Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

Czym się maluję na co dzień?

 U większości z nas makijaż dzienny różni się od tego stosowanego na wieczór. Mam podobnie-na wyjście wieczorne używam cieni do powiek, mocniej kredką podkreślam oko, a całość spryskuję fixerem. Na dzień jednak mój makijaż jest bardziej minimalistyczny, chociaż wydawać by się mogło, że kosmetyków jest sporo. Czego konkretnie używam na co dzień do malowania?
Twarz
 Mam cerę niewymagającą-nie ma na niej ani żadnych wyprysków, ani przebarwień, dlatego zazwyczaj używam rozświetlających podkładów, bo lubię efekt wypoczętej skóry jaki dają, dlatego też aktualnie nakładam fluid Perfect Tone od Lirene. Wyglądam w nim na wyspaną (choć od 3 miesięcy permanentnie nie jestem)i zdrowszą. Dodatkowo co dziwne najjaśniejszy odcień idealnie pasuje do mojej bladej cery, co nie jest takie oczywiste wśród drogeryjnych podkładów. Czasami sięgam po kamuflaż z Wibo - tylko wtedy jak chcę wyrównać koloryt powieki i ukryć drobne zaczerwienienia w okolicach nosa. Zawsze podkład przypudrowuję. Teraz mam ryżowy puder White Chocolate z Lovely, ale choć ma fajne opakowanie i słodko pachnie, to jednak trwałością nie grzeszy. Używałam go z różnymi podkładami i niestety cera zaczyna się świecić po 2-3 godzinach. Policzki dodatkowo podkreślam bronzerem Baked Mix z Wibo, a czasami najjaśniejszy kolor w tej paletce sluży mi jako cień do powiek:)

Oczy

Cieni używam sporadycznie, bo zazwyczaj nie mam czasu na ich blendowanie. Najczęściej więc maluję przydymioną kreskę przy linii rzęs za pomocą Brow Satin z Maybelline (stroną z gąbeczką). To niby produkt do brwi, ale mi w pierwotnej funkcji się nie sprawdził, za to do kreski jest świetny. Na rzęsy nakładam serum 8w1 z Eveline, które świetnie podbija efekt długich i rozdzielonych rzęs jaki osiągam maskarą Lash Sensational. Do brwi mam wosk w kredce z Bell.

Usta

Czasami traktuję je jedynie pomadką ochronną. Aktualnie używam masełka z Isany i niedługo pojawi się jego recenzja. Gdy mam ochotę na kolor to wybieram raczej stonowane kolory-albo brudny róż, jak w przypadku konturówki Perfect Line nr 1 z Lovely albo ciemniejszy róż, wpadający w fuksję jak np. ten nr 04 pomadki 2w1 z Hean. Mam jeszcze tą kredkę o nr 03 i ten odcień niestety mi nie pasuje.

Tyle. Chyba nie ma tego aż tak dużo, co? Zazwyczaj mam na makijaż jakieś 5-7 minut, więc muszę się śpieszyć i w miarę możliwości używać kosmetyków wielozadaniowych.

A jak wygląda Wasz codzienny make-up?

Ulubieńcy maja: kolorówka

Witajcie!
Zazwyczaj w ulubieńcach pokazuję zarówno kosmetyki pielęgnacyjne jak i te do makijażu. Dzisiaj jednak skupię się na tej ostatniej kategorii i pokażę Wam sześć kosmetyków, które w ostatnich 31 dniach używałam z dużą przyjemnością. Tylko jeden z nich pochodzi z promocji w Rossmannie -49% na kolorówkę, a reszta to produkty, które leżały u mnie już od dawna, ale właśnie teraz nadeszła na nie kolej,

Zaczynamy od kosmetyków w czarnych opakowaniach: 2 do twarzy i jeden do oczu.

  • Kobo, rozjaśniacz do podkładu-produkt, który uratuje nie jeden za ciemny podkład. Ja najczęściej używałam go z Rimmel Wake Me Up i dzięki temu jest szansa, że zużyję ten podkład do końca. Trzeba go do dodać w promocji 1:1 do porcji fluidu i mamy rozjaśnienie o 1-2 tony. Nie zmienia właściwości podkładu.
  • Ingrid, podkład mineralny Silk & Lift-mam najjaśniejszy odcień, czyli Ivory i idealnie pasował do mojej nieopalonej karnacji, która normalnie jest bardzo blada i ciężko dobrać do niej dobry odcień podkładu. Kosztował mnie około 7 złotych, a twarz wyglądała w nim bardzo świeżo, naturalnie, była promienna, ale nie błyszcząca. Nie potrzebny był mi do niego korektor, dodatkowo miałam wrażenie, że naprawdę nawilża cerę.
  • Astor, Eye Artist Definer-ja zawsze wybieram czerń jeśli chodzi o kredki do oczu, nawet latem, no czasami jeszcze brąz. To mój pierwszy kosmetyk Astor-lubię go za to, że się wykręca, że łatwo się nią maluje, kreska jest trwała, utrzymuje się od rana do wieczora, bez tracenia na intensywności i bez rozmazywania.

Po nałożeniu podkładu zazwyczaj nakładałam korektor i puder matujący.
  • puder ryżowy White Chocolate z Lovely-kupiony właśnie jako jedyny na promocji w Rossmannie. Podoba mi się w nim wszystko-opakowanie w formie książeczki, zamykane jakby na magnez, faktura w kratkę i zapach, który rzeczywiście przypomina białą czekoladę. Utrwalał na kilka godzin, nie bielił cery. Miałam wrażenie, że skóra była wygładzona, a pory zmniejszone.


  • kamuflaż z Wibo-korektor o gęstej i treściwej konsystencji, który zakrywa wypryski i przebarwienia. Ja używałam go pod oczy i na powieki, aby wyrównać koloryt skóry i ukryć cienie i muszę przyznać, że radził sobie z tym naprawdę świetnie. Na początku nie byłam do niego przekonana, bo wydawał mi się za ciężki, ale teraz jestem z niego zadowolona, bo ładnie współgra z podkładem i pudrem.



  • tusz Lash Sensational z Maybelline-jestem chyba ostatnią osobą, która testuje ten tusz. Nie dziwię się, że jest tyle dziewczyn, dla których jest ulubieńcem. Nadaje rzęsom spektakularny czarny kolor, pogrubia je znacząco, nadaje im objętości, a dodatkowo podkreśla krótkie włoski, z którymi nie radziły sobie inne maskary.


Tak prezentują się moje ulubione kosmetyki do makijażu w maju. Jak zapewne widzicie nie ma nic tutaj do ust, ale zazwyczaj podkreślałam je po prostu pomadką Nivea Cherry albo zwykłą pomadką ochronną. W czerwcu gdy nadejdą prawdziwe upały podkład zamienię raczej na krem BB ze względu na lżejszą formułę, ale z czarnej kredki nie zrezygnuję:)

Znacie powyższe kosmetyki? Czym najchętniej się malowałyście w maju?

Sposób na beznadziejną pomadkę/Primer do ust

Na pewno macie w swoich zbiorach takie pomadki, których używałybyście częściej gdyby nie dyskomfort, który temu towarzyszy. Ja mam w swojej kosmetyczce kilka, ale takich naprawdę, które sprawiają, że moje usta, aż wołają o nawilżenie, tylko dwie. Do tej pory leżały zapomniane i używałam ich od wielkiego dzwonu, aż w końcu znalazłam sposób, który pozwala mi cieszyć się nimi na co dzień i nie odczuwać nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia na ustach.
Ten sposób kosztował mnie około 5 złotych i nazywa się Multitask Lip Primer, czyli po prostu wielofunkcyjna baza do ust. 
Kupiłam go podczas poprzedniej promocji-49% w Rossmannie na kolorówkę raczej z ciekawości niż z przekonania, że na coś mi się przyda.
Lip Primer to baza w formie kredki, którą niestety trzeba strugać. 
Wg obietnic producenta ma:
  • wygładzać usta
  • podkreślać ich kształ i sprawić, że będą wydawały się pełniejsze
  • utrwalać kolor
  • zapobiegać rozmazywaniu

Ma woskowatą konsystencję, która łatwo sunie po ustach. Działa trochę jak pomadka pielęgnacyjna z tym, że nie nadaje blasku, ale transparentną warstwę, która momentalnie wygładza usta i pozwala ukryć suche skórki. Otula je ochronną warstwą i przygotowuje na nałożenie kolorowego produktu.
Ja przetestowałam i najczęściej używam ją z dwoma pomadkami Lovely-Color Wear nr 3 i Matt & Lasting nr 1. Ta w kredce od samego początku miała dziwną konsystencję, bardzo tępą i od samego początku kiepsko mi się ją nakładało-za każdym pociągnięciem pozostawiała smugi, poza tym kolor wyglądał na lalkowo-plastikowy.
Co zauważyłam gdy nałożyłam ją na bazę?

  • na pewno lepiej się rozprowadza, nie tak tępo, lepiej sunie po ustach
  • nie ma smug, kolor jest bardziej równomierny
  • usta wyglądają bardziej naturalnie-na pomalowane, ale plastikowy róż jest delikatniejszy i lepiej się w nim czuję

Z pomadką w płynie miałam taki problem, że (jak to matowe pomadki) ściągała i wysuszała usta, przez co wyglądały ja wysuszona rodzynka. Poza tym kontur namalowany aplikatorem był jak dla mnie zbyt wyraźny i czułam się zmalowana.
Gdy nałożę ją na primer:

  • mam większy komofort jej noszenia-nie czuję ściągnięcia usta
  • kolor jest bardziej naturalny-już nie rudo-brązowy, ale przyjemnie nudziakowy
  • kontur jest rozmyty, co mi akurat w makijażu na co dzień bardzo odpowiada.

Podsumowując:
Od kiedy mam ten primer dużo częściej używam pomadek, które solo się nie sprawdzały. Baza zdecydowanie wygładza usta, więc nie muszą być już w idealnym stanie, żeby matowa pomadka wyglądała na nich dobrze. Primer niweluje uczucie ściągnięcia i poprawia komfort noszenia pomadki, co akurat dla mnie jest bardzo ważne. Nie zauważyłam, żeby przedłużał trwałość, ale na pewno zapobiega rozmazywaniu i przytrzymuje ją w ryzach.

Jeśli jeszcze wybieracie się do Rossmanna na promocję, to warto wrzucić go do koszyka:)

Używacie baz na usta?

Podkład Lirene, Perfect Tone-czy warto go kupić na promocji -49% w Rossmannie?

 Niby Lirene to polska firma, ale podchodzę do niej z rezerwą. Do pielęgnacji chyba jeszcze nic od nich nie kupiłam, za to udało mi się przetestować 3 podkłady sygnowane tą marką. Najnowszym nabytkiem jest fluid dopasowujący się do koloru cery Perfect Tone. Jak wypadł i czy warto go kupić na jutrzejszej promocji w Rossmannie?
Dostępny jest w ośmiu odcieniach, ja oczywiście zdecydowałam się na najjaśniejszy, czyli Ivory. Kupiłam go podczas poprzedniej akcji promocyjnej, chociaż dalej jest reklamowany jako "nowość". Na stronie Rossmanna jest po 35 zł, czyli po rabacie wychodzi jakieś 17 zł za 30 ml i szklaną butelkę.
 Przyznam, że przez "dopasowanie się do koloru cery" rozumiałam stopienie się z nią, tak żeby nie był widoczny, a jednocześnie żeby twarz była zmatowiona, niedoskonałości skorygowane  i żeby wyglądała po prostu lepiej niż bez makijażu.
 Pierwsze co mnie zaskoczyło po odplombowaniu taśmy "Safety Lock" był aplikator, czyli szpatułka-w drogerii tester miał pompkę i to mnie właściwie skusiło do zakupu, bo nigdy podkładu z takim patyczkiem nie miałam i nie wiedziałam właściwie jak się do aplikacji zabrać.
 Postanowiłam w końcu rozsmarowywać podkład z patyczka na rękę i dopiero nakładać na twarz.
Konsystencja jest dosyć rzadka, ale nie wodnista. Gdy nakładam podkład palcami, ilość znajdująca się na aplikatorze wystarcza na całe jej pokrycie, ale gdy używam gąbeczki to muszę jeszcze z 2-3 razy sięgać do szklanej buteleczki.
 Z kolorem trafiłam idealnie tzn. nie jest on zbyt blady, nie wyglądam w nim jak śmierć, ale widać, że pasuje do mojej cery.
Drugim (po opakowaniu) zaskoczeniem był efekt jaki daje na mojej twarzy. Nie jest to mat i "efekt drugiej, lepszej cery" jakiego oczekiwałam zamiast tego mam:

  • zdrowy, promienny wygląd
  • subtelny połysk, który jest idealny na wiosnę
  • cerę wygładzoną i rozświetloną
  • delikatne krycie, które wyrównuje koloryt i zakrywa suche miejsca na twarzy
  • uczucie komfortu i nawilżenia przed długie godziny-nie nakładam pod niego żadnego kremu i nie czuję żadnego uczucia ściągnięcia ani wysuszenia
  • cerę, która wygląda bardzo naturalnie i lubię przeglądać się wtedy w lusterku
Czasami zapominam go przypudrować, a jak sobie o tym przypomnę i zerknę w lusterko to stwierdzam, że twarz wcale tego nie potrzebuje. Nie ciemnieje, nie roluje się ani nie ściera, nawet po kilku (około 7 h) twarz wygląda dobrze i zdrowo.
Ja jestem bardzo z niego zadowolona, bo lubię wszelkiego rodzaju rozświetlające podkłady, właściwie to na takie tylko zwracam uwagę przy zakupie. Jeśli ktoś będzie oczekiwał mocnego matu, ukrycia krostek i mocno kryjącego efektu to nie będzie z tego fluidu zadowolony.


Podsumowanie:
Porównałabym go z podkładem Rimmel Wake Me Up, z tym że ten z Lirene jest dużo lepszy-po pierwsze ma bardziej dopasowany odcień, Rimmel nawet najjaśniejszy jest sporo za ciemny dla mojej bladej cery. Rimmel dawał też efekt tłustej cery i świeciłam się po nim niemiłosiernie, poza tym miałam wrażenie, że zapycha pory, a tu mamy ładny połysk, rozświetlenie i w pakiecie nawilżenie.

Jeśli szukacie rozświetlającego podkładu na wiosnę to bardzo polecam:)

Znacie? Lubicie Lirene?

Ulubieńcy stycznia i lutego

Kończy się już drugi miesiąc nowego roku. Przez ten czas udało mi się poznać i przetestować kosmetyki, które zasługują na miano ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy. Będzie ich pięć, coś do makijażu też się znajdzie.
Zacznę od produktów do pielęgnacji ciała. 
Balsam Palmer's kupiłam pod koniec grudnia do zapobiegania rozstępom na moim ciążowym brzuchu. Od tej pory uwielbiam się nim smarować, bo ma przyjemną konsystencję, która gładko sunie po ciele, przyjemny zapach, no i skóra jest po nim bardzo elastyczna i nawilżona. Jeszcze nie wiem czy zapobiega rozstępom-zostało mi ich trochę po poprzedniej ciąży, więc na razie nie jestem w stanie zidentyfikować, które to stare, a które ewentualnie nowe. Polubiłam go jednak na tyle, że w tym tygodniu idę kupić kolejne opakowanie.
Krem maska dla przesuszonych dłoni z Bielendy to najtańszy kosmetyk w całym zestawieniu, bo kosztował 3,99 zł. Ma bogatą konsystencję, która koi suche i spierzchnięte dłonie. Skóra jest miękka, elastyczna i nawilżona. Stosuję go również na stopy i z grubszą i bardziej wymagającą skórą na piętach też sobie świetnie radzi. To kolejny kosmetyk Bielendy, który polubiłam. 
Pora na część makijażową.
Kojąca woda różana z Bielendy (właśnie się zorientowałam, że to drugi kosmetyk tej firmy w całej piątce) ładnie pachnie i świetnie działa. Lubię go zarówno używać jako toniku do przecierania twarzy rano i wieczorem, bo oczyszcza ją z zanieczyszczeń. Super sprawdza się również jako płyn micelarny do usuwania makijażu. Naprawdę robi to bardzo skutecznie i delikatnie-zmywa makijaż bez podrażnień, szczypania i zaczerwienienia skóry. Z tej różanej serii mam jeszcze serum i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze.
Podkład Lirene Perfect Tone zaskoczył mnie podwójnie. Po pierwsze, gdy oglądałam jego tester w Rossmannie to opakowanie miało pompkę, a pełnowymiarowe opakowanie jej nie ma (przynajmniej mój egzemplarz). Po drugie-myślałam, że będzie to kryjąco-matujący fluid. Jest wręcz przeciwnie, ale nadal świetnie. Mam najjaśniejszy odcień, który pasuje do mojej jasnej karnacji. Daje efekt wypoczętej i rozświetlonej skóry, ale nie tak świecącej się jak w przypadku Rimmel Wake me up. Mam wrażenie, że nawilża, kryje wszelkie suche miejsca i przynosi ukojenie. Naprawdę wyglądam w nim na wypoczętą. Przyda mi się, gdy przyjdą nieprzespane noce:)
O eyelinerze z FM Group już pisałam tutaj. Powtórzę właściwie to, co napisałam w tamtym poście. To pierwszy liner w pisaku, który naprawdę ułatwił mi makijaż. Rysuje wyrazistą i precyzyjną kreskę, która pozostaje na miejscu przez cały dzień. Nie blaknie, nie ściera się, ani nie rozmazuje. Jest świetny i bardzo łatwo się nim maluje i domalowuje tam, gdzie potrzeba.
Tak prezentuje się zimowa piątka. W przeciągu dwóch tygodni powinny się pojawić szczegółówe recenzje wody różanej, podkładu i kremu do rąk.

Znacie te produkty? Co Was ostatnio pozytywnie zaskoczyło?

Tani makijaż: 5 kosmetyków kolorowych za 10 zł każdy

O ile z wytypowaniem fajnych produktów do pielęgnacji w niskiej cenie nie miałabym większego problemu, o tyle te kolorowe sprawiają mi więcej trudności, ale pogrzebałam w swojej kosmetyczce i wytypowałam 5 tanich, a fajnych kosmetyków do makijażu.
Każdy z nich kupiłam za około 10 zł. Cena ta dla niektórych jest regularną, a niektóre tyle kosztowały w promocji.
Najtrudniej chyba znaleźć tani, a dobry podkład. Ja aktualnie używam fluidu matująco-korygującego z Celii. To jedyny produkt z całej piątki, który kupiłam online, bo stacjonarnie nigdzie go nie widziałam. Fakt, że nie ma u mnie w mieście żadnych małych drogerii (a myślę, że w takich łatwiej go dostać), tylko dwie sieciowe.
Na e-zebra.pl kupiłam go za 8,99 zł. Czytałam o nim sporo dobrego, ale najbardziej mnie kusił fakt, że ma podobno odcień idealny dla bladej cery, czytaj mojej. Odcień jednak nie okazał się idealny, ale daje radę. Lubię go za pudrowość jaki nadaje mojej twarzy, więc jak się śpieszę, nie muszę go dodatkowo utrwalać pudrem. Co do korygowania to mam wątpliwości, bo na pewno nie zakryje dużych niedoskonałości, ale matuje zaskakująco dobrze.

 Kolejnym fajnym produktem do makijażu twarzy jest matowy róż do policzków z Kobo. Mam go w odcieniu Marsala i kosztował  niecałe 8 zł. Jego cena regularna to około 14 zł, ale bardzo często w Naturze są obniżki -40% na całą markę, więc wtedy można go dorwać. 
Lubię go za:

  • małe opakowanie
  • naturalny efekt
  • nie pozostawianie smug
  • łatwość aplikacji
  • brak drobinek


Pora na kolejną trójkę. 
Wosk do brwi w kredce z Bell pojawił się w ulubieńcach poprzedniego roku. Kupić go można za 9,99 zł w Biedronce. Dzięki temu kosmetykowi polubiłam malowanie brwi. Nadaje naturalny efekt, ale włoski są zdefiniowane, podkreślone i wygładzone na cały dzień. Wyglądają na zadbane i utrwalone. Dostępny jest w trzech odcieniach: dla brunetek, szatynek i blondynek. 

Matowy eyeliner z Lovely w odcieniu Black kupiłam za około 4 zł na promocji -49% w Rossmannie, ale jego normalna cena nie przekracza 10 zł. To eyeliner w pędzelku, którym łatwo maluje się regularną i wyraźną kreskę. Utrzymuje się cały dzień, nie ściera, no i ma wygodny pędzelek, więc nawet taka niewprawiona makijażystka jak ja będzie zadowolona z efektu.
 Pomadka w kredce Sensique "Matte fits perfectly" w odcieniu 504 również trafiła do rankingu ulubieńców 2016 roku. U mnie spisuje się lepiej niż sławne kredki z Golden Rose. Ma świetny ciemno różowy-odcień wpadający w róż. Podoba mi się jak wpija się w ustach i pozostaje na nich na długo. Dodatkowo ma woskową konsystencję, która ściera się równomiernie i nie pozostawia brzydkich obwódek jak w przypadku GR. Kupiłam ją za 5,99 zł.
 Tak wygląda cała piątka. Jeśli jeszcze nie próbowałyście tych kosmetyków to szczerze polecam. 
Gdybym miała wskazać jeszcze inne tanie kolorowe kosmetyki, których kiedyś używałam to byłyby to jeszcze:

  • puder sypki z Wibo
  • tusz do rzęs XXL Volume, też z Wibo ( w niebieskim opakowaniu)


 Znacie te kosmetyki?
Możecie polecić jeszcze inną kolorówkę za 10 zł? Jestem bardzo ciekawa.

4 pomadki na luty

Nigdy jakąś wielką fanką makijażu nie byłam. Owszem, zaczęłam malować się już w liceum, ale to raczej dlatego że wszystkie dziewczyny się malowały. Do dzisiaj prawie codziennie sięgam po podkład i tusz do rzęs jak mam zamiar wyjść do ludzi. No chyba, że bardzo mi się nie chce i jedynym moim wyjściem jest spacer z dzieckiem to wtedy całkowicie rezygnuję z makijażu, ale nie czuję się wtedy komfortowo. 
Ten mój nieco macoszy stosunek do makijażu nie przeszkodził mi w kwestii nagromadzenia sporej ilości kolorówki. Szczególnie od czasu gdy na rynek weszły pomadki w kredce i te ze szpatułką jak przy błyszczykach, kupuję ich sporo. A raczej kupowałam, bo ostatni zakup szminkowy miałam ponad pół roku temu. Postanowiłam sobie, że muszę przynajmniej 1-2 sztukę wykończyć (wyrzucić), dopiero wtedy mogę kupić nową. 
W tym roku postanowiłam na każdy miesiąc typować pomadki, których będę używać, żeby móc w końcu wyrobić sobie o nich zdanie, no i żeby w końcu zobaczyć ich zużycie.
Na luty mam wytypowane 4 sztuki:
  • Wibo, Eliksir nr 6
  • Wibo, Million Dollar Lips nr 1
  • Lovely, Extra Lasting nr 1
  • Rimmel, Colour Rush 'Drive me Nude' nr 710

Matowe pomadki w płynie z Lovely i Wibo pójdą na pierwszy ogień. Będę je używać naprzemiennie i mam nadzieję, że dzięki temu będę wiedziała, którą bardziej lubię i napiszę później recenzję porównawczą, biorąc pod uwagę kolor, trwałość, pigmentację itp. Teraz napiszę tylko, że jak ścierałam je po zdjęciach z ręki, to wszystkie zeszły po potarciu chusteczką higieniczną, oprócz tej z Lovely.
 Kolejna dwójka to eliksir z Wibo i pomadka w kredce z Rimmela. Te eliksiry nie są już chyba dostępne, ale jedna sztuka zalega w mojej kosmetyczce. Niestety, sztyft się połamał, więc musze ją nakładać pędzelkiem, ale może to i lepiej bo wtedy aplikacja jest bardziej precyzyjna. Usta są po niej miękkie i lśniące i jakby pełniejsze.
O pomadce z Rimmela już pisałam tutaj. Lubię ją głównie za to, że dokładając warstwy otrzymujemy różne efekty.

Tutaj są swatche wszystkich kolorów w kolejności od lewej:

  • Eliksir
  • Lovely
  • Million Dollar Lips
  • Rimmel


Zamierzenie jest takie, żeby używać tylko ich przez luty (ciekawa jestem czy mi się to uda, będę chyba pozostałe pomadki musiała schować gdzieś do szafy, żeby mnie nie kusiły), żeby je maksymalnie zużyć, chociaż wiem, że kolorówkę się używa, a nie zużywa:)

Najbardziej mi zależy na wykończeniu tej w sztyfcie z Wibo, bo najdłużej zalega w mojej szafie. 

A Wam jak idzie zużywanie szminek/pomadek? A może chcecie się przyłączyć do mojej akcji zużywania kolorówki?

Na marzec pojawią się kolejne typy.

3 kosmetyki Kobo-który najlepszy?

Kosmetyki Kobo dopiero od niedawna zaczęły mnie interesować, może dlatego, że nie są dostępne w Rossmannie, a do Natury gdzie można je kupić mam trochę dalej. Dzisiaj będzie o 3 kosmetykach Kobo-dwa dni zamówiłam przez Internet i odebrałam w drogerii, a wszystkie kupiłam podczas promocji -40& na markę, więc żaden z nich nie kosztował mnie więcej niż 10 zł. Który z nich najbardziej mi się spodobał?
Zaczniemy od różu do policzków. Z różami mam pewien problem tzn. wiem, że dodają twarzy świeżości i dziewczęcości, ale mam wrażenie, że łatwo z nimi przesadzić i łatwiej sobie nimi zrobić krzywdę niż bronzerami, ale postanowiłam zaryzykować i wydałam na niego lekko ponad 8 zł.
Mam nr 203 Marsala z serii Matte Blusher, która składa się w sumie z trzech odcieni. Mój jest najciemniejszy z tej serii, ale nawet dla mojej bladej cery nadaje się idealnie. Jest to coś pomiędzy różowym a pomarańczowym kolorem.
Spełnia właściwie wszystkie obietnice producenta, a więc nakłada się bezproblemowo, nie pozostawia smug. Rzeczywiście jest matowy i nie zawiera żadnych lśniących drobinek, co myślę, że ucieszy wiele z nas.
 Wystarczy odrobina, aby twarz nabrała wyrazu, przez co jest niesamowicie wydajny. Nie osypuje się, ani nie pyli przy nakładaniu. Dodatkowo podoba mi się malutkie opakowanie, które jest skromne, ale solidne, dobrze wykonane i nie zajmuje dużo miejsca. Nie sądziłam, że będę się zachwycała jakimkolwiek różem, a tym tak:)
Kolejny kosmetyk to pomadka w kredce z serii Fashion Color. Odkąd pojawiły się pomadki w kredce, chętnie dokupuję nowe, bo nie ma dla mnie wygodniejszej metody aplikacji kolorowego kosmetyku. Wolę bardziej matowe formuły i myślałam, że ta taka będzie. Pomyliłam się. 
Mam nr 202 Natural, która swoim naturalnym kolorem nadaje się na dzień. Nie jest matowa, ale raczej kremowa w formule, sprawia, że usta się trochę błyszczą. Kolor to taki ciemniejszy róż, myślę, że wielu dziewczynom by się spodobał. Jak dla mnie jest jednak trochę zbyt różowy. Nie jest to wprawdzie cukierkowy kolor, ale ja się sobie w nim nie podobam.
Z tej serii jest dostępnych 5 odcieni-są i dobre na co dzień i wyraziste na wieczór, albo dla bardziej odważnych wielbicielek czerwieni i fioletów.
 Nie lubię też opakowania, bo chociaż szminka jest wykręcana i nie trzeba jej strugać, to klekoce przy malowaniu co mnie niesamowicie denerwuje. Dodatkowo ma zbyt kremową konsystencję. Rozprowadza się bezproblemowo, ale mam wrażenie, że topi się na ustach. Trwałość to u mnie około 3 godzin. Zjada się równomiernie, co jest zaletą, ale może wynika z tego naturalnego odcienia. Nie wiem jak będzie w przypadku czerwieni.
Kosztowała mnie około 9 złotych, ale nie kupiłabym jej ponownie.
 Ostatni z trójki to długotrwały eyeliner do oczu. Ja mam najbardziej klasyczny odcień, czyli Deep Black, ale można kupić jeszcze 4 inne. Od razu napiszę, że polubiłam tą kredkę, tak samo jak róż i tak samo jak za poprzednie zapłaciłam za niego 8 zł z groszami.
 Używam go gdy nie mam czasu bawił się eyelinerem z pędzelkiem, albo gdy zależy mi na bardziej naturalnym efekcie.

 Kredka jest wykręcana, więc nie trzeba jej ostrzyć. Niby producent zapewnia, że jest wodoodporna, ale ja zmywam ją zwykłym płynem micelarnym, ale o jej wodoodporności może świadczyć fakt, że nie rozmazuje się na moich oczach, mających tendencję do łzawienia.
 Sztyft jest wystarczająco miękki, żeby narysować nią precyzyjną i wyraźną kreskę.

  •  nie łamie się
  • nie rozmazuje w ciągu dnia
  • kreska wygląda bardzo dobrze przez cały dzień
  • efekt jest wyrazisty, ale nie przerysowany

 Bardzo ją polubiłam i używam często zarówno do codziennego makijażu, gdzie za makijaż oka wystarcza mi kreska i pomalowane rzęsy, ale też na wyjścia, gdy dodatkowo używam cieni. To aktualnie moja ulubiona kredka do oczu.

Podsumowując:
Jeśli jeszcze nie próbowałyście tych kosmetyków, to polecam spróbować, przynajmniej tych dwóch które mi się spodobały.

Znacie te kosmetyki? Jaki jest Wasz ulubiony produkt Kobo?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...