Niby Lirene to polska firma, ale podchodzę do niej z rezerwą. Do pielęgnacji chyba jeszcze nic od nich nie kupiłam, za to udało mi się przetestować 3 podkłady sygnowane tą marką. Najnowszym nabytkiem jest fluid dopasowujący się do koloru cery Perfect Tone. Jak wypadł i czy warto go kupić na jutrzejszej promocji w Rossmannie?
Dostępny jest w ośmiu odcieniach, ja oczywiście zdecydowałam się na najjaśniejszy, czyli Ivory. Kupiłam go podczas poprzedniej akcji promocyjnej, chociaż dalej jest reklamowany jako "nowość". Na stronie Rossmanna jest po 35 zł, czyli po rabacie wychodzi jakieś 17 zł za 30 ml i szklaną butelkę.
Przyznam, że przez "dopasowanie się do koloru cery" rozumiałam stopienie się z nią, tak żeby nie był widoczny, a jednocześnie żeby twarz była zmatowiona, niedoskonałości skorygowane i żeby wyglądała po prostu lepiej niż bez makijażu.
Pierwsze co mnie zaskoczyło po odplombowaniu taśmy "Safety Lock" był aplikator, czyli szpatułka-w drogerii tester miał pompkę i to mnie właściwie skusiło do zakupu, bo nigdy podkładu z takim patyczkiem nie miałam i nie wiedziałam właściwie jak się do aplikacji zabrać.
Konsystencja jest dosyć rzadka, ale nie wodnista. Gdy nakładam podkład palcami, ilość znajdująca się na aplikatorze wystarcza na całe jej pokrycie, ale gdy używam gąbeczki to muszę jeszcze z 2-3 razy sięgać do szklanej buteleczki.
Z kolorem trafiłam idealnie tzn. nie jest on zbyt blady, nie wyglądam w nim jak śmierć, ale widać, że pasuje do mojej cery.
Drugim (po opakowaniu) zaskoczeniem był efekt jaki daje na mojej twarzy. Nie jest to mat i "efekt drugiej, lepszej cery" jakiego oczekiwałam zamiast tego mam:
- zdrowy, promienny wygląd
- subtelny połysk, który jest idealny na wiosnę
- cerę wygładzoną i rozświetloną
- delikatne krycie, które wyrównuje koloryt i zakrywa suche miejsca na twarzy
- uczucie komfortu i nawilżenia przed długie godziny-nie nakładam pod niego żadnego kremu i nie czuję żadnego uczucia ściągnięcia ani wysuszenia
- cerę, która wygląda bardzo naturalnie i lubię przeglądać się wtedy w lusterku
Czasami zapominam go przypudrować, a jak sobie o tym przypomnę i zerknę w lusterko to stwierdzam, że twarz wcale tego nie potrzebuje. Nie ciemnieje, nie roluje się ani nie ściera, nawet po kilku (około 7 h) twarz wygląda dobrze i zdrowo.
Ja jestem bardzo z niego zadowolona, bo lubię wszelkiego rodzaju rozświetlające podkłady, właściwie to na takie tylko zwracam uwagę przy zakupie. Jeśli ktoś będzie oczekiwał mocnego matu, ukrycia krostek i mocno kryjącego efektu to nie będzie z tego fluidu zadowolony.
Podsumowanie:
Porównałabym go z podkładem Rimmel Wake Me Up, z tym że ten z Lirene jest dużo lepszy-po pierwsze ma bardziej dopasowany odcień, Rimmel nawet najjaśniejszy jest sporo za ciemny dla mojej bladej cery. Rimmel dawał też efekt tłustej cery i świeciłam się po nim niemiłosiernie, poza tym miałam wrażenie, że zapycha pory, a tu mamy ładny połysk, rozświetlenie i w pakiecie nawilżenie.
Jeśli szukacie rozświetlającego podkładu na wiosnę to bardzo polecam:)
Znacie? Lubicie Lirene?







