę używać.

To tyle. Jak widzicie sporo tego jest. Mam jeszcze ochotę na wypróbowanie mleczka do ciała z olejkiem migdałowym i masełka do ust, które będzie dostepne od kwietnia. 

Lubicie Isanę? Macie swoich ulubieńców z tej marki?

3 sprawdzone wcierki na porost włosów

Temat pielęgnacji włosów jest mi bardzo bliski. Lubię je olejować, nakładać wszelakie maski i odżywki, ale z wcierkami mi jakoś nie po drodze. Mimo to udało mi się przetestować kilka kuracji, po których zauważyłam szybszy przyrost i sporą ilość baby hair. Od jakiegoś czasu unikam łykania suplementów na porost, bo one działały nie tylko na włosy na głowie, ale też te na rękach i nogach, poza tym obciążają żołądek. 
Jeśli więc muszę wybrać to wolę wcieranie niż łykanie:) Szczególnie teraz, gdy znudził mi się long bob mam ochotę przyśpieszyć wzrost moich włosów, zapuścić i wybrać jakąś inną i mniej wymagającą fryzurę.

 Maść końska
Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej wcierki, czyli maści końskiej. Kupiłam ją z myślą stosowania na obolałe mięśnie, bo ma działanie rozgrzewające. Po jakimś czasie wyczytałam gdzieś, że może też działać na skórę głowy. 
I rzeczywiście działa:)
Ja wcierałam ją przez około miesiąc na około 40-60 minut przed prawie każdym myciem głowy. To co za każdym się pojawiało to plamy przy linii włosów i delikatne mrowienie. Po umyciu włosów szamponem i nałożeniu odżywki, te efekty uboczne znikały.

Maść ma postać czerwono-różowej galaretki o ziołowym zapachu. Lubię ją najbardziej ze wszystkich, bo jest gotowa w każdym momencie. Nie muszę się bawić w przygotowywanie skomplikowanych papek.
Drożdże
Z drożdży przygotowywałam nie wcierkę, ale maseczkę, której przepis opublikowałam tutaj. Stosowałam ją przez około 5 tygodni, nakładając co tydzień na skalp. Pierwsze efekty pojawiły się po kilku dniach zakończenia kuracji. 
Drożdże też można pić, ale dla osób o wrażliwych nosach i żołądkach to nie jest najlepsza opcja. Chociaż ja je piłam przez miesiąc, rozrabiając z mlekiem i rzeczywiście włosy (i paznokcie) się wzmocniły i zaczęły szybciej rosnąć.
Kozieradka
Na koniec wcierka najmniej przeze mnie lubiana, bo jej przygotowanie zajmuje najwięcej czasu.
Jak przyrządzić wcierkę?
  • 1 łyżkę nasion zalewamy wrzątkiem
  • zaparzamy przez 15 minut
  • przecedzamy, oddzielając nasiona od wywaru
  • przelewamy do buteleczki z aplikatorem, która ułatwi nakładanie
Kiedyś na blogu pisałam, że nie zauważyłam efektów po jej 6-tygodniowym wcieraniu. Dzisiaj już wiem, że na efekty trzeba poczekać i zwykle pojawiają się one po odstawieniu. Potrzeba więc cierpliwości.
Wadą tej wcierki jest na pewno rosołowy zapach i fakt, że trzeba ją przygotowywać co 2-3 aplikację. Zaletą (której nie dostrzegłam przy innych wcierkach) jest przedłużenie świeżości włosów, dzięki czemu mogłam je myć co 3 dni.

Teraz używam olejku na porost z Banii Agafii, którego zdjęcie zamieszczałam na Instagramie (klik) i liczę na spektakularne efekty. Jeśli wrócę do którejś z powyższych wcierek to raczej do maści końskiej. Wiem, że jest też do kupienia w saszetkach, jeśli zniechęca Was takie duże opakowanie. 

Podsumowując:
  • we wcierkach najważniejsza jest systematyczność (najlepiej stosować je przed każdym myciem przez co najmniej miesiąc)
  • pierwsze efekty pojawiają się po zakończeniu kuracji, więc nie należy się zniechęcać
  • każdą wcierkę najlepiej połączyć z masażem skalpu, bo to pobudzi cebulki do wzrostu i poprawi mikrokrążęnie skóry głowy

To tyle w kwestii teoretycznej.
Znacie te wcierki? Stosujecie wcierki w pielęgnacji włosów?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...