Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty

Moja kolekcja maseczek do twarzy

Przeglądu moich kosmetycznych zbiorów ciąg dalszy. Tym razem odchodzimy od włosowego tematu i skupimy się na pielęgnacji twarzy, a konkretnie na maseczkach. Nie lubię jednorazowych maseczek w saszetce ani w płachcie, więc szukam takich w tubkach i nie wiem jakim cudem zebrało mi się ich sześć, tzn. wiem-była promocja i dałam się złapać.
Nawilżające/odżywcze:

  •  Nacomi, Nawilżający koktajl do twarzy-jeszcze go nie używałam, ale tak jak pokazywałam na Instagramie wypełnia tylko połowę tubki. Jest bardzo zachwalany, więc mam nadzieję, że i ja się nie zawiodę, bo Nacomi generalnie lubię. Można używać na 3 sposoby: jako serum, maseczka i maseczka pod oczy.
  • Lab Therapy, Całonocna maska stymulująco-nawadniająca-lubię całonocne maski, więc liczę, że i ta się sprawdzi. Widziałam u wielu dziewczyn na Instagramie, że jest warta uwagi. Jest następna w kolejce jak tylko wykończę obecną. Ma też najmniejszą pojemność, bo tylko 50 ml.
  • Biolove, Maseczka nawilżająca-aktualnie używana. Lubię ją za to jak nadaje miękkość, elastyczność i odżywienie mojej skórze. Być może skuszę się również na inną wersję, jeśli tylko będzie jakaś promocja w Kontigo.
Oczyszczające:


  •  Originals, Maseczka z glinką Minerały z Morza Matwego-niby na opakowaniu jest napisane, że nawilżająca, ale dla mnie zawsze zawartość glinki równa się oczyszczanie. To firma dosyć tania i dostępna chyba tylko w Rossmannie. Za pojemność 125 ml zapłaciłam około 6 złotych. Użyłam już kilka razy, ale jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii.
  • Bielenda, Pasta węglowa-produkt z czarnej serii Bielendy. Pachnie tak samo jak żel myjący z tej serii, a więc bosko-arbuzowo. Nadaje się do użycia jedynie po prysznicem, bo wszystko okropnie brudzi, ale działa bardzo dobrze. Można też używać jako peeling lub pastę, ale patrząc na opis producenta to jedno i to samo.
  • Himalaya Herbals, Maska oczyszczająca z miodli indyjskiej-kupiłam kiedyś w zestawie z mydłem w kostce i żelem do mycia twarzy, Tamte już dawno zużyłam, tylko maska czeka na swój czas. 
Maski nawilżające i oczyszczające używam naprzemiennie minimum 2 razy w tygodniu. Nawilżające zazwyczaj po peelingu i mocniejszym oczyszczeniu twarzy. Po zmyciu maski, zawsze przerywam twarz tonikiem i nakładam serum i krem.

A ile Wy macie maseczek? Wolicie te w tubie czy płachcie?



Żel węglowy Bielenda-ulubieniec do mycia twarzy

Cześć!
Jak pewnie wnosicie po tytule dzisiejsza recenzja będzie pozytywna. Dotyczy żelu węglowego Bielendy z serii Carbo Detox. Niedawno opisywałam swoje wrażenie dotyczące maski w saszetce. Dzisiaj pora na produkt myjący. Ta seria obejmowała pastę węglową i nawilżająco -matujący krem. Ostatnio rozszerzyła się jednak m.in. płyn micelarny, szampon, odżywkę i maskę do włosów. Ciekawostką jest, że wszystkie produkty mają konsystencję w kolorze czarnym, jak na węgiel przystało.
Po przetestowaniu tego żelu mam ochotę na więcej, więc zapraszam na pozytywną jego recenzję.
Ja swój kupiłam przez Internet za około 16 złotych, chociaż stacjonarnie też je spotkać można np. w Rossmannie i w Naturze, ale nie u mnie, w małym mieście. Bardzo podoba mi się opakowanie, wygląda dosyć luksusowo jak na kosmetyk poniżej 20 złotych.
Opakowanie jest półprzeźroczyste, więc widać ile produktu ubyło. Zawiera pompkę, którą się przekręca aby kosmetyk się nie wylał i dosyć niestandardową pojemność, bo 195 ml.
Przeznaczony jest do cery mieszanej i tłustej i w przecwieństwie do maseczek z tej serii rzeczywiście zawiera węgiel (Carbon Black), a więc ma prawdziwe właściwości oczyszczające. Ja cery tłustej nie mam, już bardziej mieszaną, dlatego myślę, że i posiadaczki tłusto-trądzikowej powinny być z niego zadowolone, bo mam wrażenie, że zmniejszy dolegliwości takich cer.
Ma czarną konsystencję, która po nałożeniu na zwilżoną twarz zamienia się w szarą i delikatnie się pieni. Pachnie przyjemnie-jakby arbuzami albo gumą balonową. 
Konsystencja kosmetyku jest bardzo przyjemna i bardzo lubię go używać. Dodatkowo zapach bardzo uprzyjemnia korzystanie z niego.

  • nie podrażnia oczu, nie szczypie
  • twarz jest dobrze oczyszczona, wygładzona, ale nie ściągnięta ani nie przesuszona
  • świetnie matowi i daje uczucie odświeżenia i wypoczętej cery
  • przy regularnym stosowaniu zwęża rozszerzone pory i ilość zaskórników
  • przygotowuje cerę na dalsze zabiegi pielęgnacyjne

Podsumowując:
Nie wiem co konkretnie ma w sobie takiego, ale bardzo go polubiłam. Może to ta nowoczesna grafika na opakowaniu, może konsystencja, a może niespotykany kolor. Na pewno kupię go ponownie, gdy spotkam stacjonarnie, bo mam nadzieję, że niedługo ta seria będzie bardziej dostępna w sklepach. To pierwszy żel do mycia twarzy, z którego jestem aż tak zadowolona.

A wy znacie ten żel? Lubicie serię Carbo Detox?

Serum różane Bielendy-czy była miłość?

Swego czasu miałam ogromną chęć na wypróbowanie produktów z różanej serii Bielendy. W jej skład wchodzi kojąca woda różana, 2 olejki (jeden do mycia twarzy), krem nawilżająco-kojący i serum różane. Moje życzenie połowicznie się spełniło dzięki blogerskiej wymianie paczek. Dostałam wtedy m.in. wodę różaną i serum. O wodzie swoją opinię już pisałam, dzisiaj pora na kilkadziesiąt zdań o serum różanym. Czy pokładane nadzieje w tej serii spełniły się?
Zacznę od spraw technicznych. Za buteleczkę o pojemności 30 ml opakowaną w kartonik trzeba zapłacić około 25 złotych. Butelka jest szklana, a produkt wydobywa się z niej przy pomocy pipety. Mi się podoba taka forma, bo kojarzy mi się z profesjonalnymi i luksusowymi produktami do pielęgnacji, a ja lubię czasami poczuć się luksusowo:)
Serum jest przeznaczone do cery wrażliwej. Ma dwufazową formułę i przed każdym użyciem należy je wstrząsnąć, żeby się połączyły. Trzeba nabierać go bardzo szybko, bo po chwili znowu obie konsystencje się rozdzielają. 
Miałam już niejedno serum i chyba to moje pierwsze o tak wodnistej konsystencji. Bardzo szybko go ubywa, ale może to i lepiej, bo najlepiej go zużyć w ciągu 4 miesięcy od otwarcia.

Jak zadziałało?
Od razu napiszę, że nie mam cery szczególnie wrażliwej, raczej normalną z tendencją do świecenia się w strefie T, lubiącą się przesuszać pod oczami.
Serum nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jakiego oczekiwałam. Jego działanie jest zbyt delikatne jak na tego typu skoncentrowany kosmetyk, który powinien przecież działać silniej niż zwykły krem. 
Sięgałam po niego kilka razy w tygodniu. Czasami stosowałam solo, czasami na żel aloesowy, a czasami pod krem lub olejek. 
Stosowany solo wrażenia nie zrobił dobrego tzn. zrobił za słabe. 
Nie zauważyłam ani szczególnego odżywienia ani regeneracji naskórka. Na pewno też skóra nie była bardziej jędrna.
Działa poprawnie-trochę nawilża, trochę wygładza, trochę zmiękcza cerę ale moim zdaniem to za mało jak na serum.

Plus za to, że nie zapycha, nie jest tłuste i szybko się wchłania, więc w minimalnej ilości można go stosować pod makijaż a nie tylko do wieczornej pielęgnacji.

Podsumowując:
Oczekiwałam po nim więcej niż dostałam. Gdy się skończy, nie wrócę do niego i dalej będę szukać idealnego serum, które zaskoczy mnie skoncentrowanym działaniem, a z różanej serii Bielendy już nic nie kupię.

Znacie to serum? A może lubicie jakieś inne z Bielendy?

2 maseczki węglowe w saszetce-Beauty Bar & Carbo Detox

Tak jak zapowiadałam na Instagramie (KLIK) dzisiaj kolejny twarzowy post. Porównam w nim dwie maseczki węglowe w saszetce-AA Beauty Bar i Bielenda z serii Carbo Detox. Niby obydwie powinny być dostępne w Rossmannie, ale u mnie ich nie ma i ja obie kupiłam w Naturze, przypadkiem bo wcale za nimi nie chodziłam.
Maseczka Bielendy kosztuje około 2,50 zł za pojemność 8 g. Występuje w 3 wersjach: do cery mieszanej i tłustej, do cery dojrzałej i tą którą ja miałam (do cery suchej i wrażliwej).

  • Pojemność 8 ml ledwo mi wystarczyła na jedną aplikację na twarz, na pewno nie wystarczy na dekolt i szyję, a producent zaleca użycie jej również na te partie ciała
  • ma czarny kolor, na twarzy nie jest w ogóle transparentna
  • częściowo zastyga po aplikacji i skóra jest lekko ściągnięta, ale da radę wytrzymać w tym stanie 10-15 minut
  • trudno i długo się ją zmywa, brudzi wszystko dookoła, więc po jej użyciu konieczne jest umycie wanny

Po użyciu:

  • skóra jest gładka, czysta, matowa i oczyszczona, koloryt wyrównany
  • nie czuję żadnego nawilżenia i odświeżenia, ale porządne oczyszczenie, wygładzenie, rozjaśnienie i lekkie ściągnięcie cery
  • twarz po jej użyciu domaga się kremu
  • po jednej aplikacji ciężko jest stwierdzić czy ujędrnia i wzmacnia naskórek, o działaniu przeciwzmarszczkowym też nie może być mowy

Maska Beauty Bar z AA kosztowała chyba 3,99 zł. Na pewno więcej niż Bielenda, a pojemność taka sama. Z serii Beauty Bar jest jeszcze do kupienia: kremowa maska przeciwzmarszczkowa, kremowa nawilżająca, odżywcza i dwa peelingi, które producent zaleca używać przed tą maską węglową.

  • ma niebieskoszary kolor
  • gęsta konsystencja, bardziej kremowa niż Bielendy z drobinkami peelingującymi
  • nie zastyga tak jak Bielenda, chociaż podczas tych 10 minut czuć lekkie ściągnięcie twarzy
  • łatwiej i szybciej się zmywa niż Carbo Detox, podczas zmywania czuć tłustość na rękach


Po użyciu:
  • twarz jest czysta, gładka, zmatowiona, nie czuć takiego ściągnięcia, jak w przypadku Bielendy i można się obyć bez kremu, bez dużego dyskomfortu
  • pory są minimalnie zwężone
  • czuję, że po takiej oczyszczającej masce wszelkie kremy i olejki wchłonęłyby się dwa razy lepiej i w podwójnej ilości
  • po aplikacji udało mi się zwiększyć rozmiary i stan ropny pryszcza, który akurat w tym czasie mi wyskoczył, chociaż na co dzień nie mam z nimi problemu


Nie wiem czy zdecydowałabym się na ich ponowny zakup, a nawet nie wiem czy wypróbuję pozostałe warianty tych maseczek. Zastanowiłabym się nad ich kolejnym zakupem gdyby pojawiły się w pełnowymiarowej wersji np. 50 lub 75 ml, bo nie przepadam ogólnie za maskami w saszetkach, no i ich zakup nie jest zbyt ekonomiczny dla portfela.

Jeśli lubicie oczyszczające maski w saszetkach to można wypróbować. Ja generalnie za kosmetykami AA nie przepadam, a z serii Carbo Detox Bielendy zdecydowanie bardziej polubiłam żel węglowy do mycia twarzy.

Miałyście jedną albo drugą?

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy-demakijaż, oczyszczanie, odżywianie

Dzisiaj post z aktualizacją mojej wieczornej pielęgnacji twarzy. 
Chyba pierwszy raz się zdarzyło, że jestem zadowolona ze wszystkich produktów, których aktualnie używam, więc uznałam, że są warte pokazania.
U mnie pielęgnacja twarzy wieczorem podzielona jest na 3 etapy: demakijaż, oczyszczanie, odżywianie. 
Nie zawsze używam wszystkich tych produktów jednego dnia. Czasami po prostu używam micela, żelu do mycia twarzy i kremu, ale gdy mam więcej czasu i ochoty, to wtedy wkracza większy arsenał.
DEMAKIJAŻ:
To najważniejszy u mnie krok i nigdy go nie pomijam. Obecnie zmywam kolorówkę dwoma produktami firmy Dermiss.
  • kremowy olejek-to pierwszy tego typu produkt do mycia, który zdarzyło mi się używać. Można go też używać do mycia twarzy, ale w ten sposób jeszcze nie używałam. Jak przetestuję go dokładnie to napiszę recenzję. Nie odpowiada mi za bardzo warstwa, którą pozostawia, więc dlatego zawsze używam potem jeszcze micela
  • płyn micelarny-jest zaskakująco łagodny, ładnie zmywa, nie podrażnia, można go też używać jako tonik. Podoba mi się też opakowanie z pompką-jest dużo wygodniejsze.
OCZYSZCZANIE:


  • żel węglowy z Bielendy-super produkt, który ładnie matuje, oczyszcza. Jestem z niego bardzo zadowolona. Używam go codziennie wieczorem, czasami również rano. Muszę postarać się o jego szybką recenzję.
  • pasta z Ziaji z serii liście manuka-używam ją 2-3 razy w tygodniu do peelingu, czasami też służy mi jako maska. To pierwszy produkt z Ziaji, który mnie zachwycił
  • płatki peelingujące Isana-gdy nie mam czasu albo siły na dłuższy peeling to po prostu nasączam płatek micelem i przecieram nim twarz. Nie podrażniają i są łatwe w użyciu.
  • Bania Agafii, maska błękitna oczyszczająca na wodzie chabrowej-bardzo lubię te maski, bo są łatwe w użyciu, tanie i świetnie działają. Po tej skóry jest zmatowiona, czysta, odświeżona i gładka.
ODŻYWIANIE/NAWILŻANIE:


  •  żel aloesowy-odkąd go mam stosuję zarówno na włosy pod olej, jak i na twarz, bo świetnie nawilża i koi. Jest świetną bazą pod olej, krem czy serum. Nakładam cienką warstwę, a zaraz po nim kolejny produkt.
  • detoksykujący krem naprawczy, Dermiss-nie jest tłusty, ale jednocześnie treściwy. Nawilża i odżywia. Cera jest gładka, nawilżona i odżywiona. Nie zapycha.
  • Bioderma, Krem pod oczy Sensibio Eye-używam raczej profilaktycznie, bo spektakularnych efektów nie widzę. Nie powoduje łzawienia ani zaczerwienienia. Nadaje się również pod makijaż.
  • Bielenda, serum różane-lubię, ale nie uwielbiam. Nie jest tłuste, wygładza, nawilża, szybko się wchłania, jednak spektakularnych efektów nie zauważyłam. Używam razem z żelem aloesowym i kremem lub olejkiem, około 3-4 razy w tygodniu.
  • Marion, olejek makadamia-najnowszy z całej kolekcji. Lubię go za to jak odżywia moją cerę, jest gładka i rozświetlona. Nie podoba mi się tylko pompka, która się zacina, a jak zadziała to olejek brudzi wszystko dookoła.
Tak jak już pisałam wyżej nie używam tego wszystkiego naraz.
Kilka przykładowych dni z życia mojej cery.
DZIEŃ 1:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem Dermiss i krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 2:
  • demakijaż  olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem pod oczy Bioderma, olejek Marion
DZIEŃ 3:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesowy, serum Bielenda, krem Dermiss, krem pod oczy Bioderma
DZIEŃ 4:
  • demakijaż olejkiem 
  • peeling płatkami z Isany nasączonymi płynem micelarnym Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • krem pod oczy Bioderma, krem Dermiss
DZIEŃ 5:
  • demakijaż olejkiem i micelem Dermiss
  • mycie żelem węglowym
  • pasta Ziaja
  • maseczka Bania Agafii
  • żel aloesy, serum Bielenda, olejek Marion
Tak wygląda moja pielęgnacja. 
Zainteresował Was jakiś produkt?

Ulubieńcy marca i kwietnia-coś do twarzy i ciała

 Jakoś tak się składa, że swoich ulubieńców pokazuję mniej więcej co dwa miesiące. W ciągu 30 dni ciężko jest mi znaleźć garstkę kosmetyków, które na to miano zasługują, a 60 dni to już co innego-w tym czasie mogę zarówno kupić jakiś nowy zaskakujący produkt jak i go polubić.
Tym razem pokażę 5 kosmetyków,które w ciągu marca i kwietnia umilały mi (w większości) wieczorną pielęgnację. Jakoś tak się złożyło, że 3 z tej piątki to produkty do twarzy.
Zapraszam na krótkie recenzje (dłuższe powinny się pojawić w przeciągu kilkunastu dni).
 Zacznę jednak od produktu, którego używam codziennie podczas kąpieli, a jest to produkt pierwszej potrzeby. Po podrażnieniu jakiego nabawiłam się przy udziale Lactacydu, szukałam czegoś co ukoi okolice intymne i będzie bezpieczne dla mojego ciążowego stanu. Wtedy kupiłam właśnie hipoalergiczny specjalistyczny płyn ginekologiczny z Białego Jelenia.
 Jak na tą firmę to dość drogi specyfik, bo kosztuje około 16 złotych, ale świetnie złagodził podrażnienie już po kilku użyciach, przyniosi ukojenie,zapewnia komfort przez cały dzień i odświeżenie, którego w tego typu produktach poszukuję.

 Kolejny kosmetyk to świetnie znany olejek pod prysznic z Isany. Używałam go do tej pory tylko do mycia pędzli i radzi sobie z tym świetnie-idealnie domywa gąbki i pędzle z podkładów i innych kosmetyków kolorowych. 
Z jego głównego zastosowania również jestem zadowolona-skóra po kąpieli jest gładka, miękka, elastyczna, nawilżona i rozpieszczona. Nie pozostawia tłustej warstwy, czego nie znoszę na ciele. Nie przeszkadza mi zapach, po prostu pachnie jak oliwka, chociaż wiem, że inni na niego narzekają.
Plus również za opakowanie, które się nie tłuści i etykietę, która nie zamięka.
 I pora na trójkę do pielęgnacji cery. 
Odkąd zobaczyłam serię Carbo Detox Bielendy, wiedziałam, że właśnie żel węglowy do mycia twarzy będzie na mojej wishliście (poza popularnymi maskami w saszetkach). Zamówiłam go przez Internet za około 14 zł, bo nie sądzę, żeby w mojej mieścinie był dostępny stacjonarnie.


Podoba mi się w nim wszystko-mroczne opakowanie, arbuzowy zapach, czarny kolor żelu, konsystencja i przede wszystkim działanie. Świetnie oczyszcza i odświeża cerę, nie powodując ściągnięcia, pomimo dokładnego mycia. Twarz po nim jest pięknie wygładzona, zmatowiona i wygląda na zadowoloną.
Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam w przyszłym tygodniu.
Do oczyszczania twarzy używam również pasty z serii Liście Manuka Ziaji. Pisałam na Instagramie, że jestem chyba jedną z ostatnich osób, która tą pastę testuje, bo do Ziaji generalnie zaufania nie mam, no ale promocja na ten produkt zrobiła swoje.
Używam jej zarówno jako produkt do mycia, peelingu (z lub bez szczoteczki elektrycznej) lub maski pozostawianą na 10-15 minut. Za każdym razem jestem zadowolona z działania-twarz jest odświeżona, oczyszczona i gładka. Nie powoduje podrażnienia, mimo sporej ilości drobinek. Mam wrażenie, że pory są dokładnie oczyszczone, cera jest gotowa na dalsze zabiegi i dzięki niej kolejne produkty, które nakładam działają efektywniej.
To chyba pierwszy kosmetyk Ziaji, który tak polubiłam.

Kończymy na produkcie, który od dawna chciałam mieć. W końcu kupiłam (też przez Internet) i się nie zawiodłam.
Żel aloesowy jest znany ze swoich właściwości nawilżających i kojących. Używam go do pielęgnacji włosów i twarzy. Na włosy nakładam go pod olej (dzięki czemu są lepiej nawilżone i olej lepiej się wchłania, co skutkuje zwiększonym blaskiem i mięsistością), a na twarz pod serum, co też daje efekt lepszego nawilżenia i złagodzenia cery. Wiem, że też dobrze działa na podrażnienia po depilacji.
Ogólnie-uwielbiam takie uniwersalne i wszechstronne produkty, bo to bardziej ekonomiczne:)

 Tak wygląda piątka ulubionych produktów wiosny. Na maj szykuje się edycja wyjątkowa, bo pokażę w niej (chyba) tylko produkty do makijażu. Mam kilka kosmetyków, którymi jestem zachwycona po kilku użyciach i jeśli moje zachwyty się potwierdzą to będzie w maju kolorowo:)

Znacie wyżej wymienione produkty?

Woda różana, Bielenda

Bielenda to marka, którą dopiero poznaję. Jak do tej pory większość ich kosmetyków przypadła mi do gustu (m.in. krem-maska do rąk, nawilżający płyn micelarny czy mgiełka do utrwalania makijażu). Dzisiaj pora na recenzję produktu z różanej serii. Mam z niej serum do wrażliwej cery i kojącą wodę różaną, o której będzie dzisiejszy post.
Ja kosmetyk dostałam w ramach blogerskiej akcji paczkowej, ale jego cena to około 13 zł w Rossmannie, chociaż teraz jest w promocji za 9,99 zł. Jest to produkt 3 w 1, który ma za zadanie:

  • oczyszczać
  • usuwać makijaż
  • łagodzić podrażnienia
Opakowanie jest w porządku tj. estetyczne, kobiece i niesprawiające problemów w użytkowaniu. Woda różana rzeczywiście pachnie różą i jest to zapach przyjemny i delikatny, chociaż ja za takimi aromatami nieszczególnie przepadam.

Hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej znajduje się już na drugim miejscu składu, oprócz tego mamy też kwas hialuronowy, który jest znany ze swoich nawilżających właściwości.. Potem (jak na moje oko) jest kilka niepotrzebnych składników, no ale to właśnie rzeczony hydrolat jest najważniejszy i właściwie on robi całą robotę.
Ja stosowałam wodę rano i w dni bez makijażu jako tonik do przecierania i codziennie wieczorem do zmywania kolorówki.

Jak sobie radzi ze spełnieniem obietnic producenta?
Świetnie.
Jako tonik:

  • cera jest odświeżona i nawilżona jednocześnie
  • zmiękcza naskórek i daje poczucie komfortu i intensywnej pielęgnacji
  • nie powoduje uczucia ściągnięcia 
Jako płyn micelarny:
  • dokładnie i delikatnie usuwa makijaż
  • nie pozostawia nieprzyjemnego filmu
  • nie powoduje podrażnień, zaczerwienienia ani szczypania 
  • nawet demakijaż oczu z nią to przyjemność-wystarczy przyłożyć nasączony wacik i po chwili delikatnie przesunąć po rzęsach

Podsumowując:
Używałam jej z dużą przyjemnością, ale mi się już skończyła. Być może do niej kiedyś wrócę, no ale jest tyle produktów tego typu, że same wiecie jak kuszą nowości:) Myślę, że dla posiadaczek wrażliwej cery byłaby świetnym kosmetykiem, ja mam normalną i bardzo ją lubiłam. Nie wiem czy tak samo polubię się z serum z tej serii, bo jak na razie efektu "wow" nie widzę, no ale dam mu jeszcze szansę.

Znacie tą wodę różaną? Jaka jest Wasza ulubiona seria Bielendy?

Krem do rąk za 4 zł, Bielenda

Cześć!
Chyba każda z nas lubi jak jakiś produkt jest nie dość, że dobry to jeszcze i tani. Ja staram się wyszukiwać właśnie takie niedrogie perełki. Np. krem do rąk zawsze kupuję w cenie do 10 zł, właściwie to nie lubię jak cena przekracza 6 zł. Taki sposobem kupiłam krem-maskę dla przesuszonych dłoni z serii Comfort + od Bielendy za całe 3,99 zł. Normalnie kosztuje o złotówkę drożej np. w Rossmannie.
Musiałam się trochę za nim nachodzić, bo gdy poszłam pierwszy raz podczas promocji, półka była pusta. Za drugim razem się udało. Od tej pory stosuję go kilka razy w ciągu dnia na dłonie, a na noc nakładam także na przesuszoną i grubszą skórę na stopach i piętach. 
W kremach staram się unikać parafiny i w tym kremie jej nie ma. Zawiera za to sporo masła shea, olejek migdałowy, d-panthenol i kwas mlekowy, które mają działanie nawilżające i odżywiające skórę wg producenta i ten efekt jest odczuwalny na skórze.
Mi pachnie jak klasyczny krem Nivea. Ma treściwą konsystencję, ale dosyć rzadką. Nie jest jednak wodnista i nie oddziela się od niej woda, co zdarzało mi się przy wielu poprzednikach. Rozprowadza się bezproblemowo, powlekając dłonie delikatną powłoczką. Trochę trzeba poczekać, aż się wchłonie, więc najlepiej go użyć albo na noc, albo w przerwie na kawę. Mi ta warstewka absolutnie nie przeszkadza.
Krem widocznie wygładza, odżywia i nawilża skórę. Staje się bardziej elastyczna i miękka, a przesuszonym dłoniom przynosi ukojenie. 
Lubię go też używać na suchą i chropowatą skórę na piętach, dzięki niemu żadne skórki nie zaczepiają o pościel, stopy stają się miękkie i przyjemne w dotyku.
Podsumowując:
Jestem bardzo zadowolona z tego kremu, tym bardziej, że wyprodukowała go polska firma i zapłaciłam za niego 4 zł:) Na razie stawiam go na równi z kremem Isana z mocznikiem.

Jeśli jeszcze nie miałyście to polecam:)

Ulubieńcy stycznia i lutego

Kończy się już drugi miesiąc nowego roku. Przez ten czas udało mi się poznać i przetestować kosmetyki, które zasługują na miano ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy. Będzie ich pięć, coś do makijażu też się znajdzie.
Zacznę od produktów do pielęgnacji ciała. 
Balsam Palmer's kupiłam pod koniec grudnia do zapobiegania rozstępom na moim ciążowym brzuchu. Od tej pory uwielbiam się nim smarować, bo ma przyjemną konsystencję, która gładko sunie po ciele, przyjemny zapach, no i skóra jest po nim bardzo elastyczna i nawilżona. Jeszcze nie wiem czy zapobiega rozstępom-zostało mi ich trochę po poprzedniej ciąży, więc na razie nie jestem w stanie zidentyfikować, które to stare, a które ewentualnie nowe. Polubiłam go jednak na tyle, że w tym tygodniu idę kupić kolejne opakowanie.
Krem maska dla przesuszonych dłoni z Bielendy to najtańszy kosmetyk w całym zestawieniu, bo kosztował 3,99 zł. Ma bogatą konsystencję, która koi suche i spierzchnięte dłonie. Skóra jest miękka, elastyczna i nawilżona. Stosuję go również na stopy i z grubszą i bardziej wymagającą skórą na piętach też sobie świetnie radzi. To kolejny kosmetyk Bielendy, który polubiłam. 
Pora na część makijażową.
Kojąca woda różana z Bielendy (właśnie się zorientowałam, że to drugi kosmetyk tej firmy w całej piątce) ładnie pachnie i świetnie działa. Lubię go zarówno używać jako toniku do przecierania twarzy rano i wieczorem, bo oczyszcza ją z zanieczyszczeń. Super sprawdza się również jako płyn micelarny do usuwania makijażu. Naprawdę robi to bardzo skutecznie i delikatnie-zmywa makijaż bez podrażnień, szczypania i zaczerwienienia skóry. Z tej różanej serii mam jeszcze serum i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze.
Podkład Lirene Perfect Tone zaskoczył mnie podwójnie. Po pierwsze, gdy oglądałam jego tester w Rossmannie to opakowanie miało pompkę, a pełnowymiarowe opakowanie jej nie ma (przynajmniej mój egzemplarz). Po drugie-myślałam, że będzie to kryjąco-matujący fluid. Jest wręcz przeciwnie, ale nadal świetnie. Mam najjaśniejszy odcień, który pasuje do mojej jasnej karnacji. Daje efekt wypoczętej i rozświetlonej skóry, ale nie tak świecącej się jak w przypadku Rimmel Wake me up. Mam wrażenie, że nawilża, kryje wszelkie suche miejsca i przynosi ukojenie. Naprawdę wyglądam w nim na wypoczętą. Przyda mi się, gdy przyjdą nieprzespane noce:)
O eyelinerze z FM Group już pisałam tutaj. Powtórzę właściwie to, co napisałam w tamtym poście. To pierwszy liner w pisaku, który naprawdę ułatwił mi makijaż. Rysuje wyrazistą i precyzyjną kreskę, która pozostaje na miejscu przez cały dzień. Nie blaknie, nie ściera się, ani nie rozmazuje. Jest świetny i bardzo łatwo się nim maluje i domalowuje tam, gdzie potrzeba.
Tak prezentuje się zimowa piątka. W przeciągu dwóch tygodni powinny się pojawić szczegółówe recenzje wody różanej, podkładu i kremu do rąk.

Znacie te produkty? Co Was ostatnio pozytywnie zaskoczyło?

3 fajne produkty do makijażu Bielenda

Cześć!
Dzisiaj zaczyna się ostatnia tura promocji w Rossmannie. Tym razem obniżka obejmuje wszystkie produkty do makijażu twarzy. Kupiłyście już coś? Ja mam dla Was dzisiaj 3 kosmetyki Bielendy, w tym dwa które właśnie w tym tygodniu w drogerii można kupić taniej. Ciekawi jesteście co o wszystkich sądzę? To zapraszam na krótkie recenzje.
Zaczniemy od czegoś na usta. Wazelinka do ust w kolorze Soft Rose kupiona została podczas poprzedniej promocji za około 4 złote. Jest jeszcze wersja z olejkiem arganowym, arbuzowa, malinowa, wiśniowej, śliwkowej i truskawkowej. Ja wybrałam delikatną różę i nie żałuję.


Wazelinkę wyciska się z tubki prosto na usta, więc raczej nie będą z niej zadowolone fanki precyzyjnie pomalowanych ust. Mi ta tubka pasuje-mogę ją użyć nawet bez lusterka i rozsmarować nią wazelinkę. Kolor jest śliczny-różowy, który wygląda bardzo dziewczęco. Usta fajnie się błyszczą, ale nie jest to efekt lustrzany jak w wypadku błyszczyków. Wyglądają ponętnie i zmysłowo. Nie są sklejone i w ogóle ten produkt daje uczucie komfortu i ochrony spierzchniętym ustom.
Moim zdaniem ma jednak raczej właściwości upiększające niż pielęgnacyjne.
Kolejny produkt to podkład kryjący z serii Make-up Akademie. Na promocji będzie do kupienia za jakieś 7 złotych.

 Podkład ładnie wyrównuje koloryt twarzy, nie pozostawia smug i łatwo się rozprowadza. Matuje twarz na około 6 godzin, co moim zdaniem jest świetnym wynikiem. Nie ma jakichś właściwości superkryjących, dla mnie jest po prostu dobrym podkładem matującym.
 Niestety, podkład ma jedną, znaczącą wadę-występuje tylko w trzech odcieniach i nawet najjaśniejszy kolor będzie za ciemny dla większości Polek, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, kiedy nasza cera już nie jest opalona.
Polecam dziewczynom ze średnią karnacją.I ostat
 I ostatni produkt, też do twarz, to mgiełka do utrwalania makijażu. Na promocji kosztowała 6 złotych-i sprawdzałam na stronie Rossmanna-teraz też będzie przeceniona.

 Mgiełkę rozpylamy na skończony makijaż. Potrzeba jest kilkunastu sekund, żeby wyschła i utrwaliła co trzeba. Ja używam jej zawsze gdy zależy mi na trwałości, czyli np. wesele, ważny dzień w pracy, randka z mężem i zawsze jestem zadowolona.
Ładnie scala makijaż i matowi cerę. Nic się nie rozmazuje i nie ściera przez długie godziny-nawet moje łzawiące oczy dzięki niej nie naruszają kresek zrobionych eyelinerem.
I chociaż jestem zadowolona z efektów jakie daje-nie używam jej zbyt często, bo jednak zawiera już na drugim miejscu Alcohol Denat, który ma właściwości wysuszające i myślę, że mógłby zaszkodzić wrażliwej twarzy.

Znacie te produkty? Co zamierzacie kupić w tej części promocji?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...