Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjskie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjskie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

Rosyjska maseczka oczyszczająca

Boom na rosyjskie kosmetyki już dawno minął, ja jednak dopiero pozbywam się tych rosyjskich zapasów. Ostatnio przyszła kolej na oczyszczającą maseczkę do twarzy na wodzie chabrowej. To już chyba moja czwarta saszetka maseczki z Kąpieli Agafii. Wcześniej miałam dziegciową, fitoaktywną i na mleku łosia. Najbardziej polubiłam tą ostatnią, a jak w tej czwórce plasuje się ta z błękitną glinką?
Jej zakup wychodzi bardzo ekonomicznie, bo starcza na około 15 razy, a trzeba zapłacić około 7 złotych za 100 ml. Dodatkowo to opakowanie bardzo mi się podoba, bo wszędzie można je wcisnąć do bagażu, jest praktyczne i higieniczne. 
Kupiłam ją kiedyś online, ale widziałam też u siebie stacjonarnie w sklepie zielarskim. 

W składzie jest wspomniana:

  • błękitna glinka
  • woda chabrowa
  • ekstrakt z malwy
  • oliwa z oliwek
  • sproszkowane ziarno owsa

Maseczka ma kolor niebiesko-szary i pachnie "gipsowo". Domyślam się, że tak pachnie większość glinek, chociaż ja ich wielką fanką nie jestem, być może dlatego, że są przeznaczone generalnie do innej cery niż moja-tłustej lub mieszanej.
Nakładam ją na twarz 2 razy w tygodniu, przetrzymując dłużej niż zalecane 10 minut.
Po tym czasie maska zastyga, ale nie ma problemu ze zmyciem. 

  • twarz jest oczyszczona, ale nie czuje się uczucia ściągnięcia, ani przesuszenia
  • cera wydaje się bardziej gładka i koloryt wyrównany
  • razem z oczyszczeniem mamy nawilżenie i poczucie odświeżenia i złagodzenia
  • twarz jest miękka i miła w dotyku
  • przygotowuje cerę na dalsze zabiegi, mam wrażenie, że gdy nałożę potem treściwy krem czy serum to lepiej zadziała

Podsumowując:
Polecam, chociaż i tak moją ulubioną zostaje jak na razie ta wersja na mleku łosia, ale jeśli szukacie jakiejś oczyszczającej maski a nie lubicie uczucia ściągnięcia i wysuszenia, które temu towarzyszy, to wypróbujcie tą maseczkę.

Znacie? Używacie jeszcze rosyjskich kosmetyków?

3 x NIE: naturalne kosmetyki

Wracam z postem przedstawiającym 3 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły. Poprzednio były to tylko polskie produkty. Dzisiaj czynnikiem je łączącym jest Natura. Wszystkie trzy są bardziej lub mniej naturalne, ale żadnego z nich niestety nie mogę polecić. Będą to wyroby firmy Alterra, Sylveco i Baikal Herbals.
Zaczniemy od czegoś do pielęgnacji twarzy. Ten krem kupiłam przez Internet z zamiarem wprowadzenie naturalnej pielęgnacji mojej cery i postanowieniem, że wreszcie zadbam o skórę twarzy. Krem regenerujący na noc anti-aging z Baikal Herbals już jakiś czas temu wylądował w denku, ale nie wspominam go dobrze. Miał działać przeciwstarzeniowo, redukować zmarszczk, wygładzać skórę i przywracać jej blask.
 Żadna z tych obietnic producenta nie została spełniona. Moja prawie 30-letnia twarz nawet nie nabrała blasku po tym kremie, nie mówiąc o jakiejś porządnej regeneracji. Poza tym jak na krem na noc jest zbyt mało treściwy i odżywczy, nie nawilżał nawet w zadowającym stopniu,
Na plus mogę jedynie zaliczyć opakowanie z pompką, które było bardzo wygodne w użytkowaniu.

 Pora na kosmetyk, który jako jedyny kupiłam stacjonarnie w Rossmannie. To dezodorant w sprayu "Jojoba & Szałwia" od Alterry. To mój pierwszy naturalny deo i właściwie nie wiedziałam czego mam się spodziewać i czym się będzie różnił od tych popularnych i ogólniedostępnych. Kupiłam raczej z ciekawości i chęci skorzystania z promocji (7,99 zł) niż z przekonania, że muszę mieć naturalną ochronę przed potem.
 Trzeba przyznać, że obietnice producenta są ciekawe:

  • nie zawiera soli aluminium (chociaż ja nie zwracam na to uwagi przy wyborze dezodorantu)
  • nie zawiera silikonów, parafiny itp.
  • nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji kosnerwujących

 Zacznę od zapachu, który mi przypomina Amol. Czuć w nim zioła i alkohol. Mgiełka, którą rozpyla nie jest zbyt obfita, ale równomierna i nic nie cieknie. Gdy tylko ją zaaplikuję odczuwam dyskomfort i poczucie, że mam mokre pachy, więc z ubieraniem się muszę chwilę poczekać.
Działanie jest za słabe. Na pewno nie nadaje się na duże upały, nie zabezpieczy przed poceniem się, chociaż może zapach nie będzie taki intensywny. Nie radzę go używać po depilacji, bo przez alkohol w składzie skóra będzie piekła i szczypała.
Nie lubię go ze względu na zapach i dyskomfort po jego użyciu. Próbuje go zużyć w dni kiedy nie mam do załatwienia nic ważnego, a jedynie wychodzę po zakupy.

Jedyny plus to opakowanie, którego potem można użyć do miksur DIY.
Na koniec coś od marki, na której się zawiodłam. Z trzech przetestowanych produktów Sylveco jedynie pomadka peelingująca mi się spodobała. Ten odbudowująy szampon pszeniczno-owsiany nie spełnił moich oczekiwań, a lubię naturalne szampony i odżywki. 

 Przede wszystkim używanie go nie sprawia przyjemności. Piana, która się wytwarza jest gęsta i mało obfita, przez co muszę dwa razy myć głowę, żeby ją jako tako oczyścić.
Skład jest krótki i treściwy, ale co mi po tym skoro nie spełnia głównego warunku, czyli przedłużenia świeżości włosów? Po tym szamponie muszę myć je co 2 dni, bo przyśpiesza przetłuszczanie skalpu, ale to pewnie z tej przyczyny, że włosy od razu po wyschnięciu są gładkie (po użyciu odżywki) przy skórze głowy.
Często mnie swędziała po nim skóra głowy, czego nie zauważyłam przy poprzednich szamponach. Nie da się go używać solo, bo nie rozczeszemy włosów.
Dodatkowo nie jest wydajny przez gęstość właśnie i konieczność używania go dwukrotnie za każdym razem.

 Tak wygląda kolejna niechlubna trójca. Na tę chwilę nie mam w kolekcji trzech kosmetyków, których bym nie poleciła, a które by coś łączyło innego, więc przez najbliższe dwa miesiące kolejny post z tej serii się nie pojawi:)

Znacie te produkty? Lubicie naturalne kosmetyki?

Piątka ulubieńców po wakacjach

Zerknęłam w archiwum postów i okazało się, że ostatni post z ulubieńcami opublikowałam prawie pół roku temu. Szok:) Dzisiaj więc szybko nadrabiam zaległości i pokazuję piątkę produktów, które z przyjemnością używałam podczas ostatnich 2-3 miesięcy.
Zaczniemy od suchego szamponu i maseczki do twarzy.
Wiem, że przeciwników suchych szamponów jest sporo. Ja jednak jestem za nimi. Nieraz mi ratowały skórę (i włosy) kiedy musiałam wyjść, a moje włosy nie prezentowały się wyjściowo.

Ostatnio używam suchego szamponu z Biedronki i może nie jest tak świetny jak Batiste, ale w pełni spełnia moje oczekiwania.
Przede wszystkim odświeża włosy na dobrych kilka godzin i ładnie unosi je u nasady. Poza tym daje się łatwo wyczesać i nawet na moich ciemnych włosach nie pozostawia rzucającego się w oczy osadu.
Często go używam, żeby odświeżyć włosy u nasady z zamiarem ich związania w koczek, ale po nim tak się ładnie układają, że przeważnie zostawiam je rozpuszczone.

Maseczka na mleku łosia to produkt, który już opisywałam kiedyś na blogu. 
Podtrzymuję swoje zdanie-świetnie zmiękcza, nawilża i uelastycznia moją cerę. Dodatkowo ma przyjemny, orzechowy zapach, a cała jej recenzja znajduje się tutaj.
Kolejnym kosmetykiem, który używałam do pielęgnacji twarzy i spisał się świetny był nawilżający płyn micelarny Bielenda z serii Ekspert Czystej Skóry.
Micel ten świetnie usuwa makijaż, zarówno twarzy, oczu jak i ust. Nie podrażnia przy tym, nie powoduje zaczerwienienia ani szczypania. Dodatkowo cera po jego użyciu jest przyjemna w dotyku, bez żadnej nieprzyjemnej warstwy.
Pełna recenzja tutaj.

Ostatnia dwójka to produkty do makijażu oczu.
Skoncentrowane serum do rzęs 8 w 1 od Eveline powinno zregenerować, zagęścić i wzmocnić rzęsy. Ja jednak nie mam cierpliwości do takich kuracji, więc ocenię je pod innym względem.
Serum to świetnie sprawdziło się jako baza pod tusz.
Obecnie używam maskary Volum' Rocket od Maybelline i nie byłam z niej zadowolona, bo nie wydłużała ani nie pogrubiała specjalnie rzęs, ale z tą bazą ten tusz działa cuda.
Najpierw aplikuję bazę na rzęsy, a potem pociągam tuszem. Efekt? Świetnie wydłużone i podkreślone rzęsy. Naprawdę jestem zachwycona tym rezultatem i z tego co czytałam to nie tylko ja. Myślę, że taki efekt można uzyskać z każdym tuszem, który solo się nie sprawdza.
Na samym końcu tani jak barszcz eyeliner matte od Lovely. Ja kupiłam go na rossmannowskiej promocji za niecałe 4 zł.
Przede wszystkim da się nim łatwo narysować ładną kreskę, co nie jest takie oczywiste dla takiego laika w makijażu jak ja:)
Pędzelek się nie rozchodzi, ładnie sunie po powiece, daje w miarę naturalny efekt i nie blaknie w ciągu dnia.
Jestem z niego bardzo zadowolona, więc jeśli szukacie czegoś takiego to szczerze polecam.

Cieszę się, że wszystkie produkty są tanie i takie dobre. Nic mnie nie cieszy jak świetny kosmetyk za mniej niż 10 zł:) No może serum od Eveline kosztuje trochę więcej, ale może też będzie objęte promocją -49%.

To tyle na dzisiaj. Znacie te kosmetyki?
Po niedzieli będzie post z moimi planami i rekomendacjami na wielkie promo w Rossmannie.

Po rosyjsku: Maseczka na mleku łosia

Dzisiaj coś na temat produktu do pielęgnacji twarzy prosto  z Rosji. Staram się zmieniać swoje kosmetyki na bardziej naturalne, więc ostatnio używam Maseczki na mleku łosia z Bania Agafii. To już moja trzecia maska z tej serii-wcześniej miałam fitoaktywną i dziegciową. Jak się sprawdziła ta, która ma mieć działanie odmładzające?
Maseczkę kupiłam przez Internet za około 6 złotych, chociaż ostatnio rosyjskie kosmetyki mignęły mi na półce w sklepie zielarskim, więc pewnie następne zakupy poczynię właśnie tam.
Opakowanie to wygodna saszetka o pojemności 100 ml. Łatwo wydobyć kosmetyk do końca, ma wygodną zakrętkę i ogólnie do opakowania nie mam zastrzeżeń.

Produkt zawiera 100% naturalnych składników.
W składzie znajdują się m.in,: glinka biała, organiczny ekstrakt z różeńca górskiego, sachalińska morwa biała, organiczny biały wosk pszczeli i mleko łosia.
Mleko łosia jest podobno cztery razy bardziej odżywcze niż krowie i posiada silne właściwości odmładzające.
Konsystencja maseczki jest gęsta i treściwa. Ma piękny zapach-jakby orzechowo-ciasteczkowo-migdałowy. Podobnie pachniał krem do rąk DeBa, którego kiedyś używałam.

  •  Na twarzy jest półtransparentna
  • nie zasycha
  • szybko się zmywa
  • nie pozostawia tłustej warstwy

Co do efektów stosowania:
Stosuję ją 2-3 razy w tygodniu, zazwyczaj po peelingu, ale też po umyciu twarzy zwykłym żelem.
Odmłodzenia jako takiego nie zauważyłam. 
Wiem natomiast, że skóra po zmyciu jest bardzo miła w dotyku, gładka i miękka.
Zauważyłam również poprawę w nawilżeniu i elastyczności.
Twarz wygląda po prostu zdrowo i promiennie, a samo nakładania i trzymanie jej przez te 10 minut niesamowicie relaksuje i poprawia nastrój.
Podsumowując:
Bardzo ją polubiłam i kupię pewnie niejedno opakowanie, a już tera mogę uprzedzić, że ta maska znajdzie się na pewno wśród najbliższych ulubieńców:)

Znacie? Lubicie rosyjskie kosmetyki?

Moja pielęgnacja twarzy

Dzisiaj post o pielęgnacji mojej cery. Nie mam z nią większych kłopotów-nigdy nie miałam problemów z trądzikiem czy zaskórnikami. Jednak już za rok dołączę do grona trzydziestolatek, więc w dbaniu o nią stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Skupiam się na wieczornym jej dopieszczaniu, a rano przed makijażem używam tylko dwóch produktów:

Tonik nawilżający z Baikal Herbals używam zaraz po wstaniu-odświeża cerę, zmywa pozostałości po nocnym kremie i inne zanieczyszczenia.
Baza-serum wygładzające z AA z serii hialuronowej-służy mi jako krem pod podkład, bo dosyć szybko się wchłania. Zawiera drobinki, które mają za zadanie rozświetlić cerę, ale nie jestem zadowolona z tego dodatku, bo bez fluidu twarz wygląda jak obsypana brokatem. Po nałożeniu podkładu jednak może być-przyjemnie wygładza i uelastycznia cerę. Nie przedłuża jednak trwałości podkładu, co powinna robić baza, ale też go nie skraca.

Codziennie wieczorem zmywam makijaż, oprócz tego dodatkowo i zamiennie korzystam z różnych innych kosmetyków, które mają różne działanie. Najważniejszy jednak jest
Demakijaż
Kosmetyki kolorowe zmywam żelem micelarnym z Vis Plantis (czasami za pomocą wacików, czasami aplikuję go bezpośrednio na twarz). Prawie codziennie używam też żelu do mycia twarzy z Isany, którego jedna z funkcji to właśnie uzupełnianie demakijażu. To najnowszy produkt w całej gromadce, więc jeszcze nie mam o nim wyrobionej opinii.
Oczyszczanie
Do oczyszczania mam trzy produkty: peeling nagietkowy z Bania Agafii, maseczkę dziegciową i szczoteczkę elektryczną z Olay i używam ich 2-3 razy w tygodniu. Czasami po nałożeniu peelingu, masuję twarz szczoteczką, a czasami łączę ją z żelem z Isany. Zawsze efektem jest gładka i odświeżona cera. Po takim masażu nakładam maseczkę oczyszczającą, która daje efekt zmatowionej i gładkiej cery.
Nawilżanie
Do nawilżania mam dwa kosmetyki-tonik z Baikal Herbals, którego codziennie używam rano, ale czasami występuje też w wieczornej pielęgnacji, najczęściej po użyciu żelu micelarnego, żeby pozbyć się filmu jaki zostawia. Drugim jest czekoladowa maseczka z Avon, której jestem naprawdę zadowolona i nie dość, że rzeczywiście nawilża, wygładza i uelastycznia cerę to dodatkowo ma świetny zapach, idealny do SPA w wannie.
Odżywianie
Zawsze wieczorem nakładam albo Krem wygładzający z AA albo olejek z pestek moreli. Krem stosowałam kiedyś po użyciu serum z tej serii, ale z czasem zaczęły przeszkadzać mi te dwie warstwy na twarzy i miałam wrażenie obciążenia skóry, więc teraz używam tylko po jednym produkcie z AA. Olejek nakładam nie częściej niż 3 razy w tygodniu i zazwyczaj po peelingu i maseczce oczyszczającej. Pietruszkowy krem pod oczy z Ziaji staram się używać codziennie i to chyba pierwszy krem z Ziaji, z którego jestem w miarę zadowolona.

To tyle. Jak widać kosmetyków jest sporo. Staram się wprowadzać w miarę naturalną pielęgnację, ale drogeryjne kosmetyki też kuszą, więc wychodzi różnie. 
Chciałabym znaleźć krem pod oczy i na noc, które działają cuda tj.ujędrniają, zapobiegają zmarszczkom i nie kosztują kilkaset złotych. 

Przykładowe dni z życia mojej twarzy:

Dzień 1:
  • żel micelarny Vis Plantis
  • tonik nawilżający Baikal Herbals
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 2:
  • żel micelarny Vis Plantis 
  • żel z Isany + masaż szczoteczką Olay
  • czekoladowa maseczka z Avon
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 3:
  • żel micelarny z Vis Plantis
  • peeling nagietkowy 
  • maseczka dziegciowa
  • olejek z pestek moreli
Dzień 4:
  • żel z Isany
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Jak wygląda Wasza pielęgnacja? O jakim kosmetyku chcecie poczytać więcej?

Rosyjska pielęgnacja twarzy: peeling i tonik

Obecnie w swojej pielęgnacji twarzy mam dwa rosyjskie produkty, a może i nawet trzy, ale o dwóch chciałabym dzisiaj coś więcej napisać. Są to: peeling nagietkowy Kąpiel Agafii i tonik nawilżający z Baikal Herbals.

Peeling kupiłam gdzieś przez Internet za około 14 zł. Właściwie to miałam ochotę na ryżowy, ale niestety nie był dostępny, wybrałam więc ten nagietkowy przeznaczony do cery suchej i wrażliwej.
Peeling ma pojemność 100 ml zamkniętej w przyjemnym słoiczku, dodatkowo zapakowany w papierowe pudełko, które rozkłada się jak origami.
Konsystencja peelingu jest bardzo gęsta, przypomina pastę. Zawiera sporo ścierających drobinek, pachnie kwiatowo (ale nie wiem czy to zapach tytułowego nagietka).
Jest to peeling solny, i sól występuje już na pierwszym miejscu składu. Zaraz za nim jest gliceryna, z którą nie każda skóra się lubi. Mamy też kwiaty nagietka i olei z nasion marchwi (bogaty w witaminy A i C), 

Moja opinia:
Bardzo podoba mi się zwarta konsystencja, opakowanie i zapach peelingu. Nigdy dotąd nie zwracałam uwagi na smak peelingu, a przy tym nie da się go nie zauważyć. Za każdym razem gdy dostanie mi się do buzi czuję bardzo słony smak.
Skóra po jego użyciu jest gładka, elastyczna i odżywiona (jak po najlepszej masce nawilżającej), nie pozostawia tłustej warstwy. 
Niestety, zdarzyło mi się przy pierwszej aplikacji, że cera była podrażniona i zaczerwieniona, wskutek zbyt mocnego pocierania, a nie mam zbyt wrażliwej cery. Nie wiem więc jak zachowa się na naprawdę ekstremalnej cerze, skłonnej do trądziku.
Od tego pierwszego błędu staram się używać go delikatniej i od tej pory jestem z niego bardzo zadowolona. 
Tonik nawilżający do cery suchej i delikatnej z Baikal Herbals to chyba dopiero trzeci tonik, który w życiu używałam. Miałam już z Soraya, który niczym się nie wyróżniał i z Urody, który za cenę 5 złotych nie dość, że świetnie koił i odświeżał, to dodatkowo genialnie zmywał makijaż.
Jak spisał się ten?
Zacznę od opakowania, któremu nie mam nic do zarzucenia. Zamykane jest na klik, co jest dosyć wygodne, ale chyba niestandardowe w przypadku toników. Buteleczka ma kolor ciemnozielony, a pojemność to 170 ml.

Tonik (jak chyba wszystkie rosyjskie kosmetyki) nie zawiera parabenów i PEG. Tu w składzie jest m.in. amurski barchat, miodunka, wrzos, biały len i olej lniany.
Ma przyjemny, jakby leśny zapach.
A jak z działaniem?
Tonik stosuję rano do pozbycia się resztek kremu z nocy i do przygotowania skóry na przyjęcie makijażu, czasami też używam go wieczorem po zmyciu twarzy żelem micelarnym, gdy czuję, że cera jest oblepiona. 
Tonik z Baikal Herbals ładnie skórę nawilża i odświeża. Jest po nim miękka, elastyczna i nawilżona. I to właściwie tyle.
Ma 2 wady: czasami swędzi mnie po nim twarz i zastanawiam się czy to nie zasługa ziółek ze składu i nie domywa makijażu, a wolałabym żeby to robił, bo kosztuje około 13 złotych za 170 ml, więc niemało. Nie jest więc produktem wielofunkcyjnym, a takie lubię najbardziej.
Podsumowując:
Obydwa kosmetyki nie są złe. Każdy ma swoje zalety, które powinna docenić niewymagająca skóra,ja jednak wolałabym żeby peeling nie podrażniał mimo mocnego masażu, a tonik dodatkowo usuwał resztki makijażu.

Nie zraża mnie to jednak przed poznawaniem nowych rosyjskich produktów.

Jesteście zainteresowane postem z pielęgnacją twarzy-wszystkich kosmetyków, których używam rano i wieczorem i w jakich kombinacjach?

20-minutowa maska do włosów Bania Agafii

Nieraz już na blogu pojawiła się pozytywna opinia o rosyjskich kosmetykach. Zazwyczaj zachwycałam się szamponami do włosów. Dzisiaj pora na kosmetyk, który stosujemy po umyciu włosów, a konkretnie będzie to 20 minutowa maska-kompres do włosów Bania Agafii. Czy moja opinia i tym razem będzie pozytywna?
Maskę kupiłam za około 14 złotych w jakimś sklepie internetowym. Za pojemność 300 ml to fajna cena. Zamknięta jest w plastikowym słoiczku, do którego żadnych zastrzeżeń nie mam-etykieta w języku polskim jest czytelna, gdy zakręcimy opakowanie to nic nie wycieka. Jak chwali się producent na wieczku produkt zawiera w 100% naturalne składniki.
Skład jest dosyć bogaty i chociaż oparty na syberyjskich ziołach, to jednak początek nie zachwyca. Dalej jest m.in. olej łopianowy (Arctium Lappa Root Oil), organiczny ekstrakt tataraku (Organic Acorus Calamus Root Extract) organiczny szyszek chmielowych (Humulus Lupulus Cone Extract), organiczny ekstrakt pokrzywy (Organic Urtica Dioica Extract). 
Konsystencja maski nie jest ani za rzadka ani za gęsta. Ma kolor fioletowo-szary i dosyć intensywny ziołowy zapach, który może uprzykrzyć aplikację co wrażliwszym osobom. Ja po zmyciu jej z włosów już go tak mocno nie czuję. Na pewno nie utrzymuje się do kolejnego mycia. Sama maska jest wydajna-używać jej średnio raz w tygodniu od około 3 miesięcy i jeszcze mi zostało na 2-3 aplikacje.
Moja opinia:
Naczytałam się o niej sporo pochlebnych opinii, dodatkowo wyrażenie "kompres dla włosów" spowodowało, że miałam wobec niej spore oczekiwania. Liczyłam na nawilżenie i efekt jedwabiście miękkich włosów-od nasady aż po końce.
Niestety, spodziewanego efektu nie było. Stosowałam ją zarówno pod foliowy czepek i turban, jak i tradycyjnie, zawsze przestrzegając tych 20 minut. Po zmyciu włosy były miękkie, gładkie, miłe w dotyku, chociaż zauważyłam, że końce są trochę suche i podejrzewam, że te ziołowe ekstrakty mają taką moc-niby wzmacniają, ale jednocześnie mogą przesuszać. Nie zauważyłam zwiększonej objętości, o której wspomina producent. 
Wolałabym też, żeby bardziej podkreślała skręt i dociążała moje fale, a tu otrzymałam raczej przeciwny efekt-włosy były bardziej proste po jej zastosowaniu, no i mogłaby bardziej nadawać blasku.
Podsumowując:
O ile wszystkie ziołowe i naturalne szampony, które stosowałam sprawdzały się świetnie, tak z 5-6 przetestowanych rosyjskich odżywek i masek żadna nie sprostała wymaganiom moich dość opornych włosów. 
Może całkowicie naturalna pielęgnacja nie jest dla mnie?

A Wasze włosy lubią naturalną pielęgnację czy raczej wspomagacie się silikonami?

Projekt denko grudzień 2015/styczeń 2016

Dzisiaj pora na zbiór pustych opakowań po kosmetykach z ostatnich dwóch miesięcy, czyli słynny Projekt Denko. Jak zwykle podzieliłam je na produkty, których nie kupię ponownie, nad którymi się jeszcze zastanowię i te, które wspominam najmilej i kupię je ponownie, bo działały świetnie, o ile nie wygra moja chęć do testowania nowości. 

 Nie kupię ponownie:


  • Yves Rocher, Oczyszczający peeling do twarzy Sebo Vegetal-po pierwsze nie był przeznaczony do mojego typu cery, po drugie pozostawiał tłusty film na twarzy.
  • Yodeyma, bezpłatna miniaturka perfum, które mogła zamówić każda z nas. Nie pamiętam jaki to nr, ale był to zapach bardzo nietrwały
  • Ziaja, Kokosowy balsam do ust-nie nawilżał, nie koił, a jedynie ślizgał się po ustach. Potęgował uczucie suchych i bolących ust.
  • Balsam do ust z Biedronki-nie nawilża, zawiera parafinę, ma gumową konsystencję i nadaje niebieskawy kolor wargom. Teraz ma być dostępny również w Rossmannie.
  • Receptury Babuszki Agafii, Serum pod oczy "Przedłużenie młodości"-ani nie wygładzał, ani nie ujędrniał, właściwie to nie robił nic poza nawilżeniem, a pokładałam w nim wielkie nadzieje. Miał za rzadką konsystencję i szybko się wchłaniał. Zużyłam go pod makijaż.

  • Avon, Spray prostujący włosy-niby coś tam wygładzał, ale jak użyłam go przed prostowaniem włosów, to już następnego dnia nadawały się do mycia, takie były obciążone. Buteleczka przydała się na inne włosowe mikstury.
  • Avon, Emulsja do twarzy przywracająca równowagę-powodowała ściągnięcie cery, okropnie podrażniała oczy i błonę śluzową nosa
  • Joanna, Seria hialuronowa, Szampon i odżywka-oba to produkty typowo silikonowe, po szamponie swędział mnie skalp i nie dawał poczucia oczyszczenia. Odżywka zawiera parafinę, trochę oblepiała, zużyłam do golenia nóg, a szampon dodawałam do kąpieli:)
 Nie wiem czy kupię:

  • BeBeauty, Nawilżający krem do rąk-wydajny i tani, chociaż nie dawał spektakularnego nawilżenia. Lubiłam go też stosować na stopy i tu spisywał się lepiej niż na dłoniach:)
  • Nivelazione, Wygładzający peeling do stóp-wygładzał i zmiękczał nieźle, ale nie do końca pasował mi zapach i miał za rzadką konsystencję.
  • Marion, Zabieg laminowania-proteinowy produkt, z którym nie do końca umiem się obchodzić-raz świetnie wygładzał i prostował włosy, a raz matowił i przesuszał.
  • Rimmel Exaggerate, Wodoodporna kredka do oczu-malowała miękko ładne kreski, ale szybko się łamała i tym sposobem kończyła. 

  • Luksja, Jagodowa muffinka-płyn do kąpieli, który robił dużą miękką pianę, ale szybko znikała. Mam wrażenie, że przesuszał skórę. Poza tym nie podobała mi się perłowa konsystencja i spodziewałam się trochę innego zapachu.
  • Avon, Płyn do kąpiel Żurawina & Pomarańcza-pachniał przyjemnie, świątecznie, ale ma butelkę, z której ciężko wydobyć produkt, a piana jest słaba.
  • Lactimilk, Aminokwasy do włosów-spray, który nadawał superblask, ale nie ułatwiał rozczesywania. Skończył jako baza pod olej, ale ostatnio wyczytałam, że może też sprawdzić się jako wcierka, więc z tym zamiarem może go kupię ponownie.

 Kupię ponownie:

  • BeBeauty, Sól do kąpieli Trawa cytrynowa & Bambus-kupię, ale nie wiem czy dokładnie tą wersję. Są tanie i uprzyjemniają mi kąpiel. Ostatnio pojawiły się w nowej szacie graficznej.
  • Urban Decay, Naked Flushed-nie jestem pewna czy to oryginał, bo dostałam od szwagierki, która lubi zaopatrywać się na Aliexpress:) Paletka składała się z różu, bronzera i rozświetlacza, które ładnie i naturalnie konturowały twarz. Pewnie miałabym ją dłużej, gdyby nie fakt, że spadła i się pokruszyła:(
  • BingoSpa, Olejek z kiełków pszenicy-nawilżał, zmiękczał i uelastyczniał cerę, bez zapychania. Szkoda tylko, że nie miał pompki, bo wtedy bym tak nie zapaćkała buteleczki:)
  • Facelle, Chusteczki do higieny intymnej-odświeżają i dają uczucie komfortu w ciągu dnia. Lubię mieć je w torebce.

  • Loton Spa, Olejek Makadamia-uniwersalny olejek, który wygładzał i uelastyczniał ciało, a włosom nadawał blask i miękkość. 
  • Facelle, Płyn do higieny intymnej-robi to co ma robić, a dodatkowo świetnie myje włosy
  • Isana, Lakier nadający objętość-z tą 24-godzinną trwałością to bym nie przesadzała, ale ładnie utrwala, nie robi z włosów hełmu, jest wydajny i tani, ujarzmia baby hair i właściwie tylko do tego był mi potrzebny.
To tyle na dzisiaj. Całkiem nieźle mi poszło, bo wszystkich produktów jest 23. Chciałabym, żeby w kolejnym denku znalazło się więcej produktów do makijażu i włosów, bo to właśnie z nimi mam największy problem jeśli chodzi o zapasy albo ilość kosmetyków otwartych w tym samym czasie.

A Wam jak poszło? Znacie produkty z mojego denka?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...