Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

Żel micelarny Garnier-lepszy niż płyn?

Po produkty Garnier do pielęgnacji sięgam rzadko. Właściwie poza ich słynnym płynem micelarnym (który w swoim czasie widziałam w pojemności 700 ml) nie miałam chyba nic. Na poprzedniej promocji 2+2 na pielęgnację twarzy skusiłam się na ówczesną nowość (chyba), czyli żel micelarny 3 w 1, który szatą graficzną przypomina wyżej wymieniony płyn.
Jak się spisał?
Za 200 ml produktu trzeba zapłacić około 18 złotych, co moim zdaniem jest zbyt wygórowaną ceną jak na ten produkt.
Mamy tutaj plastikowe wygodne opakowanie z pompką, którą należy nacisnąć około dwóch razy, aby wydobyć potrzebną ilość żelu.

 Skład (moim laickim okiem) jest słaby i typowo drogeryjny. Nie będę go analizować, bo za dobrze się na tym nie znam, ale eksperci na pewno by się przyczepili za obecność niedelikatnych substancji (a jest to produkt do cery wrażliwej).
 Konsystencja jest raczej rzadka i spływa z dłoni (jak widać, przy robieniu zdjęcia), ale nakłada się na twarz bezproblemowo. Nie jest bezzapachowy, jak pisze producent, a pachnie jakby migdałami.
 Producent obiecuje:
  • usunięcie makijażu
  • oczyszczenie
  • ukojenie

Ja zgodziłabym się z dwoma tymi punktami, bo rzeczywiście świetnie radzi sobie ze zmyciem kolorowych kosmetyków, nawet wodoodpornych, chociaż ja zazwyczaj myję nim twarz dwa razy, zawsze skupiając się na oczach, bo u mnie żadna szminka nie trzyma się do wieczora, więc ust nie muszę jakoś specjalnie zmywać. Z demakijażem radzi sobie więc lepiej niż niejeden płyn micelarny.
Pieni się dosyć obficie, często robiąc bąbelki na twarzy.
Nie szczypie oczu, chociaż zauważyłam lekkie podrażnienie śluzówki nosa, gdy tam się dostanie przy zmywaniu.
Oczyszcza też bardzo dobrze tj. twarz jest bardzo czysta, gładka, wręcz skrzypiąca z czystości, ale też lekko ściągnięta i konieczne jest użycie potem jakiegoś kremu albo serum.
Ukojenia nie zauważyłam, wręcz przeciwnie.
Jest słabo wydajny tj. po każdym użyciu widzę jego ubytek w buteleczce. 

 Podsumowując:
Jestem mile zaskoczona jego właściwościami demakijażowymi (jest takie słowo?) i w tym aspekcie wygrywa ze słynnym micelem z tej serii, bo usuwa makijaż i oczyszcza jednocześnie.
Przyzwyczaiłam się jednak do zmywania makijażu płynem i taka forma mi bardziej odpowiada, tego żelu mogłabym używać jako drugiego kroku.
Dziwię się, że producent poleca go do wrażliwych twarzy, gdyż nawet moją (niewrażliwą) cerę ściąga i lekko przesusza.

Fajny, ale nie planuję do niego powrotu.

Znacie? Lubicie kosmetyki Garnier?

Nowości w mojej pielęgnacji twarzy: olejek do demakijażu i płyn micelarny Dermiss

Odkąd dostałam Happy Box od Farmony, do swojej pielęgnacji twarzy włączyłam dwa nowe produkty: olejek i płyn micelarny do demakijażu. Są to dwa pierwsze kroki w wieloetapowym planie pielęgnacji, które proponuje marka Dermiss.
Obydwa produkty mają pojemność 200 ml z wygodną pompką do aplikacji, którą wystarczy przekręcić, żeby mieć pewność, że nic nam się nie wyleje, zapakowane były w osobne tekturowe pudełeczka.
Nigdy do zmywania makijażu nie używałam olejku, więc byłam ciekawa tej nowej konsystencji, no i działania.
Pierwszy raz jednak użyłam go do mycia twarzy, już po zrobieniu demakijażu innym produktem. Pierwsze co zauważyłam, to efekt rozgrzewający jaki odczuwałam podczas rozprowadzania go na zwilżonej cerze. Po zmyciu cera była gładka, nawilżona, delikatna i miękka. Nie pozostawia tłustego filmu czego w przypadku olejku się obawiałam.
W składzie jest olej słonecznika, olejek ze słodkich migdałów, olej arganowy i ekstrakt z bursztynu. Oprócz tego kilka brzydkich jak na moje oko składników.
Konsystencja jest średniogęsta, lekko mętna. Przy rozcieraniu na twarzy zamienia się w gładką emulsję, bez pienienia. Mi wystarczy do umycia buzi 2 pompki.
Polubiłam go do tego celu, natomiast do demakijażu się nie sprawdził.
  • po pierwsze, gdy nakładałam na nasączony wacik, skapywała mi z niego woda, co było denerwujące
  • przy zmywaniu oczu czułam pieczenie i szczypanie, więc nigdy tego demakijażu do końca nie doprowadziłam, żeby nie doprowadzić do łzawienia i megapodrażnienia
  • starałam się zmywać nim twarz i tu żadnego podrażnienia nie czułam
Co dziwne przy myciu nim twarzy nie czułam żadnego szczypania ani podrażnienia oczu, a przy demakijażu piekło bardzo.

Drugim etapem jest użycie płynu micelarnego, ale ja te etapy najczęściej zamieniam-najpierw zmywam makijaż micelem, a potem myję twarz olejkiem.
Z demakijażem radzi sobie naprawdę dobrze-potrzebuję około 3 dobrze nasączonych wacików, żeby usunąć wszystko dokładnie. Przykładam wtedy wacik do oka, przesuwam wzdłuż linii rzęs i to samo powtarzam z drugim okiem, a następnie zmywam resztę twarzy.
Ma przyjemny, orzeźwiający zapach, więc nadaje się też jako tonik do porannego odświeżenia. Nie pozostawia klejącej się warstwy.

 To jeden z lepszych płynów micelarnych jakich używałam i chyba pierwszy z opakowaniem z pompką, co jest bardzo wygodne i chyba teraz będę szukać tylko takich miceli.
Na minus muszę zaliczyć wydajność-po każdym użyciu widać jak go ubywa. 
Micel stosuję przeważnie z olejkiem i o ile olejku mam ponad 2/3 opakowania, micela zostało mi może 1/3, ale to może i lepiej, bo pojawi się w najbliższym denku i będę mogła wyciągnąć coś z moich zapasów.
Podsumowując:
Micel dobrze zmywa makijaż, nie wiem jak będzie z wodoodpornym, bo takiego nie stosuję, olejek jedynie nadaje się do mycia twarzy.
Z tej serii mam jeszcze krem na noc i póki co też jestem z niego zadowolona. Jest jeszcze progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym, ale jego jeszcze nie otwierałam.
Dam Wam znać co z tej serii wypadło najlepiej.

Znacie markę Dermiss? Lubicie olejki do demakijażu?

Woda różana, Bielenda

Bielenda to marka, którą dopiero poznaję. Jak do tej pory większość ich kosmetyków przypadła mi do gustu (m.in. krem-maska do rąk, nawilżający płyn micelarny czy mgiełka do utrwalania makijażu). Dzisiaj pora na recenzję produktu z różanej serii. Mam z niej serum do wrażliwej cery i kojącą wodę różaną, o której będzie dzisiejszy post.
Ja kosmetyk dostałam w ramach blogerskiej akcji paczkowej, ale jego cena to około 13 zł w Rossmannie, chociaż teraz jest w promocji za 9,99 zł. Jest to produkt 3 w 1, który ma za zadanie:

  • oczyszczać
  • usuwać makijaż
  • łagodzić podrażnienia
Opakowanie jest w porządku tj. estetyczne, kobiece i niesprawiające problemów w użytkowaniu. Woda różana rzeczywiście pachnie różą i jest to zapach przyjemny i delikatny, chociaż ja za takimi aromatami nieszczególnie przepadam.

Hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej znajduje się już na drugim miejscu składu, oprócz tego mamy też kwas hialuronowy, który jest znany ze swoich nawilżających właściwości.. Potem (jak na moje oko) jest kilka niepotrzebnych składników, no ale to właśnie rzeczony hydrolat jest najważniejszy i właściwie on robi całą robotę.
Ja stosowałam wodę rano i w dni bez makijażu jako tonik do przecierania i codziennie wieczorem do zmywania kolorówki.

Jak sobie radzi ze spełnieniem obietnic producenta?
Świetnie.
Jako tonik:

  • cera jest odświeżona i nawilżona jednocześnie
  • zmiękcza naskórek i daje poczucie komfortu i intensywnej pielęgnacji
  • nie powoduje uczucia ściągnięcia 
Jako płyn micelarny:
  • dokładnie i delikatnie usuwa makijaż
  • nie pozostawia nieprzyjemnego filmu
  • nie powoduje podrażnień, zaczerwienienia ani szczypania 
  • nawet demakijaż oczu z nią to przyjemność-wystarczy przyłożyć nasączony wacik i po chwili delikatnie przesunąć po rzęsach

Podsumowując:
Używałam jej z dużą przyjemnością, ale mi się już skończyła. Być może do niej kiedyś wrócę, no ale jest tyle produktów tego typu, że same wiecie jak kuszą nowości:) Myślę, że dla posiadaczek wrażliwej cery byłaby świetnym kosmetykiem, ja mam normalną i bardzo ją lubiłam. Nie wiem czy tak samo polubię się z serum z tej serii, bo jak na razie efektu "wow" nie widzę, no ale dam mu jeszcze szansę.

Znacie tą wodę różaną? Jaka jest Wasza ulubiona seria Bielendy?

Różany płyn micelarny od Evree-czy było się czym zachwycać?

Do tej pory o marce Evree jedynie słyszałam. Chciałam coś od nich mieć, ale jakoś nigdy nie składało się na zakupach, Różany płyn micelarny od Evree właśnie,  trafił w moje ręce dzięki blogerskiej akcji Mikołajkowa Paczka. Po miesiącu testowania jestem gotowa wystawić mu opinię. Czy warto było czekać i wzdychać do tych produktów?
Zacznę opis tradycyjnie od ceny-jego regularna cena to około 15 zł za 300 ml, chociaż widziałam go w Rossmannie na promocji za 9,99 zł i cieszę się, że nie kupiłam:) Opakowanie jest wygodne-otwór dosyć mały, więc nic się nie wylewa. 
Płyn jest wydajny-używam go ponad miesiąc i zostało mi jeszcze połowę buteleczki.

Obietnice producenta są dosyć obszerne. Co ciekawe nie ma wśród nich zmianki o zmywaniu makijażu, a na tą cechę zwracam największą uwagę przy okazji używania płynów micelarnych. Te obietnice są dla mnie charkterystyczne raczej dla toniku niż dla micela.
I jako tonik spisuje się dobrze-lubię nim rano przetrzeć twarz, aby zmyć brud nagromadzony przez noc. Skóra wtedy jest miękka, odżywiona i elastyczna, dodatkowo tę czynność umila mi przyjemny rożany zapach, bo woda różana jest już na drugim miejscu w składzie.
Co do demakijażu to uważam, że różany płyn micelarny od Evree nie jest do tego stworzony.
  • nie domywa dokładnie resztek makijażu-nawet przy zużyciu 4 wacików, gdy wydaje mi się, że twarz już jest czysta, nadal mam ciemne obwódki pod oczami, a nie używam na co dzień kosmetyków wodoodpornych
  • niestety moje oczy często są po nim podrażnione
  • czasami powoduje szczypanie i zaczerwienienie, ale nie zawsze, więc nie wiem od czego to może być zależne

Podsumowując:
Jestem trochę zawiedziona, bo sporo dobrego naczytałam się o tej marce. Sądziłam, że dodatek wody różanej w składzie zdziała cuda, niestety się przeliczyłam.
Jeśli szukacie dobrego płynu micelarnego to ten odradzam, a jeśli tylko toniku do odświeżenia i nawilżenia cery to można spróbować:)

Znacie? Lubicie markę Evree?

Moje kosmetyki do pielęgnacji twarzy -Blogerskie wyzwanie z Trusted Cosmetics: Tydzień 2

Hej!
Większość z Was zapewne słyszała o akcji organizowanej przez Trusted Cosmetics pod hasłem #opróżniamy kosmetyczki. Postanowiłam, że i ja:

Odpuściłam sobie pierwszy tydzień i temat "Co zawiera Twoja kosmetyczka?", bo wydał mi się zbyt ogólny i nie wiedziałam jak go ugryźć-czy chodzi o kosmetyczkę wyjazdową, czy taką, którą noszę w torebce, czy ma zawierać kosmetyki do makijażu czy też pielęgnacyjne? A jeśli wszystkie to jak je wszystkie zamieścić na jednym zdjęciu. W związku z tymi dylematami zaczynam od drugiego tygodnia i zadania pod tytułem: 
Pokażę wszystkie kosmetyki do pielęgnacji cery, których obecnie używam, z których jestem zadowolona, a którym czegoś brakuje.

Moja cera jest normalna, nie mam problemu z wypryskami czy zaskórnikami. W jej pielęgnacji stawiam głównie na nawilżenie i próbuję również zapobiegać zmarszczkom, szczególnie wokół oczu. Zauważyłam, że teraz podczas upałów mam większy problem ze świeceniem w strefie T i uwidoczniły się moje piegi.
Zacznę od porannej pielęgnacji, na którą składa się tylko hibiskusowy tonik z Sylveco. Nie do końca mi odpowiada jego konsystencja i zapach, ale w porannym tonizowaniu cery sprawdza się naprawdę dobrze-zmywa resztki nocnego kremu i wszystkie zabrudzenia, które zebrały się podczas snu. Dodatkowo bardzo szybko się wchłania, więc mogę zacząć się malować.
Rano nie używam kremu pod makijaż, bo po pierwsze mam wrażenie, że podkład się wtedy gorzej trzyma, po drugie-moja cera nie odczuwa takiej potrzeby, a po trzecie-nie mam czasu czekać aż krem się wchłonie.
Wieczorem pierwsze co robię to demakijaż. Od niedawna używam nawilżającego płynu micelarnego z Bielendy i jest naprawdę świetny-nie dość, że świetnie zmywa makijaż, nawet oczu bez żadnego podrażnienia, to dodatkowo dopieszcza moją cerę i zostawia ją nawilżoną, oczyszczoną i gładką.
Używam też żelu do mycia twarzy i demakijażu oczu z Isany, ale mi raczej służy tylko do mycia, bo niestety z demakijażem sobie nie radzi, chociaż wiem, że wiele dziewczyn jest z niego zadowolonych, a ja też nie żałuję, że go kupiłam.
Dwa razy w tygodniu oczyszczam porządnie cerę. Raz robię to samym nagietkowym peelingiem z Bania Agafii, a raz wspomagam się jeszcze szczoteczką elektryczną do twarzy z Olay. Peeling ten niestety lubi podrażniać moją dosyć odporną cerę, ale ze szczoteczki jestem bardzo zadowolona-to prezent od Męża poprzedzony moją delikatną sugestią. Wykonuję nią masaż, wybierając jedną z dwóch prędkości, dzięki czemu cera jest bardziej oczyszczona, a jednocześnie zrelaksowana.
2-3 razy w tygodniu nakładam maseczkę na około 15 minut, tyle ile trwa kąpiel. Wybieram albo maseczkę z ekstraktem z kakaowca z Avon albo odmładzającą maseczkę na mleku łosia z Bania Agafii. Obydwie świetnia pachną-jedna czekoladą, a druga orzechami i mają świetne działanie nawilżające, wygładzające i uelastyczniające cerę.
Codziennie natomiast używam dwóch kremów: Anti-age na noc z Baikal Herbals i pietruszkowego pod oczy i na powieki przeciw zmarszczkom z Ziaji. Na razie nie mogę powiedzieć czy mają jakieś działanie odmładzające, ale oba przyzwoicie nawilżają, nie pozostawiając tłustego filmu i używam ich z przyjemnością

Co chciałabym zmienić w swojej pielęgnacji twarzy?

  • znaleźć tonik, który zadowoliłby mnie i rano i wieczorem i ładnie pachniał
  • znaleźć delikatny, a jednocześnie skuteczny peeling do twarzy
  • znaleźć porządny i skuteczny krem pod oczy
  • kupić serum albo olejek, który dogłębnie odżywiałby cerę
  • regularnie korzystać z zabiegów na twarz u kosmetyczki
Podsumowując:
Ze swojej obecnej pielęgnacji twarzy jestem zadowolona-są w niej produkty raczej tanie, bo żaden nie kosztuje więcej niż 20 zl (poza szczoteczką). Bardzo polecam nawilżający płyn micelarny z Bielendy, maseczkę z Avonu i Banii Agafii.

Znacie te kosmetyki? Bierzecie udział w wyzwaniu?


Żel micelarny z Vis Plantis

Słyszałyście już o marce Vis Plantis? To firma, która (tak jak na przykład Green Pharmacy) jest produkowana przez Elfa Pharm. Przez kilka ostatnich tygodni do demakijażu używałam ich żelu micelarnego 3 w 1 "Bławatek + pantenol" i dzisiaj kilka(dziesiąt) zdań o nim.
Żel kupiłam przez Internet za około 16 zł, chociaż myślę, że już można go kupić stacjonarnie np. w Drogerii Natura. To cena za półlitrową pojemność, bo jest jeszcze dostępna mniejsza wersja-250 mililitrów. Ja zazwyczaj kupuję te duże, bo tak wychodzi bardziej ekonomicznie, poza tym ta mniejsza wersja nie ma pompki.
Buteleczka ma bardzo przyjemną, świeżą grafikę, a sam żel wydobywany jest z opakowania przez pompkę, która działa bez zarzutu i bardzo ułatwia stosowanie, więc stronę graficzną i opakowanie zaliczam na plus.

Wg producenta jest on bezzapachowy-wg mnie nie jest. Pachnie migdałami i zapach przypomina mi krem do rąk Deba, który swego czasu bardzo lubiłam (i o którym pisałam tutaj)Sama konsystencja żelu jest trochę za rzadka i nie raz zdarzyło mi się, że zsunęła się z płatka i zapaskudziła podłogę. Jest bardzo wydajny i chociaż chciałabym wypróbować już coś innego do demakijażu to on nie chce się skończyć.

Jak się sprawdza?
Średnio.

  • Muszę się bardzo przyłożyć, żeby dokładnie zmyć nim makijaż, zwłaszcza jeśli użyłam jakichś cieni i kreski na powieki, przez co trochę mi się z tym schodzi i nie zawsze jestem zadowolona z efektu. Wolę wtedy przezornie jeszcze użyć żelu do mycia twarzy z Isany, bo zdarza mi się, że bez tego rano budzę się z czarnymi podkówkami pod oczami.
  • Gdy dostanie się do oczu to szczypie
  • Lepiej sobie radzi z usuwaniem podkładu i pudru niż z demakijażem oczu, które lubi podrażniać, chociaż ja szczególnie wrażliwych oczu nie mam.
  • Pozostawia na twarzy powłoczkę, która mi przeszkadza i nijak nie mogę tego uznać za nawilżenie i ukojenie skóry. Zawsze więc po nim używam toniku albo żelu z Isany właśnie, aby się tego filmu pozbyć.

Zawiera w składzie pantenol, który dba o nawilżenie i ekstrakt z bławatka, który działa kojąco i łagodząco. Te składniki są jednak w drugiej połowie.
Denerwuje mnie dopisek pod logo firmy"Kosmetyki pełne natury", bo ja tej natury w składzie nie widzę, a zamiast tego jest kilka brzydkich nazw, ale ekspertem nie jestem, więc może się mylę. Czy jednak propanediol czy poloxamer 184 brzmią przyjaźnie? Dla mnie nie.

Podsumowując:

Dla mnie nie jest to ani naturalny produkt ani delikatny jak zapewnia producent. To już drugi kosmetyk do demakijażu od Elfa Pharm (oprócz płynu micelarnego z rumiankiem), z którego nie jestem zadowolona do końca. Przez to nie mam ochoty na kolejne produkty od nich do oczyszczania twarzy i chyba zostanę przy kosmetykach do włosów i tych do kąpieli od tego producenta, bo ile razy można się rozczarowywać?

Znacie Vis Plantis? Macie ochotę na ten żel?

Moja pielęgnacja twarzy

Dzisiaj post o pielęgnacji mojej cery. Nie mam z nią większych kłopotów-nigdy nie miałam problemów z trądzikiem czy zaskórnikami. Jednak już za rok dołączę do grona trzydziestolatek, więc w dbaniu o nią stawiam przede wszystkim na nawilżenie. Skupiam się na wieczornym jej dopieszczaniu, a rano przed makijażem używam tylko dwóch produktów:

Tonik nawilżający z Baikal Herbals używam zaraz po wstaniu-odświeża cerę, zmywa pozostałości po nocnym kremie i inne zanieczyszczenia.
Baza-serum wygładzające z AA z serii hialuronowej-służy mi jako krem pod podkład, bo dosyć szybko się wchłania. Zawiera drobinki, które mają za zadanie rozświetlić cerę, ale nie jestem zadowolona z tego dodatku, bo bez fluidu twarz wygląda jak obsypana brokatem. Po nałożeniu podkładu jednak może być-przyjemnie wygładza i uelastycznia cerę. Nie przedłuża jednak trwałości podkładu, co powinna robić baza, ale też go nie skraca.

Codziennie wieczorem zmywam makijaż, oprócz tego dodatkowo i zamiennie korzystam z różnych innych kosmetyków, które mają różne działanie. Najważniejszy jednak jest
Demakijaż
Kosmetyki kolorowe zmywam żelem micelarnym z Vis Plantis (czasami za pomocą wacików, czasami aplikuję go bezpośrednio na twarz). Prawie codziennie używam też żelu do mycia twarzy z Isany, którego jedna z funkcji to właśnie uzupełnianie demakijażu. To najnowszy produkt w całej gromadce, więc jeszcze nie mam o nim wyrobionej opinii.
Oczyszczanie
Do oczyszczania mam trzy produkty: peeling nagietkowy z Bania Agafii, maseczkę dziegciową i szczoteczkę elektryczną z Olay i używam ich 2-3 razy w tygodniu. Czasami po nałożeniu peelingu, masuję twarz szczoteczką, a czasami łączę ją z żelem z Isany. Zawsze efektem jest gładka i odświeżona cera. Po takim masażu nakładam maseczkę oczyszczającą, która daje efekt zmatowionej i gładkiej cery.
Nawilżanie
Do nawilżania mam dwa kosmetyki-tonik z Baikal Herbals, którego codziennie używam rano, ale czasami występuje też w wieczornej pielęgnacji, najczęściej po użyciu żelu micelarnego, żeby pozbyć się filmu jaki zostawia. Drugim jest czekoladowa maseczka z Avon, której jestem naprawdę zadowolona i nie dość, że rzeczywiście nawilża, wygładza i uelastycznia cerę to dodatkowo ma świetny zapach, idealny do SPA w wannie.
Odżywianie
Zawsze wieczorem nakładam albo Krem wygładzający z AA albo olejek z pestek moreli. Krem stosowałam kiedyś po użyciu serum z tej serii, ale z czasem zaczęły przeszkadzać mi te dwie warstwy na twarzy i miałam wrażenie obciążenia skóry, więc teraz używam tylko po jednym produkcie z AA. Olejek nakładam nie częściej niż 3 razy w tygodniu i zazwyczaj po peelingu i maseczce oczyszczającej. Pietruszkowy krem pod oczy z Ziaji staram się używać codziennie i to chyba pierwszy krem z Ziaji, z którego jestem w miarę zadowolona.

To tyle. Jak widać kosmetyków jest sporo. Staram się wprowadzać w miarę naturalną pielęgnację, ale drogeryjne kosmetyki też kuszą, więc wychodzi różnie. 
Chciałabym znaleźć krem pod oczy i na noc, które działają cuda tj.ujędrniają, zapobiegają zmarszczkom i nie kosztują kilkaset złotych. 

Przykładowe dni z życia mojej twarzy:

Dzień 1:
  • żel micelarny Vis Plantis
  • tonik nawilżający Baikal Herbals
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 2:
  • żel micelarny Vis Plantis 
  • żel z Isany + masaż szczoteczką Olay
  • czekoladowa maseczka z Avon
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Dzień 3:
  • żel micelarny z Vis Plantis
  • peeling nagietkowy 
  • maseczka dziegciowa
  • olejek z pestek moreli
Dzień 4:
  • żel z Isany
  • Krem wygładzający z AA + krem pod oczy z Ziaji
Jak wygląda Wasza pielęgnacja? O jakim kosmetyku chcecie poczytać więcej?

Ziaja, Mleczko do demakijażu Ogórek

Z Ziają mi jakoś nie po drodze. Po pierwsze kiepsko w moim mieście z dostępnością ich produktów, a po drugie te kosmetyki Ziaji, które miałam nie zachwyciły (maska i szampon do włosów Intensywna Odbudowa i płyny do higieny intymnej). Dlatego też ominął mnie szał na popularne serie : Liście Manuka i Liście Zielonej Oliwki. Uległam dopiero przy serii ogórkowej i kupiłam Mleczko do demakijażu. Czy ten produkt będzie odpowiedzialny za moją miłość do polskiej marki?

Pamiętam, że za czasów licealnych Ziaja miała swoje mleczka i toniki nagietkowe i ogórkowe właśnie. Nie wiem czy to, które kupiłam ma całkiem nową recepturę od tamtych sprzed lat czy po prostu trochę unowocześniono szatę graficzną, bo muszę przyznać, że zachęca do zakupu-jest prosta, estetyczna i świeża. Kupiłam więc to mleczko w Rossmannie za około 6 złotych. Nie należę do dziewczyn, które do demakijażu używają tylko płynów micelarnych, więc wiedziałam na co się piszę i mniej więcej jakich efektów się spodziewać. Teoretycznie.

Jak zwykle obietnice producenta są bogate. Które z nich znalazły potwierdzenie w rzeczywistości? O tym później. Na razie zerknijcie na skład-parafina już na drugim miejscu w składzie, zaraz za wodą, więc ja się nie dziwię, że Ziaja ma takie tanie kosmetyki, jak pakuje w nie najtańsze składniki. Tytułowy ogórek jest na piątym miejscu, więc źle nie jest.

Mleczko pachnie ładnie-świeżym ogórkiem i zapach ten bardzo mi się podoba, bo kojarzy mi się z wiosennymi nowalijkami. W konsystencji jest bardzo rzadkie i nieraz zdarzyło mi się, że zachlapałam nim płytki w łazience przy nabieraniu na wacik. Opakowanie jak wspomniałam-podoba mi się-bezproblemowo się otwiera a wieczko się nie odrywa.


Moja opinia:
Mleczko nie spełnia już pierwszej obietnicy producenta, tej dotyczącej skutecznego demakijażu. Muszę sporo się natrudzić, żeby zmyć makijaż. Nawet po użyciu 4 wacików i tak nie jestem zadowolona z efektów i gdybym tak zostawiła twarz i poszła spać, rano na pewno obudziłabym się z efektem pandy. Po tym demakijażu skóra oczu jest podrażniona i zaczerwieniona, a mimo to niedokładnie oczyszczona. Zawsze po tym produkcie używam płynu micelarnego-po pierwsze, żeby dokończyć demakijaż, a po drugie, żeby zmyć ten film, który mleczko pozostawia.
Raz odważyłam się na demakijaż samym mleczkiem-cera była gładka, miękka, elastyczna i jakby odżywiona, ale jest to zasługą raczej parafiny i jej "nawilżających" właściwości. Po tym jednym razie nie wyskoczyły mi żadne wypryski, ale myślę, że po tygodniu takiej pielęgnacji na pewno skończyłoby się na wielu pryszczach, więc wolę sobie oszczędzić eksperymentów.
Podsumowując:
To mleczko nie przekonało mnie do polskiej marki jaką jest Ziaja, a wręcz zniechęciło. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek jeszcze skusiła się na jakiś ich produkt do twarzy, a nawet jeśli to przed zakupem 5 razy przeczytam skład, bo tanie nie zawsze znaczy dobre.
Może przetestuję ich odżywki do włosów bez spłukiwania?

Polecacie jakieś kosmetyki Ziaji?

Płyn micelarny 3 w 1 "Rumianek" z Green Pharmacy

Wiecie co sobie pomyślałam, płacąc za półlitrową butlę micela 9,99 zł? Że właśnie chyba robię interes życia:) Tyle właśnie w Naturze w promocji kosztował Płyn micelarny 3 w 1 "Rumianek" od Green Pharmacy. Czy ma jednak jakieś inne zalety poza tym, że jest tani i wydajny?
Zacznę może od opakowania, które ma słabe zamknięcie. Już przy pierwszym otwieraniu plastik się połamał, ale nie przeszkadza to w dalszym użytkowaniu i nic nie wycieka. Można go kupić też o pojemności 250 ml, ale chyba wtedy nie wychodzi tak korzystnie cenowo i w wersji z owsem zamiast rumianku.


Już na drugim miejscu składu występuje gliceryna, więc myślę, że nie wszystkim podpasuje. Ekstrakt z tytułowego rumianka i nawilżający pantenol są  mniej więcej w połowie. Płyn delikatnie się pieni, jest bezzapachowy.
Obietnic producenta jak zawsze jest sporo, że oczyszcza, zmywa makijaż, łagodzi podrażnienia itp. itd.

 A jak jest w rzeczywistości?

Poniższe zdjęcia mogłyby wskazywać, że działa rewelacyjnie, bo bezproblemowo poradził sobie ze zmyciem eyelinera i tuszu z dłoni, mimo tego, że tylko szybko przetarłam ją wacikiem, bez pocierania.


Na twarzy jednak zachowuje się zupełnie inaczej. Z delikatnym makijażem (fluid, puder i tusz do rzęs) radzi sobie w porządku, chociaż i tak lekki dyskomfort na twarzy pozostaje. Z pełnym makijażem (kredka na oku, cienie do powiek, korektor, bronzer itp.) jest już znacznie gorzej. Pomimo zużycia co najmniej trzech porządnie nasączonych wacików, resztki tuszu i eyelinera zostają rozmazane na dolnej powiece. Dłuższe zmywanie prowadzi do podrażnienia i zaczerwienienia skóry wokół oczu. Gdy dostanie się do oka powoduje szczypanie, na szczęście zdarza mi się to rzadko. Po demakijażu tym płynem mam poczucie ściągnięcia skóry i chęci użycia innego kosmetyku, który by twarz ukoił i zmył tę lepkość.


Podsumowując:
Liczyłam, że ten kosmetyk dorówna mojemu ulubieńcowi z Garniera i pozwoli zaoszczędzić kilka złotych. Przeliczyłam się i teraz będę się z nim męczyła jeszcze jakieś pół roku, bo na moje nieszczęście jest bardzo wydajny i mimo używania prawie codziennie od około dwóch miesięcy, w buteleczce pozostała jeszcze ponad połowa.

Miałyście? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z Green Pharmacy?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...