40 dni bez zakupów kosmetycznych-czy dałam radę?

Jak sporo z was brałam udział w akcji Naomi "Przez 40 dni nie kupuję kosmetyków!". 
.
Akcja zakończyła się 3 kwietnia. Czy dałam radę nic przez ten czas nie kupić z kosmetyków?
Zaraz wam odpowiem, ale od początku.
Chciałam wziąć udział w tym wyzwaniu, bo mam słomiany zapał i ciężko cokolwiek doprowadzić mi do końca-tak jest z odchudzaniem, z nauką, z jakimkolwiek innym postanowieniem, więc był to dobry sprawdzian mojej silnej woli.
Na początku omijałam wszystkie Rossmanny i Natury z daleka, jedynie w Tesco obchodziłam dział z kosmetykami. Na szczęście nic mnie jednak nie skusiło.
W tym czasie też postanowiłam przejrzeć swoje zbiory kosmetyczne i przeraziłam się jaka ogromna ilość produktów (szczególnie tych do włosów) czeka na swoją kolej. Wpadłam więc na pomysł pozbycia się części z nich i zorganizowania rozdania na swoim blogu, ale że nie chciałam aby nagrodami były tylko kosmetyki do włosów-poszłam więc do Rossmanna i uzupełniłam komplecik.
Nie wydałam na to na szczęście więcej niż 30 zł, a więc zmieściłam się w kwocie, którą regulamin akcji dopuszczał. Na szczęście żadnej włosowej odżywki, maski, serum tudzież szamponu nie kupiłam.
Podsumowując-jestem umiarkowanie zadowolona z siebie. Znowu sprawdziła się u mnie zasada "wszystko albo nic", czyli jeśli pozwolę sobie na jedną niedozwoloną rzecz to pociąga ona całą lawinę (czytaj: jeśli kupię jeden kosmetyk, to dokupię jeszcze drugi i trzeci).

A jeśli chcecie wiedzieć o co uszczupliły się moje zapasy i na co wydałam zabronione pieniądze, to zapraszam na rozdanie-KLIK:)

A wy dałyście radę wytrwać?

Olejki orientalne Marion + weekend dla włosów

Weekend=więcej czasu dla siebie. Miałam zamiar, aby wreszcie odkurzyć rower i wyprowadzić go na pierwszą wiosenną przejażdżkę, ale niebo zachmurzone, chłodno i deszcz wisi w powietrzu. Musiałam więc edytować plany i tą miłą nadwyżkę wolnego czasu wykorzystałam na poświęcenie trochę więcej uwagi niż zwykle swoim włosom i po raz pierwszy zastosowałam tak złożoną pielęgnację.
Co konkretnie zrobiłam?
  1. Najpierw umyłam włosy szamponem Bambino.
  2. Na mokre włosy nałożyłam maskę Biovax "Keratyna i Jedwab"  zmieszaną z oliwką Babydream w proporcji "na oko". Nałożyłam na długość.
  3. Trzymałam maskę pod czepkiem i ręcznikiem ok. 50 min.
  4. Umyłam włosy szamponem Babydream.
  5. Nałożyłam odżywkę DeBa na ok. 3-4 minuty.
  6. Spłukałam i nałożyłam na mokre końcówki kropelkę olejku orientalnego Marion.
  7. Gdy włosy podeschły dołożyłam im jeszcze jedną porcję olejku.
Potem wyglądały tak:
  • były super miękkie
  • nawilżone
  • błyszczące
  • lekkie
(Dopiero na tym zdjęciu zauważyłam, że prawa strona bardziej się faluje niż lewa. O co chodzi? Też tak macie?)
Pomijając "prawoskręt" spodobała mi się taka złożona pielęgnacja, bo:
  • włosy są bardziej odżywione niż przy pojedynczym nakładaniu odżywki/maski
  • szybciej można się pozbyć nadmiaru kosmetyków:)
Myślę, że będę ją stosowała około raz w tygodniu, najprawdopodobniej w weekend, bo myślę, że za często mogłaby obciążyć włosy.
A teraz kilka słów o produkcie, który użyłam do ochrony końcówek-Olejek Orientalny Odżywienie Włosów Macadamia & Ylang-ylang firmy Marion. Jest to jeden z 4 olejków z tej serii ( w zapasach mam jeszcze Jojoba & Słonecznik).
Informacje ze strony producenta:
Oleje zawarte w formule odżywiają włosy, odbudowując ich strukturę.
  • Makadamia - zapewnia włosom głębokie odżywienie, wygładzenie i regenerację, ułatwiając ich układanie.
  • Argan - przywraca włosom piękny połysk, nadając im miękkość i elastyczność, bez ich obciążania.
  • Ylang - ylang- stymuluje porost włosów, odbudowując je i regenerując. 
Dzięki nim włosy wyglądają zdrowo i są pełne blasku. Do każdego rodzaju włosów.
Kilka kropel produktu wystarczy, żeby włosy odzyskały naturalny i zdrowy wygląd.

Skład: 
Cena i dostępność:
Ja kupiłam obydwa olejki w promocji za 4,99 zł w Naturze. W Rossmannie nie ma chyba tej firmy. Cena regularna olejku to około 7 zł.
Opakowanie: 
Plastikowa, przezroczysta buteleczka z wygodną pompką, która się nie zacina. Opakowanie nie jest jednak zbyt trwałe, bo pękła mi przykrywka, prawdopodobnie musiała mi spaść, ale nie mam jej tego za złe. Jedno naciśnięcie pompki daje ilość idealną dla mojej długości włosów.
Konsystencja i zapach: 
Konsystencja typowa dla takiego produktu-niezbyt gęsta, rozlewa się na dłoni, ręce po wtarciu olejku we włosy nadal są tłuste. Kolor lekko różowy.
Zapach jest genialny-orientalny właśnie, chociaż mi się kojarzy z jeszcze płynną galaretką truskawkową (chociaż nie pachnie jak truskawki).
Działanie i moja opinia:
Nakładam go zarówno na mokre włosy zaraz po myciu i wytarciu ich ręcznikiem, jak i na suche. W obydwu przypadkach świetnie wygładza włosy. Są po nim miękkie, delikatne i pachnące, chociaż zapach nie utrzymuje się długo. Pięknie się błyszczą. Gdy widzę, że mam puch na głowie, np. od wilgoci, aplikuję jedną pompkę i włosy znowu są zdyscyplinowanie i gładkie, ale nie obciążone.
Nie wierzę w dogłębną regenerację i odżywienie, które obiecuje producent-olejki znajdują się w składzie po substancji zapachowej. Tego typu kosmetyk ma za zadanie zabezpieczyć włosy i nadać ładny, zdrowy wygląd i tutaj spełnia swoje zadanie.
Jestem zadowolona z tego olejku i to za całe 5 zł.
Ciekawe jak się spisze ta druga wersja.

Ocena: 4/5

Znacie ten olejek albo jego rodzinę? Czym i jak zabezpieczacie włosy?

Kobo-trwały podkład matujący

Jest to chyba pierwszy post na moim blogu o produkcie do makijażu. Nic na to poradzę. Pisałabym częściej o kolorówce, gdybym się bardziej w tej sferze orientowała, a chciałabym chciała. Mazidła do malowania się mam, a i owszem, ale raczej w ilości minimalnej-tak, żebym mogła wyjść lekko maźnięta i nie straszyć ludzi.
Na przykład podkład mam tylko jeden i dzisiaj kilka słów o nim-o trwałym podkładzie matującym firmy Kobo.
Kupiłam go za 14,99 zł w promocji w Drogerii Natura i chyba tam tylko są do kupienia kosmetyki tej firmy. Cena na stronie producenta to 21 zł za 30 ml, więc jestem 6 zł do przodu:)
Mam odcień najjaśniejszy z 5 dostępnych, czyli 100 Light Beige i mimo, że jestem bladziochem, to idealnie pasuje do mojej cery.

Skład jest dosyć długi, więc domyślam się, że raczej niezbyt ekologiczny:  Aqua, PEG/PPG-18/18Dimethicone, Isododecane(and)Dimethicone(and)Polysilicone 11(and)Dimethylacrylamides/Acrylic Acid/Polystyrene/Ethyl Methacrylate Copolymer(and)Butylene Glycol(and)Coco-Caprylate Caprate, Cyclohexasiloxane(and)Cyclopentasiloxane, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Propylene Glycol, Octyl Methoxycinnamate, Dimethiconol, Methylmethacrylate Crosspolymer, Cyclomethicone(and)Quaternium-18 Hectorite(and)Propylene Carbonate, Polyglyceryl-4 Isostearate(and)Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone(and)Hexyl Laurate, Talc, Magnesium Aluminum Silicate(and)Cellulose Gum, Phenoxyethanol(and)Methylparaben(and)Propylparaben(and)DMDM Hydantoin, Potasium Cetyl Phosphate, Stearyl Dimethicone(and)Octadecene, Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, α-Isomethyl Ionone, Tocopheryl Acetate, [+/- Triethoxycaprylylsilane, CI 77491, CI 77499, CI 77891, CI 77492]
Konsystencja: dosyć gęsta, ale łatwo się rozsmarowuje na twarzy. Dzięki temu podkład jest wydajny - używam go niecodziennie od stycznia i mam jeszcze mniej niż połowę opakowania.
Opakowanie: miękka, plastikowa tubka, nic wymyślnego i ekskluzywnego za 15 zł. Znajdziemy na nim też obietnice producenta:

A teraz po kolei:

  • nałożony na twarz, nie daje efektu maski, wygląda naturalnie, promiennie i zdrowo. Czy kryje niedoskonałości skóry? Nie wiem, bo takowych nie posiadam, ale obawiam się, że większych zaczerwienień nie zatuszuje i z wypryskami też sobie raczej nie poradzi.
  • skóra po nim jest ładnie zmatowiona na jakieś 6 h, ale nawet po tym czasie ładnie wygląda na buzi-ja nie mam problemów z nadmiarem sebum.
  • cera rzeczywiście jest wygładzona i aksamitnie gładka w dotyku. 
  • polemizowałabym co do niezatykania porów-mam wrażenie, że stosowany kilka dni pod rząd na długie godziny zapycha
  • nie ciemnieje na twarzy
  • gdy wieczorem zmywam makijaż-wacik jest mocno brudny, a więc nie znika szybko z twarzy

Podsumowując:
Mam cerę raczej bezproblemową. Do tej pory używałam podkładów rozświetlających, więc ten matujący z Kobo zrobił na mnie dosyć dobre wrażenie, daje zupełnie inne rezultaty na skórze niż te rozświetlające. Ja go używam na przemian z kremem BB i jestem zadowolona z każdorazowego efektu. Nie nadaje się raczej do codziennego stosowania, bo zawiera spore ilości silikonów i może doprowadzić do zapchania porów. Plus za cenę i za gamę dostępnych odcieni, dzięki czemu nawet takie bladolice jak ja mogą dobrać odcień odpowiedni do karnacji i wyglądać dzięki temu zdrowo i promiennie.

Ocena: 3,5/5

Używacie kosmetyków tej firmy? A może tego konkretnego podkładu?

Aktualizacja włosów -kwiecień

Początek miesiąca, a więc czas na kolejną aktualizację włosową. Co działo się na mojej głowie w marcu? Sporo.
  • do połowy miesiąca wcierałam kozieradkę, ale efekty nie powaliły na kolana, o czym zresztą pisałam tutaj.
  • od drugiej połowy marca wcieram w skórę głowy olejek z czerwoną papryką z Green Pharmacy (obydwie wcierki miały przyśpieszyć porost, zgodnie z akcją "Zapuszczamy włosy na lato").
  • biorę (brałam) udział w akcji Anwen "Marzec miesiącem olejowania", więc przed każdym myciem aplikowałam na długość niebieski olejek Babydream. Wiem, że może to nie najlepszy wybór, ale kupiłam go z myślą o moim dziecku, ale on nie przepada za wszelkiego rodzaju oliwkami, więc muszę ja te zapasy zużyć. Efektów olejowania też nie widzę-mam wrażenie, że końcówki są bardziej suche niż wcześniej, a olejek z reguły nakładałam na mokre włosy na ok. godzinę przed myciem, czasami na całą noc, czasami na odżywkę.
  • od 24 lutego i przez cały marzec piłam drożdże. Jak dzisiaj przypomnę sobie ich smak-to aż mną wstrząsa. Opuściłam może w sumie tylko ze 3 dni, a więc jak na mnie-byłam bardzo systematyczna.
Po tych wszystkich akcjach włosy przedstawiają się w kwietniu tak jak poniżej. Nie wiem jaki przyrost osiągnęłam w tym miesiącu (nie umiem mierzyć włosów), ale po pasku na bluzce wydaje mi się, że trochę urosły. Włosy wyglądają też na bardziej błyszczące, ale ja na co dzień aż takiego blasku nie widzę. A wy widzicie jeszcze jakieś inne różnice? (Włosy do obydwu aktualizacji najpierw naolejowałam, potem oczyściłam Barwą Ziołową Czarna Rzepa i zamaskowałam pod czepkiem na ok. 20 minut Biovax-em z keratyną i jedwabiem).

Jakie mam plany na kwiecień? Będę używała poniższych produktów-tych samych, co w marcu. Bambino jest na ukończeniu, więc znów z radością wrócę do mycia Babydreamem. Dalej będę olejowała tym co wcześniej, bo może miesiąc to za krótko, żeby zobaczyć efekty, a poza tym bardzo mało mi tej oliwki ubyło, więc dalej będę ją męczyć (albo ona mnie).

W kwietniu odpuszczę sobie niewątpliwą przyjemność picia drożdży. Będę natomiast starała się ok. raz w tygodniu nałożyć na skórę głowy maskę z drożdży-to też podobno wzmaga przyrost.
Macie jakieś doświadczenie w tej kwestii?
Jaki jest wasz plan pielęgnacji na kwiecień?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...